Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Valerjan Romanovski: Rekord to efekt uboczny

Jeździł rowerem przez dwie doby bez przerwy, przetrwał 100 godzin w temperaturze minus 60 stopni, a za dwa lata chce samotnie przejechać rowerem 1000 kilometrów w najzimniejszej części Syberii. Ostatni rekord Valerjana Romanovskiego to "kilometr nad dachem świata" - w ciągu 12 godzin nieprzerwanej jazdy sportowiec przekroczył 10 km przewyższenia. "Wszystko jest możliwe"- przekonuje Romanovski.

Małgorzata Kozicz, zw.lt: Pana najnowszy rekord to ponad 10 tys. metrów w pionie przejechanych rowerem szosowym. Jak przygotować się do takiego rekordu, jakiego rodzaju to obciążenia dla organizmu?

Valerjan Romanovski: Ten rekord jest trochę inny od poprzednich. W innych projektach rywalizowałem z zimnem, z upałem, z czasem, na przykład jechałem na rowerze dwie doby bez przerwy. Ten rekord był bardzo szybki – po asfalcie i na podjazdach. A na podjazdach jest tak, że jak człowiek nie ma siły, to już nie podjedzie, nie da rady pociągnąć jeszcze godzinę lub dwie. Dlatego przygotowanie było całkowicie inne. Do naszego zespołu dołączyło jeszcze kilka osób, w tym dr Łukasz Tota z Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, który objął dziedzinę suplementacji. Żeby podnieść wydajność organizmu i sprawność, trzeba się skupić na tym, jaki mamy skład krwi i czego tam brakuje, na przykład należy podnieść poziom żelaza. I dopiero na takim, powiedzmy, dożywionym organizmie, można próbować zrobić coś większego. Treningi też były inne – trzeba było dużo czasu spędzić na podjazdach, na siłowni, i, w odróżnieniu od zimowych projektów, stracić tkankę tłuszczową.

Mówiąc zwykłym językiem rekord polegał na tym, że przez 12 godzin jechał pan pod górkę?

Tak. Wiadomo, że nie ma takich górek, które miałyby 10 tysięcy przewyższenia, więc pod te mniejsze podjeżdza się kilka razy. Ja podjechałem 150 razy, ale miałem przyjemność bić rekord w bardzo pięknej okolicy, w Bieszczadach, koło hotelu Arłamów. Przyroda jest przepiękna. Bardzo ważna jest trasa – bezpieczna, bez zakrętów, bez serpentyn, z dobrą nawierzchnią, odpowiednim kątem nachylenia. Zjeździliśmy całą Polskę, żeby naszą trasę wybrać.

Jakby nie były piękne okolice, ale 150 razy z rzędu oglądać ten sam krajobraz…To nie zniechęca?

To jest trudne w tych momentach, gdy człowiek nie jest do tego przygotowany. Jak się zdaje sobie sprawę, że trzeba będzie coś powtórzyć ileś setek czy tysięcy – bo tak też się zdarza – razy, to należy się odpowiednio nastawić. Nie skupiać się na tym, ile trzeba wykonać okrążeń, podjazdów, a na innych kwestiach. 150 razy to nie jest jakaś duża częstotliwość. Kilka lat temu jeździłem po stadionie i zrobiłem 2,5 tysiąca okrążeń. Trzeba do tego odpowiednio przygotować głowę.

Co było najtrudniejsze w tym rekordzie?

Rekord był bardzo trudny, wygórowany. Analizowaliśmy, czy w ogóle jest możliwe pobicie takiego rekordu, dlatego w zespole opracowaliśmy pewną strategię. W każdej dziedzinie podnieśliśmy poprzeczkę maksymalnie ile się da – co do sprzętu, przygotowania psychicznego, fizycznego, suplementacji, żywienia. Do tego stopnia, że rower był „odchudzony” – nie miałem nawet koszyków na bidony do picia, wszystko było podawane.

Jaki jest cel tego wszystkiego? Co pana pcha do nowych wyzwań?

W swoich projektach sportowych mamy wiele przekazów, nie jest to tylko sam rekord. Zawsze mówię, że jest to efekt uboczny przygotowania i treningu. Poprzez pobicie rekordu pokazuję, że się da. Patrząc na mnie – a mam już ponad 40 lat, za jakiś czas 50 – przeciętny człowiek zastanawia się: jak on to robi? Jeżeli zada to pytanie, może będzie szukał odpowiedzi. Ponieważ to pokazuje, że ma znaczenie, jaki styl życia prowadzimy, co jemy, jak funkcjonujemy, jak wygląda regeneracja. Mamy zmiany cywilizacyjne i one nie zawsze korzystnie wpływają na człowieka. Robimy się bardzo wygodni. Człowiek wszędzie jedzie samochodem, mało się rusza – to jeden minus postępu cywilizacyjnego. Ale też żywienie – w sklepie około 10 produktów można spożyć, reszta się nie nadaje. Chciałbym, żeby zadając sobie pytanie, jak ja to robię, ktoś chciał wprowadzić korzystne zmiany w swoim życiu. Zdrowy, sprawny człowiek ma inną jakość życia. Może nie zwracamy na to uwagi, kiedy mamy 20, 30 lat, ale później i owszem.

A pana zdaniem w 40, 50 lat nie jest za późno nawrócić się na zdrowy tryb życia?

Nigdy nie jest za późno. Moja mama ma 70 lat, codziennie jeździ na rowerze. Jak dostała od naszego zespołu rower elektryczny ze wspomaganiem hybrydowym, była wniebowzięta, bo teraz może jechać dalej, szybciej. Przyjeżdża do koleżanek, które siedzą na ławeczce i nieraz narzekają na stan zdrowia. A trzeba tylko chcieć.

Jest też dobroczynny aspekt pana działalności.

Jestem ambasadorem fundacji, która tworzy bazę danych komórek macierzystych i dzięki temu jesteśmy w stanie pomóc osobom chorym na nowotwory. Człowiek zdrowy dziś dobrze się czuje, wydaje się, że z nim nigdy nic się nie stanie, ale bywa różnie. Póki jesteśmy zdrowi, możemy się podzielić genami i pomóc tym, którzy walczą o swój rekord – nie rekord Guinessa, tylko dużo cięższy.

Inna część pana życia to działalność naukowa, na SGGW w Warszawie robi pan doktorat z technologii drewna, wykłada na uczelni. Czy łatwo pogodzić te dwie sfery?

Sport jest pasją, z tego się nie żyje. Z kolei praca na uczelni to inna pasja, człowiek nie musi się wysilać, bo to sprawia mu przyjemność. Oprócz pracy naukowej mam firmę pracującą z drewnem, jestem rzeczoznawcą w tej dziedzinie, więc wszystko się łączy.

Czy ma pan czas na odpoczynek w rozumieniu zwykłych śmiertelników?

Musimy zdefiniować, co to jest odpoczynek. Jak mam 10-godzinny trening, to odpoczywam, bo jestem w innym środowisku, skupiam się na tym, co robię. Na zajęciach ze studentami też odpoczywam, bo sobie siedzę, pracuję z młodzieżą. Można powiedzieć, że bardzo dużo odpoczywam. A tak na poważnie, regeneracja, odpoczynek, to najważniejsza rzecz w życiu człowieka. Podczas jednego dnia w tygodniu bez treningu buduję to, co wypracowałem w ciągu całego tygodnia.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!