Wilno i Wileńszczyzna
Antoni Radczenko

Vinokuras w PKD: Litwini nie są Żydobójcami

Prezentacja książki znanego litewskiego publicysty oraz aktora żydowskiego pochodzenia Arkadijusa Vinokurasa „Nie zabijaliśmy“ („Mes nežudėme“) w Polskim Klubie Dyskusyjnym przeistoczyła się w dyskusję na temat Holocaustu, dyskusję o ofiarach i katach oraz zbiorowej odpowiedzialności.

Dyskusja odbyła się w 74. rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Spotkanie w Domu Kultury Polskiej moderował dziennikarz Dariusz Malinowski.

To nie jest książka o przeszłości

W swojej książce Vinokuras opisał spotkania z potomkami osób, które wzięły aktywny udział w zagładzie litewskich Żydów. Opublikował też listę 360 obywateli litewskich, którzy zabijali lub prześladowali swych żydowskich współobywateli. „To nie jest książka o Holocauście. Ta książka jest o tym, że dzieci nie są odpowiedzialne za grzechy rodziców, że Litwini nie są Żydobójcami. Podobnie, jak Polacy nie są narodem Żydobójców” – na wstępie zaznaczył Vinokuras.

Zdaniem autora najważniejsze jest, aby potomkowie „katów i ofiar” wyciągnęli ku sobie ręce i „zaczęli ze sobą rozmawiać”. Pod tym względem jego książka „wyłamuje się” z ogólnego trendu publikacji o Holocauście i miała pewne problemy z wydaniem oraz promocją. Litewska Wspólnota Żydowska odmówiła wsparcia finansowego i ostatecznie książkę wydało Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy. Co prawda po wydaniu książki nastawienie wspólnoty żydowskiej zmieniło się. Pomoc w promowaniu „Nie zabijaliśmy” zaoferowało początkowo MSZ RL, ale później swoje wsparcie cofnęło. „Ta książka nie jest o przeszłości, tylko o dniu dzisiejszym oraz o tym, czy uda nam się uporać z tym problemem. (…). Pod tym względem wszystko zależy od człowieka, jak on przekaże tę prawdę swoim dzieciom” – oświadczył pisarz.

Twój ojciec był zwierzęciem

Vinokuras podkreślił, że na samym początku nie wiedział, jak na jego propozycję rozmowy zareagują potomkowie Żydobójców. Bo „bardzo często to byli kochani ojcowie, dziadkowie czy wujkowie” i nie zawsze ich dzieci, wnuki czy krewni wiedzieli, co robili w czasie II wojny światowej. „I to jest naturalne. Mój ojciec, który przeżył Holocaust, nigdy mi o tamtych czasach nie opowiadał. A tym bardziej swoim udziałem w Holocauście nie chwaliłby się przecież kat. Bo przecież nikt nie podejdzie do swojego dziecka i nie powie: „Wiesz zabiłem tysiąc dzieci czy kobiet”. Poza tym w ogóle się pogodzić z myślą, że twój ojciec był zwierzęciem, jest czymś trudnym” – zaznaczył publicysta.

Rozmowy z potomkami katów lub osób biorących udział w Zagładzie były bardzo trudne pod względem psychicznym dla obu stron. „Bardzo często potomkowie katów płakali, a ja płakałem razem z nimi” — nie kryjąc wzruszenia przyznał się uczestnikom spotkania Arkadijus Vinokuras. Po każdej takiej rozmowie, żona pisarza musiała spełniać rolę psychoterapeuty. „Niektórzy mówili, że jest im wstyd. Pewna kobieta powiedziała mi: „Boże, co ja teraz z całą tą wiedzą zrobię, jak będę dalej żyć?” – opowiadał autor.

Gardło pod nóż

Jego zdaniem ogromu problemu nie rozumieją nie tylko zwykli mieszkańcy, ale również warstwy wykształcone. Podczas jednego ze spotkań na ubiegłorocznych Wileńskich Targach Książki Vinokuras wspomniał, że tymczasowy rząd Litwy Juozasa Ambrazevičiusa-Brazaitisa, który powstał po zajęciu Litwy przez Niemców, również ma sporo na sumieniu, jeśli chodzi o kwestię żydowską. Publicyście od razu zaoponował Vytautas Landsbergis. „Landsbergis wówczas powiedział: „To co oni musieli zrobić? Nadstawić własne gardło pod nóż?” Odpowiedziałem: „Profesorze, oni nie swoje gardło nadstawili, a swych współobywateli!” Wśród zabójców był cały przekrój społeczny ówczesnej Litwy” – podkreślił Vinokuras. Jego zdaniem wciąż dużym problemem Litwy jest „zamiatanie tych spraw pod dywan” lub pomijanie kwestii żydowskiej. Jako przykład podał wydaną niedawno monografię o wielowiekowej historii Uciany, w której o Żydach, którzy przez 400 lat stanowili duży odsetek społeczeństwa tej miejscowości jest… tylko jedno zdanie.

