Opinie
Małgorzata Kozicz

Kremlu, nie sfałszujesz naszej historii. Masowa akcja Litwinów w internecie

W odpowiedzi na próby sfalsyfikowania historii walk powojennej partyzantki na Litwie i w krajach bałtyckich podjęte przez Rosję, tysiące Litwinów dołączyły na Facebooku do akcji zatytułowanej "Kremlu, nie sfałszujesz naszej historii". Czy takie inicjatywy obywateli mogą zastąpić oficjalne działania władzy? Politycy i eksperci różnią się w opiniach na ten temat.

Kremlu, nie sfałszujesz naszej historii. Masowa akcja Litwinów w internecie
Fot. Facebook

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji w piątek opublikowało na Facebooku wiadomość dotyczącą rzekomo zamordowanych przez powojennych partyzantów mieszkańców Litwy. Dezinformujące komunikaty pojawiły się po tym, gdy NATO w ubiegłym tygodniu opublikowało wideo o partyzantach krajów bałtyckich – leśnych braciach – którzy sprzeciwiali się władzy sowieckiej.

Znany litewski dziennikarz Andrius Tapinas zachęcił użytkowników internetu, aby na stronie ministerstwa zostawiali hashtag #Кремльнашуисториюнеперепишешь (Kremlu, nie sfałszujesz naszej historii). W niedzielę rano takich komentarzy było ponad 12 tysięcy. Internauci głosując na stronę sprawili także, że jej ranking z 4,2 spadł do 1.

„Historyczne interpretacje to także jedna z odsłon rosyjskiej propagandy, to odbywa się stale i to zaostrzenie jest wyczuwalne ze strony rosyjskiej. Oczywiście, trzeba reagować na takie sprawy, tym bardziej, że mamy co powiedzieć. Jest to stały proces i bardzo dobrze, że biorą w nim udział nie tylko instytucje państwowe, lecz także obywatele, i te inicjatywy obywateli są bardzo ważne, może nawet znacznie ważniejsze niż gdyby władza kazała coś zorganizować” – podkreślił w rozmowie z agencją informacyjną BNS minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius.

W akcji internetowej wziął udział między innymi dziennikarz radiowy Dariusz Malinowski, który przetłumaczył apel Andriusa Tapinasa na język polski.

„O całej sprawie dowiedziałem się zupełnie przypadkowo, za sprawą share’ów moich znajomych z Litewskiego Związku Strzelców. Większość z nich, która miała akurat dostęp do komputera i spędzała czas na FB, puściła info w świat: Ukraina, Rosja, Polska itd., i w ciągu dość krótkiego odstępu czasu udało się, moim zdaniem, osiągnąć bardzo dobry wynik. Kilkanaście tysięcy wpisów sygnowanym specjalnym hashtagiem, zbicie ratingu profilu rosyjskiego MSZ’u do 1 (sic!), no i oczywiście zagranie trochę na nosie propagandystom kremlowskim” – mówi Malinowski.

„Nie łudźmy się, nie jest to jakieś super zwycięstwo, ale nie ukrywajmy… Rosjan musiało zaboleć. Tak jak pisał Tapinas, mogę wyłączyć funkcję stawiania ocen dla profilu, mogą zgenerować nowe statystyki, usunąć komentarze, ale i tak my i oni będziemy wiedzieli, że tym razem szala zwycięstwa była po naszej stronie” – dodaje dziennikarz.

Oddolne akcje popiera także Marcin Rey, autor bloga „Rosyjska V kolumna w Polsce”.

„Moim zdaniem jest to najlepsza rzecz, którą można zrobić. Staramy się to robić również w Polsce, co prawda, mało jest jeszcze u nas takich akcji z udziałem kilkunastu tysięcy obywateli. Jeżeli mówimy o celu ostatecznym, to wyobrażam sobie takie legiony internetowe. Tam, gdzie jest wysyp komentarzy prorosyjskich, trzeba się zorganizować i iść ławicą odpierając każdy komentarz fałszywy. Tym samym można odwrócić pozorne wrażenie, że w niektórych miejscach internetu tak zwane trolle są w absolutnej większości. Jest takie zjawisko, że jeżeli ktoś nie mający wyrobionego poglądu wchodzi w jakieś miejsce w internecie i widzi, że 95 proc. komentarzy jest za Putinem, automatycznie nabiera przekonania, że może trzeba się podporządkować – to jest naturalna psychologia. Chociażby to trzeba odwrócić. Ale nie zrobią tego żołnierze w koszarach, ponieważ wklejenie kilkaset razy tego samego komentarza będzie sztuczne, internet tego nie kupi. Trzeba się wzorować na przeciwniku – stworzyć środowisko antydezinformacyjne, które będzie zorganizowane tak spontanicznie, tak luźno, w tak zdywersyfikowany sposób, jak Rosjanom udało się zorganizować swoje środowisko powielające propagandę” – przekonuje Rey.

