Wilno i Wileńszczyzna
Witold Janczys

Biełkin – znany bluesman nauczycielem muzyki w gimnazjum w Niemieżu

Kim są bluesmani, o czym śpiewają, jak się słucha bluesa, dlaczego jeden z najbardziej znanych bluesmanów na Litwie woli pracować w polsko-rosyjsko-litewskim gimnazjum w Niemieżu – na te i inne pytania zw.lt odpowiedział bohater naszej dzisiejszej rozmowy – bluesman Aleksander Biełkin.

Witold Janczys, zw.lt: Jest pan nie tylko nauczycielem muzyki w Gimnazjum im. św. Rafała Kalinowskiego w Niemieżu, ale również znanym na Litwie, Białorusi w Polsce i wielu innych krajach bluesmanem i piosenkarzem. Mówi się, że droga na szczyt sławy czasami jest ciernista, czasami przeciwnie – łatwa. Jaka więc była pana droga?

Aleksander Biełkin: Rozpoczęła się dawno, dawno temu, kiedy jeszcze wojska ZSRR stacjonowały w Niemczech. Mój ojciec był oficerem armii i zabrał całą rodzinę ze sobą. Każdą wolną chwilę wykorzystywałem na to, aby wpaść do wojskowego klubu muzycznego i grać, grać, grać na perkusji. O dziwo żołnierze zamiast mnie pogonić zazwyczaj zgadzali się abym grał. Dlaczego, zrozumiałem dopiero po tym, jak sam trafiłem do wojska. Ostatecznie tato dostał skierowanie do Wilna i tu moja muzyczna kariera rozkręciła się na dobre. Będąc w dziesiątej klasie założyłem swój pierwszy zespół muzyczny – naśladowaliśmy „Beatles”.

Jakie pozostały wspomnienia ze służby?

Kolorowe, bogate i… siarczyste. Trafiłem na jedną z łodzi podwodnych co stacjonowały na bazie floty we Władywostoku. Tam to dopiero rozpoczęła się „ostra służba” i oficerowie i starsi marynarze wyżywali się na młodszych. Jeden z młodszych marynarzy odrąbał sobie palca, miał nadzieję że komisja lekarska uzna, że nie jest przydatny do służby i zwolni go do cywila. Czy udało się? Ależ nie! Sąd, wyrok i spędził na flocie o kilka lat więcej niż się spodziewał. Dobrze pamiętam inną historię. Zdezerterował żołnierz, razem ze sobą zabrał automat i kilka magazynków z nabojami. Szukano go przez kilka dni, a znaleziono obok łodzi podwodnej martwego. Stał na posterunku nocą, przysnął, upadł do wody, obok nie było nikogo kto mógłby pomóc, więc się utopił.
Ja natomiast jako „muzykant” otrzymałem przydział do orkiestry, w ciągu doby nauczyłem się grać na instrumentach dętych, chociaż wcześniej nie miałem z nimi nawet najmniejszej styczności. Jak mus, to mus – wojsko!

Zamiast stać się podwodniakiem-twardzielem, pan dalej w najlepsze kontynuował muzyczną karierę?

Właśnie tak. Na dokładkę służba w marynarce nauczyła mnie mocno trzymać się moich przekonań i dążyć do celu, nie zważając na wszystko. Wiem, że zawiodłem ojca – ten miał nadzieję, że zostanę wojskowym, zamiast tego postanowiłem wrócić do domu, do Wilna, zostać muzykantem, grać bluesa i rok and rola. Natychmiast po powrocie z wojska dostałem się do akademii muzycznej im. Juozasa Tallat-Kelpszy w Wilnie, następnie na uniwersytet pedagogiczny. Studiowałem, nocami dorabiałem jako stróż, żeby zarobić pieniądze grałem na ulicach. Razem z hippisami podróżowałem po Związku Radzieckim, byłem w Petersburgu, Moskwie, Odessie. Jak było? Różnie, mogę jednak powiedzieć, że życie wędrownego muzykanta wcale nie jest zabawne i łatwe, aby grać na ulicy trzeba czasami być twardym, trzeba nie tylko przekonać samego siebie, ale również umieć dogadać się z innymi muzykantami, takimi samymi jak ty, co również chcą zarobić.
W tym samym czasie zostałem członkiem pierwszej na Litwie grupy muzycznej w stylu blues „Hilda Blues Band”. Graliśmy w Niemczech, Finlandii…

Uczył się pan i w akademii i na uniwersytecie, tymczasem sporo ludzi przekonuje, że jak człowiek ma talent to i nauka nie jest potrzebna. Prawdziwy talent wszędzie sobie da radę.

