Bezpieczeństwo Opinie
Nowa Europa Wschodnia Zbigniew Rokita

Szeptycki: Rosja patrzy na Francję

Andrzej Szeptycki: „Biorąc pod uwagę okoliczności, myślę, że prawdziwość doniesień w sprawie rosyjskich ataków hakerskich, które mają wpłynąć na wybory prezydenckie we Francji, jest wysoce prawdopodobna”.

ZBIGNIEW ROKITA: CNN poinformowało parę dni temu, powołując się na raport tokijskiej firmy Trend Micro, że stworzono kilka witryn internetowych, które posiadają podobne adresy do witryn związanych z kampanią Macrona – ma to na celu wyłudzenie danych, są poszlaki wskazujące na udział hakerów rosyjskich. O atakach hakerskich wymierzonych w Macrona słyszymy od kilku miesięcy. Czy rzeczywiście Rosjanie zaangażowali się w kampanię prezydencką we Francji w taki sposób, jak w kampanię Hillary Clinton i Donalda Trumpa?

ANDRZEJ SZEPTYCKI: Mamy liczne doniesienia, poszlaki, ale twardych dowodów, takich jak orzeczenie sądu czy – jak to miało miejsce w USA – raport wywiadu bądź kontrwywiadu, nie posiadamy. Biorąc natomiast pod uwagę inne fakty: to, co działo się w Stanach Zjednoczonych, stanowisko Rosji wobec poszczególnych kandydatów we francuskich wyborach prezydenckich, czy inne działania Moskwy, myślę, że prawdziwość doniesień w sprawie ataków hakerskich jest wysoce prawdopodobna.

Tym bardziej że są dwa czynniki, które mogłyby odwrócić losy drugiej tury. Pierwszym jest frekwencja. Groźne dla Emmanuela Macrona jest złudne poczucie bezpieczeństwa i pewnej wygranej, na którą wskazują sondaże. Może to działać demotywująco na jego elektorat. Drugim czynnikiem jest bomba – nie terrorystyczna, a wstrząsająca informacja, która stawiałaby go w złym świetle. I temu zapewne mają służyć ataki hakerskie – znalezieniu haka.

Szuka się haka, a w międzyczasie rosyjskie media same produkują fałszywe informacje. W lutym sekretarz generalny wspierającego Macrona ruchu En Marche! Richard Ferrand zwrócił się do francuskich władz, aby te zapewniły, że żadne obce mocarstwo nie będzie wtrącało się we francuskie wybory. Podkreślił, że ma na myśli Rosję i rosyjskie media – Sputnik, Russia Today, które rozpowszechniają fałszywe informacje na temat Francji, wyraźnie chcąc zaszkodzić Macronowi.

Z pewnością Macron jest w mediach rosyjskich i tamtejszej debacie politycznej przedstawiany w sposób negatywny. Rosjanie zarzucają mu, że jest zwolennikiem silnego NATO, przedstawicielem wielkiego biznesu, że chce pogłębiania integracji w ramach Unii Europejskiej. Same te sformułowania są obelgą – nie tylko w ustach Rosjan, ale też w odbiorze znacznej części Francuzów.

Co wiemy więc o poglądach Macrona w takich kwestiach jak relacje z Moskwą, wojna w Syrii, na Donbasie?

Obawiam się, że jego poglądy są w tych kwestiach dość ograniczone. Gdy zaglądniemy do jego siedemnastostronicowego programu, słowo „Rosja” pada tam raz – i to w kontekście konieczności pogłębienia integracji europejskiej, która ma pomagać w układaniu się z wielkimi mocarstwami, w tym z Moskwą. Słowo „Ukraina” w tym programie nie pojawia się w ogóle. Zgadzam się zresztą z dziennikarzami rosyjskimi, że to słaba strona Macrona: Francja jest krajem borykającym się z problemami nie tylko gospodarczymi, ale też w sferze bezpieczeństwa i tożsamości na tle szeroko rozumianych zagadnień migracyjnych. Macron ma wizję nowej polityki gospodarczej, jednak na wymienione pozostałe problemy recept chyba nie ma. Gdy na trzy dni przed pierwszą turą wyborów doszło do ataku terrorystycznego we Francji, on bezradnie rozłożył ręce, powiedział, że trudno, w takim świecie żyjemy.