Mimo że tym razem internauci byli szybsi, na komunikaty Rosji reagowała także Grupa Komunikacji Strategicznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych Litwy, między innymi publikując grafiki na Twitterze:

„Może to być i odpowiedź, i pretekst, i chęć skompromitowania po raz kolejny wysiłków NATO do zwiększania obecności Sojuszu w regionie. Nie zapominajmy, że odbywają się ćwiczenia, podczas ćwiczeń wykorzystywane jest uzbrojenie, i skompromitować ten proces należy na wszelkie sposoby, na przykład skojarzyć, że NATO jest taką organizacją, która wspiera faszystów, co, delikatnie mówiąc, mocno mija się z prawdą, ale można to wykorzystywać i w ten sposób tłumaczyć” – komentował szef litewskiej dyplomacji Linkevičius

Dr Adam Lelonek, prezes Centrum Analiz Propagandy i Dezinformacji uważa, że mimo iż akcje społeczne mają dużą skuteczność psychologiczną dla różnych grup użytkowników internetu, to jednak nic nie jest w stanie zastąpić oficjalnej polityki państwa i oficjalnych stanowisk komunikatów wysyłanych publicznie, oficjalnymi kanałami.

„Jest tak z m.in. powodu specyfiki funkcjonowania mediów i międzynarodowych agencji informacyjnych. Niemniej jednak takie akcje mogą być skuteczne w długim okresie, gdyż samoistne, oddolne zaangażowanie się obywateli danego państwa w akcję społeczną będzie miało większy zasięg, skuteczność i efekt, niż działanie opłacanych trolli, realizujących polecenie służbowe. Na pewne rzeczy po prostu musi być reakcja państwa. Warto jednak pamiętać, iż Kreml wyspecjalizował się w działaniach państwowych, realizowanych tymi formalnie nieoficjalnymi kanałami, co daje duże pole manewru, jednak takie działanie nie pociąga za sobą społeczeństwa, nie wzmacnia go i nie jednoczy”.

„Tutaj nie do przecenienia jest sfera emocjonalna, jednoczenie się internautów, dziennikarzy, ekspertów i różnych środowisk wokół jakiegoś tematu ważnego dla państwa. Taka społeczna aktywność ponad podziałami to też jasny i mocny sygnał dla polityków. W ten sposób wysyła się komunikat do info-agresora, że jego działania spotkały się ze zdecydowaną reakcją, są więc ujawnione i wzbudzają niechęć, co powoduje, że jego działania zaczynają być kontrskuteczne. W dalszej kolejności mamy przekaz dla polityków, których zawód polega też na dostosowywaniu się do trendów i opinii publicznej. Trzeba coś zrobić, zająć stanowisko, wspierać własnych wyborców i również wysłać mocny komunikat publicznie, mając tysiące ludzi o takich samych poglądach za swoimi plecami” – zauważa dr Lelonek.

„Przestrzeń internetowa różni się od przestrzeni medialnej, jest naturalniejsza, w demokratycznych państwach jest poza kontrolą polityczną. Mniejsze potencjałem militarnym czy gospodarczym państwo może zwyciężyć w internecie ze znacznie silniejszym przeciwnikiem, za pomocą satyry, ironii czy żartu. Może zainteresować opinię publiczną jakimś tematem globalnie. Efekt kuli śniegowej to tylko jeden z aspektów. Kremlowscy propagandyści próbują rozbijać jedność Zachodu, ale i jedność społeczeństw poszczególnych państw, zwiększać ich polaryzację, generować konflikty wewnętrzne. Oddolne akcje społeczne robią coś dokładnie przeciwnego, czyli zakłócają proces realizacji celów przez Rosję. Aktywność społeczna powinna być priorytetem każdego z państw zachodnich, która powinna być promowana, wspierana i rozwijana przez wszystkie szczeble administracji państwowej, gdyż to właśnie społeczeństwa są każdego dnia poddawane zakrojonym na szeroką skalę wrogim działaniom w przestrzeni informacyjnej. Szukanie nowych rzeczy (tematów politycznych, emocji, wyzwań, zagrożeń), które jednoczą własnych obywateli, a nie dzielą, jest gwarantem długoterminowej skuteczności takich inicjatyw, ale i zwiększania bezpieczeństwa państwa” – podkreśla ekspert.