Opinie

Radczenko: TOP 10 wydarzeń polsko-litewskich

Przyszły rok będzie rokiem wyborczym. Odbędą się na Litwie wybory samorządowe, prezydenckie i do Parlamentu Europejskiego. Litewska scena polityczna po skandalu MG Balticu leży w ruinach, potęga AWPL-ZPL-ZChR po Mackiewiczgate zachwiała się, Dalia Grybauskaitė nie może kandydować po raz trzeci, więc dziś nikt nie da rady przewidzieć jaki będzie wynik tych kampanii.

Dwóch rzeczy jestem jednak pewien — podczas tych kampanii wyborczych wszystkie partie ogólnokrajowe będą kokietowały mniejszości narodowe, jednak żaden z „medialnych” (pisownia imion i nazwisk, dwujęzyczne tablice) problemów nie zostanie rozwiązany przed objęciem urzędu prezydenckiego przez nową głowę państwa. Koniec roku jest jednak tradycyjnie nie tylko dobrym momentem, żeby wybiegać myślami w przyszłość, ale i żeby tradycyjnie spojrzeć na osiągnięcia i klęski mijających dwunastu miesięcy. Przedstawiam więc po raz kolejny absolutnie subiektywną listę dziesięciu wydarzeń, dobrych i złych, które najbardziej rzutowały w mijającym roku na stosunki polsko-litewskie i życie Polaków na Litwie.

Polsko-litewskie „love story”. Gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że rozpoczęta we wrześniu 2017 roku nieśmiała odwilż polsko-litewska, tak szybko przerodzi się w polsko-litewską „love story” — nie uwierzyłbym. Tymczasem w mijającym roku wydarzenia szalenie przyśpieszyły. W lutym na obchody stulecia litewskiej niepodległości zawitał do Wilna prezydent Andrzej Duda, padły słowa o tym, że te problemy, które nie są zbyt wygórowane, powinny być rozwiązywane na drodze dialogu, a litewscy Polacy są winni Litwie lojalność. W marcu — premier Mateusz Morawiecki, we wrześniu premier Saulius Skvernelis dostał w Krynicy nagrodę Człowieka Roku. W międzyczasie odbyły się w Wilnie i Warszawie niezliczone wizyty ministrów, posłów i senatorów. Padło wiele niezwykle ważnych deklaracji. Konkretów było mniej, ale jednak ci, co twierdzą, że polsko-litewskie ocieplenie nie daje żadnych efektów, są w błędzie: rozwiązano spór Orlenu Lietuva z litewskimi kolejami państwowymi, ruszyła odbudowa torów do Rengė, ruszyły projekty energetyczne i infrastrukturalne, polskie gimnazja w Wilnie uzyskały akredytację, w maju br. rozpoczęła się retransmisja na Wileńszczyźnie czterech dodatkowych polskich kanałów telewizyjnych, odrodziła działalność polsko-litewska komisja ds. oświaty… Jednak — o czym pisałem wielokrotnie — obecna odwilż ma bardzo kruche podstawy. Rzeczywistym papierkiem lakmusowym zmian w stosunkach polsko-litewskich będą volen nolens kwestie Ustawy o pisowni imion i nazwisk oraz Ustawy o mniejszościach narodowych. Tylko przyjęcie tych symbolicznych ustaw oraz nie uchwalanie ustaw uderzających w polską oświatę na Litwie (a i takie próby w tym roku niestety były) pozwoli na prawdziwe przewrócenie strony i przywrócenie polsko-litewskiego strategicznego partnerstwa.

