Opinie
Zbigniew Balcewicz

Zbigniew Balcewicz: Medard Czobot – Polak, litewski patriota

28 maja 2018 roku obchodziliśmy 90-lecie urodzin Medarda Czobota, sygnatariusza Aktu Niepodległości Litwy. 30 sierpnia br. mija 9 lat od jego śmierci. Czy Litwa należycie troszczy się o zachowanie pamięci o tym oddanym dla niej Człowieku?

Żył w ciekawych czasach

Chińskie przysłowie mówi: „Obyś żył w ciekawych czasach“. Nie jest ono bynajmniej życzeniem dobra, gdyż pod pojęciem „ciekawych czasów“ rozumie się tutaj wojnę, głód, zamieszki i nieszczęścia. Dzisiaj możemy odważnie stwierdzić, że Medardowi Czobotowi przyszło żyć w ciekawym okresie historycznym. Za jego życia zmieniały się nie tylko rządy czy ustroje, lecz również granice państwowe (Czobot urodził się na terytorium ówczesnej Polski, w 10 lat po ogłoszeniu przez nią niepodległości; jednak wkrótce, nie opuszczając rodzinnej Wileńszczyzny, stał się mieszkańcem zupełnie innego państwa, Litwy), miały miejsce wojna, okupacja, deportacja, prześladowania ludzi ze względu na ich przekonania polityczne czy religijne. Historyczne przełomy na Wileńszczyźnie zmuszały ludzi do przystosowania się do nowych warunków, wywierały duży wpływ na ich przekonania, a nawet formowanie się charakterów. Według naukowców, szczególne znaczenie dla rozwoju tożsamości mieszkańców Wileńszczyzny miała w XX wieku częsta zmiana granic państwowych i ustrojów politycznych. Właśnie dlatego, wśród tych mieszkańców rozwinęła się, jako przeciwwaga wobec różnych ideologii politycznych, lokalna albo regionalna tożsamość, podkreślająca związek z Wilnem i Wileńszczyzną.

Medardowi Czobotowi przyszło nie tylko żyć, ale też zostać jednym z aktywnych twórców historii swej rodzinnej Wileńszczyzny i zarazem historii całej Ojczyzny, Litwy. Cieszę się niezmiernie, że miałem okazję znać i obcować z, jak świetnie ujęła ją autorka monografii o Medardzie Czobocie, Gražina Dagytė, „Człowiekiem o charyzmatycznej osobowości, upartym, starannym, metodycznym, wytrwałym w swych postanowieniach, zaufanym, powściągliwym, inteligentnym, ale zarazem pełnym fantazji, optymizmu i radości“.

O Medardzie Czobocie, który był o 20 lat starszy ode mnie, najpierw dowiedziałem się z łamów ukazującego się wówczas na Litwie polskojęzycznego dziennika „Czerwony Sztandar“, z którego redakcją doktor ściśle współpracował, między innymi redagując dział pod nazwą „Nasze zdrowie“, a następnie „Bądź panem swego zdrowia“. Jak sam wielokrotnie twierdził, „w ciągu 20-30 lat współpracy z tym dziennikiem, był autorem ponad 500 różnych artykułów z zakresu zdrowia, medycyny, odrodzenia kultury“. W ciągu długiego okresu istnienia dziennika przy jego redakcji działał klub dyskusyjny pod nazwą „Klub Ciekawych Spotkań“, którego prezesem był właśnie doktor Medard Czobot. To właśnie tutaj, w klubie, poznałem go osobiście. Wówczas był on dla mnie, nastolatka, niedoścignionym autorytetem. Później, mniej więcej przed 30 laty, po tym jak został założony Związek Polaków na Litwie, którego to związku doktor był jednym z członków zarządu, mi, jako redaktorowi naczelnemu dziennika „Kurier Wileński“ niejednokrotnie przychodziło z nim obcować.

