Opinie
Antoni Radczenko

Tomkiewicz: Z Łukiszek trafiali do obozów Stutthof i Mauthausen

Każdy okres był specyficzny i charakteryzował się czym innym. Jeśli jednak chodzi o liczbę zgonów w samym Wilnie, to na pewno okupacja niemiecka byłą najbardziej okrutna – mówi Monika Tomkiewicz, autorka książki  „Więzienie na Łukiszkach 1939–1953”. We środę po południu w Domu Kultury Polskiej w Wilnie odbyła się prezentacja jej książki.

Antoni Radczenko: Dla wilnian historia czy wręcz zjawisko Łukiszek jest raczej znane. Nie sądzę jednak, że w Polsce ludzie wiedzą czym było więzienie na Łukiszkach. Dlaczego postanowiła Pani napisać tę książkę?

Monika Tomkiewicz: Można powiedzieć, że przez przypadek. Od 2000 r. pracuję w oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku. Ze względu na znajomość języka niemieckiego w 2001 r. z panią prokurator Elżbietą Rojowską, która prowadziła to śledztwo, przyjechałem do Wilna na trzy tygodnie. Pracowałyśmy w litewskich archiwach. Zaczęłyśmy zbierać dokumentację. Niemieckiej było niesamowicie dużo, ze względu na znajomość języka i na fakt, że studiowałem w Niemczech, było to dla mnie szczególnie atrakcyjne. Wówczas po raz pierwszy zainteresowałam się tematem wileńskim. Zaowocowało to tym, że w 2008 r. opublikowałam książkę „Zbrodnia w Ponarach 1941-44”, za którą byłam nominowana do najlepszej książki historycznej 2008 roku. Dalej w tym wileńskich tematach czułam się dobrze, chociaż na 10 lat praktycznie od nich odeszłam. Zajmowałam się terenem Okręgu Rzeszy Prusy Zachodnie. Takie były nasze śledztwa, ale teren byłego województwa wileńskiego nadal był dla mnie ważny. Przy każdej kwerendzie, czy to w archiwach niemieckich lub litewskich, zawsze zbierałam kolejne materiały do tematu wileńskiego. Po obronie doktoratu zastanawiałam się nad kolejnym zagadnieniem i zorientowałam się, że nikt nie rozpracował tematu więzienia na Łukiszkach od roku 1939 do 1953. Stwierdziłam, że jest to bardzo bogaty materiał do opracowania: dwie okupacje rosyjskie, rządy litewskie oraz okupacja niemiecka. Chciałam pociągnąć do roku 1953, czyli do momentu ogłoszenia dekretu o amnestii i zakończenia walk partyzantki litewskiej na Wileńszczyźnie.

Antoni Radczenko: Czyli w pani książce są poruszane kwestie dotyczące nie tylko podziemia polskiego na tych terenach, ale również partyzantów litewskich?

Monika Tomkiewicz: Tak, ponieważ poruszyłam temat zbrodni popełnionej w latach 1944-47 popełnionej na terenie więzienia wewnętrznego MGB przy ulicy Giedymina 40, których ofiary, 773 osoby, zostały pochowane na terenie folwarku Tuskulanum. Wśród tej liczby było 56 Polaków żołnierzy Armii Krajowej. Poza tym było ok. 500 Litwinów. Zresztą wśród ofiar byli przedstawiciele 15 narodowości. Oprócz Polaków i Litwinów byli też Rosjanie, Żydzi, Białorusini, Ukraińcy i nawet Niemcy.

Antoni Radczenko: Ilu Polaków w ciągu tych lat przewinęło się przez więzienie na Łukiszkach?

