Opinie
PAP

Kornat: Stalin dokonał faszyzacji bolszewizmu

W dziełach polskich sowietologów w okresie międzywojennym bardzo wyraźnie widoczna była myśl o ekspansjonizmie sowieckim. Pozyskawszy ideologię komunistyczną Rosja stała się jeszcze groźniejsza i skuteczniejsza, niż ekspansjonizm carski - mówi PAP prof. Marek Kornat z Instytutu Historii PAN.

PAP: Jak w pierwszych latach po przewrocie bolszewickim z 1917 r. oceniano przyczyny tak szybkiego zawalenia się systemu politycznego carskiej Rosji oraz przejęcia władzy przez grupę polityczną o stosunkowo niewielkim poparciu społecznym?

Prof. Marek Kornat: Podkreślano przede wszystkim szczególną sytuację jaką wytworzyła I wojna światowa. Postrzegano doświadczenia rosyjskie jako rezultat bezprecedensowego konfliktu, który przyniósł Rosji wyniszczenie struktur państwa i zaowocował przewrotem politycznym. Koncepcji wyjaśniających fenomen zwycięstwa bolszewików było sporo. Ich autorzy doszukiwali się często głębszych przyczyn wydarzeń roku 1917. Pojawiła się między innymi teoria „młodszości cywilizacyjnej” Rosji. Jeżeli uznamy Zachód za centrum cywilizacji, to Rosja jest obszarem peryferyjnym i z pewnym opóźnieniem recypuje elementy cywilizacji zachodniej. Płytkie przyswojenie tego dorobku skutkowało pojawieniem się gwałtownej reakcji barbarzyństwa w postaci antycywilizacyjnego krachu. Jeden ze zwolenników tej teorii, wybitny polski socjolog Florian Znaniecki uważał, że bolszewizm jest uniwersalnym doświadczeniem ludzkości i jego pojawienie jest możliwe wszędzie, jeśli tylko pojawią się odpowiednie warunki, takie jak wyniszczająca wojna.

Rewolucję bolszewicką analizował oczywiście Jan Kucharzewski, który głosił, że w Rosji mamy do czynienia z osobliwym zjawiskiem. Marksizm nie został wymyślony w Rosji, ale jego recepcja w tym kraju była specyficzna. Nabrał on cech swoiście rosyjskich, stając się nową religią. Zwolennicy marksizmu w Rosji podeszli do dzieł Marksa z charakterystycznym dla tego społeczeństwa religijnym uwielbieniem, stali się wyznawcami tej teorii stosunków społecznych, importowanej z Zachodu. Tak wytworzył się w Rosji bezkompromisowy maksymalizm rewolucyjny, podczas gdy w Niemczech marksizm ukształtował się w sposób umiarkowany, wytwarzając socjaldemokrację.

W Rosji inaczej – postał zbrodniczy bolszewizm. Niemcy były oczywiście krajem wyżej rozwiniętym, zachodnim, pozbawionym doświadczenia autokracji caratu. W sprzyjających okolicznościach bolszewicy sięgnęli po władzę. Ale w niemniej korzystnych warunkach, w Niemczech nie powiódł się bolszewicki projekt, tylko socjaldemokracja ocaliła je przed takim scenariuszem. Teoria Jana Kucharzewskiego jest z pewnością ważna dla wytłumaczenia fenomenu bolszewizmu, chociaż oczywiście nie była i nie jest „ostatnim słowem” nauki historycznej.


PAP: Jan Kucharzewski podkreślał element ciągłości dawnego porządku carskiego i rządów bolszewickich. Kiedy po raz pierwszy opisano nowe systemy polityczne przez pryzmat powszechnie stosowanych dziś pojęć jak totalizm i totalitaryzm?


Prof. Marek Kornat:
Najistotniejszym założeniem Kucharzewskiego jest teza o ciągłości między Rosją caratu i Rosją Lenina oraz Stalina. Wielowiekowa autokracja zrodziła autokrację nowego typu. Rewolucja nie przyniosła wolności, w imię której została wywołana, lecz nową niewolę. Polscy krytycy tej koncepcji (np. Wacław Lednicki albo Józef Mackiewicz) zauważali, że występuje oczywiste niepodobieństwo między rządami carów (zwłaszcza Mikołaja II) a tyranią rządów sowieckich. Tyle tylko, że Kucharzewski nie usiłował dowieść, że między Rosją caratu a Rosją bolszewików zachodzi analogia. Tłumaczył tylko jedno: autokracja samodzierżawia w Rosji zrodziła u rewolucjonistów mentalność fanatycznej negacji dotychczasowego porządku. Przyniosła bezkompromisowe zniszczenie starego państwa i wznoszenie na jego gruzach nowego. Stało się ono zbrodniczą dyktaturą grupy zawodowych rewolucjonistów.

