Wilno i Wileńszczyzna
Dorota Skoczyk

Sagatis: Zaczęło się od odkrycia listów prababci z Wileńszczyzny

Michael Sagatis urodził się i prawie przez całe życie mieszkał w Wielkiej Brytanii. Jednak przed kilkoma laty wydarzyło się coś, co skłoniło go do dogłębnego zbadania historii rodziny, a nawet wydania książki.

W centrum zainteresowania znalazła się prababcia Sagatisa Józefa Bujdo, Polka pochodząca z Wileńszczyzny i pod koniec życia zesłana do Kazachstanu. Od czwartku w Wilnie można zapoznać się z historią Józefy Bujdo i szczególnie poruszającymi jej listami, które wysyłała z Kazachstanu do reszty rodziny na Wileńszczyźnie, na wystawie „Listy od Józefy” w wileńskim Muzeum Ofiar Ludobójstwa (Genocido Aukų Muziejus).

Dorota Skoczyk, zw.lt: Skąd się wziął pomysł na wydanie książki i zorganizowanie wystawy o Józefie Bujdo?

Michael Sagatis: Przez długi czas nie interesowała mnie specjalnie historia rodziny. Urodziłem się w Londynie, później przeprowadziłem się do Walii, zajmowałem się swoimi sprawami. Jednak po niespodziewanym odkryciu listów prababci, pisanych z Kazachstanu do wsi na Wileńszczyźnie, Korsaki, po pierwsze zająłem się tłumaczeniem listów. Były one pisane po polsku, więc musiałem znaleźć tłumaczy. Wtedy postanowiłem wydać książkę z listami Józefy Bujdo. Książka była przeznaczona dla rodziny. Później zacząłem zbierać informacje o swoich przodkach i pomyślałem również o wystawie.

Czym cię zainteresowały te listy, czego się z nich dowiedziałeś?

Krótko zarysuję historię autorki listów: W kwietniu 1940 r. Józefa Bujdo, 75-letnia wdowa i matka 6 dzieci, została aresztowana przez NKWD i zesłana do gułagu Aktiubińsk na terenie dzisiejszego Kazachstanu. Pisała stamtąd listy do swoich dzieci. Ich bardzo emocjonalna treść pokazuje, jak wielką osobistą tragedią i dramatem była dla niej deportacja, oderwanie od rodziny i niewolnicza praca w odległym kraju, w wyniku których zachorowała i wkrótce zmarła.

Mnie osobiście wzruszyło to, że te listy przetrwały przez tak wiele lat i to, jaką odbyły podróż po świecie, o czym też zaraz opowiem. Poza tym, treść listów była naprawdę wzruszająca: niegdyś szczęśliwa żona i matka zostaje zesłana do Kazachstanu, gdzie żyje w niedostatku i samotności. Treść listów jest pełna smutku, żalu, zarzutów do własnych dzieci, że musi tak cierpieć. Na początku listy są jeszcze pełne nadziei, ostatnie świadczą o całkowitym poczuciu beznadziejności przez kobietę ze szlacheckiej rodziny, która musiała skończyć życie w biedzie, samotności i dalekim kraju.

W jaki sposób listy trafiły w twoje ręce?

O listach Józefy Bujdo przez wiele lat nikt w rodzinie nie wiedział albo zapomniał. 75 lat temu listy znajdowały się w okolicach Nowogródka we wsi Korsaki, czyli tam, dokąd zostały wysłane do dzieci Józefy. Przez jakiś czas były to terytoria polskie, następnie ZSSR. Po II wojnie światowej rodzina została przesiedlona do Polski, do Gorzowa Wielkopolskiego. Listy Józefy zabrali ze sobą. Najmłodsza córka Józefy, czyli moja babcia, emigrowała do Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymała status uchodźcy. Po dwudziestu latach odwiedza rodzinę w Polsce i wróciła na wyspę z listami swojej matki. Włożyła je do koperty i właściwie zapomniała o ich istnieniu. Po jej śmierci listy trafiają do cioci i dopiero po jej odejściu zajrzeliśmy do rzeczy dziadków i natrafiliśmy na listy.

Listy zachowały się tylko dlatego, że kiedyś ludzie mieli zwyczaj przechowywania rzeczy. Po tym, jak listy trafiły w moje ręce, już ponad rok zajmuję się badaniem historii rodzinny. Zwiedziłem potomków Józefy na całym świecie, a teraz opowiadam tę historię innym.

Jak wyglądały twoje badania historii rodziny?

Sporządziłem drzewo genealogiczne rodziny, odwiedziłem też innych potomków Józefy Bujdo. Spotkałem się z ośmioma jej wnukami Są rozsiani po całym świecie: w Gorzowie i Szczecinie w Polsce, Florydzie w USA, Kanadzie. Pomogli mi w tłumaczeniu i zrozumieniu listów, dowiedziałem się więcej o kontekście przeżyć Józefy Bujdo, odkryłem bardzo cenne fotografie rodzinne.

