Wilno i Wileńszczyzna
Antoni Radczenko

Alina Obolewicz: Kościół franciszkański odkryłam jeszcze w latach 90-tych

„Franciszkanie niejednokrotnie duchowo mi pomogli w trudnych życiowych sytuacjach. Wiem, że wielu ludziom pomogli i pomagają. Ludzie, którzy otrzymali pomoc w najtrudniejszej chwili, czują wdzięczność” - powiedziała w rozmowie z zw.lt Alina Obolewicz, która na co dzień pracuje przewodnikiem, ale od dłuższego czasu zaangażowała się, jako wolontariuszka w sprzątaniu i remontowaniu odzyskanego Klasztoru Franciszkanów w Wilnie. W sobotę (16 września) odbędzie organizowane przez Alinę kolejne „Wielkie Sprzątanie u Franciszkanów”. Sprzątanie rozpocznie się o godz. 10. Chętni do sprzątania proszeni są wcześniejsze o zgłoszenie się pod telefon 869819004 lub na Facebook Alina Obolewicz. Wejście do klasztoru od ul.Pranciškonų, tam gdzie wejście do "Katalikų Pasaulis".

Antoni Radczenko, zw.lt: Ostatnio mocno zaangażowałaś się w sprzątanie i remont odzyskanego Klasztoru Franciszkanów. Jak do tego doszło?

Alina Obolewicz: Kościół franciszkański odkryłam jeszcze w latach 90-tych, gdy został zwrócony wiernym. Był zagracony, pełen śmieci i brudu, oddarty z dekoracji i tynków, bez podłogi, z dziurawym dachem, zimny, ale miły Bogu… Nie do wiary, że coś takiego ludzie mogli zrobić ze świątynią, z zabytkiem architektury. Wtedy pamiętam, że jako harcerka z innymi harcerzami i wolontariuszami wynosiliśmy śmieci i wykonywaliśmy wiele innych prac.

Lubię ten kościół, jest prawdziwy. Bez złoceń, marmurów, całej tej dekoracyjnej otoczki, która jest potrzebna niektórym ludziom, ale dla mnie jest zbędna. Kościół jest taki, jaki jest. Tak jak człowiek. Człowiek, który ma rozdartą duszę i przychodzi do kapiącego złotem, bogatego kościoła, może się poczuć jeszcze gorzej, jako mały, niepotrzebny, niezrozumiany. A człowiek, który ma rozdartą duszę i przychodzi do kościoła franciszkańskiego, który jest „oddarty ze skóry”, czuje się jak u siebie w Domu – swój… Wszystko jest takie, jakie jest. Nie trzeba udawać.

Franciszkanie niejednokrotnie duchowo mi pomogli w trudnych życiowych sytuacjach. Wiem, że wielu ludziom pomogli i pomagają. Ludzie, którzy otrzymali pomoc w najtrudniejszej chwili, czują wdzięczność, chęć zrobienia czegoś dobrego.

Mam sezonową pracę i latem nie mam czasu ani na oglądanie telewizji, ani na czytanie gazet. Ale miałam jedną wolną niedzielę i byłam na mszy św. w tym kościele. W czasie ogłoszeń duszpasterskich ojciec franciszkanin podziękował kilku osobom, które myły okna w klasztorze, opowiadał, że bardzo się napracowali i między innymi wspomniał, że okien i żyrandoli do mycia jeszcze jest mnóstwo, więc kto może, niech przyjdzie do pomocy w następną sobotę. Nie wiedziałam, ani co, ani gdzie, ani o której godzinie. W innym dniu będąc w kościele podeszłam do konfesjonału i sama dopytałam się, co, kiedy i gdzie. I tak się zaczęło.

Kościół franciszkański pw. Wniebowzięcia NMP nie ma swojej parafii, czyli nie ma typowych dochodów z ofiar za śluby, chrzty, pogrzeby itp., które mają kościoły parafialne. Na msze św. przychodzi znacznie mniej ludzi wiernych niż parafian do swoich parafialnych kościołów. Ten kościół jak i klasztor jest własnością Zakonu. Kuria Arcybiskupia w Winie nie ma obowiązku opieki nad tą świątynią, ani jej finansować. Ojców franciszkanów w Wilnie jest 4, brat zakonny i 3 kapłanów. Sami nie zrobią całej roboty, nie sprzątną i nie wyremontują odzyskanego klasztoru, którego powierzchnia obejmuję ponad 5600 metrów kwadratowych. Kilku mnichów z zakonu żebrzącego nie wymieni ok. 85 proc. dachu klasztornego. Uważam, że warto im pomóc. Tym bardziej, że po kilkudziesięciu lat sądów i stoczonych batalii z odzyskaniem klasztoru, franciszkanie mają bardzo ambitne plany stworzenia centrum terapii duchowej, prowadzenia działalności edukacyjnej i kulturalnej. Projekty są niezwykle ciekawe, a co najważniejsze, działalność, którą prowadzą będzie kontynuowana w odzyskanym budynku, dlatego wszelka pomoc jest niezwykle ważna, czy wręcz niezbędna. Będą pomagać walczyć z uzależnieniami (od komputera, narkotyków, alkoholu, przejadania się, perfekcjonizmu etc.) ludziom w różnych wieku niezależnie od narodowości, wyznania, poglądów.  To wszystko powoduje, że ludzie tacy jak ja, czują potrzebę wzięcia udziału, pomocy, wsparcia moralnego i finansowego – każdy na miarę swoich możliwości. Na przykład rodzina niedawno zmarłego na raka Kostka Gryniewicza zgodnie z jego ostatnią wolą przekazała franciszkanom dywan.

