Wilno i Wileńszczyzna
Antoni Radczenko

Tadeusz Tomaszewski: Nie czuję się pisarzem, literatem czy nawet dziennikarzem

„ Nie nazywam tego misją, ale czuję pewien nakaz wewnętrzny, że muszę to robić. Wbrew wszelkim przeciwnościom. Na przykład wbrew temu, że brakuje pieniędzy na podróże i że nie ma zrozumienia u decydentów, którzy taki projekt mogliby wesprzeć” - powiedział w rozmowie z zw.lt Tadeusz Tomaszewski, autor książki „Wracając do Wilna” i dziennikarz polskiej redakcji Radia LRT.

Książka zawiera 21 wywiadów. Wśród rozmówców autora znaleźli się wybitni przedstawiciele polskiej kultury, sztuki i nauki, między innymi Barbara Skarga, Hanna Świda-Ziemba, Danuta Szaflarska, Emil Karewicz, Jadwiga Pietraszkiewicz, Romuald Twardowski, Franciszek Walicki. Dzisiaj o godz. 17 w Instytucie Polskim odbędzie się wileńska prezentacja książki.

Antoni Radczenko, zw.lt: Twoją książkę wydał „Czytelnik” – jedna z najstarszych, najbardziej znanych i renomowanych marek na polskim rynku wydawniczym. Czy kiedy się o tym dowiedziałeś, to poczułeś, że grasz już w pierwszej lidze?

Tadeusz Tomaszewski: Nie poczułem. Zacznijmy od tego, że w ogóle nie czuję się pisarzem. Nie czuję się literatem czy nawet dziennikarzem. Śledzenie aktualności politycznych mnie nuży. Dlatego wymyśliłem cykl wspomnieniowy, który mnie na wiele lat pochłonął. Jeśli chodzi o decyzję wydawnictwa „Czytelnik”, muszę powiedzieć, że była błyskawiczna. Oczywiście to mnie bardzo podbudowało, bo propozycję wysłałem bodajże do 10 znanych wydawnictw, z których część w ogóle nic nie odpowiedziała – jak się później dowiedziałem, w przypadku nieznanego autora to jest normalna praktyka – a część napisała, że, owszem, tekst jest bardzo ciekawy, ale wydanie go im się nie opłaca. Natomiast odpowiedź „Czytelnika” była konkretna: tekst nam się podoba, chcielibyśmy wydać, zapraszamy do Warszawy, by omówić szczegóły. Spotkanie odbyło się w listopadzie w interesujących, wręcz historycznych wnętrzach gabinetu prezesa „Czytelnika”, który na wstępie pokazał mi zdjęcie z lat powojennych, przedstawiające ten sam gabinet, z tymi sami meblami, a na fotelu, na którym teraz mnie usadzono, siedzi na zdjęciu Jarosław Iwaszkiewicz w otoczeniu jakichś ówczesnych notabli. Z decyzji „Czytelnika” bardzo się cieszę, bo zależało mi na tym, aby książka ukazała się w poważnym wydawnictwie i dotarła do jak najbardziej szerokiego grona czytelników.

Antoni Radczenko: Rozumiem, że książka zrodziła się z audycji radiowych?

Tadeusz Tomaszewski: Książka jest niejako produktem ubocznych audycji. Nagrania wspomnień najpierw leciały w radiu. Wiadomo jednak, że słuchaczy mamy niewielu, a ja od samego początku zdawałem sobie sprawę z ważności materiału, który posiadam i chciałem go jakoś utrwalić. Nagrywać wspomnienia zacząłem wiosną 2008 roku, czyli przed 10 laty, a moimi pierwszymi rozmówczyniami były profesor filozofii Barbara Skarga i aktorka Danuta Szaflarska. Wtedy też uświadomiłem sobie, że warto nagrywanie wspomnień wilnian i osób z tym miastem niegdyś związanych kontynuować. A ponieważ zależało mi na dotarciu do ludzi, urodzonych przed drugą wojną światową, zrozumiałem, że muszę śpieszyć, gdyż pokolenie urodzone przed 1920 rokiem, czy w latach 20-tych powoli, ale nieuchronnie odchodzi.

Antoni Radczenko: Jak odbywały się spotkania?

