Wilno i Wileńszczyzna
Antoni Radczenko

Wiktor Łozowski: Rudziszki leżą na trzech wielorybach

Zaskoczyła ilość informacji gazetowych o Rudziszkach w okresie międzywojennym i w dużym stopniu były to materiały o charakterze kryminalnym –powiedział w rozmowie z zw.lt Wiktor Łozowski, nauczyciel historii w Gimnazjum Jana Pawła II, który wydał książkę „Dym Małej Ojczyzny. Dzieje miasteczka Rudziszki i okolic”.

Wiktor Łozowski: Rudziszki leżą na trzech wielorybach
Fot. Antoni Radczenko

Antoni Radczenko, zw.lt: Jak powstał pomysł na napisanie książki?

Wiktor Łozowski: Pomysł na książkę o Rudziszkach pojawił się w kontekście prac nad powiatem trockim. Zajmowałem się trochę genealogią. Pracowałem w archiwum. Później jednak powstał dylemat czy muszę brać się do pracy w szkole na pełny etat, czy raczej zrezygnować ze szkoły i pracować w archiwum. Po zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że w szkole jednak będę bardziej potrzebny. Dlatego na pewien okres badania nad powiatem trockim zawiesiłem. Miałem jednak sporo materiału o gminie rudziskiej, a Rudziszki są moim rodzinnym miasteczkiem, więc stwierdziłem, że muszę ten bogaty materiał archiwalny jakoś zaprezentować interesantom.

Czy książka została wydana na własny koszt? Czy byli sponsorzy?

Wiktor Łozowski: Chyba by się znaleźli, ale nie szukałem. Wydałem na własny koszt, ponieważ tak jest prościej. Obecnie takich książek na rynku wydawniczym jest sporo, więc znalezienie sponsora nie jest czymś łatwym i prostym. Z drugiej strony autor nie szukając sponsorów jest bardziej niezależny.

Rudziszki są Pana rodzinnym miasteczkiem. A kiedy pojawili się tam pierwsi Łozowscy?

Wiktor Łozowski: Właśnie Łozowscy nie są autochtonami w Rudziszkach. Ze strony ojca moja rodzina pochodzi z Zatrocza, gdzie mieszkała od wieków i uprawiała ziemię. Później zostali zesłani i repatriowali się do ojczyzny tylko po traktacie ryskim w 1922 r. Powrócili w rodzinne strony, z tą różnicą, że do Rudziszek. Ojciec ze strony mamy pochodzi z parafii sumiliszskiej, natomiast skąd pochodziła jej mama to nawet nie wiem. Rodzina mamy przybyła na te ziemie jako osadnicy. Więc bardzo głębokich korzeni w Rudziszkach nie mam. Mieszkamy tam tylko od kilku pokoleń. To jest kolejna przyczyna, dlaczego napisałem książkę, ponieważ chciałem się więcej dowiedzieć. Pewną miłość do tej miejscowości i historii zaszczepił mi dziadek, który wiele opowiadał w dzieciństwie. W swych opowiadaniach poruszał wiele szczegółów, które odzwierciedliłem w swej pracy.

Czy pracując nad książką, zbierając materiał, natrafił Pan na coś zaskakującego?

Wiktor Łozowski: Wielkich zaskoczeń nie było. Zaskoczyła być może ilość informacji gazetowych o Rudziszkach w okresie międzywojennym. Przewertowałem sporo numerów „Kuriera Wileńskiego”, „Słowa” czy „Przyjaciela”. Zaskoczyła masa materiałów o charakterze kryminalnym. Co jeszcze raz potwierdza trudną drogę miasteczka do socjalizacji. Nie ma co ukrywać, to była taka wielce zacofana wiocha. Co prawda udało mi się podważyć tradycję błędnego datowania początków miasteczka. W oparciu o „Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” z 1880 r. jest podawana data rok 1774. Udało mi się natomiastznaleźć dokumenty, które świadczą o tym, że miasteczko jest o co najmniej 30 lat starsze. Rok 1740 jest początkiem powstania Rudziszek. Pochodzenie nazwy też nie jest do końca jasne. Jedna wersja mówi o praojcach, którzy wytapiali w tym miejscu rudę błotną. Druga wersja, o której mówił językoznawca Aleksandras Vanagas, twierdzi, że nazwa pochodzi od nazwisk pierwszych mieszkańców. Rudys, Rude, czyli od rudzielców, tak zwanych złocistych czubów. Tym niemniej same miasteczko zaczęło rozwijać się tylko w drugiej połowie XIX wieku, kiedy w Rudziszkach przełożono kolej. Mam właśnie taką teorię, że miasteczko leży na trzech wielorybach: kolej, tartacznictwo oraz Żydzi. To właśnie sprytni mieszkańcy wyznania mojżeszowego dzięki handlowi i budownictwu pchnęli je do przodu. Do II wojny światowej ok. 60 proc. mieszkańców Rudziszek stanowili Żydzi. Po wojnie opustoszały.

I doszło do drastycznej zmiany narodowościowej?

