Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Bez emocji o Piłsudskim: Historykom dyskutować łatwo, czas na polityków i społeczeństwo

Dyskusja na temat "Czy jest możliwy polsko-litewski dialog na temat Piłsudskiego" zwieńczyła dwudniową konferencję poświęconą Józefowi Piłsudskiemu. Przez dwa dni dwudziestu czterech wybitnych historyków, dziennikarzy, politologów z Polski i Litwy rozmawiało o jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci w relacjach polsko-litewskich. Podsumowująca dyskusja stała się nie tylko platformą końcowej wymiany zdań, lecz także prowokacji intelektualnych.

„Rozmowa jest możliwa i przyznano to już wtedy, gdy strona litewska zadecydowała, że nie możemy ignorować tematu Piłsudskiego, powinniśmy zorganizować spotkanie z kolegami z Polski i dyskutować na te tematy, niełatwe zwłaszcza dla Litwinów. Gdy są organizowane tak ważne wydarzenia, zawsze potrzebna jest dokładność historyczna, żeby nie popełnić błędów, które później będą powielane. O tym, że ta konferencja była ważna, świadczy fakt, że była to pierwsza konferencja na Litwie na temat Piłsudskiego” – rozpoczął spotkanie prof. Alvydas Nikžentaitis, prezydent Litewskiego Narodowego Komitetu Historyków.

Prof. Włodzimierz Suleja z Instytutu Historii Uniwersytetu Wrocławskiego, mówiąc o tym, jak litewskość Piłsudskiego była przyjmowana przez Polaków, powołał się na Sienkiewicza, który swój słynny „Potop” rozpoczyna od słów: „Był na Żmudzi ród Billewiczów, od Mendoga się wywodzący…”

„Matka Piłsudskiego była z Billewiczów, toteż ta litewskość Piłsudskiego biła po oczach, przynajmniej tych, którzy znali twórczość Henryka Sienkiewicza, a był to pisarz, którego się czytało. Była to litewskość wpisana w geny i z tym nie dyskutowano, było to oczywiste. Jeżeli dokonywał hierarchii miejsc, które dla niego były najważniejsze i najpiękniejsze, numerem jeden było Wilno i gdzieś bardzo daleko, w większej odległości, sytuował się Paryż. Po pobycie w Wilnie – dopiero drugim – w pełni rozumiem Marszałka. Był związany z ziemią, był związany z tradycją, ale kulturowo był formowany inaczej” – opowiadał Suleja.

Prof. Andrzej Nowak, kierownik Zakładu Historii Europy Wschodniej w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz w Instytucie Historii PAN w Warszawie podkreślił, że Piłsudski dla Polaków oznacza przede wszystkim niepodległość.

„Myślę, że trzeba także widzieć miejsce Piłsudskiego jako pewnego rodzaju alternatywy w polskiej pamięci. Piłsudski reprezentuje taką wizję polskości, która po pierwsze jest otwarta na dziedzictwo Wielkiego Księstwa Litewskiego jako partnerstwa. I tu się zaczyna problem. Wielu Litwinom na początku dwudziestego wieku nie chodziło o to, żebyśmy byli braćmi, woleli być sąsiadami. Roman Dmowski chciał zasymilować Litwinów. Józef Piłsudski powiedziałby zapewne – nie chcemy, aby Litwini zostali Polakami w sensie etnicznym, chcemy, żeby tworzyli z nami szerszą wspólnotę, dzisiaj nazwalibyśmy ją wspólnotą Europy Środkowo-Wschodniej. Chciał, aby Litwini, Ukraińcy, Białorusini, Polacy, zachowując swoją tożsamość etniczną i kulturową, tworzyli większą wspólnotę nawiązującą do tradycji Rzeczpospolitej, zmienionej zgodnie z warunkami dwudziestego wieku, aby odnaleźli potrzebę wspólnego działania w obliczu wyzwań geopolitycznych, a wrogiem numer jeden była dla niego Rosja” – mówił prof. Nowak.

„Józef Piłsudski to niewątpliwie polski mąż stanu, ale też bohater na skalę Europejską, za sprawą jednego z największych zwycięstw nad Rosją sowiecką z roku 1920. To jest jeden z tych momentów w historii powszechnej, kiedy Polska odgrywała znaczącą rolę w stosunkach międzynarodowych i tego wydarzenia nie da się sprowadzić do roli konfliktu granicznego gdzieś na obrzeżach Europy. Decydowała się przyszłość Europy, jej ład terytorialny, ocalenie tego wszystkiego, co było owocem rewolucji geopolityznej w naszym regionie po I wojnie światowej” – zauważył prof. Marek Kornat, profesor zwyczajny w Instytucie Historii im. Tadeusza Menteuffla PAN w Warszawie.

