Wilno i Wileńszczyzna
Antoni Radczenko

O propagandzie w PKD: Nie zrobiliśmy nic, aby mniejszość polska została w zachodniej przestrzeni informacyjnej

Przede wszystkim poprzez normalizację stosunków na linii Warszawa-Wilno, Polska i Litwa mogą skutecznie walczyć z kremlowską propagandą – taki wniosek nasuwał się po dyskusji zorganizowanej przez Polski Klub Dyskusyjny (PKD), w której udział wzięli założycielka i dyrektorka jedynej niezależnej białoruskiej telewizji TV Biełsat Agnieszka Romaszewska, wiceminister spraw zagranicznych RL Darius Skusevičius i dyrektor telewizyjnej służby informacyjnej litewskiej telewizji publicznej LRT Audrius Matonis.

Spotkanie odbyło się w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego. „Być może dzisiaj podyskutujemy nie o skutkach kremlowskiej propagandy, bo generalnie o tym wiem. Warto rozmawiać trzy lata po okupacji Krymu i zapytać siebie co w ciągu tego okresu osiągnęliśmy, co się nie udało i co wspólnie możemy zdziałać” – rozpoczął dyskusję moderator politolog Mariusz Antonowicz.

Co z tym fantem zrobić?

„Co udało się osiągnąć? Zrozumienie, że kiedy dzisiaj mówimy o propagandzie, to nikt nie ma iluzji, iż takie zjawisko nie istnieje. Takie zjawisko istnieje. Dlatego możemy analizować nadchodzące procesy. (…) Ta świadomość na poziomie Unii Europejskiej wpłynęła na pewne zjawiska: Litwa teraz ma odpowiednią infrastrukturę, mamy dobry kontakt z sąsiednimi krajami UE, zwłaszcza pod tym względem nadzwyczaj dobre relacje z Polską (…) Mamy bardziej odporne społeczeństwo, które rozumie to zjawisko i potrafi oddzielić czym jest prawda, a czym jest propaganda” – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Litwy Darius Skusevičius.

Agnieszka Romaszewska podkreśliła, że w ciągu trzech lat w Polsce i na Litwie zrozumiano, że to jest problem, ale „warto zastanowić się co z tym fantem zrobić”. Problem kremlowskiej propagandy wygląda inaczej w Polsce i na Litwie. Podstawowa różnica polega na tym, że w Polsce nie ma rosyjskiej telewizji. „W związku z tym w Polsce bardzo często nie ma poczucia, że rosyjska propaganda jest realnym zagrożeniem. Zresztą to nie jest czysta propaganda. Nazywam to kremlowską agresją informacyjną. Propaganda jest wtedy, kiedy na wojnie jedna strona mówi, że my wygrywamy, a druga, że nie, to my wygrywamy. Jedna strona mówi, że to nasi żołnierze są bardzo dzielni, a inna, że nie to nasi są bardzo dzielni. Tu jest bardziej złożone zjawisko. Generalnie w Polsce mamy stosunkowo mało powszechnej świadomości tego ze względu na to, że rosyjskich telewizji nigdy nie było. I teraz też ich nie ma. Ona przejawia się przede wszystkim poprzez oddziaływanie w niszowych mediach. W mediach skrajnych. Zawsze ta propaganda, ta dezinformacja przejawia się tam, gdzie można wbić klin pomiędzy Polskę a sąsiadów” – przedstawiła swój punkt widzenia dyrektorka Biełsatu.

Jej zdaniem „rosyjska dywersja informacyjna” bardzo często jest serwowana poprzez antyzachodnie czy antyamerykańskie treści, której celem jest nawet nie przekonanie do swoich racji, tylko budzenie wątpliwości. I pod tym względem „wciąż zrobiono za mało”.


Zazdrość się kończy

„Bardzo zazdroszczę Polsce, że nie ma rosyjskiej telewizji, ale na tym moja zazdrość się kończy, ponieważ mamy do czynienia z bardzo podobną sytuacją” – zauważył Audrius Matonis, który zgodził się z Romaszewską, że mimo upływu kilku lat od agresji Rosji na Ukrainie zrobiono zbyt mało, aby przeciwstawić się rosyjskiej propagandzie.

„To, co nam się udało, to przekonanie zachodnich partnerów, że Rosja prowadzi wojnę hybrydową, agresję informacyjną, a my nie jesteśmy paranoikami. Bo przed pięcioma laty, przed aneksją Krymu, każda osoba z Zachodu, która słyszała o tym, czym zajmuje się rosyjska machina dezinformacji uśmiechała się, kiwając głową mówiła: rozumiemy, macie bolesną historię, dlatego wasza rusofobia jest zrozumiała. Dzięki Bogu sytuacja się zmieniła” – zaznaczył Matonis. Dużą rolę pod tym względem odegrały media, które pierwsze zaczęły mówić o zagrożeniu, a później przyłączyła się władza.

Litwa na swym koncie, sądzi dziennikarz, ma też porażki. „Nie zrobiliśmy nic, aby mniejszość polska i rosyjska zostały w zachodniej przestrzeni informacyjnej” – oświadczył Matonis. Jego zdaniem litewskie władze musiały zadbać o jakościowe media mniejszości narodowych, albo odpowiednio wspierać te, które próbują przeciwstawiać się wpływom Rosji. Tu wymienił m.in. Znad Wilii. Dlatego Litwa powinna przede wszystkim odrobić zaległe prace domowe i „normalizować stosunki z Polską” i raz na zawsze rozwiązać sporne kwestie takie, jak oryginalna pisownia nazwisk czy zwrot ziemi. Kiedy te sprawy zostaną rozwiązane, będzie można zastanowić się nad wspólnymi projektami medialnymi.

Polska soap opera

„Zgadzam się, że w relacjach jest co naprawiać i moim zdaniem to robimy. Te działania są prowadzone przez obecny rząd, być może nie są tak efektowne” – zripostował Darius Skusevičius, którego zdaniem Polska i Litwa mają osiągnięcia nie tylko w energetyce czy sektorze obronnym. Na szczeblu międzynarodowym litewscy i polscy dyplomaci wspólnie opowiadają o zagrożeniach idących ze Wschodu. „To nie jest tak, że nasi amerykańscy koledzy pewnego razu obudzili się i zrozumieli, że trzeba inwestować w pewne narzędzia. Włożono tu wiele pracy, czasami niewidocznej” – zaznaczył wiceminister.

Agnieszka Romaszewska zgodziła się z obydwoma prelegentami dodając, że „Obie strony mają głębokie grzechy wobec tej mniejszości”, a polska polityka „nie zawsze była adekwatna”. Warto skupić się na „obywatelnianiu polskiej mniejszości”. Poparła też pomysł wprowadzenia na rynek litewski kilku polskich telewizji.

Pomysł polskich telewizji poparł również Matonis. „ Chcę, żeby Polak nie oglądał „Bandtiskij Peterburg”, a tylko polską soap operę” – zaznaczył dziennikarz.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!