Wilno i Wileńszczyzna
Antoni Radczenko

Agnieszka Zielińska: Towiański nie był ani szpiegiem, ani heretykiem

„Regina praprawnuczka Towiańskiego, która mieszka w Kownie, bardzo była mi wdzięczna za rehabilitację jej przodka” - powiedziała w rozmowie z zw.lt Agnieszka Zielińska autorka książki „Ortodoksyjny heretyk" poświęconej Andrzejowi Towiańskiemu. Agnieszka Zielińska również prowadzi bloga o towianizmie i Towiańskim.

Andrzej Towiański był urodzonym na Litwie XIX-wiecznym polskim filozofem oraz przywódcą religijnym. Na emigracji we Francji założył organizację (sektę) Koło Sprawy Bożej, do której należeli m.in. Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Seweryn Goszyński, Walenty Wańkowicz oraz Michał Szweycer.

Skąd się wzięło Pani zainteresowanie Andrzejem Towiański i towianizmem?

W roku 1999 jako młoda polonistka, współpracująca z lokalną prasą, przeprowadzałam wywiad z profesorem Uniwersytetu Warszawskiego Zbigniewem Sudolskim. Skupialiśmy się wtedy na Juliuszu Słowackim, w 150. rocznicę jego śmierci. Profesor mówił głównie o znanych mi faktach z życia poety, do chwili, kiedy wspomniał o towianizmie. Zaintrygowało mnie to, ponieważ uświadomiłam sobie, jak mało wiem o tym zjawisku. Profesor pocieszył mnie, że rzadko który polonista wie więcej i widząc moje zainteresowanie, zaproponował zgłębianie wiedzy na ten temat. Powiedział wtedy, że okres towianistyczny w życiu Adama Mickiewicza zwłaszcza, jest mało zbadany. Nie mogłam pojąć, dlaczego tak utalentowani i wykształceni poeci ulegli jakiemuś sekciarzowi. Coś mi tu nie pasowało…
Nie od razu połknęłam bakcyla. Miałam wtedy malutkie dziecko, mieszkałam ponad sto kilometrów od Warszawy, gdzie nie było nawet porządnej biblioteki. Pamiętajmy, że mało dostępny był wtedy Internet. Ale korespondowałam z profesorem Sudolskim i czasami jeździłam do niego na uniwersytet po jakąś książkę. Dwa lata zajęło mi zrozumienie, że warto zająć się nauką Andrzeja Towiańskiego.

Czy udaje się zrehabilitować tę postać?

Przeszłam wszystkie etapy poznawania tej postaci – od niezrozumienia, niechęci, poprzez akceptację, a nawet docenienie. Udało mi się oddzielić fakty od mitów i plotek. Dlatego staram się upowszechniać tę wiedzę. Obroniłam doktorat, mimo że nie pracowałam na uczelni, tylko w szkole. Wiedziałam, że moja badania będą tylko wtedy traktowane poważnie, gdy potwierdzi je komisja uniwersytecka. Ważne było też wydanie książki na ten temat. Dzięki niej wyjaśnienie sprawy Towiańskiego dociera do ludzi na całym świecie. Piszą do mnie zainteresowani tematem nawet z Ameryki. Oczywiście nie byłoby to pewnie możliwe bez internetu.

Z rehabilitacją Towiańskiego jest tak: najczęściej ludzie, którym znane jest to nazwisko, kojarzą je pejoratywnie. Jeśli mają dobrą wolę, zapoznają się z faktami, które podaję i zmieniają zdanie. Nawet profesorowie, jak na przykład Krzysztof Rutkowski, autor wielu książek o towianizmie (głównie w związku z Mickiewiczem). Po zapoznaniu się z moimi badaniami przyznał w radiu, że Towiański nie był ani szpiegiem, ani heretykiem w dzisiejszym (posoborowym) rozumieniu.