Kiedy mowa o pojęciach „totalizm” i „totalitaryzm” – należy najpierw przypomnieć znaczenie ich treść. Kiedy Europa wkroczyła w okres dziś nazywany międzywojennym nie istniały jeszcze oczywiste dziś pojęcia autorytaryzmu i totalitaryzmu. Mówiono wówczas o demokracji i dyktaturze. Ta druga była zaprzeczeniem tej pierwszej. Do I wojny światowej w Europie istniały dwie monarchie autokratyczne – ograniczona po 1905 r. monarchia rosyjska oraz turecka, jeśli Imperium Osmańskie zaliczymy do Europy. Nikt nie nazywał ich autorytarnymi. Pojawienie się nowego rodzaju ustroju politycznego zostało zauważane po pojawieniu się ustroju sowieckiego w Rosji, a następnie włoskiego faszyzmu pięć lat później (1922).

Pod wrażeniem doświadczeń rosyjskich i włoskich pojawiło się przeświadczenie o konieczności ich opisu poprzez nowy zestaw pojęć i analiz. We Włoszech o nowym systemie politycznym nie pisano jako o „totalitaryzmie”, ale o „państwie totalitarnym”. W Niemczech, przed rokiem 1933 pisano o „totalizmie” odnosząc to pojęcie do Sowietów i Italii. Obie teorie mówią o bezspornie nowym, szczególnym rodzaju dyktatury. Rosji i Włoch nie można było rozpatrywać przy pomocy dotychczasowych teorii dyktatury, która polega na rządach mniejszości narzuconych większości. Jak pisał prawnik i historyk idei Konstanty Grzybowski, gdyby mniejszość rządząca po dyktatorsku zyskała poparcie większości to ów porządek polityczny przestałby mieć charakter dyktatury.

Pojęcie totalitaryzmu opisuje nieznany wcześniej ustrój, którego cechą jest dążenie do ogarnięcia przez państwo „nowego typu” swoimi wpływami wszystkich dziedzin życia publicznego i prywatnego, znosząc w ogóle rozróżnienie tych sfer egzystencji człowieka. Włoska teoria totalitaryzmu sugeruje, że państwo totalitarne ma charakter na wskroś religijny, a jego celem jest podporządkowanie sobie całego człowieka, tak, aby wychować go do służby ideologii i uczynić z niego jej wyznawcę. Totalitaryzm z konieczności więc posługuje się nowoczesnymi technikami mobilizowania społecznego. Niemiecka teoria totalizmu nie szła tak daleko. Jej przedstawiciele stwierdzali, że totalizm to ustrój podporządkowujący całą sferę polityczną państwu, ale już nie każdy aspekt aktywności człowieka wraz z jego przeżyciami i uczuciami. Totalizm – w takim rozumieniu – to po prostu ustrój, który znosi pluralizm polityczny i ustanawia dyktaturę monopartii jako organizacji masowej i zmilitaryzowanej. Widoczna jest więc subtelna różnica pomiędzy tymi pojęciami, jakimi są totalizm i totalitaryzm.

Oczywiście trzecim w tym zestawie pojęciem z zakresu nauki o polityce jest „autorytaryzm”. Termin ten miał polską wersję: „autorytatywizm”. Termin ów powstał wraz z doświadczeniami jakie przyniosła Europie dyktatura Dollfussa w Austrii. Erich Voegelin (używający później imienia Eric) należał do pierwszych konceptualistów teorii autorytaryzmu. Ustrój taki definiowano najczęściej, jako system władzy z woli większości, ale różniący się od dziewiętnastowiecznych dyktatur choćby tym, że rząd poszukuje poparcia mas za sprawą takich instrumentów politycznych jak prorządowa partia. Opozycja legalną drogą nie może dojść do władzy. Na czele rządu w państwie tego typu stoi jednostka czerpiąca legitymizację swej nadzwyczajnej władzy z osobistego autorytetu. Może to być autorytet zasługi z tytułu domniemanego lub rzeczywistego przyczynienia się do ocalenia kraju przed katastrofą np. wojny domowej.