Holocaust – wspólną tragedią

Uczestnicy dyskusji dociekali, dlaczego właśnie na Żydach skupiła się tak olbrzymia nienawiść, gdzie są źródła antysemityzmu. Vinokuras powiedział, że nie zna uniwersalnej odpowiedzi na to pytanie. „Żydzi byli inni. Trzymali się swoich tradycji. Nie narzucali nikomu swojej religii, bo judaizm nie jest religią misjonarską, jak chrześcijaństwo czy islam. (…) Żydzi byli takim ciałem obcym. To była grupa etniczna, która nie mogła się obronić. Były też przyczyny ekonomiczne. Żydzi nie mogli kupować ziemi, uprawiać roli, ale mogli zajmować się finansami, pożyczać pieniądze pod wysoki procent, czego nie mogli robić chrześcijanie. W Hiszpanii średniowiecznej na przykład cały dwór był zadłużony Żydom i co było robić, gdy nie dało się rady spłacić tego długu? Trzeba było Żydów wygonić” – wymienił jedną z możliwych hipotez publicysta.

Także na Litwie, uważa Arkadijus Vinokuras, antysemityzm był obecny od zawsze i w dużym stopniu pozostaje żywy nadal. „Przed rokiem 1926 Litwa była krajem demokratycznym, Żydzi posiadali wszystkie przysługujące im prawa, jak inni obywatele. Wszystko się zmieniło po zamachu stanu Antanasa Smetony. Od lat 30-tych władze Litwy odgórnie ograniczały prawa żydowskich obywateli. Żydom nie udzielano kredytów w bankach, nie mogli też zajmować stanowisk urzędniczych. Oficjalnie na Litwie, podobnie jak np. w Polsce, i na tym polega zasadnicza różnica naszych krajów z Niemcami, dlatego nie można mówić o zbiorowej odpowiedzialności Litwinów, nie było ustaw antysemickich, ale antysemicka propaganda była bardzo silna, wiele rzeczy działo się pozaustawowo” — zwrócił uwagę Vinokuras.

Tego nastawienia nie zmieniła również władza sowiecka, która tylko na pokaz był internacjonalistyczna. „Tuż po wojnie sądy sowieckie nie orzekały kary śmierci dla Żydobójców. Oprawcy dostawali wyrok 10-15-20 lat. Zabijani, torturowani byli antysowieccy partyzanci, ale nie Żydobójcy. Taka praktyka była niewątpliwie antysemicka. Sowiecka okupacja zakonserwowała nastroje antysemickie” – podkreślił Vinokuras. Jego zdaniem, chociaż nie można mówić o odpowiedzialności dzieci katów za winy i przestępstwa ich ojców i dziadków, to niewątpliwie na dzisiejszej Litwie spoczywa spora odpowiedzialność polityczna. „Uważam, ze prezydent Algirdas Brazauskas bardzo słusznie postąpił przepraszając naród żydowski. Powinniśmy zrobić wszystko, przede wszystkim po przez prewencję, oświatę, szkolnictwo, żeby temat Holocaustu przestałby być tylko tragedią żydowską, a temat stalinowskich represji — tylko tragedią litewską. To wspólne tragedie wszystkich narodów tworzących jeden litewski naród polityczny: Litwinów, Żydów, Polaków, Rosjan…” — podkreślił Vinokuras.

„Nie ma żadnej gwarancji, że takie tragiczne wydarzenia się już więcej nigdy nie powtórzą. Być może na inną skalę, być może w stosunku do innych grup społecznych… (…) Dlatego musimy ciągle o tym rozmawiać, pisać książki, przestrzegać, robić wszystko, żeby taka możliwość na zawsze pozostała tylko teoretyczną. Cieszę się, że Polski Klub Dyskusyjny tą dyskusją mógł się ku temu trochę przyczynić” — podsumował spotkanie prezes PKD Grzegorz Miłoszewicz.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!