Opinie
Aleksander Radczenko rojsty.blox.pl

Radczenko: Dwa bieguny dzielą polską społeczność na pół

W kilku kolejnych numerach kwartalnika „Znad Wilii” Romuald Mieczkowski wysunął teorię o dwóch biegunach i trzech Wileńszczyznach, z którą chciałbym nieco popolemizować: „Niektórzy reprezentanci Polaków robią wszystko, by strona litewska nie chciała z nimi prowadzić jakiejkolwiek rozmów. Problemy, owszem istnieją, i niemałe, ale to jest zupełnie „inna bajka”.

Natomiast coraz bardziej uwypuklają się, stają się namacalne i nie do ukrycia flirty z „rosyjskimi kolegami” (…). To jeden z biegunów. Drugi, określmy go umownie jako „europejski”, na pewno jest w konfrontacji z pierwszym. Właściwie „kanapowy”. Należą do niego Polacy głównie na dobrych posadach w administracji litewskiej, choć nie tylko, reprezentacyjni na zewnątrz. Jak to Europejczycy. Pomiędzy tymi dwoma biegunami znajduje się reszta Polaków — uczestnicząca w wiecach protestu i manifestacjach patriotycznych. Pracowita i głosująca na „swoich”, ale tak naprawdę wyboru większego niemająca.” „Dla czytelnika spoza Litwy wyjaśnię w wielkim uproszczeniu co to za bieguny. Jeden z nich — partyjny, nie wie, czy słusznie zwany narodowym; drugi — „liberalny” i niby „europejski”. „Europejczycy” bywają zmienni i w każdej sytuacji potrafią zaistnieć. Oba bieguny łączy krótka pamięć, tworzenie legend o sobie i żądza sprawowania dusz” — pisze Romuald Mieczkowski. Nie będę polemizował z teorią dwóch biegunów, bo rzeczywiście istnieją.

Nie będę też polemizował z „wieczną” tezą o opłacanych przez administrację litewską „kanapowych” Europejczykach. Zapewniam, że Polacy na dobrych posadach w administracji litewskiej (z wyjątkiem może kilku osób) w żadną działalność się nie angażują i są niestety bardziej Litwinami niż Polakami. Swoją drogą Wileńszczyzna jest bodajże jedynym miejscem na Ziemi, gdzie osoba, która zrobiła karierę w strukturach państwowych swojej ojczyzny musi się z tego… tłumaczyć! Szczególnie jeśli jednocześnie stać ja na aktywną pozycję obywatelską. I tłumaczyć się nie tylko przed pseudonarodowcami dla których lojalność wobec swojej ojczyzny jest chyba kwestią dwuznaczną, ale i przed osobami uważającymi się za patriotów Litwy. Zamierzam polemizować z mitem o istnieniu jakiejś warstwy średniej, która znajduje się poza lub pomiędzy tymi dwoma biegunami.

Nie ma żadnej niezaangażowanej w wieczny spór pomiędzy mesjanistami i słowianofilami, orientacją narodową i liberalną, rusofilami i Europejczykami, kresowej Arkadii. Dwa bieguny dzielą polską społeczność na pół, a nie na trzy części. Owszem spory, dyskusje toczą elity (politycy, publicyści, literaci; w tym także Romuald Mieczkowski, który może się z tym nie zgadzać, ale światopoglądowo również należy do „europejskich liberałów”), która próbuje sprawować rząd dusz (to funkcja i cel KAŻDEJ elity), ale ich postulaty trafiają (pośrednio lub bezpośrednio) pod każdą strzechę na Wileńszczyźnie i zmuszają do samookreślenia się każdego, kto czuje jakąkolwiek więź z lokalną polską społecznością. Wyniki tego samookreślenia się widzimy podczas każdych wyborów. W roku 1990 Polacy na Litwie wybrali do Rady Najwyższej 10 posłów polskiego pochodzenia: 4 z nich głosowało za niepodległością Litwy, 6 – wstrzymało się od głosu. Gdzie w tym wszystkim dojrzeć jakąś mityczną warstwę „pośrednią”, neutralna, niezaangażowana w spór o przyszłość kraju? Obecnie sytuacja jest podobna — 60-65 proc. litewskich Polaków w każdych wyborach głosuje na AWPL-ZChR, 35-40 proc. — na inne partie.

Nie każdy z tych wyborców jest filozofem, politologiem, ekspertem, ale każdy z nich dokonał swojego wyboru. Wybrał opcję z która się utożsamia. Ktoś wybrał opcję „narodową” (zresztą także podzieloną na mnóstwo mniejszych platform: prorosyjskich, antyrosyjskich, prolitewskich, antylitewskich, liberalnych, socjalistycznych, chadeckich, konserwatywnych, komunizujących), ktoś inny — „liberalną” (nie „liberalną” w sensie ideologicznym, bo klasyczni liberałowie — jak wynika z badań opinii publicznej cieszą się poparciem około 3 proc. litewskich Polaków, tylko liberalną w sensie bardziej ogólnego poszanowania dla praw i wolności innych osób, otwartości, tolerancyjności, innowacyjności). Opcja „narodowa” jest opcją dominującą, z uwagi na sztucznie cementowaną jedność (różnice zdań w tej opcji są możliwe tylko na poziomie prywatnym), ograniczenie wypowiadających się w jej imieniu osób do minimum. Opcja „liberalna” jest bardziej rozmyta, bo różnice zdań w niej są publiczne, ale to wcale nie znaczy, że jest opcją kanapową. Nie może bowiem być opcją kanapową opcja, którą popiera 1/3 200-tysięcznej społeczności. Kanapowymi mogą być (i są) natomiast poszczególne organizacje — tak zresztą reprezentujące opcję „narodową”, chociaż częściej – „liberalną”.

Wiara Romualda Mieczkowskiego w istnieje trzeciej Wileńszczyzny, jakiejś warstwy pośredniej, neutralnej, racjonalnej, „robiącej swoje”, przypomina mi wiarę rosyjskich XIX-wiecznych narodników w rosyjskiego chłopa. Narodnicy wierzyli mianowicie, że lud rosyjski jest tabula rasa, na której można zapisać wszystko co się chce, uformować nowego człowieka, wywołać z jego pomocą rewolucję i zmienić Rosję. Dlatego głosili i wcielali w życie przez kilka ładnych lat ideę „pójścia w lud” — tysiące młodych demokratów z Moskwy i St. Petersburgu próbowały się wtopić w masy rosyjskiego chłopstwa i je nauczać. Ich „pójście w lud” czasami rzeczywiście doprowadzało do buntów, ale o wiele częściej kończyło się wydaniem przez „czystych” chłopów młodocianych rewolucjonistów policji. Tak jak lud rosyjski w XIX wieku tak i lud wileński w XXI wieku nie jest „niezapisaną tablicą”, ma swoje preferencje ideologiczne i dokonuje mniej lub bardziej racjonalnych wyborów. Jedni jego przedstawiciele wolą rewolucję, większość wierzy w Dobrego Cara. Jeszcze wierzy.

Ten komentarz ukazał się we wtorek (29 listopada) na antenie Audycji Polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!