Opinie
Aleksander Radczenko rojsty.blox.pl

Radczenko: Problem oryginalnej pisowni nazwisk wykracza poza trzy literki

Przed przeszło tygodniem Zarząd Sejmu Republiki Litewskiej zatwierdził sześć priorytetów dyplomacji parlamentarnej na rok 2017. Nie znalazły się wśród nich stosunki z Polską.

Nie oznacza to, że Polsce w ogóle nie udzielono uwagi — litewscy parlamentarzyści zapowiadają na jesieni br. wizytę w Polsce, a także aktywizację działalności polsko-litewskiego i polsko-litewsko-ukraińskiego zgromadzeń parlamentarnych (m.in. zapowiadana jest wspólna wizyta polskich i litewskich parlamentarzystów na Ukrainie, a także wspólne wizyty parlamentarzystów z Litwy, Polski i Ukrainy w Berlinie i Waszyngtonie).

Jednak kierunek warszawski w litewskiej polityce zagranicznej przestaje powoli być najważniejszym. Pośrednio potwierdza to i zatwierdzony w poniedziałek (13 marca) plan realizowania programu rządowego. W nim — urzeczywistniając V. rządowy priorytet („Bezpieczne państwo”) — przewidziano prace na rzecz „formowania pozytywnej agendy współpracy z Polską, uwzględniając wspólne interesy w dziedzinie bezpieczeństwa i gospodarki” (m.in. powołanie międzyrządowej rady współpracy, wciągniecie Polski do formatu NB8, organizowanie dwustronnych spotkań na najwyższym poziomie), ale większość tych działań planuje się dopiero na rok… 2020! Nieco wcześniej, bo na schyłek roku 2018, rząd zapowiada polepszanie bazy prawnej dotyczącej praw mniejszości narodowych. Warszawa już dawno zrezygnowała z aktywności na kierunku litewskim, a obecnie i Litwa najwyraźniej traci resztki sentymentów do „strategicznego partnerstwa”. W tej sytuacji stosunki polsko-litewskie stają się rzeczywiście stosunkami wewnątrzlitewskimi, a jedyną nadzieję na jakieś pozytywne zmiany w tych stosunkach pozostaje pokładać nie w negocjacjach Warszawy z Wilnem i vice versa, tylko w inicjatywach intelektualistów, organizacji pozarządowych i litewskich polityków. Na szczęście takie inicjatywy już się pojawiają.
Litewscy intelektualiści przed kilkoma dniami wystosowali list otwarty do prezydent, rządu, Państwowej Komisji Języka Litewskiego i Sejmu RL w sprawie pisowni nielitewskich imion i nazwisk.

„Zwracamy się do Państwa z prośbą, aby w ramach posiadanej przez Was kompetencji zakończyć wreszcie trwające od przeszło 25 lat znęcanie się nad obywatelami naszego państwa i nareszcie zatwierdzić cywilizowany sposób zapisywania imion i nazwisk z użyciem liter Q, X i W łacińskiego alfabetu (…). Prosimy uwzględnić przy tym nieopartą na emocjach i zakazach pseudolitewską demagogię, która prowadzi do podziałów w naszym społeczeństwie i oczywistej dyskryminacji jego części, która jest uprawiana przez niektórych niedoinformowanych, ale uzurpujących sobie prawo do przemawiania w imieniu „narodu, litewskości i społeczeństwa” osób, tylko na konkretne fakty dotyczące litewskiego piśmiennictwa i historii prawa, jak również obecnej społecznej i prawnej rzeczywistości”

— można m.in. przeczytać w apelu.

Intelektualiści przypominają między innymi, że litera W była używana w języku litewskim od początków piśmiennictwa w języku litewskim, a oryginalna pisownia nazwisk obowiązywała w ciągu całego wieku XX oraz w okresie pierwszej Republiki Litewskiej. Zwracają też uwagę, że prawo do nazwiska jest fundamentalnym prawem człowieka, a problem jego oryginalnego zapisu dotyczy nie tylko przedstawicieli mniejszości narodowych, lecz także rodzin mieszanych. Zauważają, że zalegalizowanie oryginalnej pisowni

„zagwarantowałoby większe bezpieczeństwo prawne, a jednocześnie większe zaufanie wobec swojego państwa, które szanuje tożsamość człowieka i jednoczy, a nie rozbija społeczeństwo, dla tych ludzi, którzy dzisiaj bronią swojej godności i jednego z najważniejszych niematerialnych praw osobistych”.

