Opinie
Aleksander Radczenko rojsty.blox.pl

Radczenko: Czy to ostatnie pokolenie młodych Polaków na Litwie, które chce śpiewać po polsku?

„Ta płyta to fantastyczna promocja Polski i polskości na Litwie, jak i Litwy oraz litewskiej muzyki współczesnej w Polsce. W moim odczuciu — najlepiej zainwestowanych kilkadziesiąt tysięcy złotych w historii dofinansowania przez polskie MSZ projektów polonijnych” — napisałem prawie przed rokiem, w grudniu 2014 roku, recenzując wydaną przez EastWest wówczas składankę polskiego ska, jazzu, neofolku, rocku, metalu i rapu z Wilna pt. „Muzyczne Rodowody. Litwa”.

I nadal podtrzymuje tę opinię. Wydaje mi się, że także Filmiki, lider Will’n’Ska Ernest Tylingo czy wokalistka Berserkra Agnieszka Wołczek, którzy byli w ubiegłą środę (23 września) gośćmi dyskusji o stanie polskiej sceny alternatywnej na Litwie, zorganizowanej przez Polski Klub Dyskusyjny (PKD), także do tej opinii się przychylają. Wszyscy jednogłośnie podkreślali bowiem, że bardzo się cieszą, że wzięli udział w tym projekcie, który na pewno przełamał stereotypowe myślenie o Wileńszczyźnie jako kraju słynącym tylko z zespołów folkowych. Filmik dzięki „Muzycznym Rodowodom” i posłowi na Sejm RP Tadeuszowi Aziewiczowi zagrał na jednej scenie z legendarnym PabloPavo, Will’n’Ska zagrali szereg koncertów w Polsce, m.in. z Kometami w legendarnym gdyńskim klubie „Ucho” oraz ostatnio na Dniach Wilna w Gdańsku. Kite Art, Jan Maksymowicz i Jańka z Wilni zagrali w polskim Sejmie. Mniej skorzystał na tym Berserker, który nadal nie ma w dorobku koncertów w Polsce, chociaż z powodzeniem koncertuje w innych sąsiadujących z Litwa krajach.

„Czasami wydaje mi się, że bardziej jesteśmy popularni na Białorusi czy w Estonii niż nawet na Litwie. Największym zaskoczeniem jest brak zainteresowania ze strony polskich agencji koncertowych. Ale dla nas najważniejsze w tym projekcie było to, że mieliśmy okazję poznać innych polskich wykonawców z Wilna. Przed tą płyta znaliśmy się trochę z Will’n’Ska, ale o innych muzykach nie wiedzieliśmy nic” — powiedziała podczas spotkania Agnieszka Wołczek. Także pozostali muzycy podkreślali, że „Muzyczne Rodowody” nie stały się może żadnym większym przełomem w ich karierze muzycznej, ale pozwoliły im się poznać nawzajem, nawiązać kontakty i przyjaźnie, z których być może już wkrótce wyrosną nowe interesujące wspólne projekty muzyczne.

Czego brakuje polskim wykonawcom z Wilna? Wbrew pozorów nie pieniędzy. Wszyscy uczestnicy dyskusji jednogłośnie stwierdzili, że na tym polega właśnie urok sceny alternatywnej, że jest niezależna od sponsorów. Owszem wszystkie zespoły borykają się z brakiem forsy na zakup sprzętu, nagrania, wydanie płyt czy wynajem sal na próby, ale nie są gotowi przyjąć ich od — co sugerowali niektórzy uczestnicy dyskusji — od AWPL czy ZPL. „Gdy bierzesz pieniądze od kogoś, to wiesz, że będziesz musiał je „odpracować”. My tego nie chcemy, chcemy mieć całkowitą kontrolę nad tym co robimy i być wiarygodni” — stwierdził Ernest z Will’n’Ska. Podobnie Filmik i Berserker nie widzą możliwości wiązania się z jakąkolwiek opcją polityczną. Bardziej otwarci są artyści na współpracę z przedsiębiorcami, lecz także tylko na własnych warunkach. „To nie może być tak, że gramy trzy piosenki, a potem musimy w zamian za sponsoring reklamować ze sceny Coca colę” — zauważył Romeo z Berserkra. Jego zdaniem o wiele większym problemem niż brak wsparcia finansowego jest brak zainteresowania polską muzyką alternatywną ze strony lokalnych polskich organizacji, które statutowo mają się opiekować polską kulturą. „Jest im wygodniej zajmować się tradycyjnymi zespołami folklorystycznymi czy popowymi, takimi które rok w rok są wysyłane do Polski, a scena alternatywna nikogo nie interesuje. Musimy więc wszystko załatwiać sami, poświęcać czas, który moglibyśmy przeznaczyć na granie” — zauważył Romeo.