Mackiewiczgate. To że Michał Mackiewicz został wybrany na prezesa ZPL po raz szósty chyba nikogo nie zaskoczyło. Wybory były jawne, alternatywnym kandydatom nawet nie dano się zarejestrować, większość na zjeździe posiadał wileński rejonowy oddział ZPL, kontrolowany przez Waldemara Tomaszewskiego. Na takim zjeździe w „najlepszych” tradycjach ZSRS i PRL szczytem frondy okazało się… wstrzymanie się kilku delegatów od głosu (aż się prosi analogia z zachowaniem się Stanisława Stommy, który w lutym 1976 jako jedyny poseł nie poparł zmian w Konstytucji PRL, które dotyczyły kierowniczej roli PZPR oraz sojuszu z ZSRR, wstrzymując się wówczas od głosu; tylko że Stomma wtedy to musiał rzeczywiście mieć sporo odwagi, a delegatom ZPL po prostu zabrakło przysłowiowych jaj). To co zaskoczyło, że Mackiewicz został wybrany pomimo tego, iż prokuratura w Warszawie postawiła mu ciężkie zarzuty defraudacji dotacji z Polski oraz fałszowania dokumentacji finansowej (127 tys. złotych wyprowadzono nielegalnie nie wiadomo gdzie). Sprawa, którą można było wyjaśnić w try miga, stała się skandalem niewyobrażalnych rozmiarów, a „niezamieszana w żadne skandale” AWPL-ZChR-ZPL stając wbrew faktom w obronie swojego prominentnego, ale skompromitowanego działacza — pogrążyła się w skandalach.

Wileńska Rewolucja Godności. Wiem, że nie wszystkim to określenie się podoba. Być może rzeczywiście używam go trochę na wyrost, jednak chodzi mi nawet nie tyle o Mackiewiczgate, co o sam fakt, iż ludzie na Wileńszczyźnie przestają powoli się bać. Przez wiele lat mieliśmy fikcję jedności cementowaną z jednej strony przekupstwem za pomocą stanowisk, lukratywnych kontraktów, a z drugiej — strachem przed utratą stanowisk, zasiłków, kontraktów. Dziś jednak coraz więcej Polaków na Wileńszczyźnie przestaje się bać. Gdy Michał Mackiewicz próbując zapewne zaszantażować Polskę i wstrzymać postępowanie polskiej prokuratury wobec swojej osoby, ogłosił o wstrzymaniu prac porządkowych i zdjęciu polskiej flagi w dworze Józefa Piłsudskiego w Zułowie, ludzie zorganizowali akcję porządkową we własnym zakresie. I własnym kosztem i wysiłkiem to miejsce posprzątali, znów wciągnęli nam maszty polska flagę. Sytuacja powtórzyła się też w przeddzień 11 listopada. Jarosław Narkiewicz nazwal pogardliwie tych społeczników „dwunastką z Facebooka, która nie stanowi dla AWPL-ZChR-ZPL żadnego zagrożenia”, ale Arabska Wiosna i ukraińska Rewolucja Godności też rozpoczęły sie na Facebooku. Przez wiele lat ludzie na Wileńszczyźnie szeptali, że procenty podatku dochodowego na AWPL-ZChR i ZPL są zbierane nieprzejrzyście, że działacze oszukują, podsuwają do podpisu puste blankiety lub dopisują AWPL-ZChR-ZPL post factum. Jednak panowała swoista wileńska omerta — wszyscy wiedzieli, ale bali się o tym mówić, powiadomić odpowiednie instytucje. W tym roku stało się inaczej — na wniosek obywateli Inspekcja Podatkowa rozpoczęła czynności sprawdzające w 31 sprawie. Śledztwo dziennikarzy LRT wykryło, że AWPL-ZChR i kontrolowane przez nią samorządy pomogły przetrwać Sojuszowi Rosjan – gdy mu brakowało członków do liczby ustanowionej przez ustawę, zebrali kilkuset chętnych do partii w rejonie wileńskim i solecznicki. Sęk w tym, że nie wszyskich członków powiadomiono, że są teraz członkami rosyjskiej parti. Czyżby fałszerstwa stają się znakiem towarowym „jedynie słusznej opcji”?… A działalność Doroty Sokołowksiej, uczennicy „Syrokomlówki”, która nie boi się zabierać głos w najbardziej gorzkich sprawach. A walka mieszkańców wsi Gejbule z mianowana przez AWPL-ZChR starostą?… Jeśli to nie jest początek odzyskiwania przez nas godności — to co nim jest?…