Ponieważ polska nauka prawa, która wydała pierwszych sowietoznawców w II Rzeczypospolitej, uzależniona była od aparatury czerpanej od Niemców – to też do analiz systemu sowieckiego powszechnie stosowano termin totalizm. Dopiero około r. 1938 pojawiły się książki wprowadzające pojęcie totalitaryzmu (np. Tadeusza Chromeckiego). Bez różnicy i niezbyt ściśle opisywano włoski faszyzm jako jeden z totalizmów.


PAP: Czy w dwudziestoleciu międzywojennym postrzegano komunizm tak jak dziś, jako system, którego jednym z głównych celów jest ekspansja światowa?


Prof. Marek Kornat:
Badacze, których moglibyśmy określić jako analityków sowieckiego bolszewizmu, nie mieli żadnych wątpliwości, że system sowiecki jest zaprogramowany w sposób uniwersalistyczny i dąży do podboju świata zewnętrznego, wykorzystując istnienie „pierwszego państwa proletariackiego”, jakie powstało na rosyjskiej ziemi. Nie był to dla nich system, który godzi się z sytuacją „burżuazyjnego otoczenia” mówiąc językiem Lenina. Większość znawców ustroju komunistycznego i państwa sowieckiego było przekonanych, że aspiracje do podboju świata są wpisane w samą naturę tego systemu, ale rozłożone w czasie. Z różnych przyczyn nie udało się ich spełnić po zakończeniu I wojny światowej. Nie powiodła się sowietyzacja Niemiec, która mogłaby zmienić losy Europy lub całego świata. Bolszewicy przegrali wojnę z Polską. Tak mniej więcej postrzegano system sowiecki w latach dwudziestych.

W latach trzydziestych ten sposób rozumienia tego systemu zasadniczo nie zmienił się, ale uległ pewnym przeobrażeniom. Jego polscy znawcy spoglądali z uwagą na stalinowskie eksperymenty zbrodnicze. Konstatowali, że za wschodnią granicą Polski dokonują się procesy i wydarzenia o niezwykłym znaczeniu i wyjątkowości, takie jak masowa kolektywizacja i terror godzący nie tylko w „obiektywnego wroga” reżimu, ale w samą partię bolszewicką oraz administrację i armię. Wszystko to sprawiło, że pod koniec lat trzydziestych wielu sowietologów patrzyło na ZSRS, jako na państwo, które milcząco wyrzekło się uniwersalistycznych ambicji i na jakiś przynajmniej czas zrezygnowało z narzucania swojego systemu innym narodom, pogrążając się we własnych problemach wewnętrznych. Wytworzyła się nawet cała szkoła myślenia politycznego, której przedstawiciele utrzymywali, że Związek Sowiecki jest krajem samoizolującym się, realizującym wizję utopii, a przez to nie zagraża otoczeniu. Ta teoria miała jakąś podbudowę w koncepcji euroazjanizmu, która głosiła, że Rosja jest osobnym euroazjatyckim światem, niemożliwym do mierzenia miarami typowymi dla cywilizacji Zachodu. W tym rozumieniu komunizm miał przynieść tylko usunięcie powierzchownej warstwy cywilizacji zachodniej, która była asymilowana w Rosji przed rewolucją w 1917 r.

Niezwykle interesująca teoria, której zwolennikiem był między innymi socjolog Aleksander Hertz, głosiła że Lenin przejął władzę w Rosji pod sztandarami jakkolwiek rozumianego socjalizmu, ale jego następca – Józef Stalin – stworzył coś w rodzaju rosyjskiej wersji faszyzmu. Stalin miał dokonać spektakularnej „faszyzacji bolszewizmu”. Przywódca ZSRS został „wyniesiony na ołtarze” jako wódz, więcej niż dyktator; stał się wcieleniem państwa i wyrazicielem jego aspiracji. Nastąpiła militaryzacja partii sowieckiej na wzór faszystowski.