Nie tylko pomagasz fizycznie, ale również koordynujesz pracami?

Byłam pewna, że są organizowane jakieś akcje, że są gdzieś ogłoszenia, ale nie było. Przychodzili pomagać tylko ci, którzy byli najbliżej, dowiedzieli się przypadkowo. Gdybym nie miała wolnej niedzieli, co bywa rzadko w sezonie turystycznym, i nie była na mszy św., o niczym bym nie wiedziała. Moi przyjaciele nie związani ani z tym, ani z żadnym innym kościołem, też zaczęli przychodzić, pomagać. Ale parę osób kilkuset okien i żyrandoli nie umyje. Dałam ogłoszenie na Facebook’u. Zgłosiło się kilkanaście osób. Niektórych nawet nie znałam. Napracowaliśmy się. Potem był wspaniały poczęstunek.

Zakonnicy wspomnieli, że za dwa tygodnie pomoc również będzie potrzebna. Miałam ten dzień zaplanowany, ale byłam zmęczona pracą, chciałam się wyciszyć i pomóc, popracować na rzecz innych. Zrezygnowałam z zamówienia, oddałam klientów innej przewodniczce i przyszłam w sobotę pomagać. Ogłosiłam wśród przyjaciół, znajomych na Facebook’u, harcerzy. Przyszło kilkadziesiąt osób. Pracowaliśmy do wieczora. Zrobiliśmy dużo dobrej roboty. Franciszkanie nas ciepło przyjęli i smacznie poczęstowali.

Czy tylko wasza grupa pomaga?

Nie byliśmy wcale pionierami. Ciągle ktoś tam przychodzi i w wolnym czasie pomaga, tak się dzieje od dawna – od czasu gdy kościół został zwrócony wiernym. Są ludzie, którzy przychodzą, pomagają, coś przynoszą, składają ofiary. O ile rozumiem, zazwyczaj są to ludzie anonimowi. Część należy do Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, część do Ruchu Wiara i Światło, część jest skupiona innych organizacjach religijnych, są również osoby niezrzeszone. Regularnie pomagają harcerze, jak też po prostu ludzie dobrej woli. Po prostu czują, że trzeba pomóc, pomagają. Czasem nieproszeni, sami szukają sobie pracy albo wychodzą z inicjatywą.

Ile godzin tygodniowo poświęcasz klasztorowi?

Nie liczę godzin i sądzę, że nikt z wolontariuszy nie liczy. Przychodzimy kiedy mamy czas i pomagamy według własnych sił. Tego nie da się przełożyć na godziny. Zresztą na razie nie ma żadnego systemu, który liczyłby godziny lub wyznaczał obowiązki. To się dzieje na zasadzie dobrej woli. Czasem dowiaduje się od ojców franciszkanów, że potrzebują w czymś pomocy, że jest praca do zrobienia i pytają czy mogłabym zebrać ludzi do konkretnego zadania. Tam jest pracy tyle, że naprawdę jeszcze bardzo długo jej nie zabraknie. Zresztą, nie jest sztuką pomaganie, kiedy ma się wolny czas, jest się wypoczętym i nie ma nic lepszego do robienia. Sztuką jest pomaganie wtedy, kiedy jest największa potrzeba, niezależnie od obowiązków i kondycji osobistej. Moim zdaniem teraz jest właśnie ten czas. Dlatego chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy nie są związani z kościołem czy nie znają mnie osobiście, ale zgłaszają się i pomagają.


Na swym profilu na Facebooku zachęcasz osoby do pomocy. Czy mogłabyś opowiedzieć w kilku zdaniach na czym polega praca wolontariuszy?

W zależności od sytuacji praca wolontariuszy polega na: sprzątaniu budynku klasztoru, dyżurach w kościele. Niedawno przy odzyskiwaniu budynku, z którego nie chciał się wynieść bar, były organizowane dyżury „na barykadach” w trakcie których pilnowaliśmy, aby źli ludzie nie zniszczyli budynków klasztornych. To były całonocne dyżury przy monitorach i trwały przez miesiąc. Mieliśmy do czynienia z paradoksalną sytuacją. Nie patrząc na decyzje sądu i rządu RL restauracja „7Fridays” nie miała zamiaru wynieść się z klasztoru i na wszelkie sposoby odwlekała sprawę. Do prac wolontariuszy należy również demontaż pozostałości po barze i restauracji, wynoszenie śmieci, odkręcanie kabli, śrubek, czyszczenie i mycie ścian, podłóg, okien, drzwi – wszystkiego. Wszystko jest zdemolowane i zaniedbane, brudne. Z czasem pomoc wolontariuszy będzie potrzebna przy terapii duchowej dla osób uzależnionych czy przy innych projektach.