Nie wiem dlaczego autorzy listu opowiadają się tylko za literkami Q, X i W. Problem oryginalnej pisowni nielitewskich imion i nazwisk bowiem wykracza poza te trzy literki, jednak nawet niewątpliwe nawet taka koncesjonowana legalizacja byłaby krokiem w dobrym kierunku. Podobnie jak i sam apel, który podpisały osoby będące najwyższej próby autorytetami moralnymi na Litwie: pisarka Kristina Sabaliauskaitė, historycy Alfredas Bumblauskas i Alvydas Nikžentaitis, językoznawcy Loreta Vaicekauskienė i Antanas Smetona, reżyserka Dalia Ibelhauptaitė, rajdowiec Benediktas Vanagas i wielu innych.

I już w najbliższy wtorek (21 marca) nad kwestią literek Q, W i X pochyli się grupa parlamentarna Trzeciego Maja, która rozwinęła ostatnio burzliwą działalność w tzw. kwestiach polskich i wciągu kilku miesięcy wystosowała kilkanaście apeli m.in. o przyznawanie dodatkowych punktów za znajomość języka polskiego podczas rekrutacji na studia wyższe, wznowienie nadawania na Wileńszczyźnie polskich telewizji, obniżenie lub likwidacje progu wyborczego dla ugrupowań mniejszości narodowych… Po raz pierwszy w niepodległej Litwie takie propozycje padają nie ze strony Polaków na Litwie, tylko Litwinów. To przełomowa zmiana w myśleniu litewskich polityków o stosunkach polsko-litewskich, bo — jak niejednokrotnie pisałem — polskie postulaty tylko wtedy dostaną szansę na realizację, gdy opowiedzą się za nimi politycy-Litwini. Bo żadna polska partia nigdy nie będzie miała w litewskim Sejmie większości.

Na konkrety przyjdzie jeszcze niestety długo poczekać, gdyż członkowie grupy Trzeciego Maja nie mają wystarczającego poparcia nawet we własnych partiach. Narodowe skrzydło konserwatystów, dla którego lider grupy Trzeciego Maja Andrius Kubilius — to niebezpieczny, propolski „liberał”, już powołało zresztą własną grupę parlamentarną mającą „polepszać stosunki polsko-litewskie” — im. Michała Römer. Zdaniem Laurynasa Kaščiūnasa, pomysłodawcy tej grupy, wszystkie problemy Polaków na Litwie sprowadzają się do kwestii społecznych i gospodarczych. Należy więc wspierać rozwój społeczno-gospodarczy Wileńszczyzny, ale o oryginalnej pisowni imion i nazwisk czy dwujęzycznych napisach litewscy Polacy nie powinni nawet marzyć.

„Litwini są narodem etnolingwistycznym. W naszej ustawie zasadniczej litewski jest świętością”

— ucina wszelkie dyskusje na te tematy w rozmowie z „Przeglądem Bałtyckim” Laurynas Kaščiūnas. Poza tym tradycyjnie starszy Tomaszewskim:

„Tomaszewski rozdaje karty w stosunkach polsko-litewskich. Od tego, co powie Tomaszewski o sytuacji mniejszości polskiej na Litwie, zależy czy nasze relacje będą dobre, czy złe. Jeśli powie, że jest „źle”, to stosunki między Warszawą a Wilnem zawsze będą złe, jeśli powie, że „dobrze”, będzie dobrze. Ale on zawsze powie, że jest źle. Bo to, że krzywdzi się mniejszość polską, to jest jedyny powód istnienia partii Tomaszewskiego. Jeśli Litwini rozwiążą jeden problem, wtedy Tomaszewski wyciągnie kolejny. On nie zajmuje się ani ekonomią, ani sprawami socjalnymi, tylko podnosi trudne kwestie.”

Niewątpliwie — pisałem zresztą o tym za długo do Kaščiūnas — wpływ Waldemara Tomaszewskiego na stosunki polsko-litewski jest bardzo duży, jednak jeśli trudne kwestie i obecne problemy nie będą rozwiązywane — będzie tylko wzrastał. Historia stosunków polsko-litewskich z ostatniego ćwierćwiecza dowodzi tej tezy empirycznie. Każdy więc litewski polityk, który chciałby te wpływy ograniczyć — powinien być jednoznacznie za rozwiązaniem problemów. I tych gospodarczych, i tych związanych z Q, W i X. Bo nadzieja na to, że w przypadku Wileńszczyzny sprawdzi się marksistowska teza „byt określa świadomość”, że wystarczą litewskim Polakom same dodatkowe pieniądze i miejsca pracy, wydaje mi się tak samo utopijna, jak nadzieje polskich nacjonalistów na to, że zamrażając stosunki z Litwą lub grożąc Litwie, można na niej wymóc realizację polskich postulatów. Jeśli zostaniemy przy tych utopijnych koncepcjach, słowa Rimvydasa Valatki, iż zamiast resetu z Polską będziemy wkrótce ku radości Putina mieli:

„stosunki jeszcze gorsze niż dotychczas”,

mogą się ziścić.

Nie zważając na starania intelektualistów.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!