I Filmik, i Will’n’Ska, i Berserker zgodnym chórem podkreślali, że są zainteresowani graniem w Polsce. Zainteresowanie ich muzyką w Polsce również istnieje. Wydana przed prawie rokiem płyta „Dark Worlds Collide” Berserkra zbiera pochlebne recenzje w polskich metalowych fanzine’ach, Filmik dostaje mnóstwo pochlebnych recenzji i maili na swoje zamieszczone na Youtube kawałki, dzięki głosom Polaków przoduje w litewskich rankingach hiphopowych, koncerty Will’n’Ska również cieszą się uznaniem polskiej publiczności. Brakuje tak naprawdę naszej alternatywnej scenie dobrego menadżera, który ten wileński potencjał przekułby na sukces. Niech nawet sukces niekomercyjny. Brakuje takiego wileńskiego Tomasa „Sėkly” Balaišisa. Nie tego obecnego brodatego pajaca co bije w bęben na meczach litewskiej narodowej kadry koszykarskiej, tylko charyzmatycznego Sėkly z początków lat 90., który był wówczas najsłynniejszym propagatorem muzyki metalowej, wydawcą, organizatorem legendarnego festiwalu metalowego „Death Comes”, dziennikarzem i najlepszym litewskim menadżerem alternatywnym, odpowiedzialnym m.in. za pierwszy zagraniczny sukces litewskiego zespołu metalowego (Ghostorm). Potrzebujemy kogoś kto rozumiałby muzykę alternatywną, kochałbym ją, a jednocześnie miałby odpowiednie kontakty w Polsce, aby ją promować, aby organizować festiwale i wspólne projekty, zdobywać pieniądze, wydawać płyty. Na naszych lokalnych działaczy od kultury w tej sprawie bym nie liczył. Ich myślenie o kulturze kończy się zazwyczaj na pomysłach, jakby wyciągnąć trochę forsy na własną działalność z różnych fundacji pomocy Polakom na Wschodzie i wysyłaniem kilka razy do roku lokalnych kapel folkowych na dożynki do zaprzyjaźnionych gmin na zapadłej polskiej prowincji albo w najlepszym razie na festiwal do Mrągowa…

„Mam nadzieję, że płyta odniesie sukces, pozwoli tym kapelom zaistnieć w Polsce, na falach polskich rozgłośni radiowych, w telewizji, utoruje im drogę do występów w polskich klubach i na polskich festiwalach. Jeśli tak się stanie — na następnej składance będziemy mieli dwa razy więcej kapel z Litwy śpiewających po polsku. W tym kapel tworzonych przez Litwinów” — napisałem przed rokiem. To się niestety nie zupełnie udało.

Owszem płyta została dostrzeżona, pozytywnie oceniona, piosenki z „Muzycznych Rodowodów” były grane na falach kilku polskich stacji radiowych i telewizji, odbyło się kilka koncertów, ale jednak nie stały się początkiem inwazji polskich wykonawców z Wilna na Polskę. A więc i szanse na to, że w ich ślady pójdą inne wileńskie zespoły tworzone przez Polaków i zaczną śpiewać po polsku, są nieduże. Trochę szkoda, bo być może mamy do czynienia już z ostatnim pokoleniem młodych Polaków na Litwie, które jest zainteresowane śpiewaniem po polsku — niech nawet jest to wileńska odmiana polszczyzny — i tworzy muzykę na przyzwoitym poziomie. Polski na Litwie — o czym wspominał Filmik — to już tylko miła, ale niezrozumiała egzotyka, więc każde następne pokolenie alternatywnych Polaków dokona wyboru pewnie na korzyść litewskiego lub angielskiego. Bo w alternatywie słowa są równie ważne jak muzyka. „Bo granie po polsku muzyki alternatywnej na Litwie tak naprawdę niewiele daje poza satysfakcją. Nasi słuchacze-Litwini, nawet ci z Wilna, już nie znają ani polskiego, ani rosyjskiego. W naszej piosence „Multikultura”, napisanej w językach polskim, rosyjskim i litewskim, do nich przemawia już tylko ta zwrotka po litewsku. Ale ja zawsze chciałem grać w zespole, który śpiewa po polsku” — zauważył podczas dyskusji Ernest z Will’n’Ska. „Być może z komercyjnego punktu widzenia nie warto śpiewać po polsku na Litwie, muzyków alternatywnych to właśnie jednak odróżnia od zespołów mainstreamowych, że grają nie to, co trzeba, a to, co chcą. W odróżnieniu od zespołów folkowych, my śpiewamy po polsku nie dlatego, że tak trzeba, a dlatego, że chcemy, bo nam się to podoba” — dodał Romeo z Berserkra. Mam nadzieję, że te słowa trafią do trochę szerszego grona niż tych niespełna 30 osób, co wzięli udział w dyskusji.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!