Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Trzydziestolecie dyplomacji polsko-litewskiej: Rzesze ludzi pracowały, żeby nas skłócić

"Obecnie jest najlepszy okres relacji polsko-litewskich. Zmieniło się pewne przekonanie, że o niektórych rzeczach nie rozmawiamy. Na Litwie nastąpiła zmiana myślenia na rzecz większej życzliwości wobec Polski i zrozumienia naszych wzajemnych stosunków na poziomie takiej powszechnej refleksji" - mówiła ambasador RP w Wilnie Urszula Doroszewska podczas konferencji "Trzy dziesięciolecia wolności: dyplomaci i trudne sąsiedztwo". W Bibliotece Narodowej im. Martynasa Mažvydasa spotkali się byli i obecni ambasadorowie Polski i Litwy, którzy byli nie tylko świadkami, lecz także czynnymi uczestnikami zawiązywania się nowych relacji obu krajów.

Dyskusja dyplomatów w Wilnie, której celem było dokonanie przeglądu stosunków Polski i Litwy w ciągu ostatnich 30 lat, odbyła się w ramach międzynarodowej konferencji „Rok 1918 w Litwie i Polsce ze współczesnej perspektywy Europy Środkowo-Wschodniej: historia, polityka i kultura”, która rozpoczęła się w środę.

„Druga połowa lat siedemdziesiątych, pierwsza połowa lat osiemdziesiątych to był ten okres, kiedy raczej wypracowywała się myśl polityczna, niż podejmowano jakieś działania. Był stan wojenny, byliśmy wszyscy podzieleni. Wyraźnym znakiem, taką ręką wyciągniętą na Wschód, był uchwalony na pierwszym zjeździe Solidarności jesienią 1981 roku apel do robotników Europy Wschodniej, żeby się zrzeszali w niezależne związki zawodowe. Spotkał się on z ogromnym poparciem. Wszyscy uważali, że ta wolność, którą my osiągnęliśmy, powinna być też udziałem naszych sąsiadów” – mówiła ambasador Urszula Doroszewska wspominając początki współpracy polskiego i litewskiego podziemia niepodległościowego.

„Po stanie wojennym nastąpiły lata ciężkie, nadal prowadziliśmy działalność opozycyjną, wydawaliśmy pisma podziemne i tutaj osobą, z którą wiele dyskutowaliśmy, inspiracją był Jerzy Giedroyc, który problem stosunku do naszych sąsiadów stawiał bardzo otwarcie i jasno. To wszystko dawało przestrzeń intelektualnej dyskusji. To stworzyło atmosferę, z której wyrosło nasze wielkie spotkanie w latach 1990-1991. Wiedzieliśmy, że los innych narodów jest ewidentnie związany z naszym losem i że tę wolność musimy osiągnąć wspólnie. Mieliśmy tego samego wroga, który nas tłamsi i szukaliśmy w naturalny sposób sojuszników” – podkreśliła Doroszewska.

Junevičius: Dzisiaj traktat nie jest tak aktualny

Pierwszym przedstawicielem odradzającej się Litwy w Polsce był Dainius Junevičius.

„Przyjechaliśmy do Warszawy jako przedstawiciele nowej Litwy, mimo że mieliśmy sowieckie paszporty dyplomatyczne. Było to tuż po 13 stycznia, po emocjonalnym wystąpieniu Czesława Okińczyca w Sejmie polskim. Czuliśmy wielką sympatię obywateli Polski, społeczeństwo bardzo wspierało procesy odbywające się na Litwie” – wspominał dyplomata.

Jak dodał, wówczas dopiero poszukiwano przyszłych form współpracy. „Na przykład Łotwa podpisała umowę z Polską jeszcze jako republika socjalistyczna. My chcieliśmy zawierać umowy międzynarodowe już jako niezależne państwo. Mieliśmy już ze sobą przygotowane projekty umów, na przykład dotyczących współpracy handlowej. Było to pewnym chuliganizmem z naszej strony, ale ilustrowało nasze stanowisko” – powiedział Junevičius.

Najważniejszym formalnym porozumieniem, nad którym wtedy pracowano, był traktat o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy, podpisany ostatecznie w 1994 roku. Najwięcej sporów i kontrowersji wzbudzały dwie kwesti3: stronie litewskiej zależało, aby Polska potępiła czyn Lucjana Żeligowskiego i zajęcie Wilna w roku 1920, strona Polska zabiegała o zapewnienie jak najszerszych praw Polakom na Litwie.