Tadeusz Tomaszewski: Na spotkania jeździłem do Polski w czasie swych urlopów. W Wilnie zrobiłem wywiad jedynie z prof. Tadeuszem Bujnickim, ponieważ współpracuje z polonistyką uniwersytecką, oraz z kilkoma wilniankami. O wielu znanych w Polsce osobach powszechnie wiadomo, że pochodzą z Wilna, mnie jednak zależało także na dotarciu do ludzi równie ciekawych, ale mniej znanych, dlatego w wielu przypadkach spotkania poprzedzane były działaniem detektywistycznym, polegającym na szukaniu danych, adresów i telefonów takich osób. W ten sposób na przykład szukałem dzieci profesorów Uniwersytetu Stefana Batorego, których rodzice tworzyli przed wojną kulturę polską w Wilnie i o których dużo się można dowiedzieć, natomiast o ich dzieciach najczęściej nie wiadomo nic, tymczasem tylko oni mogą dziś opowiedzieć o swoich przodkach i o dawnym Wilnie. Na różne sposoby docierałem do tych ludzi i na szczęście większość z nich chętnie się ze mną wspomnieniami dzieliła. Większość najciekawszych rozmów weszła do książki.

Antoni Radczenko: Z kim było najtrudniej nawiązać kontakt?

Tadeusz Tomaszewski: Każdy wywiad poprzedza krótki opis okoliczności, w jakich doszło do rozmowy lub opis tego, co najbardziej zapadło mi w pamięć. Zresztą niektóre rozmowy trudno nazwać wywiadami, ponieważ czasem były to prawie że monologi moich rozmówców, których ja nie przerywałem, ograniczając się do roli słuchacza. Oczywiście, było rozmowy lżejsze i były trudniejsze. Jako trudną zapamiętałem rozmowę, na przykład, z Barbarą Skargą, a Franciszek Walicki przywitał mnie tak, że przez dłuższą chwilę myślałem, iż do rozmowy w ogóle nie dojdzie. O tych trudnościach też w książce piszę. Natomiast do wielu rozmów, na których mi zależało, w ogóle nie doszło, bo ludzie z różnych powodów nie chcieli spotykać się i rozmawiać.

Antoni Radczenko: Powracając do wydawcy. Czy Wilno nadal jest interesujące dla Polski?

Tadeusz Tomaszewski: Sam sobie zadawałem pytanie, czym się tłumaczy zainteresowanie „Czytelnika” moim tekstem. Jadąc na spotkanie do Warszawy przypuszczałem, że ktoś z kierownictwa wydawnictwa może mieć wileńskie korzenie. Okazało się, że się myliłem, bo nikt z nich nie ma żadnych powiązań z Kresami. Natomiast jakie jest zainteresowanie tematyka wileńską w Polsce w ogóle, trudno mi powiedzieć. Także po pobycie na Targach Książki w Warszawie nie znam odpowiedzi. W ciągu półtorej godziny podpisywania książki miałem kontakt z bardzo różnymi ludźmi, w większości potomkami osób urodzonych tutaj, ale nie tylko, bo zainteresowanie książką wykazywali także młodzi ludzie zafascynowani Wilnem, którzy nasze miasto zwiedzają jako turyści. Podczas targów miałem też kontakt z mediami, udzieliłem sześciu wywiadów i mogę powiedzieć, że zainteresowanie Wilnem i ogólnie dawnymi Kresami wykazują przede wszystkim media prawicowe. Myślę, że książkę „Wracając do Wilna” można zaliczyć do nurtu książek wspomnieniowych, które możemy też nazwać historycznymi, lecz dotyczącymi nie teoretycznej wiedzy o przeszłości, lecz zawierające żywe świadectwa ludzi, świadków tej historii. Ich opowieści zostały zarejestrowane w momencie, kiedy ta żywa historia przechodzi w abstrakcyjną, ponieważ moi rozmówcy jeden po drugim odchodzą i wkrótce nie będzie nikogo, kto potrafi opowiedzieć o tym, co działo się siedemdziesiąt, osiemdziesiąt lat temu. Dla mnie frapujące było to, że za pośrednictwem tych ludzi mogłem zajrzeć do świata, który odchodzi razem z nimi i który już jest historią.

