Wilno i Wileńszczyzna
Ewelina Mokrzecka

Absolwent Syrokomlówki w Malezji: W pierwszej kolejności czuję się Wilniukiem

Jak ktoś mnie pyta skąd jestem, to odpowiadam, że jestem litewskim Polakiem, pochodzę z Wilna, Litwy i tam jest moja ojczyzna – w rozmowie z zw.lt powiedział Polak z Wilna Jan Sworobowicz, który 17 lat temu opuścił Litwę, a obecnie mieszka w Malezji.

Ewelina Mokrzecka, zw.lt: W 2015 roku firma Comarch S.A., która jest jedną z największych polskich spółek informatycznych, otworzyła swój oddział w Malezji, w którym pełnisz funkcje dyrektora handlowego na rynku azjatyckim. Opowiedz jak znalazłeś się w Kuala Lumpur?

Jan Sworobowicz: Ojczyste Wilno opuściłem w roku 2000 – wyjeżdżając na studia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że opuszczam Litwę na zawsze. Plan był taki, żeby po studiach wrócić w rodzinne strony, gdzie był dom, rodzina, przyjaciele. Ale jak to ktoś kiedyś przeanalizował – okres 3 lat to jest taki okres, kiedy człowiek się przyzwyczaja i zżywa z nowym miejscem, spostrzega, że ze starym miejscem mniej go łączy niż z nowym. W moim przypadku było dokładnie tak samo – po 5-letnim okresie studiów poczułem, że to Kraków jest moim nowym domem i tu chcę zostać, zacząć pracę zawodową.

Na ostatnim roku studiów pracowałem w grupie Maspex Wadowice, ale po obronie pracy magisterskiej zatrudniłem się w firmie informatycznej Comarch S.A., na stanowisku Key Account Managera na kraje Bałtyckie i Rosję w związku ze znajomością języków. Praca była bardzo ciekawa i rozwojowa. Z biegiem czasu zacząłem się skupiać na Rosji, która jest rynkiem dużo większym niż kraje bałtyckie. Rozpoczęły się częste wyjazdy głównie do Moskwy, ale też i w inne regiony Rosji, gdzie ostatecznie spędzałem połowę czasu, dzieląc go pomiędzy Krakowem a Moskwą.

W roku 2015 natomiast poczułem potrzebę zmiany otoczenia, zwłaszcza, że się nadarzyła wyśmienita ku temu okazja – firma Comarch otwierała nowy oddział w Azji i ruszył proces rekrutacji wewnętrznej. Po krótkim namyśle zdecydowałem, że czemu nie. Człowiekowi łatwiej jest zmienić kraj zamieszkania, jak już się wcześniej to przerabiało.

Aktualnie mija mi druga rocznica pobytu w Malezji i spoglądając na ten okres mogę śmiało powiedzieć, że niczego nie żałuje, a wręcz odwrotnie – wiem, że to była słuszna decyzja.

Czy proces adaptacyjny był trudny?

Tak jak wspomniałem, proces adaptacyjny zajmuje około 2-3 lat i faktycznie mogę stwierdzić, że dopiero teraz, po tym okresie dwuletnim, który mi właśnie mija, w końcu się zaadaptowałem. Mowa tutaj o klimacie, ludziach, kuchni, kulturze – zarówno osobistej jak i biznesowej, tradycjach i obyczajach. Też różne w każdym kraju do których podróżuję służbowo w ramach mojej pracy. Jedne są tutaj w Malezji, gdzie zamieszkuję na co dzień, inne w krajach, gdzie przebywam na wyjazdach służbowych. Tropikalny klimat, który tu panuje, na pewno nie skłania ludzi do aktywnego trybu życia, więc płynie ono raczej wolno, dla porównania można wskazać południe Europy.

Malezja jest krajem muzułmańskim, ale też krajem ludzi o różnych narodowościach i wyznaniach, odmiennych tradycjach i obyczajach. Obchodzi się święta zarówno muzułmańskie, jak też chińskie, chrześcijańskie czy tamilskie, więc te 2 lata są okresem, aby się nauczyć i przystosować do tych różnic kulturowych, które człowieka tak naprawdę tylko wzbogacają.

Na czym polega Twoja praca?

Pracuję na stanowisku Dyrektora Sprzedaży albo jak nazywamy to inaczej – Dyrektora Rozwoju Biznesu. Odpowiadam za rozwój aktualnego i pozyskiwanie nowego biznesu dla naszej firmy tutaj, w Azji Południowo-Wschodniej, jak też planowanie i realizację celów sprzedażowych.

Jakie są wady i zalety pracy ,,na końcu świata”?

Na pewno zalety przewyższają wady, inaczej by mnie tutaj nie było. Wady jest łatwo wymienić, bo są oczywiste – odległość i tęsknota za rodziną i znajomymi, Krakowem, kuchnią, takim europejskim codziennym życiem. Sama podróż z przesiadkami trwa ponad 20 godzin, więc wypady weekendowe nie wchodzą w grę.

Zalet jest oczywiście więcej, jak powiedzmy klimat. Średnia temperatura roczna w granicach 30 stopni czy wyżej i brak pór roku – bardzo przydatne przy garderobie, bo wystarczy mieć outfit biznesowy – spodnie, koszula, buty – i mniej formalny – japonki, szorty, koszulka – i wystarcza na cały rok. Nie musisz się martwić o kurtkę czy bluzę, bo wiadomo, że zawsze jest ciepło. Nie ma potrzeby wymiany garderoby z każdą porą roku. Jedynie można oczekiwać deszczu w porze mokrej.

