Opinie
Antoni Radczenko

Majdan: Matko zabitych demonstrantów, módl się za nami… (2)RELACJA Z KIJOWA

Rewolucja w Kijowie ma na swoim koncie już 6 ofiar śmiertelnych, kilkudziesięciu rannych, pobitych i porwanych osób. Sytuacja jest patowa. Żadna ze stron nie może się poddać. Znalezienie kompromisu też jest bardzo trudne.

Rezygnacja dla Janukowycza oznaczałaby absolutną utratę twarzy, bo po raz drugi byłby usunięty pod wpływem żywiołu ludzkiego. Pójście na współpracę opozycji z prezydentem nie zezwoliłaby najbardziej aktywna część ich elektoratu. „Nie wierzę w użycie siły. Wojsko raczej trzyma się neutralności. Wątpię, aby kierownictwo wojskowe zdecydowało się walczyć z własnym narodem” – powiedział przed tygodniem Dmitro Krapiwenko, ukraiński dziennikarz. I chyba to się sprawdza, bo Wiktor Janukowycz podpisał ustawę o amnestii dla uczestników protestów antyrządowych i anulował tzw. „ustawy dyktatorskie”.

Rosyjski ślad

Majdan roi się od teorii spiskowych. Podziurawiona przez snajpera ściana urosła do miejsca kultu. Przy niej robią zdjęcia turyści i mieszkańcy Kijowa. „Starzy” bywalcy protestu opowiadają rozmaite historie.
„Wiesz kto to zrobił? To emerytowani milicjanci i KGB-iści. Są bardzo wpływowi. Mają swoją własną tajną organizację” – tłumaczył mi Andrij z anarchistyczno-artystycznej komuny „Mistyczny Barbakan”. Mają tu również swój namiot, który jest obwieszony plakatami baćki Macno i anarchistycznymi hasłami. Organizują spotkania i wykłady. Występował tutaj mufti oraz rabin, więc serwowane, zwłaszcza przez rosyjskie media, informacje o „średniowiecznym” ukraińskim antysemityzmie są mocno przesadzone.

Inna teoria, która krąży po Kijowie, to kto tak naprawdę stoi za Janukowyczem? Odpowiedź jest prosta – Kreml. Większość moich rozmówców jest przekonana, że tak naprawdę z demonstrantami walczy nie ukraiński Berkut, a przebrani rosyjscy komandosi z kontrterrorystycznej grupy „Alfa”. Mówią o tym ’’majdańczycy’’ oraz zwykli mieszkańcy Kijowa. „Być może nie stoją w pierwszym szeregu, ale torturowanie protestujących, to ich sprawa. Zresztą z nagrań można usłyszeć, że mówią po rosyjsku bez ukraińskiego akcentu” – przekonywał mnie mieszkaniec Kijowa Wiktor, który pochodzi z polsko-ukraińskiej rodziny z zachodniej części kraju.

„Jestem z wykształcenia filologiem i jakoś nie usłyszałem tam moskiewskiego akcentu. Myślę, że to bardziej reakcja obronna, na zasadzie, że Ukrainiec z Ukraińcem nie może postępować w ten sposób. Co się dotyczy snajperów, to z pewnością, są jacyś rosyjscy doradcy, być może faktycznie zaproponowali: „Zabijcie jednego, a inni się przelękną i uciekną”. Stało się wręcz odwrotnie. Zresztą, podczas pomarańczowej rewolucji też strona Janukowycza miała rosyjskich doradców. I też raczej udzieli niedźwiedziej przysługi. A kto naciskał na spust nie ma większego znaczenia. Być może wykonawca już dawno nie żyje i nigdy się o tym nie dowiemy” – skomentował sprawę Krapiwenko.

Nacjonaliści i kozacy

Majdan nie jest monopoilityczny. Majdan to kłębowisko przeróżnych partii, ugrupowań, organizacji i opcji politycznych. Są tu liberałowie, socjaliści, euroentuzjaści, anarchiści, populiści i ludzie bez głębszych przekonań politycznych. Jednak jedną z pierwszych rzeczy, która się rzuca w oczy i z którą głupio by polemizować, to morze czerwono-czarnych flag ukraińskich nacjonalistów. Trudno powiedzieć, jaki jest ich odsetek. Nikt nie prowadził stosownych badań. Z pewnością nacjonaliści lub ugrupowania do nich zbliżone należą do najbardziej aktywnych i widocznych. Nacjonaliści też nie są grupą jednolitą, jest kompilacja kilku ugrupowań. W przeszłości niejednokrotnie między sobą konfliktowały. Obecnie zjednoczyli się pod nazwą „Prawy sektor”.