Pracując na stanowisku zastępcy dyrektora Instytutu Medycyny Eksperymentalnej i Klinicznej, Czobot nie tylko wstąpił do Związku Polaków na Litwie, który następnie wyłonił go jako swego kandydata w wyborach do ówczesnej Rady Najwyższej, ale również zaangażował się w prowadzoną w instytucie działalność powstałego w tamtym okresie Sąjūdisu (Litewskiego Ruchu na Rzecz Przebudowy). Jak wiadomo, w drugiej turze wyborów 1990 roku, w 19-ym okręgu wyborczym m. Wilna Medard Czobot pokonał szefa „platformistów“ Mykolasa Burokevičiusa i był wybrany do Sejmu Rezurekcyjnego Litwy.

Nie dzielił ludzi ze względu na narodowość

„11 marca świadomie głosowałem za Aktem Przywrócenia Niepodległości Litwy. W historii niepodległości Litwy 11 marca 1990 roku jest dniem szczególnym, być może najważniejszym dniem w moim życiu. Ziściło się marzenie moje i mojej rodziny, by żyć w wolnym, demokratycznym Państwie. Ten jakże ważny Akt odmienił moje życie i zmienił kierunek mojej działalności – zostałem politykiem!“ – w swej późniejszej autobiografii napisał sygnatariusz. Poza Medardem Czobotem, mną oraz Czesławem Okińczycem, czyli polskimi deputowanymi (dopiero później okazało się, że wśród nas był jeszcze jeden Polak – Romualdas Rudzys), głosowanie w sprawie niepodległości spotkało się z niejednoznaczną oceną wśród niektórych Polaków litewskich, a nawet agresją ze strony promoskiewsko nastawionych działaczy politycznych. Nie jest tajemnicą, że jako „źli“ Polacy wśród pozostałych, „prawdziwych“, byliśmy przez tych „działaczy“ krytykowani i prześladowani. Pamiętam konflikt Medarda Czobota z deputowanym Rady Najwyższej Ryszardem Maciejkiańcem (nota bene, dziś wielkiem „litewskim patriotą“), który na łamach gazety „Nasza Gazeta“ z okresu 15-30 września 1991 roku, obraźliwie i bezpodstawnie zaatakował Medarda Czobota za jego wywiad dla polskiego dziennika „Gazeta Wyborcza“. Co prawda, później, Maciejkianiec na łamach tej samej gazety zamieścił tekst, w którym napisał „ubolewam, że w swym artykule… poddając ocenie osobę deputowanego Medarda Czobota, zamieściłem fakty bez dowodów, za co Medarda Czobota najmocniej przepraszam“. Podczas posiedzenia Rady Najwyższej z dnia 10 października 1991 roku Medard Czobot stwierdził, że „w tamtym wywiadzie… nie ma nic antypolskiego. Są tam potępiani puczyści… jak mogę, tak bronię Polaków, ale należy do wszystkiego podchodzić z rozwagą. Rozumiem, że wszystkie te osoby, które walczą przeciwko wolnej Litwie… nie szkodzą ani temu państwu, ani wreszcie sobie, gdyż w taki sposób zaledwie ukazują swe stanowisko, często nie posiadają żadnego zawodu, nie będą mogli nigdzie indziej pracować. Komu więc szkodzą? Szkodzą tym prostym Polaków, których około 300 tys. żyje tutaj. Ci ludzie będą cierpieli na skutek tego, że ich liderzy nie chcą lub nie umieją żyć w zgodzie z Litwinami…“. Z bólem trzeba przyznać, że do dzisiaj, choć po od chwili odzyskania Niepodległości minęło 28 lat, podobne zdarzenia wciąż mają miejsce.

Ani w czasach sowieckich, ani po odzyskaniu przez Litwę niepodległości, Medard Czobot nigdy nie ukrywał swego polskiego pochodzenia. Przeciwnie, podkreślał, że „ceni ludzi nie za to, jakiej są narodowości, ale za to, jakimi ludźmi są“. O sobie mówił: „Jestem Polakiem, ale Polakiem, który wie, czym jest bolszewizm, Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, komunizm, zesłania, Katyń, wojna, okupacja“.

