Opinie
bernardinai.lt

Niespalone komitety partii i refolucja ,,Solidarności”

„Polacy powstają pod despotycznym rządem – bo muszą, a pod liberalnym – bo mogą“, – tym cytatem, świetnie charakteryzującym tradycje polskich powstań, rozpoczyna się książka brytyjskiego historyka Timothy'ego Gartona Asha „Polska rewolucja: Solidarność". Od tej lektury rozpoczęło się moje głębsze zainteresowanie nie tylko historią ruchu „Solidarności/", lecz również myślą polityczną, która leżała u źródeł powstania tworu, który z powodzeniem stawił czoła totalitarnemu systemowi. 

Ani rewolucja, ani reforma. Refolucja!

Wówczas studiowałem na Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera. To prawda, że pisma patrona szkoły o pojęciu solidarności odkryłem trochę później. Najbardziej interesowały dwie istotne kwestie. Po pierwsze, co sprawiło, że w komunistycznej Polsce powstał największy i najpotężniejszy ruch opozycyjny, który doprowadził w końcu do upadku totalirystycznego reżimu. Jeden z moich wykładowców określił ten upadek jako refolucję. Czyli, to był swoisty splot rewolucji i reformy. Z jednej strony mieliśmy całkowitą transformację reżimu, która odbyła się w sposób pokojowy, bez rozlewu krwi, tylko potu wylanego przy Okrągłym Stole. Po drugie, interesowały mnie lekcje „Solidarności” w naszych czasach. Już wspomniany ks. J. Tischner już w latach osiemdziesiątych oględnie pytał, co będzie po „Solidarności” – czy społeczeństwo zdoła zachować solidarność pomimo zniknięcia wspólnego wroga?

Kościół, tradycje powstań, praca kulturowa inteligencji oraz romantyczny mesjanizm – to wszystko, zdaniem T. Gartona Asha, stanowiło istotę polskiej samoświadomości. Do tego całego zestawu należy dodać również to, że w latach rządów komunistów Polakom udało się zachować dwa ważne bastiony przynajmniej względnej wolności i pluralizmu – kościół i prywatne gospodarstwa rolne. Reżim nie zdołał zamknąć lub przechylić na swoją stronę Kościoła, tak samo nie udało się spędzić ludności wiejskiej do kołchozów. Wielki Brat nie zdołał wcisnąć się do każdego zakątka, zaś przyczółki wolności mogły powoli rozszerzać się działając z zabezpieczonych stref wolności.
Jest takie powiedzenie, że „Solidarność” w sierpniu 1980 r. narodziła się z czerwca 1956 r., marca 1968 r., grudnia 1970 r. oraz czerwca 1976 r. Te wszystkie daty upamiętniają masowe protesty przeciwko reżimowi. Brutalnie stłumione, jednak niepokonane – tylko jeszcze bardziej zwiększające rozłam pomiędzy nimi u władzy i nami w społeczeństwie obywatelskim. Jednak kluczowym jest 1976 rok, gdy w celu obrony prześladowanych robotników powstał Komitet Ochrony Robotników.

Zbliżenie Kościoła, lewicy, robotników oraz inteligencji

Pod jednym względem to było niezwykle ważne wydarzenie – narodziny tego komitetu pozwoliły na połączenie mostem dwóch brzegów rzeki – robotników i inteligencji. Gdy w 1968 roku z protestami na ulice wyszli studenci, robotnicy w swojej większości pozostali obojętni zarówno na protesty, jak i brutalne ich stłumienie oraz rozpoczętą później nagonkę antysemicką. Parę lat później to już studenci całkiem obojętnie obserwowali protestujących na ulicach robotników, niby płacąc im podobną monetą za brak wsparcia, lecz w rzeczywistości zamykając drogę do społecznej solidarności oraz dając reżimowi wolną rękę do dalszego prowadzenia polityki opartej na zasadzie „dziel i rządź”. Kolejne ważne zbliżenie nastąpiło pomiędzy Kościołem i lewicowymi intelektualistami. T. Garton Ash pisze, że jedni, np. filozof Leszek Kołakowski, po długich poszukiwaniach doszli do wniosku, że najlepszym substytutem chrześcijaństwa jest chrześcijaństwo, drudzy, np. Adam Michnik, zrozumieli, że Kościół w komunistycznej Polsce był ważną, a być może nawet najważniejszą, twierdzą broniącą praw ludzkich i obywatelskich.

A. Michnik określił „Solidarność” mianem ruchu antyutopijnego. „Naszą jedyna utopią były Dziesięć przykazań Bożych i Ewangelia – z wyjątkiem przykazania o cudzołożeniu“, – żartował w rozmowie z Danilem Cohn-Benditem. W innej rozmowie A. Michnik nazwał „Solidarność” konfederacją przeciw złu. Jego zdaniem, „Solidarność“ zjednoczyła w jednym nurcie trzy wielkie kultury polityczne – katolicki nacjonalizm, populizm klasy robotniczej, czyli żądania społeczno-gospodarcze, oraz demokratyczną kulturę inteligencji. W skrócie, słowo solidarność nie było dźwięcznym sloganem czy pierwszym lepszym pomysłem na nazwę ruchu. Solidarność stanowiła istotę tego ruchu.