Najwięcej informacji oczywiście zebrałem w rodzinie, potomkowie mojej prababci chętnie pomagali w kompletowaniu informacji, przekazywaniu zdjęć itd. Myślałem też, że nie będą zainteresowani mówieniem o tym trudnych przejściach, a w rzeczywistości wszyscy byli bardzo otwarci i pomagali tak, jak potrafili.

Mam szczęście, że pracuję jako freelancer, więc mogłem sobie pozwolić na wyjazdy i poświęciłem dużo czasu na badania historyczne, a teraz nawet przeprowadziłem się na Litwę na dłuższy czas.

Co ciekawe, moja babcia Wanda wyszła za mąż za Kiejstuta Sagatisa, pochodzącego z Litwy, czyli po raz kolejny losy powiązały się ze Wschodem. Mam zamiar dogłębniej zbadać również losy swojego dziadka, Kiejstuta Sagatisa. W pracy również ciągle mam do czynienia z polskimi partnerami oraz pracownikami, co dla mnie również ma znaczenie symboliczne: nawet będąc z daleka od miejsca pochodzenia, ciągle mam powiązania ze Wschodem.

Gdzie i kiedy można zobaczyć wystawę „Listy od Józefy”?

Wystawa ma miejsce w Muzeum Ofiar Ludobójstwa w Wilnie (Genocido Aukų Muziejus), została otwarta 20 kwietnia. Można będzie ją obejrzeć do 21 maja. Jeszcze nie było oficjalnego otwarcia wystawy, jednak 26 kwietnia o godz. 18 jest planowane spotkanie, na którym zostanie omówiony kontekst wystawy „Listy od Józefy”. Spotkanie będzie miało miejsce w sali, gdzie odbywa się wystawa. Więcej informacji wkrótce można będzie znaleźć tutaj. Jest tam umieszczana informacja w języku polskim, litewskim i angielskim.

Choć nie było oficjalnego otwarcia wystawy, na zamknięcie przygotowujemy dosyć szczególne wydarzenie, które będzie miało miejsce w Domu Kultury Polskiej. To będzie koncert i instalacja audiowizualna. Specjalnie wykorzystujemy współczesne środki przekazu, żeby zainteresować również młodszych ludzi, dla których temat może być równie aktualny, jednak nie da się do nich trafić za pośrednictwem książki czy wystawy. Koncert jest bezpłatny, serdecznie zapraszam wszystkich do udziału.

Na spotkaniu 26 kwietnia zostanie głębiej poruszony temat repatriacji, pamięci zbiorowej, omówiony kontekst wystawy „Listy od Józefy”. Zostanie również poruszona kwestia mniejszości: czy np. polska tożsamość etniczna jest w konflikcie z litewską, czy się wykluczają nawzajem? Czy mamy wspólną kolektywną pamięć historyczną, czy to są osobne historie? Współpracuję ze stowarzyszeniem studentów „VU TSPMI studentų korporacija RePublica”, z którymi wspólnie organizujemy spotkania.

Chcemy też zrobić panel dyskusyjny o genetycznym przekazie tragedii, traumy rodzinnej z pokolenia na pokolenie. Na razie jest to hipoteza, jednak są prowadzone badania w tej dziedzinie.

Wystawa była przywieziona do Wilna dzięki wsparciu stowarzyszenia RePublica, grupę stódentów Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego. Dziękuję również za wsparcie Polskiego Instytutu w Wilnie, który pomógł w tłumaczeniu Listów od Józefy z języka polskiego na litewski.

Jak w tym momencie określasz swoją tożsamość etniczną?

Dobre pytanie. Po pierwsze to uważam, że jest ona ciągle uzupełniana i ciągle się zmienia. Zastanawiam się, czy to nasza krew i pochodzenie określa tożsamość? Czy coś innego? Mój ojciec jest pochodzenia polsko-litewskiego, mama jest z Irlandii, urodziłem się w Londynie, a dorastałem w Walii. Zwykle określam siebie jako obywatela świata. Zarówno dorastanie jak i moja droga zawodowa miały miejsce w wielonarodowym środowisku. Dlatego też czuję się bardzo swobodnie w różnorodnym środowisku. A z drugiej strony… czuję niezwykłą siłę przyciągania ze Wschodu.

Czy masz zamiar dalej badać jakieś wątki historii rodzinnej?

Badać można w nieskończoność, ciągle odkrywam coś ciekawego. I jest to dla mniej bardzo ważne. W bliskim czasie wybieram się do rodzinnej wsi Józefy Bujdo, do Korsaków. Ta niegdyś polska wieś znajduje się na terytorium Białorusi. Będzie to dla mnie bardzo szczególne przeżycie.

Chciałbym też zorganizować wystawę i dyskusję w Rosji, bo uważam, że to właśnie państwo rosyjskie jest miejscem, gdzie trzeba mówić o ważnych wątkach historycznych, które dotknęły życia wielu ludzi.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!