Wierząc, mylił się

„Jak tylko wstąpimy do Unii Europejskiej, kwestie narodowe zostaną w okamgnieniu rozwiązane“ – twierdził Medard Czobot. Z bólem należy stwierdzić, że tutaj się mylił. Konflikt pomiędzy kolejnymi rządami litewskimi a polską mniejszością narodową na Litwie ciągnie się przez całe dziesięciolecia. Moim zdaniem, do jego podżegania szczególnie przyczynił się X-ty Sejm RL i zatwierdzony przez niego gabinet ministrów, który sprawował władzę w kraju w okresie lat 2008-2012. Właśnie w 2010 roku przestała obowiązywać Ustawa o mniejszościach narodowych z 1991 roku. Ustawa o mniejszościach narodowych, której już od 10 lat nie możemy przyjąć, choć punkt ten był wpisany do programu działań rządu poprzedniej kadencji. Warto tutaj przypomnieć, że dana ustawa jest wynikiem obowiązującego porozumienia ugrupowań parlamentarnych w zakresie bezpieczeństwa narodowego, na mocy którego zobowiązały się one do uchwalenia wspomnianej ustawy. Niestety, jak się powiada, wóz utkwił w miejscu. Niektóre partie polityczne imitują chęć przyjęcia danej ustawy, z kolei inne w ogóle podważają jej potrzebę.

W 2011 roku „poprawiono“ Ustawę o oświacie, z której pomocą usiłowano zmusić uczniów szkół mniejszości narodowych do osiągnięcia w ciągu 2 lat doskonałego poziomu wiedzy z jęz. litewskiego i składania ujednoliconego egzaminu maturalnego z języka litewskiego. Usiłowano tego dokonać bez przygotowania odpowiednich programów nauczania, bez podręczników i innych środków dydaktycznych. Mimo że badania naukowe wskazały, że dokonać tego nie jest możliwe, ówczesny minister oświaty i nauki, który wsławił się z nie najlepszej strony, dopiął swego celu – dzieci stały się ofiarami przemocy państwa. Już siedmioletnie dzieci są zamienione w królików doświadczalnych, uczą się i żyją w stresie, z niepokojem oczekują egzaminów. Bardzo chciałbym wierzyć, że być może Sejm obecnej kadencji wraz z rządem naprawią ten historyczny błąd. O ile wiem, odpowiedni projekt ustawy już trafił pod obrady Sejmu. Jednak ostatnio Sejmowi przedstawiono, zgłoszony przez trzech konserwatystów A. Ažubalisa, A. Bilotaitė ir zawzięcie konflitującego z polską mniejszością narodową na Litwie parlamentarzysty L. Kasčiūnasa, projekt poprawek do Ustawy o oświacie, zgodnie z którymi w szkołach mniejszości narodowych nauczanie nie mniej niż 60 procent przedmiotów z zakresu szkoły podstawowej i średniej odbywałoby się w języku litewskim. Dany projekt ponownie skłócił mniejszości narodowe z państwem litewskim. Jeżeli większość ludzi, nie zaś polityków, opowiedziałaby się za prawem umieszczenia w dokumentach oryginalnej pisowni swych imion i nazwisk, wówczas dana ustawa powinna zostać przygotowana. Jednak nie powinna to być ustawa, usiłująca rozwiązać problem z pomocą trzech łacińskich liter. Taka ustawa na pewno nie jest potrzebna polskiej mniejszości narodowej na Litwie i nie trzeba z jej pomocą imitować „zakłopotania“ i rzekomej przychylności wobec Polaków litewskich.

