Opinie

Radczenko: Na manowcach stosunków polsko-litewskich

Zawsze mam problem, gdy piszę o wydarzeniach na Litwie z lat 1988-1992. Szczególnie tych związanych ze stosunkami polsko-litewskimi. Informacji jest niewiele, źródła są chaotyczne, częstokroć ze sobą sprzeczne, więc volens nolens trzeba się posiłkować własna pamięcią, a ta bywa zawodna i subiektywna. W przypadku takiego publicysty jak ja być może nie jest to duży problem, ale dla zawodowego historyka – to nie lada wyzwanie.

Być może właśnie dlatego historycy starają się takie niezbyt odległe czasowo okresy omijać szerokim łukiem. Przynajmniej historycy litewscy jak dotychczas okres polskiej autonomii na Wileńszczyźnie i konfliktu etnicznego z czasów transformacji ustrojowej omijali, pozostawiając go publicystom. Bardzo się cieszę, że z tego nurtu wyłamał się znakomity litewski historyk Vladas Sirutavičius, którego monografia „Litwini i Polacy na Litwie, Litwa i Polska w latach 1988-1994” właśnie trafiła na półki wileńskich księgarni, a więc i w moje ręce. Zabrzmi to w przypadku monumentalnego dzieła o objętości blisko 500 stron, ale przeczytałem tę książkę… jednym tchem! I na pewno będę jeszcze do niej wielokrotnie wracał. Przede wszystkim dlatego, że jest to dzieło obiektywne. Sirutavičius nie szafuje wyrokami i nie zamiata problemy pod dywan. I co ważne nie zrzuca wszystkiego na cudowny wytrych wschodnioeuropejski na wszystkie etniczne problemy – „rękę Moskwy”. Nieprzypadkowo na motto książki wybrał słowa Bronisława Lagowskiego: „Rzeczy realne mają wiele stron, jedynie fikcje są jednowymiarowe”.

Głównym celem monografii Sirutavičiusa jest znalezienie odpowiedzi na pytanie: dlaczego polityzacja i mobilizacja etniczna polskiej mniejszości narodowej u schyłku lat 80. XX w. przybrała właśnie postać żądania polskiej autonomii narodowo-terytorialnej? Polska historiografia – m.in. prace Aleksandra Srebrakowskiego, Adama Bobryka i Zbigniewa Kurcza – odpowiadają na to pytanie jednoznacznie: polska autonomia była odpowiedzią na wzmacniające się w litewskim ruchu narodowo-wyzwoleńczym nastroje nacjonalistyczne i antypolskie. Litewska publicystyka jest bardziej zdywersyfikowana, jednak generalnie sprowadza kwestię polskiej autonomii do działań Kremla, dążącego do torpedowania niepodległościowych litewskich tendencji. Sirutavičius nie odrzuca tych koncepcji, ale nie uważa je za najważniejsze. Nastroje antypolskie rzeczywiście istniały, twierdzi Sirutavičius, jednak żadne dane źródłowe nie potwierdzają, aby były w litewskim Sajūdisie dominujące. Wręcz przeciwnie już w pierwszych swoich dokumentach programowych Sajūdis zaznaczył potrzebę wspierania kultury i rozwoju mniejszości narodowych zamieszkujących Litwę. Podobnie, zauważa Sirutavičius, żaden z litewskich publicystów upatrujących w działaniach polskich autonomistów „ręki Moskwy” nie jest w stanie jej dowieść dokumentami. Przed 1990 rokiem Moskwa działalność autonomistów traktowała z dużą rezerwą, dążenia do autonomizacji były traktowane jako próby destabilizowania sytuacji i szkodzenia procesom pieriestrojki. Dopiero u schyłku 1989 roku, po rozłamie w Litewskiej Partii Komunistycznej (gdy powstała tzw. LKP na platformie KPZS) Moskwa i KGB zainteresowały się bardziej poważnie działalnością polskich autonomistów na Litwie, upatrując w nich instrumentu nacisku na dążące do niepodległości litewskie elity. Ale nigdy nie traktowały dążeń autonomistycznych poważnie. Zresztą także wśród autonomistów – pomijając solecznicką nomenklaturę skupioną wokół Czesława Wysockiego – dominowała jednak opcja dążąca do dogadania się z niepodległą Litwą.