Monika Tomkiewicz: Niestety takich danych nie posiadam, ponieważ jest to niemożliwe. Trzeba pamiętać, że więzienie w Łuliszkach było takim etapem do deportacji. Szczególnie to dotyczy lat 1944-53, kiedy po operacji „Ostra Brama” bardzo dużo osób było osadzanych na Łukiszkach na bardzo krótki okres. Następował „sąd” i byli wywożeni na Syberię. Trudno było prześledzić ile to było osób. Wyglądało to tak: byli przywożeni na przesłuchanie i wysyłani do transportu. W książce to zaznaczam, że podczas okupacji niemieckiej mniej więcej udało się mi odtworzyć ile osób było na Łukiszkach, w przypadku okupacji to jest niemożliwe.

Antoni Radczenko: Ile osób w takim razie przeszło przez Łukiszki w czasie okupacji niemieckiej?

Monika Tomkiewicz: Więzienie było zbudowane w latach 1901-1904 i rozliczone na ok. 700 osób. Wiadomo, że zawsze było przepełnione. Więc we wszystkich celach podczas okupacji niemieckiej jednorazowo było ok. 3,5 tys. osób. Więc oszacowałam, że w latach 1941-44 przez Łukiszki przeszło. ok. 10 tys. osób narodowości polskiej.

Antoni Radczenko: W okresie niemieckim Łukiszki były również takim przyczółkiem do dalszego etapowania: albo do obozu koncentracyjnego, albo do Ponar.

Monika Tomkiewicz: Tak. W zależności jaki był wyrok. Niektórzy odsiadywali karę dłużej, a niektórzy byli wysyłani do Ponar, niektórzy byli wysyłani do IX Fortu w Kownie lub do obozów koncentracyjnych. Z Łukiszek byli wysyłani do różnych obozów. To mógł być Stutthof, mógł być Mauthausen.

Antoni Radczenko: Od czego zależała kara?

Monika Tomkiewicz: Od wydanego wyroku. Niemcy mieli to bardzo dobrze sprecyzowane. Mieli przepisy karne, które regulowały wszystkie te rzeczy. Jeszcze w 1941 r. zostały wprowadzone przepisy cywilne i przepisy sądowe. Jeśli chodzi o okupacje rosyjskie, to było z tym znacznie gorzej. Nie było żadnych przepisów normujących. Był wprawdzie kodeks karny, ale były też pewne odstępstwa od kodeksu i to nie przebiegało tak płynnie, jak w okupacji niemieckiej.

Antoni Radczenko: Który z okresów cechował się największą okrutnością?

Monika Tomkiewicz: Każdy okres był specyficzny i charakteryzował się czym innym. Jeśli jednak chodzi o liczbę zgonów w samym Wilnie, na pewno to była okupacja niemiecka. Mówi się, że w Ponarach zginęło 100 tys. osób. Zaniżam ją do 80 tys., chociaż to i tak jest liczba szokująca i straszna. Trzeba powiedzieć, że ok. 70 tys. to były osoby narodowości żydowskiej, które przywożono z okolicznych gett. Natomiast okupacje radzieckie charakteryzują się raczej deportacjami.

Antoni Radcznko: Czy mogłaby Pani pokrótce scharakteryzować każdy z okresów więzienia?

Monika Tomkiewicz: Swoje badania zaczęłam od czasów carskich. Od 1837 roku, kiedy powstał pierwszy budynek więzienny. Później został rozbudowany w latach 1901-04. Wówczas było duże zapotrzebowanie ze względu na osoby niepokorne z którymi carat nie mógł poradzić. W okresie polskim więzienie głównie służyło do przetrzymywania więźniów kryminalnych. Pierwsza okupacja sowiecka to był okres dosyć spokojny, bo niewiele osób przewinęło się przez więzienie. W okresie litewskim więzieni już zaczyna zapełniać się młodymi ludźmi ze względu na nastawienie polskiej młodzieży do procesu lituanizacji. Chociaż ten okres dogłębnie nie badałam ze względu słabą znajomość języka litewskiego. Okres niemiecki od 1942 r. to był czas szczególnie bolesny dla Polaków. Dlaczego rok 1942? Bo Niemcy wkraczając na teren Wileńszczyzny myśleli, że Rosjanie już poradzili sobie na tyle dobrze z ludnością polską, że właściwie nie ma kogo ścigać i zająć. Okazało się inaczej – związki niepodległościowe dobrze sobie radzą i dobrze działają. Te pierwsze deportacje rosyjskie z lat 40-tych nie poradziły sobie z polską inteligencją. To właśnie w latach 1942-43 szczególnie dużo Polaków ginie w Ponarach.

