Wilno i Wileńszczyzna
Renata Butkiewicz

Szapołowska: W Wilnie jest pewien rodzaj niewinności, spokoju…

Grażyna Szapołowska na swym koncie ma wiele wybitnych ról, kilka książek oraz płytę o tym, co nas w życiu dotyka. Ostatnio wyreżyserowała „Halkę” dla Opery Wrocławskiej. I dopiero się rozkręca..… Teraz odwiedziła Wilno.  Miasto, skąd pochodzi jej rodzina. W Pałacu Wielkich Książąt Litewskich odbyła się projekcja filmu Andrzeja Wajdy "Pan Tadeusz", gdzie zagrała Telimenę.  

Szapołowska: W Wilnie jest pewien rodzaj niewinności, spokoju…
Grażyna Szapołowska/Fot. Joanna Bożerodska

Film został wyświetlony w ramach cyklu wydarzeń towarzyszących wystawie „Litwo, Ojczyzno moja… Adam Mickiewicz i jego poemat Pan Tadeusz”. Ambasador RP na Litwie Urszula Doroszewska wręczyła Srebny Krzyż Zasługi kuratorowi Pałacu Władców Marijusowi Uzorce.

Grażyna Szapołowska: Tu, w tym mieście, jest rodzaj niewinności, spokoju, takiego życia po ludzku. Coś takiego jest w tych murach, w tych uliczkach. Moja mama z domu Karkleris spod Wilna, ojciec z domu Rapszewicz z Rygi, ja byłam tutaj chrzczona, chyba w kościółku w Święcianach… albo w Wilnie. Tego dokładnie nie wiem. Jak miałam dwa latka rodzice mnie tu przywieźli, bo w Polsce był zakaz katolicyzmu i tak po cichu się dzieci chrzciło. Ja się urodziłam w 53. roku, tuż po śmierci Stalina, więc jeszcze było niebezpiecznie. Część rodziny mojej z Wilna wyemigrowała, uciekła w czasie wojny do Stanów Zjednoczonych. Część z nich mieszka w Cleveland, część w Chicago, a reszta rodziny mieszka w Wilnie – dzieci siostry mojej mamy. Moja matka, która wykładała w gimnazjum wileńskim język polski i litewski, kiedy przyjechała do Polski, musiała się od początku nauczyć wszystkiego. W końcu została księgową. Wszyscy ją uwielbiali. Miała jakiś taki anielski stosunek do ludzi, ale zawsze tęskniła za Litwą. Zawsze. Ja jak przyjechałam, zrozumiałam dlaczego. Wrócę tu chyba latem i całą Litwę będę chciała zobaczyć.

Renata Butkiewicz: Dzisiaj ,,Pan Tadeusz” sprowadził panią do Wilna… Kiedyś powiedziała pani o swojej kreacji w tym filmie: ,, Nie tylko gram Telimenę, ja nią jestem. Lubię ją za dystans do życia i siebie. Jest samotna, ale z wyboru. To luksus dojrzałości”. Z perspektywy czasu nadal jest pani Telimeną?

Grażyna Szapołowska: Ta ,,samotność”, to również ,,niezależność”, która wówczas była dla mnie bardzo ważna. I poprzez lata swojej pracy gdzieś zostałam swobodna, niezależna. Praca z wybitnymi naprawdę reżyserami na świecie i w Polsce pozwoliła mi na luksus niepracowania na siłę. To znaczy niepracowania prędko i niepracowania przy nieciekawych scenariuszach. Więc to była dla mnie ta swoboda i ta samotność gdzieś tam. Ale myślę, że wszyscy artyści są samotni. Ja mam mego ukochanego Eryczka (red. Eryk Stępniewski). On jest artystą, ja jestem artystą. I oboje się realizujemy w swojej pracy. Ale tak naprawdę każdy artysta jest sam. I myślę też, że każdy człowiek jest też gdzieś głęboko sam. Bo każdy człowiek jest indywidualnością, która się nie powtarza. To jest przepiękne, wspaniałe w życiu. Natomiast oczywiście, ważna jest rodzina, która w chwilach kryzysowych, a każdy je miewa, pozwala przetrwać i znowu rozwinąć skrzydła i iść dalej. Jestem już dojrzałą osobą i z dużym dystansem patrzę na to, co dzieje się i w filmie, i w sztuce. Ale też jestem bardzo odważna już w tej chwili. Byłam waleczna zawsze, ale w tej chwili jestem odważna.