Rozumiem, że podobnie jak większość osób zaangażowanych pracujesz nieodpłatnie. Ilu jest ochotników? Czy jest jakaś wspólna cecha osób, która łączy te osoby?

Oczywiście, pomagamy nieodpłatnie. Pomoc za pieniądze – to nie pomoc, a praca na zamówienie. To już nie byłby wolontariat. Liczba ochotników pewnie nawet nie jest wiadoma, czasem pomaga jedna osoba, czasem kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt osób. Zależy od zadania, które musimy wykonać. Zauważyłam, że sporo jest ludzi, którzy naprawdę chcą pomagać, poświęcać swój czas innym, czerpią z tego satysfakcję.

Na co dzień pracujesz jako przewodnik, czy można powiedzieć, że w pewnym sensie zaangażowanie się w renowację klasztora jest kontynuacją twoich pasji związanych z historią miasta?

Z wykształcenia jestem historykiem. Pracuję jako przewodniczka. Dla mnie ten kościół i klasztor są niezwykle ciekawe. Tu zaczynało się chrześcijaństwo na Litwie, kościół pw. Wniebowzięcia NMP „na Piaskach” jest najstarszym kościołem na Litwie. Za każdym razem kiedy bywam w kościele robię zdjęcia, ponieważ ciągle odkrywam coś nowego, ciekawego, pięknego. Zauważyłam, że turyści czy zwykli przechodnie przychodząc do tego kościoła przeżywają pewien szok i zostają w nim dłużej niż pewnie planowali. Turyści z Polski, których przyprowadzam do kościoła, by poznali to niezwykłe miejsce, kolebkę chrześcijaństwa na Litwie, by na zasadzie kontrastów poznali prawdziwe Wilno, często mają łzy w oczach i dziękują, że ich tu przyprowadziłam,  zostawiają ofiary na remont. Przyznają, że się nie spodziewali czegoś takiego zobaczyć. W kościele są relikwie św. Jadwigi Królowej – żony Władysława Jagiełły, dzięki której i jej ofiarnemu małżeństwu, na Litwę dotarła Ewangelia. Franciszkanie byli pierwszymi misjonarzami na Litwie. T właśnie braci Franciszkanów poganie zamordowali na wzgórzu, które dziś nazywamy Górą Trzech Krzyży – dawniej Góra Franciszkańska. Na dziedzińcu przed kościołem faktycznie zaczęło się Powstanie Styczniowe na Litwie. W budynkach klasztoru mieściły się organizacje społeczne założone przez Józefa Montwiłła, w budynkach klasztoru mieściły się szkoły polskie i litewskie, mieszkał Jonas Basanavičius. To jest naprawdę niezwykłe miejsce!

Poza tym jesteś zaangażowana w różne inicjatywy społeczne, jesteś m.in. członkiem Polskiego Klubu Dyskusyjnego, czy mogłabyś powiedzieć o tym kilka słów?

Od pewnego czasu należę do PKD. Przyglądałam się dość długo, uczestniczyłam w dyskusjach ciesząc się, że na Litwie są aktywni Polacy, którzy tworzą ciekawe inicjatywy, organizują odważne dyskusje, których mi od zawsze brakowało. Potrzebna jest i inteligencja i odwaga społeczna, gdyż Klub w organizowanych dyskusjach porusza najbardziej aktualne, często drażliwe tematy, kwestie, które na Wileńszczyźnie zwykło się „zamiatać pod dywan”, udając, że nie ma problemu albo bojąc się bycie skrytykowanym albo nawet „wygryzionym” przez innych aktywnych Polaków lub Litwinów. Nie chcę należeć do żadnej partii politycznej ani upolitycznionej organizacji, dlatego też przyglądałam się dość długo działalności Klubu zanim do niego wstąpiłam. Podoba mi się to, że do PKD należą bardzo różni ludzie – o różnych poglądach, wykształceniu, doświadczeniach. Każdy jest liderem, każdy chce, żeby na Wileńszczyźnie i Litwie było lepiej, każdy jest inteligentny, wykształcony i odważny. Mamy czasem różne zdania, nie ma w Klubie jakiejś narzuconej formalnej struktury, która by ograniczała poglądy lub działalność członków Klubu. Z burzy mózgów rodzą się coraz to nowsze projekty, pomysły, dyskusje, akcje charytatywne. Na dyskusje są zapraszani różni ludzie, przedstawiciele różnych narodowości, o odmiennych poglądach, należących do rożnych opcji politycznych, przedstawiciele najprzeróżniejszych organizacji, inicjatyw. Klub stwarza możliwość otwartej rozmowy, dyskusji, czasem bardzo ostrej i gorącej, ale uważam, że tylko w taki sposób możemy coś osiągnąć, wyklarować pozycje, zrozumieć innych ludzi, uszanować poglądy innych, nauczyć się wiele i stworzyć coś dobrego dla społeczeństwa i dla kraju.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!