Zgłasza się do mnie wiele osób. Są też tacy, których nic nie przekona, że nie mają racji. Ale tak jest w każdej sprawie…

Powiedziała Pani, że początkowo „Nie mogłam pojąć, dlaczego tak utalentowani i wykształceni poeci ulegli jakiemuś sekciarzowi”. Czy teraz Pani rozumie Mickiewicza, Słowackiego i innych? Dlaczego później ich drogi się rozeszły?

Po poznaniu towianizmu wiem, co zachwyciło tych poetów. Etyka, idea pracy nad sobą, powrót do czystego chrześcijaństwa, wolnego od brudów, które nagromadziły się przez stulecia w Kościele. A dlaczego się rozeszli? Nie mógł pokonać pychy wieszcza, która kazała zwłaszcza Mickiewiczowi szykować kolejna walkę zbrojną przeciwko Rosji. Chciał się zrehabilitować za brak udziału w Powstaniu Listopadowym, co mu wiecznie wypominano. Ale obaj poeci do końca przyznawali rację Towiańskiemu. Słowacki jeszcze na łożu śmierci.

Kim właściwie był Andrzej Towiański?

Trudno jest w kilku zdaniach odpowiedzieć na takie pytanie, dotyczące każdego człowieka. Krótko mówiąc Andrzej Towiański był polskim szlachcicem, żyjącym w XIX wieku, który naprawdę przejął się Dekalogiem i naukami Chrystusa. Jeśli człowieka wierzącego ma obowiązywać na przykład przykazanie „Nie zabijaj”, to nie znaczy, że nie może zabijać wszystkich oprócz Rosjan, a za zabicie żołnierza carskiego należy mu się medal. Z zawodu był prawnikiem, ale szybko zorientował się, że nie jest w stanie pomoc wielu ludziom. Gdyby nie zło tkwiące w każdym z nas, świat wyglądałby inaczej. Właśnie z tym złem w sobie trzeba walczyć, nie z drugim człowiekiem. Kościół zamiast pomóc w tej walce, przeszkadza, dostarczając nam złudzenia, że jeśli chodzimy na mszę i uczestniczymy w różnych obrzędach, to wystarczy, aby być dobrym chrześcijaninem. Towiański chciał otworzyć oczy na to, co już dawno temu mówił Jezus. Powtarzał, że nie przynosi niczego nowego, domaga się tylko realizacji nauk Chrystusa przez ludzi nazywających siebie chrześcijanami. Wydawać by się mogło, że Towiański było utopistą. Jeśli tak, to kim był Chrystus?

Czym było założone przez Towiańskiego Koło Sprawy Bożej: organizacją działającą w ramach Kościoła Katolickiego, czy sektą religijną?

Częściowo odpowiedziałam już na to pytanie. Towiański chciał działać w ramach Kościoła Katolickiego, ale mu nie pozwolono. Pisał listy do papieży, rozmawiał z księżmi, ale go ignorowali. Musimy pamiętać, że Kościół w XIX wieku był inny niż dziś, bardziej zamknięty na dialog, na wiernych. Ci mieli tylko słuchać i nie dyskutować. Papież był władcą nie tylko duchowym, również świeckim, głową państwa, więc szybciej zależało mu na dobrych stosunkach z innymi monarchami, na przykład carem, niż z Polakami, którzy nie mieli nawet swego państwa. Kilku księży, np. Edward Duński, a nawet arcybiskup Marcin Dunin, zrozumieli Towiańskiego. Zygmunt Szczęsny- Feliński, również arcybiskup, kanonizowany przez naszego papieża Jana Pawła II, w swoich „Pamiętnikach” wyraża się z uznaniem o towianizmie. Poznał go przez Juliusza Słowackiego, którego był przyjacielem. Jedyne, co mu nie pozwalało w pełni zgodzić się z Towiańskim, to wiara w reinkarnację. Wiemy, że jest to kwestia sporna w naszym Kościele. Są fragmenty w Biblii, które świadczą o tym, że Jezus mówił o reinkarnacji. Ale to już temat na inną okazję. Co do sekty… Pamiętajmy, że pierwsi chrześcijanie byli małą sektą, zanim w IV w. nie zostali uznani za prawowiernych. Towiański zawsze podkreślał, że nie chce odchodzić od Kościoła Katolickiego. Nie mógł jednak zgadzać się na jawne odstępstwa od nauki Chrystusa, które księżom nie przeszkadzały.