„Dziedzictwem Piłsudskiego jest niewątpliwie idea normalizacji stosunków, współpracy i poczucie wspólnoty losów z innymi narodami naszego regionu, w tym z narodem litewskim. Na tym nie koniec – idea silnego państwa jako dobra wspólnego. Nie liczy się najpierw jednostka, ale dobro wspólne. To jest również wielka wartość, do której dzisiejsza polska polityka ma prawo sięgać i się odwoływać” – dodał Marek Kornat.

Zdaniem prof. Alfredasa Bumblauskasa, świadomość Litwinów na temat Piłsudskiego zaczęła się zmieniać w momencie, gdy zaczęto więcej mówić na temat historii jego rodu. Kwestie te dokładnie przedstawił w swojej książce „Śladami marszałka” znany dziennikarz wileński, ś.p. Jerzy Surwiłło. Trzech dziadków Piłsudskiego pochodziło ze Żmudzi.

„Sądzę, że to zaczęło wzbudzać w Litwinach reakcję „Zły, ale może swój?”. Nie mówi się już o Wilnie, ani o zasługach dla Polski, tylko „aha, on jest nasz!”.

„Jestem zwolennikiem teorii „co by było, gdyby”. Gdyby jednak Tuchaczewskiemu udało się dotrzeć do Berlina, był przygotowywany przewrót bolszewików i Litwa stałaby się sowiecka w 1920 roku. A wówczas nie byłoby tego dwudziestolecia międzywojennego,w oparciu o które budowaliśmy 11 marca 1990 roku. W ideologii wyzwolenia Wilna dla Litwinów było ważnych kilka rzeczy – Góra Giedymina, Ostra Brama, Katedra, św. Kazimierz i Basanavičius, ale już na przykład nie uniwersytet, który od początku był centrum polonizacji. Litewska świadomość narodowa kształtowała się w Kownie i nie byłoby jej, gdyby na Litwie zapanował bolszewizm” – uważa Bumblauskas.

„Druga kwestia – cieszyliśmy się, że Wilno jest nasze, ale od kogo to Wilno otrzymaliśmy – z rąk Stalina. Stalin zrobił nam prezent i brzydkie tło tej sprawy ciągnęło się przez dziesięciolecia, aż do czasów Giedroycia, który moralnie oddał Wilno Litwie. Giedroyc twierdził, że Związek Sowiecki upadnie, i wówczas trzeba na nowo przemyśleć politykę wschodnią Polski. A czyim uczniem był Jerzy Giedroyc? Czyim uczniem był Zbigniew Brzeziński, który, gdy po raz pierwszy przybył na Litwę dążącą do członkostwa w NATO, poprosił przede wszystkim o odwiezienie do Zułowa?” – przypominał Alfredas Bumblauskas.

Profesor Tomas Venclova dodał, że podobnie Litwini wypierają ze swojej świadomości historycznej dwa powstania XIX wieku, jak gdyby nie mieli z nimi nic wspólnego.

„Ten okres został nazwany okresem polskim. To taki bałtofilski paradygmat wzorowany na rosyjskim paradymacie słowianofilski. Tymczasem powstania, na których tradycji w dużej mierze wychował się Piłsudski, były także naszymi powstaniami”.

Z kolei zdaniem dra Rimantasa Miknysa, Piłsudskiego nie należy nazywać Starolitwinem.

„On sam nigdy nie określał siebie w ten sposób. Problemem litewskich historyków i historiografii jest to, że nie rozumieją specyfiki polskości z terenów Wielkiego Księstwa Litewskiego, która nie jest tożsama z polskością koroniarzy. Termin Starolitwina wprowadza nowe nieporozumienia w dialog polsko-litewski. Moim zdaniem lepszym określeniem byłoby „obywatel Wielkiego Księstwa Litewskiego”, jak nazywali siebie Giedroyc, Miłosz. I dzisiaj tacy ludzie żyją na Wileńszczyźnie” – zauważył Miknys.

Jak podkreślił, nie ma granic dialogu polsko-litewskiego w trudnych kwestiach. „Środowisko dialogu łączę ze stanem litewskiej tożsamości, a tożsamość nie stoi w miejscu. To, że od dwóch dni tutaj rozmawiamy i, zdaje się, słyszymy się nawzajem, oznacza, że coś zaczyna się dziać”.

„Istnieje powiedzenie, że Polska nie ma historii, ma geografię. To samo można powiedzieć o Litwie. Jeżeli dostrzegamy swoje położenie, jesteśmy w stanie dostrzec skalę wspónych zagrożeń, dialog nabierze innego znaczenia, innego tempa” – podsumował prof. Włodzimierz Suleja.

Zamykając dyskusję prof. Nikžentaitis stwierdził, że dialog wśród historyków jest najłatwiejszy. „Powinniśmy teraz inicjować działania, aby dialog rozpoczął się w naszych społeczeństwach, aby włączyli się do niego politycy. To też jest zadanie dla historyków”.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!