„Nie wiemy, co dla nas jest lepsze: moskiewskie centrum czy hegemonia Wilna”

– powiedział Anicet Brodawski, jeden z liderów autonomistów, 15 września 1989 roku podczas posiedzenia rady deputowanych ludowych rejonu wileńskiego, na którym ogłoszono powstanie polskiego rejonu narodowo-terytorialnego. Te słowa, według Sirutavičiusa, są trafnym choć lapidarnym wyjaśnieniem genezy konfliktu etnicznego między Litwinami i Polakami, który powstał w okresie wybijania się Litwy na niepodległość. Vladas Sirutavičius uważa, że jego podstawową przyczyną było zderzenie się dwóch narracji narodowych na Wileńszczyźnie: litewskiej i polskiej. I Litwini, i Polacy dążyli do zabezpieczenia swojej tożsamości narodowej przed zagrożeniami zewnętrznymi. Litewski ruch narodowy prowadził do dominacji na Litwie narodu litewskiego, inne narody sprowadzając do roli mniejszości narodowych. Litewscy Polacy, którzy zaledwie przed kilkudziesięcioma laty sami dominowali narodowo na wielonarodowej Wileńszczyźnie, nie byli gotowi na taki model przystać. Uważali się za „mały, nie do końca suwerenny, ale jednak naród”, a nie za mniejszość narodową. Autonomia była więc próbą zgłoszenia swoich praw do „terytorium etnicznego” Wileńszczyzny. To zderzenie narracji musiało doprowadzić do konfliktu.

Vladas Sirutavičius opisuje bardzo dokładnie cały okres konfliktu polsko-litewskiego, przedstawia różne nurty nie tylko w środowisku litewskim, ale i polskim oraz ich poglądy na kwestie polskiej autonomii. Dokładnie analizuje też stosunki pomiędzy Litwą a Polską w tym okresie. Poza tym przedstawia wiele nieznanych lub małoznanych faktów.

Np. podczas pierwszego zjazdu Związku Polaków na Litwie w kwietniu 1989 roku do Zarządu Głównego ZPL zostało wybranych kilku agentów KGB.

W 1990 roku przeprowadzono wśród mniejszości narodowych badanie na temat ich stosunku do litewskich dążeń niepodległościowych: w Wilnie 70 proc. Polaków opowiadało się za niepodległą Litwą, w rejonie wileńskim i solecznickim proporcje były… dokładnie odwrotne. Potwierdza te liczby i notatka analityczna KGB z roku 1990, która w polskim środowisku na Wileńszczyźnie wyróżnia trzy podstawowe „grupy”: „autonomistów” (przede wszystkim był to aktyw partyjny LKP/KPZS oraz rejonowa biurokracja), „radykałów” (skupionych wokół prezesa ZPL Jana Sienkiewicza) i „ugodowców” (skupionych wokół Czesława Okińczyca). Ani Sienkiewicz, ani Okińczyc nie cieszyli się, według agentów KGB, poparciem w rejonach wileńskim i solecznickim. Ogółem w lipcu 1990 roku niepodległość Litwy popierało 98 proc. Litwinów, 47 proc. Rosjan i 54 proc. Polaków, zaś w styczniu 1990 roku te liczby jeszcze bardziej wzrosły: za niepodległością opowiedziało się już 75 proc. litewskich Rosjan i 66 proc. litewskich Polaków.

Interesujące, że ani ZPL, ani Rada Koordynacyjna nie miały większego wpływu na nastroje litewskich Polaków. W przeddzień plebiscytu niepodległościowego z 9 lutego 1991 roku ZPL i Rada Koordynacyjna wezwały Polaków do głosowania za niepodległością Litwy, jednak Polacy plebiscyt de facto zbojkotowali: w rejonie solecznickim na referendum przyszło zaledwie 25 proc. uprawnionych do głosowania (52 proc. głosowało za niepodległością) w rejonie wileńskim – 42 proc. (niepodległość poparło 56 proc.). O wiele aktywniej mieszkańcy rejonów solecznickiego i wileńskiego uczestniczyli w referendum za zachowaniem ZSRS w marcu 1991 roku, mimo iż wszystkie polskie organizacje wzywały do jego bojkotowania (w solecznickim udział w referendum wzięło 76 proc. wyborców (97 proc. opowiedziało się za zachowaniem ZSRS), w rejonie wileńskim – 57 proc. (98 proc. opowiedziało się za zachowaniem ZSRS)).