Jaki był stosunek kościoła do Towiańskiego? Bo pogrzeb miał katolicki…

Pogrzeb miał katolicki, bo w Zurichu, gdzie spędził ostatnie lata życia miał mądrego proboszcza, ks. Lochbrunnera, który znał go jako dobrego chrześcijanina. Kościół Katolicki wtedy, tak jak i dziś miał także księży grzesznych. I tak największymi wrogami towianizmu byli pełni pychy bracia zmartwychwstańcy, a zwłaszcza były kolega Adama Mickiewicza, niespełniony poeta, zazdrosny o sławę wieszcza – Hieronim Kajsiewicz. To on rozpowszechniał plotki na temat towiańczyków i samego Mistrza, grzmiał z ambony, jak zobaczył któregoś z nich w kościele, zabronił dawać rozgrzeszenie, jak przychodzili do spowiedzi. Poza tym Kościół nie mógł dopuścić, aby ktoś inny przejął „rząd dusz” Polaków na emigracji popowstaniowej.

Koło Sprawy Bożej nie zakończyło swej działalności po śmierci Towiańskiego. Czy może Pani w kilku zdaniach przybliżyć dalsze losy organizacji?

Chyba najbardziej zrozumieli Towiańskiego Włosi. Poznali jego naukę, kiedy dwukrotnie udawał się do Rzymu przed oblicze papieża (nie został wpuszczony). Zainteresowali się towianizmem ludzie tej miary, co Giuseppe Mazzini, prof. Tancredo Canonico (senator), czy Attilio Begey, który specjalnie nauczył się języka polskiego, żeby czytać pisma Towiańskiego w oryginale. Założył też Wydział Polonistyki na Uniwersytecie w Turynie, który istnieje do dziś. Jest tam wiele niezbadanych jeszcze materiałów na temat towianizmu.
Również w Szwajcarii, gdzie przez wiele lat mieszkał Towiański było jeszcze w XX w. dość silne Koło Sprawy Bożej. Tylko na ziemiach polskich nie doceniono towianizmu. Cóż, nikt nie jest prorokiem we własnym kraju…


Towiański z jednej strony pisał listy do cara, z drugiej zezwolił swoim uczniom walczyć w powstaniu styczniowy. Jaki był jego stosunek do walki o niepodległość Polski?

Jego stosunek do walki o niepodległość wynikał z prawdziwej religijności, a nie tej na pokaz. Jaki był stosunek Chrystusa do walki przeciwko okupacji Rzymian? Jeśli to wiemy, łatwo nam zrozumieć Towiańskiego. Człowiek musi się zmienić tak, żeby nie było uciskających, to nie będzie uciskanych. Ludzie ludziom gotują ten los, bo chcą panować jedni nad drugimi. A tymczasem Pan jest jeden dla całej ludzkości. Kiedy to zrozumiemy, nie będzie potrzeby walczyć za ojczyznę. Romantyczny patriotyzm to mit, który prowadzi nie tylko do zabijania, ale poczucia dumy, że zabiło się wroga w imię miłości do ojczyzny. A kim jest ten wróg? Najczęściej chłopakiem, który musiał zostawić dom, żeby iść na wojnę, której nie wywołał, której często nie chciał. Ale my wolimy pieścić swoje ego fałszywymi przekonaniami, bo tak jest łatwiej…