I tak i nie. Nawet człowiek utalentowany musi się uczyć i doskonalić. W przeciwnym wypadku istnieje ryzyko, że talent rozpłynie nam się, pożre go rdza. Legendarni „Beatlesi” byli fantastycznie uzdolnieni, ale uczyli się, pracowali nad swoimi talentami. Co prawda, może tu się pojawić problem: na każdej uczelni wykładają dość schematycznie, według tych samych sprawdzonych wzorów uczą się pokolenia studentów. Czyli: można nauczyć się warsztatowi, ale zgubić swoją indywidualność. Hamburger z McDonaldsa smakuje tak samo, w każdym kraju, najgorsze co może się przydarzyć piosenkarzom i muzykantom, to to jeżeli się staną podobni jeden do drugiego. Wspomniałem już, że studiowałem i w akademii i na uniwersytecie, każdą z tych uczelni ukończyłem, w szkole im. św. Rafała Kalinowskiego w Niemieżu pracuję ponad dwadzieścia lat.

Były podwodniak, hippis, bluesman i praca w szkole…

Nie ma tu nic dziwnego, a praca w szkole czasami potrafi być równie emocjonująca jak służba na łodzi podwodnej. Zresztą praca w szkole, zapewnia unikalną możliwość do zapoznania się ze światem młodych ludzi, ludzi którzy są pełni chęci i zapału zmienić świat. Tak samo jak my wszyscy, kiedyś…

A jak z towarzyszami zdolnych i tych mniej zdolnych artystów i muzykantów – narkotykami, seksem i rock and rolem?

Ani ja, ani moi koledzy z zespołu nie pijemy i nie ćpamy. Ja na przykład ożeniłem się już ponad dwadzieścia lat temu, rozwodzić się nie zamierzam – kocham swoją żonę i kocham bluesa, country i rock and rola.

Jak to jest – być muzykantem, piosenkarzem-Rosjaninem na Litwie?

Na początku kariery, gdy jeszcze miałem ten rosyjski akcent, dało się odczuć pewną otoczkę niesmaku u niektórych ludzi w stosunku do mojej osoby. Mimo wszystko mam bardzo wielu przyjaciół Litwinów, kiedyś nawet po jednym z koncertów członkowie jednej z litewskich partii narodowców zaproponowali mi wstąpienie do jej szeregów.

Jedni naśladują pana i pana zespół, z kolei kto jest pana idolem?

Wiele, wiele świetnych muzykantów i zespołów. Bardzo lubię na przykład zespół z USA „Allman Brothers Band”, uwielbiam muzykę i piosenki „The Led Zeppelin”.

Wielu artystów i muzyków angażuje się w politykę, popiera tą czy inną opcję polityczną.

Nie interesuje się polityką, nie jestem rasistą czy nacjonalistą, interesuje się wyłącznie muzyką.

Czym jest dla pana blues?

Blues jest człowiekiem i każdy człowiek ma swojego bluesa. Blues jest stanem duszy, nastrojem, przekazuje emocje, obnaża stan duszy. Jak się go słucha? Można go słuchać np., w samotności, z cygarem czy papierosem w dłoni i filiżanką mocnej kawy na stole, pogrążając się w samotności… A można w towarzystwie kumpli, w knajpie.

Plany na przyszłość?

W tym roku mój podstawowy zespół „The Road Band” będzie obchodził jubileusz 25-lecia. Wyruszymy w trasę, koncert tu, koncert tam, oczywiście również realizacja innych muzycznych projektów, w których biorę udział.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!