Integracja – to skomplikowany proces

Trzeba przyznać, że zarówno wśród Polaków, jak i Litwinów nie brakuje działaczy politycznych, gustujących w eskalowaniu problemów, dotyczących relacji narodowych i zarazem lubiących udowadniać swój „patriotyzm“. Słuchając stanowiska litewskich polityków można dojść do wniosku, że problemy w ogóle nie istnieją. Jedynym problemem jest niechęć Polaków do integracji. Jednak integracja – to skomplikowany projekt. Naiwnie myśleć, że Polacy zaczną się integrować, o ile w ich szkołach zwiększymy ilość przedmiotów, wykładanych po litewsku. Dążenie do integracji wymaga stworzenia pewnych przesłanek, potrzebnych do jej wdrożenia. Jeśli chcemy kogoś integrować, to musi to być atrakcyjne dla tego kogoś. Czy państwo litewskie jest atrakcyjne z perspektywy polskiej mniejszości narodowej na Litwie? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna.
Nierzadko politycy oraz różni działacze społeczni optują za stanowiskiem, opartym na spekulacyjnych sądach i przestarzałych stereotypach i mówiącym, że przedstawiciele mniejszości narodowych, zamieszkujący Wileńszczyznę nie posiadają wyraźnej tożsamości, kwestionują ich lojalność wobec Litwy. Z badań, przeprowadzonych przez naukowców litewskich wynika, że sami mieszkańcy danego regionu postrzegają siebie w zgoła odmienny sposób, odbiegający od wizji narzucanej przez media. Postrzegają zamieszkiwany przez siebie region jako odrębny w stosunku do reszty Litwy, jednak zarazem utożsamiają się z Litwą, uważają się za jej mieszkańców. Tak naprawdę, ludzie szczycą się tym, że ich region jest przykładem wieloetnicznej kompozycji, że jego mieszkańcy wyznają kilka religii, że na terytorium regionu znajduje się wiele pomników historycznych i kulturalnych. Lokalni mieszkańcy podkreślają, że większość z nich potrafi posługiwać się wszystkimi podstawowymi językami, obowiązującymi w regionie i uznają ten fakt za swą zaletę, nie zaś wadę. Dlatego właśnie nie należy dążyć do pozbawienia Wileńszczyzny tej wyjątkowości w imię „integracji“.

Stara psychologia Polaków litewskich

W Sejmie powołano do życia nową grupę tymczasową, której nadano imię Michała Römera. Jej założyciele są wiedzeni szczytnymi celami – dąża do „zapewnienia, by mieszkańcy wszystkich narodowości i wszystkich regionów kraju czuli się pełnoprawnymi obywatelami Litwy, posiadali możliwości zdobycia odpowiedniego wykształcenia i tworzenia swego dobrobytu na Litwie“.

W opinii przewodniczącego grupy Audronisa Ažubalisa, „przede wszystkim grupa będzie dążyła do rozwiązania problemów społecznych i ekonomicznych Litwy Południowo-Wschodniej (tworząc w tym celu Fundusz Litwy Południowo-Wschodniej), które w zasadzie są wynikiem destrukcyjnej działalności lokalnych działaczy. Ratując mieszkańców z tego zaczarowanego koła, będziemy świadkami zasadniczych zmian w Litwie Południowo-Wschodniej“. Zapoznawszy się z takimi wywodami, dochodzimy do wniosku, że „funduszowcy“ zamierzają uszczęśliwić mieszkańców Wileńszczyzny bez udziału samych mieszkańców w tym procesie, tzn. odgórnie, gdyż według nich podstawowa przyczyna zaistniałej sytuacji tkwi w „destrukcyjnej polityce lokalnych działaczy“. Tak więc, mieszkańcy rejonów wybierają niewłaściwą władzę. Uwzględniając to, że problemy zamierza się rozwiązywać bez udziału w tym samorządów, jak to, że w pracach danej grupy nie bierze udziału żaden z polityków, wybrany do Sejmu w danym regionie, trudno spodziewać się, że grupie tymczasowej im. Michała Römera uda się nawiązać dialog z lokalnymi mieszkańcowi i cokolwiek uczynić na ich korzyść.

Zgoda pomiędzy wspólnotami, reprezentującymi mniejszości narodowe, zamieszkujące Litwę, może zostać osiągnięta jedynie poprzez wspólne pojmowanie Ojczyzny, bazujące na wizji Michała Römera. Mimo że był Polakiem, należał do grona patriotów swego kraju, czyli Litwy.