Towiański pisał listy nie tylko do cara, ale do wszystkich znaczących wtedy władców Europy. Chciał, żeby zastanowili się nad własną religijnością, którą tak manifestowali. Chciał, żeby etyka chrześcijańska zapanowała w stosunkach międzynarodowych, wtedy żaden naród nie będzie musiał walczyć. Był generalnie przeciwko powstaniom jako przelewowi krwi bratniej (dzieci jednego Boga). Pozwolił swoim uczniom na udział w powstaniu styczniowym, żeby nawet na polu walki ewangelizowali ludzi. Wiedział, że ludzkość musi dorosnąć do tej idei i że nie stanie się to w ciągu roku czy nawet wieku, ale że jeszcze wiele pracy przed nami.

Pierwsze objawienie Towiański miał w roku 1828 w Wilnie w kościele oo. Bernardynów. Czy są wiadome szczegóły na czym polegało objawienie? Swą działalność religijną zaczął prowadzić jeszcze na Litwie?

Objawienie to rzecz mistyczna, a ja mistyczką nie jestem, więc nie będę się na ten temat wypowiadać. Nie znamy zresztą szczegółów, poza tym, że Towiański pojął, na czym ma polegać jego misja. Zlekceważył to, założył rodzinę i żył w dobrze prosperującym majątku ojca. Dopiero po jego śmierci i kolejnych objawieniach zdecydował się wyjechać na Zachód, by dotrzeć do ludzi znaczących, którzy pomogliby mu rozpowszechniać te idee.

Oczywiście, jeszcze na Litwie robił, co mógł. Razem z kolegą szkolnym, późniejszym szwagrem Ferdynandem Guttem, który był lekarzem, jeździli do chłopów i drobnej szlachty. Jeden leczył ciała, drugi dusze, rozmawiając z ludźmi i próbując im pomóc w konkretnej sytuacji. Chciał jednak globalnej zmiany myślenia.

Jakie są losy dzieci Towiańskiego? Bo na emigrację zabrał tylko starszego syna.

Dość szybko dołączyły do niego pozostałe dzieci, ulokowane u rodziny i znajomych. Pamiętajmy, jak się wtedy podróżowało. Niemożnością było jechać przez pół Europy wozem z małymi dziećmi, dlatego Towiańscy zabrali ze sobą tylko Jana, najstarszego. Gdy osiedli na stałe w Zurichu, rodzina była już w komplecie. Dorosłe dzieci Towiańskich wróciły na ziemie polskie. Syn Adam był nawet właścicielem kupionego po Chopinach dworku w Żelazowej Woli. To jego potomków odnalazłam na Litwie. Prawnuczka Adama, mieszka obecnie w Kownie. Potomkowie wspomnianego wcześniej Jana mieszkają między innymi we Włocławku, a rodzina córki Towiańskich, Aleksandry, w Krakowie. Trzy córki zmarły bezpotomnie, podobnie jak trzeci syn – Kazimierz. Były jeszcze dwie córki, które miały tego samego męża (po śmierci Anny Michał Kulwieć ożenił się z jej siostrą Walerią). Z tego związku narodził się Andrzej Kulwieć, który był w I połowie XX w. kapitanem Wojska Polskiego, ale o jego potomkach nic nie wiem.


W literaturze oraz publicystyce historycznej można znaleźć informacje, że był rosyjskim szpiegiem. Czy są jakiekolwiek na to dowody?

