Opinie
Małgorzata Kozicz

Spotkanie Skvernelisa z Szydło: „To nadal nie jest oficjalna wizyta”

Dobrze, że dochodzi do rozmowy, ranga spotkania premierów Litwy i Polski wskazuje jednak na to, że trudno oczekiwać konkretnych ustaleń i jakiegokolwiek przełomu w relacjach polsko-litewskich - mówią eksperci na temat planowanego w poniedziałek spotkania Beaty Szydło i Sauliusa Skvernelisa. Dojdzie do niego w ramach Rady Ministrów Państw Bałtyckich w Tallinie.

„Wreszcie usiąść i bezpośrednio porozmawiać, jakie są stanowiska i jakie są mity. Bo dzisiaj istnieje rzeczywiście niemało mitów, które są przekazywane Warszawie nie bez wysiłków wewnątrz naszego państwa. Mam nadzieję, że będzie to pierwszy kontakt, który pozwoli nam rozmawiać bez pośredników” – zapowiada wyjeżdżając z Wilna Saulius Skvernelis.

„Mówiąc o pośrednikach, premier ma zapewne na myśli liderów AWPL-ZChR, którzy częściej bywają w Warszawie niż przedstawiciele rządu. Aczkolwiek jest to dziwne sformułowanie – bądź co bądź głównym łącznikiem między rządem a konkretnym krajem jest ambasada. Czyżby tym samym premier powątpiewał w kwalifikacje litewskiej dyplomacji? Chyba ambasada źle pełni funkcje, skoro tej właściwej – zdaniem strony litewskiej – informacji nie ma w Polsce” – mówi Andrzej Pukszto, kierownik Katedry Politologii na Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie.

Jerzy Haszczyński, znany polski dziennikarz i publicysta, który wiele lat spędził na Litwie, również krytycznie ocenia zapowiedź „obalania mitów”.

„Żaden znaczący polityk w Polsce nie uważa, że żyje w krainie mitów na temat mniejszości polskiej. Wiedzą sporo o ustawie oświatowej, o problemach z pisownią nazwisk itd. Choć niektórzy są mniej, a niektórzy bardziej wyrozumiali wobec polityków litewskich. W PiS dominują raczej ci mniej wyrozumiali. Sprawa mniejszości polskiej na pewno jest ważna i dla premier Szydło. Choć zabawa litewskich polityków z projektami ustaw, które poprawiłyby sytuację Polaków na Litwie, a nie mogą się doczekać wsparcia, nie jest jedynym problemem. Równie ważne jest to, że w Litwa ma inne podejście do kluczowych dla Polski spornych kwestii w UE – takich jak dzielenie uchodźców i utrzymanie w czystej postaci jednolitego unijnego rynku z czterema swobodami. Polska gra razem z Czechami, Słowacją i Węgrami, czasem z Rumunią. Dlatego czołowi politycy tych krajów tak często się widują. Litwa jest w grupie krajów, które się jawnie nie przeciwstawiają Niemcom i Komisji Europejskiej” – zauważa Jerzy Haszczyński.

Tymczasem Renata Mieńkowska-Norkienė, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Michała Romera w Wilnie nie wyklucza, że kraje bałtyckie mogą znaleźć się w obszarze zainteresowań Polski.

„Dwie kwestie nastrajają mnie optymistycznie – spotkanie Rady Ministrów Państw Bałtyckich dotyczy spraw, które są super istotne zarówno dla Polski, jak i dla Litwy – kwestii bezpieczeństwa, transportu, energetyki. Będzie to dobra okazja, żeby przy okazji rozmawiać o możliwej współpracy w trochę szerszych ramach. Po drugie, wydaje mi się, że po stronie polskiej jest oczekiwanie – na co wskazuje też sytuacja wewnętrzna – że Polska powinna może nie tyle konsolidować region, bo to zbyt mocne słowo, ale zacząć działać w regionie bardziej aktywnie. A ponieważ polska polityka zagranicza jest obecnie źle oceniana, może to być dobra okazja do jej zrewidowania i włączenie państw bałtyckich do obszaru zainteresowania Polski może być istotne” – przypuszcza Mieńskowska-Norkienė.

„Jakkolwiek póki co pani premier Beata Szydło może nie być jeszcze entuzjastycznie nastawiona do tego spotkania jako do czegoś, co może przynieść przełom albo nawet jakieś istotne ustalenia, to jednak po powrocie do Polski przynajmniej będzie to temat jej rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim, a być może też zaczątek jakichś konstruktywnych rozmów na temat możliwej współpracy z Litwą” – zaznacza politolog.

Jej zdaniem Litwa jest gotowa na zaproponowanie konkretnych rozwiązań w kwestii mniejszości narodowych, czeka jednak również na gest ze strony Polski, która do tej pory raczej ostentancyjnie ignorowała sąsiadkę.

„Było to na przykład widoczne 3 maja, kiedy Litwa starała się symbolicznie pokazać, ze Konstytucja 3 Maja była istotna dla obu krajów, natomiast ze strony polskiej była ciągle zauważalna pewna bierność. Wydaje mi się, że Skvernelis może mieć jakieś plany dotyczące podejścia do polskiej mniejszości narodowej, tylko nie chce z nimi w tej chwili wychodzić, ponieważ pewnie poczeka na jakiś gest ze strony polskiej. Najpierw jest oczekiwanie poprawy relacji na najwyższym szczeblu między Warszawą a Wilnem, a później przy atmosferze lepszej niż dotychczas jest szansa na to, aby Litwini podjęli bardziej konkretne działania” – mówi Renata Mieńkowska-Norkienė.

Z kolei Andrzej Pukszto uważa, że kolejność powinna być odwrotna.

„Od dawien dawna wałkujemy pewne sprawy i chciałoby się już widzieć wyniki. W polityce, tak jak w ekonomii, czasami lepszy jeden czyn niż kilka obietnic. Trudno oczekiwać cudów, zanim nie nastąpią konkretne posunięcia. Premier Skvernelis jest na stanowisku od blisko pół roku i musi już robić, nie mówić. Był czas na rozejrzenie się, ustalenie priorytetów, teraz jest czas na działanie” – podkreśla politolog.

„Zawsze lepiej rozmawiać, niż nie rozmawiać, pamiętajmy jednak, że nadal nie jest to oficjalna wizyta premiera Litwy w Polsce ani premier Polski na Litwie. Wskazuje to, że tego chłodu w relacjach nadal jest dużo” – podsumowuje Pukszto.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!