Na Majdanie co pięć minut ktoś krzyczy: „Sława Ukrainie”. „Herojam sława” – odpowiada tłum. „Sława naciji” – zaczyna ktoś inny. „Śmierć wragam” – wtóruje setka głosów. Nacjonaliści lub grupy do nich zbliżone są najbardziej aktywne w walce z milicją i „berkutowcami”. To właśnie oni pierwsi starli się z siłami rządowymi, kiedy zaczęła się lać krew. Co prawda, razem z nacjonalistami w walkach ulicznych od samego początku wzięli udział lewicowi radykałowie. Z pewnością ta grupa była nie tak liczebna. I nie patrząc, że na co dzień obie opcje za sobą nie przepadają, to w walce z Berkutem znaleźli wspólny język…

„Tu są wszyscy. Takie jest społeczeństwo. Nie da się tego ot tak po prostu wyeliminować. Po prostu chcemy żyć w normalnym kraju” – wytłumaczył jeden z majdańczyków.

O ile najbardziej widoczną siłą są nacjonaliści, to do najbardziej barwnych należą kozacy. Trochę operetkowi. Trochę, jak na nasz gust, groteskowi. Z czubami, wąsami, w papachach i z nahajkami. Niektórzy z nich przypominali postacie, jakby żywcem wyjęte z filmu „Ogniem i mieczem”. Chociaż do swych obowiązków, na przykład do regulowania ruchu, podchodzą jak najbardziej serio.

Organizacje kozackie na Ukrainie zaczęły się odradzać na początku lat 90-tych. Nie ma jakiegoś jednego ogólnoukraińskiego ruchu kozackiego. Teoretycznie każdy może założyć swoje własne wojsko kozackie. Są kozackie grupy stricte etnologiczne i folklorystyczne, są organizacje qazi skautowskie – promujące zdrowy tryb życia oraz wartości tradycyjne, są też oddziały, które bardziej skłaniają się do prawicy politycznej. Są też kozacy na Krymie oraz na Wschodniej Ukrainie, którzy sympatyzują Rosji. Ruch kozacki najlepiej charakteryzuje ukraińskie przysłowie: Gdzie dwóch Ukraińców, tam trzech hetmanów…

Młodsi bracia, „musora” i Łukaszenka

Z pewnością cała symbolika i hasła „banderowskie” może razić. Zwłaszcza Polaków. Mimo zaszłości historycznych i konfliktów z przeszłości, to raczej retoryki antypolskiej na Majdanie nie ma. Tu i ówdzie są flagi polskie. Częściowo noszone również przez Ukraińców. Na obecnym etapie Litwa i Polska są odbierane, jako sojuszniczki. Być może taktyczne, ale jednak sojuszniczki…

„Fajnie. Litwa będzie przyjmować naszych rannych. Wasza prezydent powiedziała o tym dzisiaj” – dziękował za wsparcie Andrij z „Mistycznego Barbakanu”. „A czy ich puszczą przez granicę?” – rzuca niepewnie dziewczyna stojąca obok. „Jasne, że przepuszczą. Pogranicznicy to przecież nie „musora” (rosyjskie pogardliwe określenie milicjantów – przyp. red.). Granica jest nasza. Tam pracują normalni ludzie. Nasi chłopcy. A, ni ci pederaści” – uspokaja Andrij, wskazując ręką na dach blisko leżących domów. Tym samym nawiązuje do historii ze snajperami…

Jeśli już można usłyszeć akcenty nacjonalistyczne, to raczej skierowane przeciwko Rosji. Na jednej z barykad wisi napis: „Jesteśmy z Rosjanami jednej krwi, ale nie jesteśmy braćmi. Braterstwo to niewolnictwo”. „Dlaczego oni mówią, że jesteśmy ich młodszymi braćmi? To oni są naszymi młodszymi braćmi. To u nas powstało pierwsze państwo – Ruś Kijowska. Chociaż tak naprawdę nie nazywała się Rusią. To później rosyjska propaganda tak nazwała tamte państwo. Zresztą przez wiele lat mieszkałem w Rosji, oni nie są żadnymi Słowianami. W dwóch trzecich są pochodzenia mongolskiego. To widać na podstawie ich mowy” – przekonywał mnie z zapałem jeden z majdańczków, kiedy stanąłem ogrzać się przy ognisku.