Wileńszczyzna 2040. Od wielu lat zwracałem uwagę na potrzebę opracowania długofalowej strategii nie tylko zachowania, ale i rozwoju, promocji polskości na Litwie. Polacy na Zaolziu już taką strategię mają, my ciągle jesteśmy w tyle. I skoro ani AWPL-ZChR, ani ZPL nie widzi potrzeby takiej strategii — za jej tworzenie zabrał się Polski Klub Dyskusyjny. W ostatni weekend czerwca w podwileńskich Glinciszkach odbył się summit polskich działaczy, ekspertów, naukowców, dziennikarzy i przedsiębiorców z Wileńszczyzny, w celu opracowania strategii zachowania i rozwoju polskości na Litwie do roku 2040. W spotkaniu wzięło udział ponad 40 osób (m.in. prezes Polsko-Litewskiej Izby Handlowej Jarosław Niewierowicz, przewodniczący Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie Paweł Giliauskas, szefowa Europejskiej Fundacji Praw Człowieka Ewelina Dobrowolska, dyrektor Instytutu Badań Rynku Pracy prof. Bogusław Grużewski, dr Irena Fedorowicz z Uniwersytetu Wileńskiego i wielu innych). Pod kierownictwem prof. Jerzego Bralczyka, piarowca Eryka Mistewicza i ekonomisty Marcina Kędzierskiego dyskutowano o promocji polskości, o prestiżu języka polskiego i rozwoju Wileńszczyzny. Powstały grupy robocze, które do roku 2020 mają stworzyć dokument strategiczny, przedstawiający tak status quo polskiego stanu posiadania na Wileńszczyźnie jak i długofalowe cele oraz kierunki jego zmiany, i przedstawić go wszystkim liczącym się partiom politycznym na Litwie: od AWPL-ZChR po socjaldemokratów. Być może w całej objętości przez żadną siłę polityczna nie zostanie zaakceptowany, ale nawet jego częściowa realizacja byłaby milowym krokiem do przodu. Zresztą już teraz te wstępne postulaty summitu trafiły do przygotowanej przez litewskich socjaldemokratów Socjaldemokratycznej Wizji dla Litwy 2024. Mam nadzieje, że to dopiero pierwsza jaskółka.

Nagroda Równości i Różnorodności dla PKD. Narodowe Nagrody Równości i Różnorodności są nazywane litewskim „Oscarem” w dziedzinie obrony praw człowieka. Od pięciu lat spośród kilkuset (w tym roku było ich ponad 200) inicjatyw społecznych wybierane są 24 najlepsze i najciekawsze, a następnie czytelnicy popularnego portalu internetowego 15min oraz komisja wybierają spośród nich 8 zwycięzców. W tym roku w kategorii „Dialog narodów” nagrodę zdobył Polski Klub Dyskusyjny (PKD). Tym samym przedłużając swoją fantastyczną nagrodową passę rozpoczętą przed rokiem prestiżową Nagrodą Klanu Gailiusów. Ale nie o nagrody chodzi, tylko o to, żeby litewską rzeczywistość uczynić odrobinę lepszą, bardziej tolerancyjna i otwartą. Ignorowali nas. Śmieli się z nas. Zwalczali nas. Ale wytrwaliśmy i dziś rzeczywistość — tak na Wileńszczyźnie, jak i w relacjach między Polską a Litwą — zmienia się na lepsze. Mam nadzieję, że zmienia się także po części dzięki nam. A nagrody sprawiają, że ten nasz glos jest trochę bardziej słyszalny.