Wydarzenia w Związku Sowieckim lat trzydziestych interpretowano jako abdykację bolszewizmu ze swoich uniwersalistycznych planów i ambicji, ale nie oznacza to, że opinia ta zapanowała powszechnie. Na Zachodzie zwalczali ją twórcy początków sowietologii, przedstawiciele emigracji rosyjskiej (silnie antysowieckiej). W Polsce głos sowietoznawców był również jasny.

PAP: W polskiej sowietologii międzywojnia wyjątkowe miejsce zajmuje idea prometejska. Jakie były jej założenia i jakich możliwości jej realizacji dopatrywano się w Polsce?


Prof. Marek Kornat:
Prometeizm wywodził się z przemyśleń Józefa Piłsudskiego i jego zwolenników, zwłaszcza takich jak zajmujący się sprawami narodowościowymi w PPS Leon Wasilewski. To oni, jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości doszli do przekonania, że pokonanie wielonarodowej i wieloetnicznej Rosji jest możliwe tylko wówczas, gdy przeciwko temu „więzieniu narodów” zwrócą się nie tylko pojedyncze narody, ale nastąpi sojusz uciskanych nacji zamieszkujących wielki obszar od Finlandii aż po Kaukaz. Na początku lat dwudziestych te koncepcje powróciły, kiedy nastał wprawdzie pokój ryski, lecz do prawdziwej normalizacji stosunków z państwem Sowietów było bardzo daleko.

Określenie ich jako prometejskie jest przypisywane oficerowi Oddziału II Sztabu Generalnego Tadeuszowi Schaetzlowi. Jego zadaniem było nawiązywanie kontaktów z tak zwaną „emigracją prometejską”, czyli przedstawicielami tych narodów, którym nie udało się uzyskać niepodległości po I wojnie światowej. Nastąpiło to w Turcji, gdzie służył on jako attaché wojskowy. Idea prometejska nie była oczywiście własnością polską. Funkcjonowała wśród wielu narodów ujarzmionych przez bolszewizm. Ich elity emigracyjne kontaktowały się ze sobą i prowadziły wspólną pracę intelektualną przygotowując się na okoliczność rozkładu państwa sowieckiego w przyszłości.

Polska polityka zagraniczna nigdy nie głosiła prometeizmu, jako swojej oficjalnej doktryny, ponieważ oznaczałoby to zanegowanie porządku ustanowionego traktatem ryskim. W roku 1932 doszedł jeszcze pakt o nieagresji, będący jednym z głównych filarów polityki równowagi. Poszanowanie jego zapisów było fundamentem polskiej dyplomacji. Jeśli jednak przyjrzymy się bliżej sposobowi myślenia elit piłsudczykowskich w latach 1936-1939, to dostrzeżemy, że nie obce im było kalkulowanie, iż ustrój sowiecki zawali się „od wewnątrz”, pod ciężarem swoich wad i zbrodni. Wówczas narody prometejskie podniosą sztandar walki o niepodległość, a Polska okaże im wsparcie i weźmie udział w tworzeniu nowego porządku politycznego, co przyniosłoby nowe urządzenie Europy Wschodniej. O jej przebudowie jako najważniejszej stawce prometeizmu mówił jeden z głównych oficerów polskiego wywiadu Edmund Charaszkiewicz. Trzeba jednak stanowczo podkreślić, że ówczesna Polska nie planowała wykorzystać prometeizmu do zbrojnej akcji na państwo sowieckie, o co oskarża ją dzisiejsza historiografia i publicystyka rosyjska. Gdyby tak było – w Warszawie nie zastanawiano by się ani chwili tylko przyjęto niemieckie oferty sojuszu przeciw Sowietom ponawiane od 1935 do wiosny 1939 r.

W swoich tekstach o prometeizmie podkreślałem, że paradoksem i dramatem ruchu prometejskiego w latach trzydziestych było to, iż jedyną siłą mogącą zmienić porządek polityczny w tej części Europy były Niemcy. Polska jednak nie skorzystałaby na tych zmianach. Być może nieco większe korzyści odniosłyby narody prometejskie. Niemcy dążyli do realizacji idei „przestrzeni życiowej” (Lebensraum) dla siebie, a nie zasad prometeizmu. Dostrzegała to część elit narodów ciemiężonych przez Związek Sowiecki. Część miała jednak złudzenia. Polsce nie pozostało nic innego, tylko trzymać prometeizm w rezerwie i przygotowywać się na okoliczność wewnętrznego załamania ZSRS.

