Opinie
Nowa Europa Wschodnia Piotr Kępiński

Piotr Kępiński: Żydowskie tropy

Pewien Holender zapytał mnie kiedyś czy znam jakiś przedwojenny przewodnik po żydowskim Wilnie. Odpowiedzieć nie umiałem. Prawdę powiedziawszy do dzisiaj takiego bedekera nie znalazłem. Za to od wielu lat kupuję polskie, rosyjskie i litewskie przewodniki. Te sprzed 1939 roku i te wydane już po wojnie.

Ostatnio pisałem o tym, czego w Wilnie za dużo. Kościołów – jak mi powiedziała dziennikarka z Zachodu. Dzisiaj napiszę, o tym, czego w Wilnie za mało. Albo nawet o tym czego w Wilnie nie ma. Nie ma oczywiście Żydów i synagog. Jasna sprawa. Tłumaczenie jest zbędne.

Ale, ale. Jeżeli ktoś myśli, że na przykład w polskich przewodnikach przedwojennych znajdziemy wiele ciekawych informacji dotyczących żydowskiego życia i żydowskich zabytków będzie w wielkim błędzie. Ciekawie (ale krótko) pisał o getcie Juliusz Kłos, który wyjaśniał w swoim przewodniku skąd wzięły się np. słynne sklepienia żydowskich kamienic: „łęk, przerzucony przez uliczkę i opierający się o dom położony naprzeciwko, ciężarem swym neutralizował parcie sklepień w obydwóch domach, nie zabierając miejsca w ulicy.” Zachwycał się Kłos Główną Synagogą. Podkreślał jednak: „Wrażenie to osłabia, niestety, typowo wschodnie niechlujstwo mieszkańców tej antyhigienicznej dzielnicy i jej nieznośny zaduch, uniemożliwiający zwłaszcza w upalne letnie dnie, kulturalnemu Europejczykowi zwiedzanie tych zaułków.”

W innych przewodnikach opis żydowskiego kwartału wyglądał podobnie. O Żydach przedwojenni Polacy wiedzieli niewiele.

To jednak, jak pisał Czesław Miłosz w eseju-liście do Tomasa Venclovy pomieszczonym w zbiorze „Zaczynając od moich ulic” (1985), było zjawisko absolutnie normalne. „Nie wiedziałem nic o historii Żydów w Polsce i Litwie, o ich myśli religijnej, żydowskim mistycyzmie, Kabale. Dopiero nieprędko, w Ameryce, miałem się tego uczyć. To daje miarę oddzielenia dwóch wspólnot, bo cóż mówić o innych miastach w przedwojennej Polsce, jeżeli ja w takim sąsiedztwie zostałem ignorantem…Żydowskie Wilno i nie-żydowskie Wilno żyły osobno”.

Prawie połowa mieszkańców została zmarginalizowana (ilość Żydów mieszkających w Wilnie przed rokiem 1918 jak i po roku 1922 podlegała wielkim wahaniom). W ciekawym skądinąd przewodniku Władysława Zahorskiego (wydanie czwarte, 1927), więcej informacji znajdziemy o „kościele ewangelicko-luterskim” zlokalizowanym przy dawnej ulicy Niemieckiej (dzisiaj Vokieciu) niż o Głównej Synagodze.

Pisał Zahorski: „Główna synagoga znajduje się przy ulicy Żydowskiej i została wybudowana jakoby w 1542 roku. jest to ciężki czworoboczny gmach piętrowy z okratowanymi i zaopatrzonymi w okiennice oknami, nad którymi od frontu całą szerokość budynku zajmuje drewniana galeria z takiemiż słupami. Całość przedstawia się oryginalnie i ma wygląd starożytny. Wewnątrz cztery kolumny podtrzymują sklepienie – kopułę”. I to wszystko. Do tego jeszcze parę zdań na temat istniejącej do dzisiaj synagodze Tagarot-Hakodesz (że wybudowana w stylu mauretańskim i posiada piękną kopułę).

A dzielnica żydowska? Jak została opisana przez niego? Znacznie przyjaźniej niż zrobił to Kłos niemniej jednak równie zdawkowo: „Dzielnica ta zwana dawniej Czarnem miastem zasługuje na to by była zwiedzoną. Składa się ona z uliczek: Szklanej, Jatkowej, Żmudzkiej (kilka lat temu na tej ulicy podczas remontu odkryto stare żydowskie i polskie napisy widniejące nad byłym sklepem), Szwarcowego Zaułka, uliczki św. Mikołaja i paru innych. Wąskie i krzywe uliczki z poprzecznemi arkami zachowały swój wygląd sprzed paru wieków. Kamienice wysokie, niekiedy o paru tylko izbach, lub bez bram mają drzwi niskie, żelaznymi sztabami okryte (ciekawe dlaczego?). Sklepiki, to istne nory na parę łokci głębokie, w których jedyne okno jest połączone z drzwiami. Przy bramach zamiast słupka można spotkać wkopaną armatę, w dzwonki zastąpione są przez kołatki. Właściciele i właścicielki sklepików zwykle przesiadują na chodnikach. Ruch i gwar, jakie w tym Ghetto panują, nie dadzą się opisać”.

Dzisiaj tego Wilna już nie ma. Zostały tylko elementy (z ciekawostek: zachował się np. budynek w którym znajdował się teatr działający w gettcie). A przecież mogło być chociaż trochę lepiej. Bo budynek Głównej Synagogi (albo Starej) nie został totalnie zdewastowany w trakcie działań wojennych. Jak twierdzi Tomas Venclova, który na własne oczy widział ruiny, można było świątynię odbudować. Sowieci postąpili jednak inaczej. I wysadzili resztki budowli w powietrze. Po słynnej Bibliotece Straszuna również ani śladu.

Do dzisiaj ze Starej Synagogi pozostały m.in. drzwi Aron ha-kodesz oraz stół do odczytywania wersetów Tory, przechowywane w miejscowym muzeum żydowskim. Na miejscu budynku, którego ruiny uprzątnięto w 1948 roku, znajduje się przedszkole.

Dwanaście lat temu pojawił się w Wilnie pomysł, żeby Główną Synagogę odbudować. Myślano również o częściowej rekonstrukcji dzielnicy żydowskiej. Do dzisiaj planów nie zrealizowano…

Piotr Kępiński – poeta, krytyk literacki, eseista, juror Nagrody Literackiej Europy Środkowej – Angelus. Pracował m.in. w „Czasie Kultury”, „Newsweeku”, „Dzienniku”. Współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”. Mieszka w Warszawie i w Wilnie.

Link do strony.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!