Kolejną zaletą są krajobrazy i podróże. Tylko godzina lotu z Kuala Lumpur dzieli cię z rajską wyspą, gdzie masz turkusową wodę i palmy. Koszt biletu jest relatywnie niski, jak się leci lokalną tanią linią lotniczą, których tu jest sporo i dolecieć można nawet to Australii.

Poza tym kuchnia azjatycka wygrywa chyba z każdą swoją różnorodnością, a że Malezja to kraj wielu narodowości, to śmiało można ją nazwać kulinarną stolicą Azji. W tym jednym kraju są dostępne wszystkie kuchnie Azji, a dania kupowane z ulicy kosztują naprawdę grosze. Za obiad się płaci 1-2 euro.

Dużo podróżujesz, gdzie chciałbyś zatrzymać się na stałe?

Trudno jest cokolwiek zaplanować. Życie płata figle i lubi się toczyć odwrotnie niż się to zaplanowało, dlatego wolę nie myśleć na razie o innym kraju czy powrocie, zobaczymy. Na razie jestem tutaj, w Kuala Lumpur, gdzie mam kontrakt i zobowiązania wobec firmy, więc w najbliższym okresie skupiam się na pracy w Malezji.

Od 17 lat nie mieszkasz na Litwie. Kim się bardziej czujesz – Litwinem? Polakiem? Wilniukiem? Czy jesteś obywatelem świata?

Jak ktoś mnie pyta skąd jestem, to odpowiadam, że jestem litewskim Polakiem, pochodzę z Wilna, Litwy i tam jest moja ojczyzna. Natomiast życie potoczyło się tak, jak się potoczyło, już nie mieszkam na Litwie, więc tak jak mówisz – czuję się wilniukiem w pierwszej kolejności, potem obywatelem UE i w końcu obywatelem świata.

W związku z tym komu kibicujesz oglądając mecze?

To zależy od tego, co oglądam. W przypadku koszykówki, kibicuję Litwie – sentyment z dzieciństwa pozostał, jak się chodziło na mecze reprezentacji. Ale w innych sportach, jak mistrzostwa Europy w piłkę nożną – kibicowałem Polsce i tutaj, w Kuala Lumpur, wspólnie z Polakami oglądaliśmy wszystkie mecze reprezentacji. Generalnie kibicuję sportowcom obu krajów z takim samym zapałem, tak jak na przykład na olimpiadzie w Rio w ubiegłym roku.

Czy interesujesz się życiem politycznym naszego kraju? Jak ze swojej perspektywy oceniasz stosunki polsko-litewskie?

W ciągu ostatnich lat wypadłem zupełnie z obiegu informacji i tego co się dzieje na Litwie, zwłaszcza w kontekście politycznym, jak też przestałem czytać litewskie media. Czytam natomiast jeszcze polską prasę, ale informacje polityczne o Litwie są tam ogólnikowe, jedynie wybory albo wydarzenia większej rangi są wymieniane. Wiem kto jest prezydentem Litwy i która partia rządzi z premierem na czele, ale składu pozostałych członków rządu to już nie wymienię z imienia i nazwiska.

Oczywiście, żeby nie zapomnieć języka litewskiego, czytam serwisy informacyjne, ale te o koszykówce, zwłaszcza, że informacja ta nadal mnie interesuje – zarówno wiadomości o reprezentacji Litwy, w kontekście zbliżającego się Eurobasket 2017, jak również śledzę poczynania i wiadomości mojej drużyny z Wilna – Lietuvos Rytas.

Jeżeli chodzi o stosunki pomiędzy Polską a Litwą, widzę, że politycznie są ograniczone do minimum. Nie są utrzymywane na odpowiednim poziomie dyplomatycznym jakby się tego oczekiwało, nawet na największych państwowych uroczystościach zawsze brakuje głowy państwa albo odpowiedniego rangą przedstawiciela z drugiej strony.

Trudno jest stwierdzić czemu tak jest, na pewno jest to wygodne naszemu dużemu sąsiadowi ze Wschodu, bo raczej ani Polsce, ani Litwie, ani też całej EU. Należy pamiętać, że łączy nas wspólna historia, różna, ale nadal wspólna. Nie chciałbym jednak polemizować co by się musiało zmienić po obu stronach, zwłaszcza, że po tak długiej nieobecności nie znam do końca realiów aktualnie panujących na Litwie i wśród polskiej mniejszości na Litwie. Może nowe kadry polityczne, bo ani obecne w Polsce, ani te na Litwie nie są skłonne zrobić krok naprzód i wyciągnąć dłoń. Może warto wziąć przykład z Kanady czy Francji, gdzie odpowiednio premier i prezydent wywodzą się z młodego pokolenia – aczkolwiek pan Skvernelis też jest „z tych młodszych”, więc może na Litwie zaczęła się już zmiana pokoleniowa? Bo ma się takie wrażenie, że w obu tych krajach rządzą ci sami politycy od lat 90-tych, zmieniają się tylko barwy partyjne i bardzo brakuje powiewu świeżości i nowego rozdania w obustronnych relacjach.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!