Antoni Radczenko: I mamy rok 1944 i kolejną okupację sowiecką…

Monika Tomkiewicz: Tak, po operacji „Ostra Brama” Rosjanie mieli co robić, musieli wyłapać żołnierzy Armii Krajowej, aby później ich deportować. Część, jak tych 56 w Tuskulanum, zostało rozstrzelanych.

Antoni Radczenko: W latach 1944-46 mamy do czynienia z tzw. pierwszą repatriacją Polaków z Litwy. Jak często w latach późniejszych do 1953 r. Polacy trafiali na Łukiszki?

Monika Tomkiewicz: Regularnie. To byli głównie żołnierze Armii Krajowej. Na początku Rosjanom zależało na wyłapaniu wszystkich żołnierzy AK, a zwłaszcza uczestników operacji „Ostra Brama”. Trudno dokładnie powiedzieć ile osób osadzono na Łukiszkach, bo nigdy nie otrzymaliśmy materiałów od Rosjan. Wysyłane ponaglenia o pomoc prawną między prokuraturami polskimi i rosyjskimi niestety kończyły się bez żadnego odzewu. Nadal nie mamy dostępu do archiwów rosyjskich. Badania okupacji niemieckiej, pod tym względem, są o wiele łatwiejsze.

Antoni Radczenko: Powracając do okupacji niemieckiej. Rozumiem, że wówczas na Łukiszkach byli osadzeni zarówno więźniowie polityczni, jak i kryminalni. Jaka różnica pod względem ilościowym była między tymi dwoma grupami?

Monika Tomkiewicz: Analizując kartotekę niemieckiej policji bezpieczeństwa – w Wilnie zachowało się ok. 4 tys. kart, zresztą duża kartoteka znajduje się w Warszawie – jest informacja czy to był więzień polityczny, czy kryminalny. Trzeba jednak do tego podchodzić ostrożnie, bo często osoby sabotujące na kolei były zaliczane do „bandytów kolejowych”. Więc cały czas trzeba pamiętać o specyfice językowej stosowanej przez okupanta na zatracie prawdziwych powodów aresztowania lub wyroku śmierci. Jednak więźniów politycznych było zdecydowanie więcej. Aczkolwiek w jednej celi spotykali się więźniowie kryminalni i polityczni.

Antoni Radczenko: Rozumiem, że polityczni z Łukiszek mieli dwa kierunki: do obozu lub do Ponar…

Monika Tomkiewicz: Tak.

Antoni Radczenko: A jak było z kryminalnymi?

Monika Tomkiewicz: Często byli kierowani do obozu pracy w Prawieniszkach lub do innych małych obozów. O dziwo mieli mniejszaą obstawę, niż więźniowie polityczni.

Antoni Radczenko: Co stało się z więzieniem na Łukiszkach, kiedy AK i Rosjanie napierali na Wilno, a Niemcy wycofywali się?

Monika Tomkiewicz: W momencie kiedy zbliżali się Rosjanie, z Wilna wycofała się administracja niemiecka. Więzienie właściwie zostało pozostawione samo sobie. Zostali tylko strażnicy litewscy. Kiedy więźniowie zorientowali się, że nie ma już tak dużej obstawy i że prawdopodobnie do Wilna wkroczyła Armia Czerwona, zaczęli wyważać drzwi. Był jednak pewien problem, bo nie mogli znaleźć kluczy od cel kobiecych. Więc kobiety w celach pozostały o dzień lub dwa dłużej. Generalnie wszyscy więźniowie opuścili więzienie. Zresztą przed wycofaniem się Niemcy utworzyli kolumnę składającą się z więźniów politycznych, która została przetransportowana do obozu koncentracyjnego Stutthof.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!