Narodziny narodu

Kiedy panuje względny spokój, to ludzie zbierają się przy ogniskach i dyskutują. O przyszłości. Teraźniejszości. Krytykują władzę obecną i poprzednią. Wiktor Juszczenko jest mniej więcej tak samo znienawidzony, jak obecny prezydent. Niejednokrotnie słyszałem oskarżenia pod adresem lidera pomarańczowej rewolucji, że to właśnie on doprowadził do władzy Janukowycza.

Czasami padają stwierdzenie wielce egzotyczne. „Byłem na zawodach sportowych na Białorusi, tam to jest porządek. Drogi piękne. Transport elegancki. Łukaszenka jednak umie doprowadzić do porządku, nie to co u nas” – chwalił się mężczyzna w średnim wieku. „To co proponujesz wprowadzić dyktaturę?” – oburzali się jego towarzysze. Być może z powodu obecności zagranicznego dziennikarza. Zresztą do dziennikarzy stosunek jest bardzo ciekawy. Z jednej strony panuje pełna przyjaźń i otwartość. Z drugiej absolutna niechęć do robienia sobie zdjęć. Zwłaszcza twarzy. Taka ostrożność wygląda trochę przesadnie, biorąc pod uwagę fakt, że z Majdanu translacje telewizyjne są prowadzone non stop. „Nie. Dyktatura nam nie jest do niczego potrzebna, ale porządek musi być” – nie ustępował aktywista.

„A nie boicie się, że Ukraina się rozpadnie?” – zagaduję grupkę osób przy płonącej beczce. „Już nie. Teraz jesteśmy narodem. Właśnie się narodził naród. Teraz tak łatwo się nie damy. Już nie ma podziału na Wschód i Zachód. Na rosyjskojęzycznych i ukraińskojęzycznych. Protesty są również na zachodzie kraju” – odpowiedział mężczyzna. Inni pokiwali głową wyrażając swoją aprobatę. „Być może jeden, czy drugi region się oddzieli, ale tak to raczej nie…” – zasugerował nieśmiało młody majdańczyk stojący obok…

Euromajdan czy po prostu Majdan?

Na samym początku ludzie faktycznie chcieli postawić swój kraj na tory eurointegracji. W większości byli to intelektualiści oraz dziennikarze. Później po brutalnej akcji milicji z początku grudnia ubiegłego roku uczestnicy Majdanu protestowali przeciwko brutalności władz. Protest jednak miał charakter pokojowy. Żądania również były dosyć umiarkowane. Nikt nie chciał dymisji Janukowycza. Mimo wielu zastrzeżeń był i nadal pozostaje prezydentem wybranym w wolnych wyborach, uznanych również przez obserwatorów zza granicy. Sytuacja kardynalnie się zmieniła na początku stycznia, kiedy doszło do otwartej, siłowej konfrontacji rządu i opozycji. Teraz eurointegracja zeszła na dalszy plan, a podstawowym celem stało się usunięcie Janukowycza, bo to właśnie on jest najbardziej kojarzony z korupcją, która przeżarła wszystkie instytucje państwowe. „Czy milicja bierze łapówki? A czy ludzie mogą nie oddychać?” – brzmi kawał z ulicy.

Z pierwszym Majdanem porównania są również bardzo umowne. De facto łączy tylko nazwa. „Wtedy było mniej więcej wszystko jasne. Był klarowny cel i pretekst. Sfałszowane wybory. Protest raczej był sterowany z góry. Teraz sytuacja kardynalnie się zmieniła. Protest ma charakter oddolny i opozycja tylko nominalnie nim kieruje” – wytłumaczył różnicę Krapiwenko.

Modlitwa protestu

Diaspora polska w Kijowie oficjalnie liczy około 60 tys. osób. W kilku kościołach są odprawiane msze również w języku polskim.
Podczas niedzielnej mszy w kościele Św. Mikołaja świątynia nie była wypełniona po brzegi. Mimo, że kościół oficjalnie nie popiera żadnej ze stron, to wydarzenia na Majdanie zdominowały niedzielną modlitwę.

„Ukraina jest w wielkiej ciemności. Ukraina jest w wielkim niebezpieczeństwie i w wielkim napięciu. Największym wrogiem nie jest ani rząd, ani milicja. Największym wrogiem jest strach” – mówił podczas kazania ksiądz.

Później była modlitwa: Matko zabitych demonstrantów módl się za nami. Matko przetrzymywanych módl się za nami. Matko przesłuchiwanych módl się za nami…

Link do części pierwszej.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!