„Jak tylko traktat został podpisany, osiągnięto nowy poziom relacji dyplomatycznych i ten dokument stał się nie tak aktualny. Ilu z nas ostatnio czytało traktat? Dzisiaj większość problemów ma dla naszych relacji o wiele mniejsze znaczenie. Mamy inne platformy współpracy, należymy do wspólnych organizacji i nasza polityka zagraniczna ma podobne cele” – uważa Dainius Junevičius.

Maszkiewicz: Moskwa była gotowa wręczyć broń litewskim Polakom

„To był ważny czas dla Polski i dla Litwy, chociaż wtedy nie bardzo to rozumiałem. Po 25 latach, kiedy zajrzałem do dokumentów w MSZ, pewne rzeczy mi się poustawiały w głowie, ale to dobrze że nie miałem tej wiedzy wówczas. Z większą naiwnością mogłem wykonywać swoje obowiązki jako ten, który wierzy w to, że każdy Polak jak najlepiej życzy Litwie i chce, by Litwa była niepodległym, demokratycznym krajem. W takim duchu starałem się pracować” – wspominał z kolei Mariusz Maszkiewicz, obecny ambasador RP w Gruzji, który w latach 1991-1992 zakładał w Wilnie polską placówkę dyplomatyczną. Był pierwszym powojennym oficjalnym przedstawicielem Polski na Litwie.

„Ktoś nad tym czuwał, żebyśmy się nie zgadzali, żebyśmy się kłócili, była to duża rzesza ludzi, która codziennie nad tym pracowała. Cud prawdziwy, że udało nam się suchą nogą przejść przez ten bardzo trudny okres” – podkreślił Maszkiewicz.

Jak powiedział, w ówczesnej polskiej służbie dyplomatycznej było zaledwie kilka nowych osób – wiele wywodziło się ze starego systemu. „Byli to starzy ubecy, w drugim lub trzecim pokoleniu bezpośrednio związani z tymi, którzy na bagnetach Armii Czerwonej wprowadzali do Polski komunizm. Z jednym z takich starych komunistów pracowałem także w Wilnie, ostatecznie jednak ta współpraca przyniosła dobre efekty – otworzyliśmy ambasadę, przy której Vytautas Landsbergis wygłosił żarliwe przemówienie na temat świetlanej przyszłości relacji polsko-litewskich” – opowiadał Maszkiewicz.

Przypomniał, że jedną z najważniejszych kwestii stosunków dwustronnych zawsze była sytuacja Polaków na Litwie.

„Przyjmowałem niezliczone delegacje polskich polityków, działaczy, profesorów, którzy przyjeżdżali prosząc władze Litwy, żeby nie likwidowano polskich napisów, żeby wszystko było takie polskie – rozumiecie, jak przed wojną – żeby Landsbergis nie jadł polskich dzieci na kolację, a zostawił je sobie tylko na święta…Oczywiście, ludzie, którzy przyjeżdżali, mieli sentyment rodzinny, historyczny do Wilna. Nie da się tego przekreślić i zostawić, zawsze będzie istaniała pamięć polska o Wilnie, bo to jest część naszej duszy. Dzisiaj pewnie to już rozumiecie, wtedy był jeszcze dodatkowy kontekst polegający na intrydze moskiewskiej. Oni byli gotowi wręczyć broń całej ludności rejonu solecznickiego, wileńskiego, by walczyła o autonomię” – mówił Mariusz Maszkiewicz.

Degutis: Otrzymaliśmy bezwarunkowe wsparcie od Polaków

Darius Degutis, ambasador nadzwyczajny MSZ Litwy oraz ambasador Litwy w Polsce w latach 2001-2004 podkreślił, że w swojej służbie stara się zawsze poszukiwać przykładów pozytywnej dyplomacji.

„Przed objęciem placówki w Polsce pracowałem w ambasadzie USA jako zastępca ambasadora. Przybyłem w momencie, kiedy Kongres głosował za przyjęcie Polski i Czech do NATO. Naszym celem również było przystąpienie do sojuszu. Najwieksze wsparcie w tym względzie – absolutnie bezwarunkowe – otrzymaliśmy od Polaków. „Jan Nowak Jeziorański, Zbigniew Brzeziński i rzesza polskich dyplomatów byli lodołamaczami na naszej drodze do NATO, przełamującymi pewną barierę myślenia w USA. Kiedy z takimi doświadczeniami i ogromnym szacunkiem do polskich dyplomatów przyjechałem do Warszawy, nietrudno mi było szukać tych przykładów pozytywnej dyplomacji” – podkreślił Degutis.

„Im więcej kraj ma przyjaciół, tym łatwiej mu realizować własne cele” – zauważył dyplomata.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!