Wiktor Łozowski: Tak. Bo przed wojną w Rudziszkach mieszkali przede wszystkim Żydzi i Polacy. Jak wiadomo podczas wojny Żydzi zostali eksterminowani. Ci, którzy ocaleli wyemigrowali do Izraela lub Ameryki. Polacy również repatriowali się do Polski. Spośród Polaków, którzy zostali, to przede wszystkim mieszkańcy gminy. Z samego miasteczka prawie wszyscy wyjechali. Rudziszki znajdują się na styku kultur, dlatego po wojnie nastąpił napływ ludności litewskiej. Na przykładzie szkół widać, że miasteczko traci swoją trójjęzyczność, bo praktycznie nie zostało klas polskich. Chyba jest tylko kilka pionów.

A dlaczego Pana rodzina nie wyjechała do Polski?

Wiktor Łozowski: „Winowajcą” tego, że  zostaliśmy tutaj na dobre i na złe, był dziadek. Cała rodzina już szykowała się do wyjazdu, był przeznaczony wagon, ale w ostatniej chwili dziadek uparł się i zrezygnował. Motywował to tym, że przed kilkoma laty zbudował dom i był to jeden z najpiękniejszych domów w Rudziszkach. Co prawda nigdy dziadkowi nie zarzucaliśmy, że podjął taką decyzję. Chociaż prawie cała rodzina wyjechała. Zresztą to nie był jedyny taki przypadek, jeśli chodzi o dziadka. Przed wojną miał zamiar wyjechać do Ameryki, gdzie okazali się jego bracia, ale też zrezygnował.

Z tego co wiem, wspólnie z uczniami odwiedza Pan Rudziszki?

Wiktor Łozowski: Wzięliśmy udział w projekcie poświęconym 150. rocznicy Powstania Styczniowego zorganizowanego przez Fundacje „Wolność i Demokracja”. Musieliśmy znaleźć miejsce związane z powstaniem. Pracując w archiwum udało mi się znaleźć kilka artykułów, w których były relacje z odsłonięcia pomnika bohaterom powstania 1863 roku w 1933 roku, czyli na 70. rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego. Pomnik znajdował się w gminie rudziskiej, w 10 kilometrach od miasteczka, w Puszczy Rudnickiej. Postanowiliśmy pojechać tam z uczniami, aby zobaczyć w jakim stanie znajduje się teraz krzyż. Jak wynikało z relacji, jeszcze wtedy żyjących świadków powstania, w tym miejscu byli pochowani powstańcy bracia Kuncewiczowie. Do 1990 r. dbano o drogę do krzyża oraz o pomnik, ale przez ostatnie 25 lat wszystko uległo zniszczeniu. Musieliśmy więc pojechać terenówką, bo innym środkiem transportu to było niemożliwe. Początkowo błądziliśmy, ale dzięki mieszkańcom okolicznych wsi udało się znaleźć to miejsce. W miarę swych możliwości uporządkowaliśmy krzyż i zapaliliśmy znicze. Zostaliśmy laureatami projektu i prezentowaliśmy go w Warszawie. Młodzież na pewno była zadowolona.

Czy takie wyjazdy w teren są potrzebne dla młodzieży szkolnej?

Wiktor Łozowski: Tak. Musimy młodzież zachęcać, motywować do uczenia się historii na takich „żywych przykładach”. W swej książce projektowi poświęciłem kilka stron i zdjęć.

Wspomniał Pan, że w pewnym momencie stał przed wyborem między archiwum a szkołą. Dlaczego padło na szkołę?

Wiktor Łozowski: Dobre pytanie. Być może praca w archiwum nie była do końca moją pasją. Lubię od czasu do czasu zajrzeć do archiwum, ale na stałe nie byłem gotowy. Tym bardziej, że byłem przywiązany do tej szkoły, do dzieci. Sądzę też, że imię patrona szkoły (Jan Paweł II – przyp. red.) zobowiązywało do tego, aby nie zdradzić misji, z jaką tutaj jesteśmy.

Czy jest jakiś okres w historii, który Pana najbardziej ciekawi czy fascynuje?

Wiktor Łozowski: Zainteresowania się zmieniają. Kiedyś bardziej lubiłem historię starożytną: Grecja, Rzym, Egipt, Międzyrzecze. Później coraz bardziej interesowałem się historią nowożytną. Natomiast ostatnie kilkanaście lat to jest przede wszystkim historia najnowsza. Ponieważ jest najwięcej źródeł, ślady tej epoki są jeszcze widoczne i wyraźne. Generalnie jesteśmy świadkami przemijania dziejów.

Co spowodowało, że w ogóle wybrał Pan historię?

Wiktor Łozowski: Od dzieciństwa miałem zamiłowanie do historii. Może nawet bardziej do geografii. Natomiast większe zainteresowanie historią nastąpiło w latach tzw. „peristrojki” Gorbaczowa. Wielki wpływ na mnie miało to, że w czasach tej „głasnosti” pojawiło się wiele materiałów, których wcześniej zwyczajnie nie było. Bo była cenzura.

Prezentacja książki odbędzie się już 24 marca o godz. 13 w bibliotece miejskiej w Rudziszkach.