Miłosierny Samarytanin i istota solidarności 

W tym miejscu należy przypomnieć sobie myśli ks. J. Tischnera o istocie solidarności. Kapłanem ruchu „Solidarności“ zwany duchowny jeszcze w 1981 roku – przed wprowadzeniem stanu wojennego, w szczytowym okresie „Solidarności” – rozważał co nastąpi potem. Ostrzegał, że nie każde „my”, nie każde „razem” już z założenia jest solidarnością. Ksiądz twierdził, że nas może łączyć mnóstwo rzeczy – język, krajobraz, obywatelstwo i wiele innych. To jest raczej wspólny mianownik, a nie solidarność, ponieważ solidarność jest świadomą decyzją do podjęcia nie tylko własnego brzemienia. Ksiądz doszukuje się istoty solidarności w liście św. Pawła do Galacjan: „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie zakon Chrystusowy“. Zatem, bycie solidarnym oznacza świadomą decyzję do przyjęcia cudzego brzemienia. Inny człowiek staje się dla mnie ważny, gdy ja decyduję się na podjęcie części jego brzemienia. Ks. J. Tischner pisał, że solidarność znaczy również to, że często cudze brzemię staje się cięższe od własnego.

W etyce Tischnera pojęcie solidarności jest oparte na chrześcijańskim personalizmie. Akcentuje to, że solidarność nie może być narzucona z zewnątrz, bez względu na szlachetność celów. Cnota solidarności pochodzi z głębi serca. Ks. J. Tischner opiera argument na wzorze Miłosiernego Samarytanina – nikt go nie zmuszał do zatrzymania się i udzielenia przy drodze pomocy dla rannego. Przecież inni spokojnie przechodzili obok. Miłosierny Samarytanin również żyje w określonym społeczeństwie, w określonym kontekście religijnym i politycznym. Jednak jego postępek, tak odbiegający od czynów mijających rannego przechodniów, jest dowodem na to, że kierujący się głosem sumienia człowiek jest zdolny do przekroczenia wszelkich struktur i ograniczeń tego świata. Prawdziwa solidarność jest pochodzącą z głębi sumienia potrzebą odpowiedzi na wołanie o pomoc cierpiącego. Prawdziwą solidarnością jest solidarność sumienia, twierdził ks. J. Tischner.

Ponadto, akcentuje jeszcze jedną ważną sprawę – narodzona z Ewangelii solidarność łączy ludzi bez potrzeby wrogów czy oponentów. Solidarność rodzi się nie ze zjednoczenia przeciwko komuś, lecz ze zgromadzenia się w imię czegoś, co ma być zrobione. Wobec takiego kontekstu słów J. Tischnera możemy lepiej uzmysłowić sobie istotę ruchu „Solidarności” i misję walki o przywrócenie praw ludzkich, demokrację, pluralizm oraz sprawiedliwość społeczną. Zwycięstwo „Solidarności” stało się nie tylko politycznym tryumfem, to była rewolucja wartości.

Komitety partii oraz nowy ewolucjonizm 

Słowa ks. J. Tischnera pozwalają zrozumieć sformułowaną u zalążków „Solidarności” misję tworzenia własnych komitetów, zamiast palenia komitetów partii. Jacek Kuroń i Adam Michnik ochrzcili ową koncepcję mianem nowego ewolucjonizmu. Myśl był całkiem prosta: Polacy, zamiast kierowania całej uwagi na walkę z partią, powinni organizować się i skupiać poza strukturami partii-państwa. Takie gromadzenie się miało dać każdemu obywatelowi możliwość powolnego poszerzania własnej przestrzeni negatywnej wolności i samostanowienia. Zakładano, że z biegiem czasu partia stałaby się potiomkinowską wioską – mistyfikacją dla carów z Moskwy. Z drugiej strony, oddolna organizacja społeczeństwa nieuchronnie prowadziła do reakcji partii, która zaczęła odczuwać presję skupionego w świetle wspólnego ideału zjednoczonego społeczeństwa obywatelskiego.

Społeczeństwo obywatelskie walczyło nie o utopię, nie o obietnicę idealnego społeczeństwa bez konfliktów. „Nie powinniśmy walczyć o idealne, wolne od konfliktów, społeczeństwo, lecz o społeczeństwo pełne konfliktów, które rozwiązuje je według demokratycznych zasad”, – pisał A. Michnik. Wspominając J. Tischnera, do demokratycznych zasad gry należy dodać wymiar solidarności, który również nie oznacza braku konfliktów, lecz podkreśla ideał wspólnego dobra i troski o bliźnich, zwłaszcza najbardziej zagrożonych. Mion zdaniem, właśnie wymiar solidarności zapobiega przekształceniu się demokracji w zwyczajny mechanizm, którego działanie nie jest oparte na jakichkolwiek wartościach.
Ten sam A. Michnik w wywiadzie dla tygodnika „Polityka” świetnie wyłuszczył znaczenie solidarności oraz demokratycznych zasad rozgrywki. „Nie możemy zapominać, że mamy jedna Polskę i to jest nasz wspólny dom, którego nie możemy dzielić na osobne kantony dla komunistów i antykomunistów czy zwolenników i przeciwników aborcji. Musimy odnaleźć wspólny język, który pomoże nam mieszkać razem w naszej wspólnej Polsce”, – powiedział on. Idea solidarności według Tischnera jest oparta na zachęcie do przekroczenia swojego ja w poszukiwaniu my – poszukiwaniu sposobu na współistnienie. Takiej koegzystencji, która pochodziłaby nie z podziału na wrogów i przyjaciół, lecz obywatelskiej zgody, kontraktu wartości.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!