PAP: Czy międzywojenna polska sowietologia miała swoją kontynuację po 1939 r. na emigracji?

Prof. Marek Kornat: Należy podkreślić, że nie istniało coś takiego jak jedna koncepcja sowietologiczna w międzywojennej Polsce i na uchodźstwie. Ze względu na oczywisty pluralizm myśli zaistniały różne idee. Można tu wymienić między innymi teorię Kucharzewskiego o wielkim przewrocie polegającym na przejściu od autokracji carskiej do zbrodniczej autokracji bolszewickiej. Inną niezwykle ważną ideą jest teoria „kolumbowego błędu” Wiktora Sukiennickiego. Jego zdaniem Lenin pokonując Rząd Tymczasowy myślał, że dotarł do socjalizmu, a tymczasem efektem jego przewrotu stała się nowa dyktatura, która tylko zastąpiła zwalczaną przez bolszewików autokrację carską. Kolumb sądził, że okrył Indie, a dotarł do wyspy Kuba. Podobnie Lenin odkrył nowy świat, tylko nie był to ten, którego pragnął.

Zasadniczo w dziełach polskich sowietologów bardzo wyraźnie widoczna była myśl o ekspansjonizmie sowieckim. „Odwieczna Rosja” miała być wielkim zagrożeniem dla swojego otoczenia. Pozyskawszy ideologię komunistyczną stała się jeszcze groźniejsza i skuteczniejsza, niż ekspansjonizm carski. Ten element polskiej sowietologii na emigracji jest najważniejszym przesłaniem, które polscy badacze próbowali wpoić światu. Trudno oceniać skuteczność tego przekazu.

Pytanie na ile poglądy polskich sowietologów międzywojennych były rozwijane po 1939 r. w nowych realiach, a zwłaszcza po II wojnie światowej – jest złożone. Trzeba powiedzieć, że polska powojenna myśl sowietologiczna nie wydała zbyt wielu ważkich dzieł w tak zwanych językach kongresowych, szczególnie angielskim. Sukiennicki zajmował się sowietologią tylko do końca lat sześćdziesiątych. Pisał głównie po polsku, a najważniejsze teksty publikował w paryskiej „Kulturze”. Są one więc dla obcego odbiorcy szerzej nieznane. Bez wątpienia trzeba widzieć w nich kontynuację przedwojennych dociekań, ale zawierają również ważne modyfikacje. O ile w okresie międzywojennym Sukiennicki był bardzo daleki od ocen eksperymentu sowieckiego, to jednak po II wojnie światowej stawiał w tej sprawie „kropkę nad i”, piętnując teorię „dyktatury proletariatu” i „centralizmu demokratycznego”, jako teoretyczne uzasadnienie rządzenia mniejszości większością poprzez zastosowanie przemocy.

Kontynuacją badań międzywojennych były bez wątpienia prace Stanisława Swianiewicza, który zajmował się pracą przymusową w Związku Sowieckim. Jego angielskojęzyczne dzieło z 1965 r. „Forced Labour and Economic Development” jest jednym z największych osiągnięć tego nurtu badań polskiej socjologii. Po angielsku skrót siedmiu tomów swojego dzieła opublikował również Jan Kucharzewski.

Te trzy przykłady są świadectwem kontynuacji przedwojennej polskiej sowietologii, ale niestety poza Kucharzewskim nie są to dzieła szerzej znane. Mając tak duże doświadczenia i wybitnych badaczy chyba można było na emigracji zrobić więcej na tym polu. Tak się jednak nie stało, między innymi z powodu dość wątłych podstaw organizacyjnych polskiego życia naukowego na emigracji. Pisano dużo, ale głównie po polsku.

Oczywiście pamiętać należy jeszcze o jednym. Otóż doświadczenia biograficzne, takich amerykańskich badaczy pochodzących z Polski, jak Richard Pipes czy Adam Ulam, również wpływały na światową sowietologię. Ich praca intelektualna nad systemem sowieckim była swoistym dziedzictwem realiów II Rzeczypospolitej, w której zdobywali wychowanie. Kto wie, czy może nie najbardziej znaczący wpływ na myśl sowietologiczną wolnego świata zdobył Leopold Łabędź, nie za sprawą prac jakie napisał, ale wieloletniej pracy redaktora pisma „Soviet Survey”.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!