„Jestem Polakiem, prawdziwym obywatelem Litwy, rodakiem Litwy, nie zaś mieszkańcem Kresów polskich… Litwa wraz ze stolicą Wilnem są dla mnie wspólną Ojczyzną Litwinów i Polaków litewskich“, – pisał M. Römer. Na prośbę czasopisma „Iskry“, w artykule „Dwie teorie o Polakach litewskich“ z 1933 roku, Römer napisał „Może jestem tylko jednym z Mohikanów, którzy ze swą śmiercią unoszą też stary gatunek psychiczny tych Polaków litewskich, którzy się właśnie tu, a nie gdzie indziej czuli i czują u siebie, w domu, w swej Ojczyźnie najistotniejszej, nie zatracającej jednocześnie swojej indywidualności psychiczno-kulturalnej odrębnej, czyniącej ich typem psychicznym odrębnym – ani wyłącznie polskim ani wyłącznie litewskim, lecz kojarzącym te dwie natury, nie stapiając się ze środowiskiem jednego i drugiego nacjonalizmu, nie hołdując regeneracji ani w jednym ani w drugim kierunku“. Czyż nie podobnie rozważał i zachowywał się w swoim życiu Medard Czobot? Jednak co o Michale Römerze i jego następcach wiedzą dzisiaj Polacy litewscy, przedstawiciele innych kultur, zamieszkujących Wileńszczyznę, wśród nich także Litwini?

Poznać najnowszą historię

Zbliża się 30-lecie odrodzenia niepodległej Litwy. Czyż nie czas najwyższy zrozumieć, że integracja Polaków litewskich powinna się odbywać nie za pomocą przymusu do lepszej niż wśród samych Litwinów znajomości języka państwowego (a propos, młodzież mniejszości narodowych zna go dość nieźle), lecz kardynalnie zmieniając sam program nauczania, by dzieci wiedziały, kim są, by poznały pozytywne przykłady historyczne i by starały się być takimi jak M. Römer i jego następcy. W 2017 roku Litewski Instytut Historyczny wydał, moim zdaniem, bardzo cenną pozycję, zatytułowaną „Litwini i Polacy litewscy, Litwa i Polska w latach 1988-1944“. Autorem tej fundamentalnej, obiektywnej i, co najważniejsze, niestronniczej monografii jest litewski badacz Vladas Sirutavičius. Przede wszystkim, zachęcałbym do jej przeczytania nie tylko członków sejmowej grupy tymczasowej im. Michała Römera, lecz także wszystkich polityków, którzy zamierzają rozwiązać problemy, związane z polską mniejszością narodową na Litwie. W oparciu o daną monografię oraz kilka innych dzieł naukowuch powinno się przygotować kurs historii najnowszej Litwy i wprowadzić go do programu nauczania w szkołach i, jak widać, nie tylko polskich.

Czy należycie dbamy o zachowanie pamięci o sygnatariuszu?

W następnym roku będziemy obchodzili 10-tą rocznicę śmierci Medarda Czobota. Czy Litwa należycie dba o zachowanie pamięci o tym oddanym dla niej człowieku? Wydaje się, że niedostatecznie. Świadczy o tym choćby jubileusz 90-lecia Czobota, który został praktycznie niezauważony w mediach, w tym także polskich. W 1949 roku Medard Czobot, między innymi, ukończył słynną wileńską „Piątkę“ – Wileńskie Gimnazjum nr 5, które następnie przez długie lata było 5-tą Szkołą Średnią z polskim i rosyjskim językiem nauczania, a jeszcze później zostało przemianowane w Gimnazjum im. J. Lelewela. Tak jak Gimnazjum im. Witolda Wielkiego, szkoła ta została założona w 1915 roku, tak więc jest jedną z najstarszych placówek szkolnych Wilna. Wśród absolwentów szkoły można znaleźć takie wybitne postacie jak choćby Czesław Miłosz, mistrz olimpijski Dan Pozniak, znany trener Jan Gadowicz i wiele innych, wybitnych osób, znanych na Litwie i poza jej granicami. Niestety, na skutek rozgrywek politycznych, podczas trwania tzw. „reformy oświaty“, pod płaszczykiem „optymizacji sieci szkół“, staraniami władz m. Wilna Gimnazjum im. Joachima Lelewala było wyrzucone z tego historycznego gmachu do Żyrmun, zaś jego miejsce zajęło litewskie gimnazjum z Antokola. Jeśli powrót starych gospodarzy do tego historycznego budynku i zarazem pielęgnowanie tradycji najstarszej szkoły polskiej m. Wilna nie są możliwe, być może należałoby się zatroszczyć o umieszczenie na budynku tablicy pamiątkowej, informującej o tym, kto się uczył w danym gmachu.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!