Antoni Radczenko: Czy jest szansa na wydanie książki, gdzie bohaterami byliby współcześni Polacy z Wileńszczyzny?

Tadeusz Tomaszewski: Sądzę, że wydawnictwo „Czytelnik” by się nie zainteresowało, ale jest mnóstwo innych wydawnictw. Gdyby to było napisane z talentem, to dlaczego nie. Nie mamy niestety dzieł prozatorskich z talentem opisujących życie na Wileńszczyźnie.

Antoni Radczenko: Właśnie, dlaczego na Wileńszczyźnie nie ma praktycznie prozaików piszących po polsku, bo poetów mamy sporo…

Tadeusz Tomaszewski: Żyjemy w bardzo specyficznych warunkach kulturowych i językowych. Co wynika z tego, że jesteśmy na co dzień poddani wpływom litewskim i innym, a ponadto obarczeni konsekwencją powojennych zmian, gdy Wilno opuściła inteligencja i więź kulturalna między pokoleniami została przerwana. Przez to, że nowa polska inteligencja na Litwie jest inteligencją w pierwszym czy drugim pokoleniu, nasze słownictwo nie jest bogate, a polszczyzna niepewna. Widocznie człowiek od dzieciństwa powinien nasiąkać bogatym słownictwem, by z lekkością i w mowie, i w piśmie nią operować. Poza tym dla pojawienia się jakiegokolwiek dzieła potrzebny jest pewien ferment, rywalizacja ludzi twórczych. Chyba rozumiem, dlaczego mamy kilku poetów, a nie mamy prozaików. Jedni i drudzy mają problemy ze słownictwem, z tym że w krótkim wierszu te problemy są mniej widoczne. Natomiast w prozie potrzebna jest naturalna lekkość pisania. Kiedy brak tej lekkości, literatura jest marna i nie do czytania.

Antoni Radczenko: Nie czujesz się dziennikarzem, ale w tym zawodzie pracujesz od 10 lat. Czym dla ciebie jest dziennikarstwo: pracą, hobby, misją? Czym w ogóle jest dziennikarstwo polskie na Litwie?

Tadeusz Tomaszewski: Pracuję przede wszystkim nad tym cyklem wspomnieniowym. Nie nazywam tego misją, ale czuję pewien nakaz wewnętrzny, że muszę to robić. Wbrew wszelkim przeciwnościom. Na przykład wbrew temu, że brakuje pieniędzy na podróże i że nie ma zrozumienia u decydentów, którzy taki projekt mogliby wesprzeć. Dla wielu z nich, tych z Polski, już sam fakt, że pracuję w litewskim radiu publicznym, wydaje się podejrzany. No bo czy pewno jestem Polakiem? (Ostatnio podobne pytanie padło z ust redaktora jednej z polskich telewizji, gdzie udzielałem wywiadu na temat książki: „Kim pan właściwie jest, Polakiem czy Litwinem?”). Czasem odnoszę wrażenie, że nawet przez środowisko kolegów, dziennikarzy polskich na Litwie, jestem postrzegany jako obcy, ponieważ ich łączy to, że są dotowani przez instytucje polskie, a ja do tego grona nie należę. Czy polskość mierzy się wysokością dotacji z Polski? Uważam, że to jest śmieszne i absurdalne.

Antoni Radczenko: Czy masz pomysł na kolejną publikację?

Tadeusz Tomaszewski: Nie mam takiego pomysłu. Szukam go. Na razie zastanawiam się, co zrobić z resztą materiału, bo dużo nie weszło do książki. Będę próbował zainteresować książką wydawców litewskich. Bo nie jestem pewien, komu ta książka jest bardziej pożyteczna: czy odbiorcy w Polsce, czy odbiorcy polskiemu na Litwie, czy też Litwinom, aktualnym mieszkańcom Wilna. Bo widzę, że wśród Litwinów zainteresowanie niedawną przeszłością miasta wciąż rośnie. A zatem książka „Wracając do Wilna” także im może okazać się przydatna.

Artykuł powstał w ramach projektu „Ludzie Znad Wilii”, który jest finansowany przez Departament Mniejszości Narodowych przy rządzie Litwy.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!