Także w referendum z 1992 roku w sprawie wyprowadzenia z Litwy wojsk rosyjskich na Wileńszczyźnie nastroje były zupełnie inne niż w pozostałych litewskich rejonach: w wileńskim za wyprowadzeniem wojsk rosyjskich opowiedziało się 40 proc. ogółu wyborców, w rejonie solecznickim – 34 proc.

Po pierwsze, powstanie polskiej autonomii na Litwie było niemożliwe. Ani władze Litwy sowieckiej, ani władze Litwy niepodległej nigdy – nawet w najtrudniejszym okresie w styczniu 1990 roku – nie zaakceptowały tego pomysłu. Ci, którzy stawiali na autonomię Wileńszczyzny od samego początku stali na straconych pozycjach. Natomiast niewątpliwie możliwy był scenariusz pośredni – utworzenie powiatu wileńskiego (mniejszego niż ten obecny, tylko na bazie rejonów wileńskiego i solecznickiego) z przyznaniem pewnych szczególnych praw językowych dla mniejszości polskiej. Niestety ten projekt był z jednej strony przez Litwinów „marynowany” w niezliczonych komisjach i grupach roboczych, a z drugiej – odrzucony przez autonomistów, dążących do postawienia władz Litwy przed faktami dokonanymi. Nawet po upadku puczu moskiewskiego w sierpniu 1991 roku część działaczy autonomistycznych nie była w stanie dostosować się do zmieniającej się sytuacji, przyznać się do błędów i wyrzec się nierealistycznych projektów.

Po drugie, wystarczyło jednak wówczas i Litwinom, i Polakom na Litwie zdrowego rozsądku, aby nie doprowadzić do wybuchu bratobójczych walk. Po stronie litewskiej padały czas od czasu propozycje zorganizowania „litewskiego marszu na Wileńszczyznę” (podobny marsz mołdawski na Gagauzje doprowadził do wojny domowej i de facto oddzielenia się Gagauzji od Mołdawii). Te inicjatywy osobiście i zdecydowanie hamował sam Vytautas Landsbergis. Z drugiej strony na zjazdach autonomistów raz po raz padały pomysły powołania „drużyn samoobrony”, tworzenia wspólnego frontu z promoskiewskimi interruchami z Estonii i Łotwy czy ogłoszenia „polskiej republiki wileńskiej”, które jednak za każdym razem były przez zdecydowaną większość deputowanych odrzucane. Konflikt polsko-litewski, w odróżnieniu od Mołdawii czy Gruzji, nigdy więc nie stał się konfliktem zbrojnym.

I jest jeszcze jeden wniosek. Na język litewski polskie słowo „manowce” się tłumaczy jako „klystkeliai”. Błędne drogi. Wydaje mi się, że ono idealnie opisuje nie tylko stosunki polsko-litewskie z okresu 1988-1994, ale i obecne. Non stop nasze – Litwinów i Polaków – duma, pycha i brak pragmatyzmu zwodzą nas na manowce, na błędne dróżki. Czytając dzieło Sirutavičiusa nie mogłem oprzeć wrażeniu deja vu. Te słowa, które padały w roku 1988 czy 1991 – nadal padają i są aktualne w roku 2018. Ba, bardzo często wypowiadają je te same osoby! Np. już w lutym 1990 roku Czesław Okińczyc mówił na posiedzeniu przedwyborczym Sajūdisu, że aby polepszyć stosunki polsko-litewskie należy

„w rejonach, gdzie Polacy stanowią znaczna część mieszkańców, ogłosić język polski „oficjalnym”, żeby był używany obok języka litewskiego; stworzyć możliwości uzyskania wyższego wykształcenia w języku polskim (…) a także należy stworzyć możliwość odbioru na Wileńszczyźnie kanałów telewizji polskiej, gdyż to pomoże przeciwstawić się tendencjom rusyfikacyjnym.”

A więc problemy, które podnosili Polacy na Litwie w latach 1988-94 także nadal są aktualne: pisownia imion i nazwisk, zwrot ziemi, dwujęzyczne napisy, używanie języka polskiego w urzędach… Jeśli wciągu 30 lat zamiatania tych problemów pod dywan, ignorowania ich istnienia, żaden z nich nie zniknął z agendy, być może najwyższy czas przyznać, że są to problemy prawdziwe, a nie owoc wyobraźni garstki polskich działaczy i je rozwiązać?…

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!