Wilno i Wileńszczyzna

Kaja Kojder: Pluszowy Chrystus i fluorescencyjna Matka Boska

Nie powinno mnie to dziwić. I w sumie chyba nie dziwi. Ale cały naród zelektryzowało.

Oto jeden ze sklepów internetowych z dewocjonaliami sprzedaje pluszowe Chrystusy. Maskotki takie. W opisie czytamy, że to zabawka edukacyjna. Kosztuje 100 zł, czyli równowartość 23 euro. Padają porównania do Świeżaków z Biedronki, czyli pluszowych owoców i warzyw, które dostaje się za zebrane punkty. Polacy grzmią: rozum wam odebrało! Pogięło was dokumentnie! Bóg was osądzi! Jeden wieszczy, że Pan Jezus zostanie dopadnięty przez psa i rozszarpany. Inny przepowiada, że dzieci będą odgrywać pluszowym Jezuskiem minipasyjki, zakończone dziurkowaniem pluszowego serduszka cyrklem szkolnym.

Zastanawiam się jednak, skąd to święte oburzenie, skoro wierni ‒ i nie tylko wierni ‒ pasjami kupują sakrokicz, czyli specyficzne dewocjonalia, często kolorowe, tandetnie wykonane, o przedziwnych funkcjach, niejednokrotnie niezwiązanych z ich pierwotnym przeznaczeniem. Sama wspieram ten przemysł i mam już całkiem pokaźną kolekcję.

Oto fluorescencyjny krucyfiks, świecący w ciemności zimnym żółtozielonym światłem. A tego włącza się do kontaktu ‒ świeci na niebiesko lub czerwono. Czerwony jest polecany do pokoju z karaoke, niebieski do sypialni. Ponoć są jeszcze żółte ‒ dobre do przedpokoju. A tu miniaturowa mitra biskupia do przyklejenia na desce rozdzielczej samochodu. W środku ma buteleczkę z płynem zapachowym. Niestety, płyn nie pachnie kadzidłem, tylko konwaliowym mydełkiem. Kolejny niech będzie woskowy Jan Paweł II, z knotem wystającym z czubka głowy ‒ spalany traci najpierw pokrywę czaszki, potem oczy, w końcu nos, usta i resztę głowy aż po szyję i resztę popiersia. Zresztą Jan Paweł II często jest inspiracją dla twórców gadżetów: dzieci mogą polizać jego podobiznę na lizaku, dorośli podpalić papierosa zapalniczką z jego zdjęciem. Może też zawisnąć u kluczy lub ozdobić pościel. Swego czasu pewna sieć sklepów z gadżetami sprzedawała długopisy w kształcie Matki Boskiej i Chrystusa ‒ gipsowe, dostępne w sześciu kolorach. Kolor szat Matki Boskiej to zresztą jeden z elementów odróżniających katolickie i prawosławne przedstawienia Bożej rodzicielki. Matka Boska Fatimska jako pogodynka łączy te dwa wyznania ‒ zmienia kolor, przepowiadając pogodę: kiedy świeci słońce, jej szata robi się niebieska, czyli katolicka, a kiedy zbiera się na deszcz, czerwienieje, przybliżając Bogurodzicę prawosławiu. W komplecie jest korona, którą własnoręcznie trzeba wcisnąć w dziurkę w matkoboskiej głowie. Mamy jeszcze lewitującego Chrystusa ‒ jego hologramowy wizerunek, zatopiony w szklanym prostopadłościanie, kręci się w kółko i zmienia kolory. W wileńskim markecie można kupić szklany znicz z popiersiem Chrystusa, naniesionym dzięki termokurczliwej koszulce ‒ podobne koszulki znamy z wielkanocnych zestawów do dekorowania jajek. Ciekawa jestem, na którym śmietniku wyląduje Chrystus, kiedy znicz się już wypali… Przedstawienia Chrystusa i świętych są także na wielofunkcyjnym breloczku, wyposażonym w obcinacz do paznokci i otwieracz do piwa. Od wielu lat poszukujemy Matki Boskiej z odkręcaną głową ‒ teraz produkuje się tylko takie z odkręcanymi koronami, a to przecież nie to samo.

W chińskim sklepie w Bielsku Podlaskim kupiliśmy trójwymiarowe przedstawienia ostatniej wieczerzy, a na odpuście podczas święta przy Monasterze w Supraślu bogato zdobione talerze z wizerunkiem Bogurudzicy na tle góry Atos, świętego dla prawosławia miejsca. Czy z takiego talerza można jeść, skrobiąc widelcem Świętą Rodzicielkę? Pod Ostrą Bramą w Wilnie widzę różaniec w portmonetce, ozdobionej wizerunkiem ‒ do wyboru ‒ Matki Boskiej lub Chrystusa w bajecznie tęczowych kolorach i infantylnej stylistyce. Kiedy próbuję sfotografować te wspaniałości, sprzedawczyni krzyczy: „Nie wolno!”.

Przedziwne, niekoniecznie estetyczne przedstawienia świętych nie są jednak domeną naszych czasów. Faktycznie plastik, hologramy i fluorescencyjność to zdobycze XX wieku, ale również dawniej przedstawienia świętych były wieloznaczne i w dużej mierze uzależnione od ich twórców czy raczej kopistów. Taka św. Agata na przykład ‒ na obrazach trzyma na tacy piersi, które obcięto jej podczas męczeństwa. Ale kopiści nie znali jej historii i często nie za bardzo umieli malować, więc zamiast piersi malowali bułki lub dzwonki ‒ dlatego z czasem św. Agata stała się patronką piekarzy i ludwisarzy odlewających dzwony. Podobnie było ze św. Łucją, której męczeńską śmierć poprzedziło wyłupienie jej oczu. Na obrazach trzyma je na tacy lub w dłoni. Pod ręką niewprawnego malarza oczy przeistaczały się niekiedy w wisienki na szypułkach.

Może więc ten wzbudzający oburzenie pluszowy Chrystus czy kalkomanie na paznokcie z ulubionym świętym są po prostu znakiem czasów..?

Felieton ukazał się w audycji polskiej w programie LRT Klasika.

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!