Są dowody na to, że nie był. Poświęciłam temu cały rozdział w mojej książce „Ortodoksyjny heretyk”, która jest skrótem pracy doktorskiej. Już w latach 30. XX wieku wilnianka Walentyna Horoszkiewiczówna znalazła akta z archiwum carskiego potwierdzające, że pomylono życiorysy dwóch Andrzejów Towiańskich zamieszkałych w I poł. XIX w. w Wilnie – tego „naszego” i jego kuzyna, starszego o 16 lat. Ten, będąc zięciem generała carskiego, rzeczywiście szpiegował, ale założyciel Koła Sprawy Bożej miał wtedy około 10 lat! Praca Horoszkiewiczówny nie była znana, sama odcinałam nierozerwane jeszcze brzegi jej książki w Bibliotece Wróblewskich w Wilnie. Jej badania potwierdził po II wojnie św. Samuel Fiszman. Piszę o tym w artykule, który łatwo można znaleźć w Internecie wpisując „Teczka Towiańskiego”.
Oczywiście nie możemy zapominać, że pacyfistyczne poglądy Andrzeja Towiańskiego przyczyniły się do rozpowszechniania plotek na temat jego rzekomego szpiegostwa. Jeśli bowiem sprzeciwiał się walce zbrojnej (wiemy już z jakiego powodu), to albo wariat, albo szpieg. Nie brano pod uwagę innej opcji.

Pani spotyka się z rodziną Towiańskiego, która mieszka na Litwie. Czy litewscy potomkowie znają nauki oraz historię swego przodka?

Ta rodzina odnalazła mnie przez Internet. Pani Regina, wspomniana prawnuczka Adama Towiańskiego, która mieszka w Kownie bardzo była mi wdzięczna za rehabilitację jej przodka i tak zaczęła się nasza korespondencja. Jej synowie są Litwinami (po ojcu), nie znają polskiego i nie interesują się zbytnio swym przodkiem. Jedynie bratanica pani Reginy, która mieszka w Polsce jest zainteresowana tą historią i przekazuje ją swoim dzieciom.

Z tego, co wiem sporadycznie Pani odwiedza Litwę. Czy nasz kraj interesuje Panią tylko, jako ojczyzna Towiańskiego?

Po raz pierwszy byłam na Litwie pod koniec XX wieku, kiedy jeszcze nie interesowałam się towianizmem. Odwiedziłam wtedy Wilno. Od kilku lat moją pasją jest zwiedzanie miejsc związanych z pisarzami, głównie polskimi. Prowadzę blog mojepodrozeliterackie.blogspot.com , na którym zamieszczam relacje z tego, co widziałam. Litwa interesuje mnie nie tylko ze względu na Towiańskiego, ale także Mickiewicza, Piłsudskiego i inne znane w Polsce postacie. To piękny kraj i, co bardzo ważne, nie oddzielony od nas granicą. Granica to coś, co zniechęca mnie do zwiedzania np. Białorusi czy Ukrainy. Dotarłam i tam, ale nie bez problemów.

Ostatnio wędrując śladami bohaterów powieści Sienkiewicza dotarłam do Kiejdan. Wszak tam jest pochowany książę Janusz Radziwiłł, postać historyczna, ale też występująca w „Potopie” naszego noblisty. Lubię odwiedzać nowe miejsca, a na Litwie jestem zawsze miło goszczona u pani Reginy, więc chętnie tam zaglądam. Chciałabym doczekać postawienia jakiejś tablicy informującej o Towiańskim w  Antoszwińciach w powiecie janiskim, nad jeziorem Sventas, gdzie się urodził i mieszkał. Z mieszkańców wioski został tam tylko pan Henryk Jankowski, który kojarzy z opowieści babci nazwisko dziedziców Towiańskich. Nad jeziorem osiedlają się wilnianie, którzy nic nie wiedzą o pięknej historii tego miejsca…

Agnieszka Zielińska – jest absolwentką polonistyki na Uniwersytecie Łódzkim. Pracuje, jako nauczycielka języka polskiego w Zespole Szkół Centrum Edukacji w Płocku. W 2008 r. obroniła doktorat na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Jest autorką książki „Ortodoksyjny heretyk”. Prowadzi blogi: towianizm.bloog.pl oraz mojepodrozeliterackie.blogspot.com.

Artykuł powstał w ramach projektu „Dialog pomiędzy narodami”, który jest współpfinansowany przez Fundusz Wsparcia Prasy, Radia i Telewizji.

Tagi:

srtfondas

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!