Opinie
Aleksander Radczenko rojsty.blox.pl

Radczenko: Głupota vs Zdrowy Rozsądek

Głupota ludzka nie zna granic. Gdy się już wydaje, że osiągnęła tę ostatnią granicę, przekracza ją i przesuwa tę granicę jeszcze dalej. Tylko taki wniosek mogę wyciągnąć na podstawie argumentów przedstawionych 30 stycznia w Wileńskim Okręgowym Sądzie Administracyjnym przez przedstawicielkę rządu na powiat wileński Vildę Vaičiūnienė. W ubiegłym roku mer Wilna Remigijus Šimašius rozpoczął realizację jednej ze swoich obietnic przedwyborczych złożonych w Polskim Klubie Dyskusyjnym — na niektórych ulicach Wilna obok oficjalnych nazw ulic w języku litewskim pojawiły sie ozdobne (nieoficjalne) tabliczki z nazwami najpierw w języku islandzkim i angielskim, następnie zaś polskim, rosyjskim, tatarskim, karaimskim, niemieckim i innych.

Radczenko: Głupota vs Zdrowy Rozsądek
Fot. Joanna Bożerodska

Społeczeństwo wileńskie — niezależnie od narodowości i orientacji politycznej — przywitało inicjatywę mera bardzo pozytywnie i entuzjastycznie. Przeciwko byli tylko litewscy i… polscy narodowcy. Okazało się, że znaleźli też wpływowego sojusznika w osobie nadgorliwej przedstawicielki rządu na powiat wileński, której nie przeszkadzały jakoś przez pół roku tabliczki po islandzku i angielsku, ale gdy pojawiły się w językach polskim i rosyjskim — natychmiast przeszła do ataku.
We wrześniu ub.r. Vaičiūnienė zażądała od samorządu miasta Wilna usunięcia wszystkich tabliczek z nielitewskimi nazwami ulic w ciągu 10 dni, a ponieważ Wilno odmówiło wykonania nakazu — zwróciła się w tej sprawie do sądu. Z odsieczą przedstawicielce rządu przyszli, oczywiście, Inspekcja Języka Państwowego i Państwowa Komisja Języka Litewskiego (przewodnicząca tej ostatniej, co prawda, wcześniej przyklasnęła pomysłowi Remigijusa Šimašiusa, ale najwyraźniej zmieniła zdanie i dziś argumentuje, ze była to tylko jej prywatne opinia). Dziś sąd rozpoczął rozpatrywanie sprawy.
Argumenty, które padły podczas dzisiejszej rozprawy z ust Vildy Vaičiūnienė są tak kuriozalne, że warte przytoczenia. Otóż jej zdaniem dekoracyjne tabliczki z nazwami ulic w językach innych niż litewski… podżegają do waśni na tle narodowościowym.
„Próbowałam wytłumaczyć merowi Wilna, że społeczność jest przeciwna tym tabliczkom. Cała nasza społeczność. Nie chcę akcentować, czy to są jedne, czy drugie mniejszości narodowe. Mieszkamy na Litwie i widzimy wszystkie skargi, jakie do nas napływają” – powiedziała Vilda Vaičiūnienė. Gdy jednak doszło do szczegółów okazało się, że skargi pochodziły nie od mniejszości, tylko od marginalnych organizacji typu Litewski Związek Narodowców czy Grupa Inicjatywna Sąjudisu. Vaičiūnienė stwierdziła również, że za pomocą takich tabliczek mer Wilna Remigijus Šimašius próbuje narzucić samorządowi wartości ideologiczne liberałów, którym przewodniczy. Vaičiūnienė zgodziła się z argumentem samorządu wileńskiego, że tabliczki rzeczywiście wywołują spore zainteresowanie u turystów, ale dodała, iż tylko dlatego, „że działania naruszające prawo zawsze spotykają się z większym zainteresowaniem“.

„Uważamy, że takie zainteresowanie nie jest pożądane i nie buduje obrazu Wilna jako stolicy kultury“ – twierdzi przedstawicielka rządu. Gdy ze stanowiska przedstawiciela rządu na powiat wileński przed rokiem odchodził konserwatysta Audrius Skaistys, miałem nadzieję, że mamy nareszcie dobrą zmianę i wszystkie spory o tabliczki za sobą. Okazało się, że Skaistys wychował w swoim biurze jednak godną siebie następczynię, która a propos go ze stanowiska przedstawiciela rządu i wykonkurowała. A teraz próbuje stanowisko zachować stosując jego metody. Niestety to największy problem naszej służby państwowej — urzędnicy bardziej obawiają się utraty stanowisk niż dobrego imienia. Bardziej boją się skarg ze strony grup marginalnych radykałów niż opinii większości obywateli, którym powinni służyć.

Już kiedyś pisałem, że w sumie to mnie taki rozwój wypadków nawet częściowo cieszy. Tak długo jak tabliczki zawieszali — w rejonach zapomnianych przez Boga i litewskich polityków — samorządowcy AWPL, tak długo jak to oni byli za te tabliczki karani, tak długo jak w ich obronie wypowiadała się tylko prasa polskojęzyczna i polscy politycy, w zasadzie nikogo na Litwie ta sprawa nie interesowała. Owszem pisano w prasie litewskojęzycznej na ten temat sporo, ale zawsze w stylu dura lex sed lex. W przypadku wileńskich tabliczek — sprawa jest inna. Zostały zawieszone przez partię należącą do litewskiego establishmentu, przez jednego z najpopularniejszych litewskich polityków, zaś charakter tych tabliczek nie pozostawia żadnych złudzeń, że są jedynie elementem dekoracyjnym, symbolicznym, a nie oficjalnym. Tym razem prasa litewskojęzyczna jest wyraźnie po stronie samorządu, polska natomiast o sprawie informuje zdawkowo. Tym razem protesty przeciwko kuriozalnym zarzutom przedstawicielki rządu organizują Litwini (dziś pod siedziba Państwowej Komisji Języka Litewskiego pikietowali liberałowie). Teraz to już nie spór Polaków z Litwinami, tylko konflikt Zdrowego Rozsądku z Głupotą. A to zmiana zasadnicza. Zmiana, która niewątpliwie przesunie okno Overtone’a na naszą korzyść, niezależnie od tego jaka będzie decyzja sądu. Jeśli uzna argumenty Wilna — będziemy mieli coraz więcej takich sympatycznych, niech i dekoracyjnych akcentów. Jeśli nakaże nielitewskie tabliczki usunąć — litewska opinia publiczna przekona się, że prawo jest nie tylko twarde, ale i głupie. Przekona się i wcześniej niż później wymusi jego zmianę.

Sąd ogłosi orzeczenie 15 lutego.