Socjaldemokratyczny projekt Ustawy o mniejszościach narodowych. W listopadzie ubiegłego roku Litewska Partia Socjaldemokratyczna (LPSD) zorganizowała konsultacje społeczne w sprawie Ustawy o mniejszościach narodowych. Brałem w nich udział z ramienia PKD. Minęły zaledwie 3 miesiące i 15 lutego 2018 r. frakcja LPSD zarejestrowała w Sejmie odpowiedni projekt. Projekt, którego przychylni niby Polakom liberałowie nie byli w stanie stworzyć wciągu 3 lat! Nie jest to projekt idealny (jeśli chodzi o dwujęzyczne napisy czy używanie języka mniejszości narodowej jako pomocniczego w administracji publicznej, projekt przewiduje próg 1/3 ogółu mieszkańców, który jest jednym z najwyższych w UE), ale jest to pierwszy projekt Ustawy o mniejszościach narodowych zarejestrowany przez partię ogólnokrajową i wychodzący naprzeciwko oczekiwaniom mniejszości narodowych. Dotychczas projekty w tej kwestii zgłaszała albo Akcja Wyborcza Polaków na Litwie (a więc niestety nie miały większych szans na przebicie), albo narodowe skrzydło konserwatystów (a więc ograniczały nawet te nieliczne prawa językowe, jakie mniejszości narodowe obecnie na Litwie posiadają). Po za tym w listopadzie LPSD przedstawiła i swoją wizję programową Litwy do roku 2024, w której prawom mniejszosci nardoowych poświęcono również bardzo wiele miejsca.

Obchody stulecia niepodległych Litwy i Polski w Wilnie. Biegły sztafety, odbywały się koncerty, polskie i litewskie pary tańczyły poloneza, lokomotywy grały „Mazurek Dąbrowskiego”, na mapie Litwy pojawiły się ulice i place im. Lecha Kaczyńskiego, a na najważniejszym, reprezentacyjnym placu Litwy – placu Łukiskim – powiewała biało-czerwona. Tak hucznych i wspólnych obchodów nie było nigdy. PKD już od trzech lat organizuje w Wilnie polsko-litewskie obchody największych litewskich i polskich świąt narodowych. Nieformalnie, na wesoło, ze smacznym bigosem, dobrym piwem i jeszcze lepszą kompanią. I świetnie na nich się bawią i Polacy, i Litwini, i Rosjanie, i Białorusini, i Ukraińcy. W tym roku jednak imprezy były wyjątkowe, bo z okazji stulecia odzyskania Niepodległości. Najpierw 15 lutego w wileńskim pubie „Pianoman” (w przeddzień Dnia Odrodzenia Państwa Litewskiego), goście PKD na jeden wieczór zanurzyli się w pociągający, tajemniczy świat międzywojnia. Bawiono się w rytmie międzywojennych przebojów jazzowych w wykonaniu saksofonisty Vytautasa Labutisa i akordeonisty Andrzeja Bałachowicza. Przysłuchiwano się dyskusji jak zawsze błyskotliwego pisarza Herkusa Kunčiusa i elokwentnego historyka Eligijusa Raily. Następnie 8 listopada odbyły się polsko-litewskie obchody Święta Niepodległości Polski w klubie jazzowym „Paviljonas”. W dyskusji wzięły udział Maria Przełomiec i Indre Makaraityte, a na międzypokoleniową potańcówkę zaprosili dj Michał Fogg i Baltic Balkan. Takie imprezy, na których razem bawią się Polacy i Litwini, wydaje mi się rzeczywistość zmieniają o wiele bardziej i szybciej niż niezliczone konferencje na temat sporów historycznych i praw mniejszości, na których przekonani przekonują przekonanych… A już na pewno szybciej niż rozbijacka działalność Zarżadu Głównego ZPL, który nawet obchody stulecia niepodległej Polski zorganizował osobno od całej reszty polskiej wspólnoty na Litwie, a frekwencję zapewnił spędzając na swoje obchody uczniów i nauczycieli odgórnym nakazem. Mam nadzieję, że ostatni raz byliśmy świadkami takich bolszewickich metod.