Renata Butkiewicz: Czyli sztuka też jak artysta powinna być odważna i niezależna?

Grażyna Szapołowska: Oczywiście, sztuka musi być niezależna.

Renata Butkiewicz: I żaden polityk nie powinien stawiać warunków i narzucać zasad…

Grażyna Szapołowska: To jest tak, że raczej polityka doczepia się i władcy doczepiają się do sztuki, do artystów po to, żeby promować siebie zawsze. I w momencie, kiedy oni poprzez sztukę chcą się promować, zaczynają tą sztuką manipulować i uzależniać. I to jest ich błąd. To prowadzi sztukę na tory, które nie są wolnościowe. W ten sposób nie powstaje ani piękniejsza architektura, ani nie powstaje najpiękniejsza muzyka, ani poezja. Oczywiście, że podłożem jest i polityka, i historia, i życie, bo z tego artyści czerpią. Tak jak czerpią z największych konfliktów międzynarodowych, z wojen. Wtedy powstają najpiękniejsze przyjaźnie. Wtedy powstają historie, które nie są codziennością w tak zwanym życiu ułożonym, takim bezpiecznym, dobrym. Bo myślę, że ludzie szukają konfliktu po to, by nie było im za nudno w życiu, że to jest takie poszukiwanie. To samo jest też w miłości. I na bazie tej walki i starć powstają rzeczy, o których nawet sam twórca, kiedy je tworzy, nie jest w stanie je wyobrazić. I potem do tego dochodzi jeszcze tło historyczne, albo tło uczuciowe i powstaje wielka literatura, wielka muzyka, malarstwo.

Renata Butkiewicz: I Halka. Co pani chciała wyłuszczyć w tej historii miłosnej, którą wyreżyserowała dla Opery Wrocławskiej?

Grażyna Szapołowska: My mamy taką tendencję do obwiniania bohaterów. Że to jest zły, że to jest dobry. Ja chciałam pokazać, że to jest bardzo prosta historia miłości. Ta kobiecość wszędzie i ta dziewczęcość jest ta sama. Wszystkie jesteśmy takie same. Wszystkie naiwne, wszystkie głupie, wszystkie zakochane, wszystkie wierzące w wielką miłość. I to było najważniejsze dla mnie do pokazania. Duże brawa za każdym razem. Kurtyna pięć razy do góry. Bardzo się cieszyłam. Nawet dostałam taki list na Facebooku… W barze mlecznym Różowa Krowa, która jest naprzeciwko Opery Wrocławskiej, czasem tam jemy naleśniki albo jakąś gorącą zupę…. Kiedyś jadłam i młody człowiek siedział na przeciwko, trochę się denerwował, powiedział ,,dzień dobry, ja panią znam”. Mówię mu ,,bardzo miło i zapraszam pana do Opery”. Ale co pani robi w tej Operze? – pyta zdumiony. No reżyseruję operę…. Co się okazało? Przyszedł z mamą. On był pewien, ze jestem Grażynka Torbicka, dlatego się dziwił, co ja robię w Operze. Dopiero mama mu potem wytłumaczyła, kim jestem. Ale puenta tego jest, że on po zobaczeniu tego przedstawienia powiedział: ,,Mamo, czy możemy przyjść jeszcze raz?”. Więc to jest najpiękniejsza recenzja.