Opinie
Andrzej Pukszto

Pukszto: Wiosna polityczna przez pryzmat “polskiej” literki

Popularny i często cytowany przez amerykańskich naukowców historyk Oskar Halecki (1891–1973) w połowie minionego wieku zauważył, że na styku cywilizacji azjatyckiej i europejskiej, od początku politycznej historii Europy, dzieją się dziwne rzeczy, które stanowią zagrożenie dla całego kontynentu. Pewnie by się zdziwił, gdyby dowiedział, że na początku XXI w. w niepodległej Litwie życiem politycznym i kulturalnym już od kilku miesięcy wstrząsają dyskusje o literze “w”. Co więcej, w wyniku tych turbulencji, co prawda nieznacznie, ale jednak zachwiał się autorytet Departamentu Bezpieczeństwa Państwa.

- „W odkrytym w Berlinie oryginale Aktu z 16 lutego znaleźliśmy polską literę!.. Nie dramatyzujmy sytuacji z tego powodu, że Stanislovas Narutavičius podpisał akt jako «Narutowicz»!.. Narutavičius mimo wszystko był prawdziwym Litwinem!” – takie i inne stwierdzenia w litewskich mediach i na portalach społecznościowych można by było potraktować jako primaaprilisowy żart, gdyby pojawiły się wcześniej, już po międzynarodowym dniu kłamcy.

Przypomnijmy, że walka o „w” ma długą i nudną historię. Naiwnością byłoby sprowadzenie tych sporów do przepychanek lingwistycznych między stronnikami i przeciwnikami Waldemara Tomaszewskiego. Tym bardziej, że część jego kolegów politycznych powinna nie odlituanizować, a odruszczyć nazwiska.

Przed dwoma laty lokalni litewscy działacze patriotyczni narysowali szubienicę dla litery „w“ i wywiesili rysunki na Białym Moście w Wilnie. Lingwistyczny policzek spodobał się niektórym publicystom. Milczały Państwowa Komisja Językowa i Państwowa Inspekcja Językowa. Ta niszowa kwestia dalej pozostawałaby gdzieś na obrzeżach publicznego dyskursu, gdyby nie fakt, że w bieżącym roku wróciła do Sejmu w postaci nowych projektów – Ustawa o pisowni imion i nazwisk obywateli litewskich.

Wspomniane projekty ustawy wpisały się w podejmowane na szeroką skalę próby zresetowania dwustronnych stosunków litewsko-polskich, w jakościowo nowe przemyślenia i analizy, poświęcone polityce państwa litewskiego w stosunku do polskiej mniejszości narodowej.

W tym kontekście pewnym wiosennym optymizmem napawa aktywność premiera Sauliusa Skvernelisa oraz inicjatywy grupy parlamentarnej 3 Maja.

- Należy zmienić całe nasze myślenie o stosunkach litewsko-polskich, – ambitne cele przed sobą i innymi parlamentarzystami stawia Andrius Kubilius, inicjator i przywódca wspomnianej grupy, który m. in. przyznaje się do wcześniej popełnionych błędów w stosunku do miejscowych Polaków.

Obecny premier, podobnie jak jego poprzednik, zgadza się z tym, że wiele można zmienić w imię ocieplenia na linii Litwa – Polska. Warszawa również wysyła sygnały, że transmisja dodatkowych polskich programów telewizyjnych na południowym wschodzie Litwy (propozycja strony litewskiej), to dobry sposób na uwolnienie tego regionu spod wpływu kanałów moskiewskich. Wydaje się więc, że możemy ogłosić o osiągnięciu narodowego porozumienia w niektórych istotnych kwestiach. Sytuacja wygląda jednak podobnie, jak z dokumentem, odnalezionym przez prof. Liudasa Mažylisa: wszyscy bardzo się cieszą, chociaż pojawił się smutek co do stosunku państwa do nauk humanistycznych i rozczarowanie, że Żmudzin Narutavičius w Akcie Odrodzenia Państwa Litewskiego z „polskim“ „w“…

Tak się akurat składa, że wiosna to czas, kiedy Departament Bezpieczeństwa Państwa zapoznaje społeczeństwo z podstawowymi wytycznymi dotyczącymi bezpieczeństwa. Wczesnym rankiem 3 kwietnia w Sejmie zaprezentowano „Ocenę zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego“.

Nie zabrakło tam uwagi poświęconej litewskim Polakom. W rozdziale „Polityka Rosji wobec rodaków” czytamy: „Rosja dąży do włączenia do polityki wobec rodaków stale podnoszonych na Litwie żądań nadania wyjątkowych praw polskiej społeczności, zamieszkałej na Wileńszczyźnie. Gdyby Polacy otrzymali wyjątkowe prawa, zrodziłyby się przesłanki dla Rosji i jej grup wpływów – żądania takich samych praw i wreszcie wyjątkowego statusu dla społeczności rosyjskiej we wszystkich państwach bałtyckich (…)”. Tylko tyle i aż tyle: zarówno diagnoza, jak i sposób na terapię.

Szkoda jedynie, że wnioski są wyciągane stosując metody wyjaśnień Waldemara Tomaszewskiego, znane powszechnie od czasów wpięcia przez europarlamentarzystę do klapy marynarki wstążki św. Gieorgija. Mam na myśli tezę, że kwestie polskiej i rosyjskiej mniejszości narodowej należy wrzucić do jednego worka i oceniać razem.

W południe 3 kwietnia przedstawiciele Departamentu Bezpieczeństwa Państwa spieszyli z wyjaśnieniami, że mieli na uwadze nie “w” i nie projekt pisowni imion i nazwisk, a szersze zagrożenie dla Litwy, jakie stanowi separatyzm terytorialny. Należy więc rozumieć, że kształtowanie i realizacja polityki względem mniejszości narodowych dalej pozostaje prerogatywą Sejmu i Rządu, a departament jedynie “dokonuje prześwietlenia” i nie proponuje instrumentów zmiany polityki względem litewskich Polaków…

Na zakończenie tematu z “polską” literką pozostaje żałować, że wielu chciało na Litwie odetchnąć świeżym wiosennym powietrzem, a w prezencie, wraz z kwietniowym ciepłem, otrzymało polityczną anginę.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!