Targi szkolne na placu Łukiskim. To wydarzenie przeszło trochę niezauważone, a tymczasem jego znaczenie dla polskości na Litwie (w obliczu faktu, iż do najlepszych szkół polskich, które prawie wyłącznie lokują sie w Wilnie, uczęszcza zaledwie 1/3 potencjalnych uczniów) jest ważniejsze niż notoryczne dyskusje o literce „w”. Po raz pierwszy pomysł takich targów pojawił się wiosną 2015 roku podczas dyskusji na temat polskiej oświaty w Wilnie, którą zorganizował PKD i którą miałem przyjemność moderować. Przez blisko trzy lata nie działo się nic, ale w tym roku nareszcie za sprawą Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie takie targi wileńskich szkół polskich się odbyły. Nie byle gdzie, tylko na głównym miejskim i nawet krajowym placu — placu Łukiskim. Tak, pierwszy naleśnik nie był idealny. Na pewno takie targi powinny się odbywać nie we wrześniu, gdy rodzice już podjęli decyzje o wyborze szkoły, tylko na wiosnę, gdy dopiero wybory się ważą. Tak przydałoby się więcej inwencji twórczej w promowaniu poszczególnych szkół, więcej zabaw, więcej muzyki (w tym nie tylko szkolnych zespołów, ale może i popularnych polskich wykonawców). Przede wszystkim zaś potrzeba więcej reklamy. Nie tylko na łamach mediów polskojęzycznych, ale i litewsko- oraz rosyjskojęzycznych. Ale jednak pierwsze koty za płoty!

Problemy z podręcznikami dla szkół polskich. Jeśli mówimy o problemach w relacjach polsko-litewskich, jakie mieliśmy w mijającym roku, to ogniskują się one wokół wciąż tych samych spraw: dotychczas nierozwiązanych symbolicznych i niesymbolicznych problemów. Zwrot ziemi, pisownia imion i nazwisk, dwujęzyczne napisy. No i oczywiście oświata. W tym roku dzięki Kai Kojder, radiu „Znad Wilii” i PKD udało się poruszyć problem podręczników dla szkół polskich. Podręczniki do nauki języka polskiego są przestarzałe, polskojęzyczne podręczniki do nauki innych przedmiotów obfitują w koszmarne błędy językowe. Po dyskusji w PKD powstała w Ministerstwie Oświaty i Nauki RL grupa robocza, która ma ten problem rozwiązać. Jak dotychczas jednak prace się ślimaczą. A tymczasem nasi oponenci nie drzemią. Jeszcze wiosną przestrzegałem przed możliwością łotewskiego scenariuszu na Litwie — Republika Łotewska podjęła bowiem decyzje o de facto eliminacji języka rosyjskiego z nauczania w łotewskich szkołach rosyjskojęzycznych. W lipcu br. posłowie-konserwatyści zgłosili projekt poprawek do Ustawy o oświacie, który przewiduje, że od 2023 roku 60 proc. przedmiotów w szkołach mniejszości narodowych ma być nauczanych w języku litewskim. To że takie pomysły się pojawiają w okresie polsko-litewskiego „love story” — smuci, ale cieszy, że z ostrą krytyką tego projektu wystąpili nie tylko działacze AWPL-ZChR, PKD czy mniejszości rosyjskiej, ale i sami Litwini. To już pewnego rodzaju zmiana jakościowa. W 2011 r. nowelizacje Ustawy o oświacie krytykowali tylko działacze AWPL-ZChR.

„Happening” Vėlyvisa w kościele w Turgielach. Podczas uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, czyli Zielnej, w Turgielach, do kościoła weszło trzech przebranych za księży litewskich showmanów. Była to akcja reklamowa „Zero Live Show“ Emilisa Vėlyvisa. Można by było po prostu wzruszyć ramionami — w dzisiejszym świecie epatowanie stało się normą. Jednak wybór na te akcję reklamową odległego od Wilna kościoła i polskiej mszy wskazuje, że chodziło nie tylko o szopkę antyreligijną, ale i antypolską. A raczej o próbę zarobienia kilku dodatkowych srebrników na utrwalaniu narodowych stereotypów. Szkoda, bo uważałem dotychczas Vėlyvisa za reżysera, któremu zależy na ich łamaniu. Cieszę się jednak, że akcja została ostro skrytykowana przez… Litwinów. Owszem „Zero Live Show“ na tym jakoś szczególnie nie ucierpiało, większego bojkotu nie było. Ale dziś, 28 lat po odzyskaniu Niepodległości, możemy stwierdzić, że Polacy i Litwini w ważnych sprawach już umieją mówić jednym językiem. Zawsze twierdziłem, że nasz ruch o prawa mniejszości może zwyciężyć tylko w jednym przypadku — jeśli go poprą Litwini. I ten warunek powoli staje się ciałem.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!