Opinie
rojsty.blox.pl

Radczenko: Ja także mam marzenie

„I have a dream that one day on the red hills of Georgia, the sons of former slaves and the sons of former slave owners will be able to sit down together at the table of brotherhood“. „Mam marzenie, że pewnego dnia, na czerwonych wzgórzach Georgii, synowie byłych niewolników i synowie ich właścicieli będą mogli usiąść razem przy stole braterstwa”.

To zdanie z przemówienia wybitnego działacza na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów Martina Luthera Kinga, które wygłosił 28 sierpnia 1963 roku podczas marszu na Waszyngton. Badacze z uniwersytetu w Wisconsin uznali to przemówienie za najlepszą mowę publiczną XX wieku. Ja akurat nie jestem wybitnym oratorem, jak pastor King, ale początek nowego roku to doskonały okres na wygłoszenie czegoś programowego, wybiegającego w przyszłość. Spróbuję więc dziś — posiłkując się oczywiście mową Kinga jako niedoścignionym wzorem — wznieść się ponad zastaną siermiężną rzeczywistość i ponad zastane podziały. Bo przecież ja także mam marzenie!

Mam marzenie, że pewnego dnia na zielonych wzgórzach Wilna wnukowie żołnierzy AK i prawnukowie ułanów Żeligowskiego zasiądą przy jednym stole z wnukami żołnierzy korpusu Povilasa Plechavičiusa i prawnukami ułanów Skomskiego. I ich rozmowy nie będą toczyły się wokół kolejnego jałowego sporu o to, kto komu i kiedy zabrał ukochane Wilno, tylko o tym, jak możemy to Wilno zrobić jeszcze piękniejszym, zamożniejszym, otwartym na inne narody, rasy, kultury miastem. Jak możemy pogodzić nasze narracje historyczne w jednym podręczniku i pod dachem jednego, innowacyjnego i interaktywnego muzeum. Jak możemy wzbogacić kulturę jeden drugiego poprzez kulturę własną. Jak możemy stworzyć miasto, w którym wszyscy — niezależnie od tego skąd pochodzą, jakiej są narodowości i jakiego języka używają na co dzień — są u siebie, mają równe prawa, możliwości i perspektywy.

Mam marzenie, że kiedyś nie będziemy musieli tłumaczyć urzędnikom, że przedszkole, szkoła, uniwersytet z nauczaniem w języku ojczystym są podstawą przetrwania narodu, jego języka, kultury. Nie są żadnymi gettami, a wręcz przeciwnie — instrumentem integracji. Więc należy je rozwijać i budować nowe, a nie likwidować już istniejące.

Mam marzenie, że pewnego dnia nie będziemy musieli już więcej walczyć o autentyczny zapis naszych nazwisk i imion. I Anna znów będzie Anną, a nie Aną. I nikt nie będzie zrywał i zamazywał tablic z polskimi nazwami ulic i skwerów, a wręcz przeciwnie urzędnik je własnoręcznie zawiesi na ścianie naszego domu. Urzędnik, do którego można się będzie zwrócić po polsku i po polsku dostać odpowiedź.

Mam marzenie, że kiedyś politycy nie będą nabijali sobie rankingi nacjonalistycznymi wypowiedziami i niewybrednymi żartami. Nie będą traktowali wyborców jak mięso armatnie, nie będą grali na emocjach, nie będą spędzali uczniów z zależnych od siebie szkół na wiece i demonstracje. Nie będą kradli, kłamali, oszukiwali. Nie będą fałszowali faktur i podpisów.

Mam marzenie, że kiedyś będziemy prawdziwą jednością. Nie tą cementowaną szantażem i strachem pod żelazną piętą Nieomylnego Przywódcy. Tylko prawdziwą jednością wynikającą z chęci bycia razem, ze zrozumienia wspólnych celów oraz faktu, iż tylko z różnorodności rodzi się siła.

Mam marzenie, że… te moje marzenia spełnią się już niebawem. W 2019 roku. Bo przecież mamy w tym roku potrójne wybory: do rad samorządowych, do Parlamentu Europejskiego, prezydenckie. Wystarczy, że zagłosujemy rozsądnie, racjonalnie. Nie dla jaj i nie dla protestu, a w imię lepszego życia dla nas wszystkich. Nie na „swojego”, a na uczciwego. Nie na tego, który ma najładniejszy uśmiech, tylko na tego, który ma doświadczenie i niezbędne kompetencje. Nie na tego, który najwięcej obieca gruszek na wierzbach, tylko na tego, który ze swoich obietnic się wywiązuje. Wtedy staniemy się prawdziwie wolnymi.

Przemówienie Martina Luthera Kinga kończyło się słowami:

„Kiedy pozwolimy zabrzmieć wolności, kiedy pozwolimy jej zabrzmieć z każdego miasteczka i wioski, z każdego stanu i miasta, będziemy mogli przyspieszyć nadejście tego dnia, kiedy wszystkie dzieci Boga – czarni i biali, Żydzi i inne narody, katolicy i protestanci – będą mogli wziąć się za ręce i śpiewać słowa starej murzyńskiej pieśni duchowej “W końcu wolni, w końcu wolni; dzięki Wszechmocnemu Bogu, jesteśmy w końcu wolni.”

Trudno o lepszą puentę. Rozważmy te słowa w ciszy naszych serc. I podejmijmy słuszne decyzje.

Do siego roku!

Ten komentarz ukazał się wczoraj (1 stycznia) na antenie audycji polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!