Z perspektywy Polski lepszy jest kandydat, który nie zajmuje się Rosją, niż taki, który by się nią zajmował. We Francji ludzie albo chcą poprawić relacje z Moskwą, albo się nią nie zajmują. Grupa, która widzi w niej zagrożenie, jest mniej liczna. Fakt więc, że Macron, jako jedyny spośród czwórki głównych kandydatów, o Rosji za dużo nie mówił, jest jego zaletą, jako jedynego nie można go wrzucić do prorosyjskiego worka. Choć kryje się w tym też niebezpieczeństwo: brak zainteresowania może łatwo przerodzić się w wyrozumiałość – to wszak droga, którą przeszedł Nicolas Sarkozy. Sarkozy początkowo prezentował początkowo sceptycyzm wobec Rosji, ale prędko od niego odszedł: wynikało to zapewne z faktu, że obejmując urząd prezydenta trzeba często zweryfikować część poglądów, a także było związane z pierwszym spotkaniem z Władimirem Putinem na szczycie G8, podczas którego, według relacji świadków, Putin zagroził mu, że jeśli nie będzie posłuszny, może go łatwo zniszczyć.

Dla polskiego obserwatora to dziwne: Marine Le Pen miesiąc temu, w czasie kampanii wyborczej, pojechała z wizytą na Kreml. W Polsce polityk udając się do Władimira Putina straciłby w sondażach, nie zyskał. Dużo mówi to o Francji.

Ująłbym to inaczej. Myślę, że dla wielu osób na Zachodzie problemem nie jest sam fakt, że ten czy inny polityk jest związany z Rosją. Zaczyna być obciachem natomiast to, że rosyjski polityk czy związani z nim oligarchowie wiążą się jednocześnie na przykład z przeciwnikami środowisk homoseksualnych. Innymi słowy, głównemu nurtowi – a więc środowiskom postępowo-lewicowym – trzymanie z Rosją zaczyna kojarzyć się z rasizmem, ksenofobią, dyskryminacją i tak dalej. Mam nadzieję, że Putin się na tym przejedzie.

Pytanie, czy my nie przejedziemy się na niektórych prognozach. Przed wyborem Donalda Trumpa wieszczyło się ocieplenie relacji amerykańsko-rosyjskich, które miało wynikać między innymi z transakcjonistycznej wizji polityki zagranicznej czy grona doradców nowego prezydenta. Tymczasem stosunki te są dziś wyraźnie napięte. Czy istnieje możliwość, że podobnym rozczarowaniem dla Kremla stanie się w razie wygranej Le Pen?

Putin nie gra tylko na polityków prorosyjskich. On gra na określony model polityki, społeczeństwa, określoną wizję świata. Niezależnie więc od tego, jak kształtują się w danym momencie relacje Moskwy i Waszyngtonu, Trump wpisuje się w taki model polityka, jakiego życzy sobie Rosja: osłabia spoistość świata zachodniego. To samo dotyczy Le Pen. Z polskiej perspektywy jedynym problemem nie jest jej prorosyjskość, ale także jej krytyczna postawa wobec Unii Europejskiej czy NATO. I tutaj wracamy do Macrona i krytyki Kremla pod jego adresem: Macron jest dla Rosji niekorzystny, bo chce przywrócić Francuzom pewność siebie, uśmiech, optymizm. Takiej Unii Europejskiej Rosja nie chce, Rosja chce społeczeństwa ludzi nieufnych wobec świata, przestraszonych.

Dr hab. Andrzej Szeptycki jest politologiem, ekspert ds. polityki ukraińskiej, rosyjskiej i francuskiej. Adiunkt w Zakładzie Integracji Europejskiej Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW, stały współpracownik NEW.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!