Opinie
Katarzyna Kuckiewicz

Katarzyna Kuckiewicz: Patetyczny patriotyzm nie znajduje miejsca we współczesnym świecie

„Moje korzenie zbyt mocno wrosły w tę ziemię i nie mogę ich wyrwać”. Przejmującym głosem mówi do publiczności nie czterdziesto- czy pięćdziesięcioletnia osoba, która ma za sobą wiele rozterek, problemów, rozważań o tym, czy warto szukać szczęścia poza granicami kraju, a nie dawać sobie radę dzięki sztuczkom przerwania za kilkaset euro w wielkim mieście.

Mówi tak, wzniosłym i patetycznym tonem… nastolatka na konkursie krasomówczym „Pięknie opowiedzieć małą Ojczyznę”. Inni, nie mniej doniośle, przypominają nam, słuchaczom, że „Ojczyzna – to ziemia i groby”, powtarzając zapewne tytuł wypracowania, które kazała im napisać pani od polskiego.

Okraszone gąszczem cytatów i mądrych myśli, pełne pompatycznych wyrażeń i intonacji rodem z konkursu „Kresy” – tak wyglądały tegoroczne przemówienia. Pełne patosu i sztucznej egzaltacji, pełne… patriotyzmu.

Już na pierwszy rzut oka i czuć, że ten patriotyzm, ta opiewana w mowach miłość do Ojczyzny jest nienaturalna, wręcz wyuczona. I to nie ze złej woli uczniów – właśnie tego od nich oczekujemy. By tę swoją Ojczyznę, by tę swoją ziemię rodzimą, kochali i szanowali niczym żołnierze z Armii Krajowej, gotowi jej bronić, gotowi polec w walce o nią w każdej chwili.

Bo kochać swoją Ojczyznę – to mówić o niej z intonacją godną Mickiewicza i Słowackiego. Bo kochać swoją Ojczyznę – to wyrażać się o niej niczym główny bohater filmu o żołnierzach wyklętych. Bo kochać swoją Ojczyznę – to mówić głośno, z przejęciem i wręcz lekkim drżeniem w głosie.

To my – dorośli, odpowiedzialni za nauczanie przyszłych pokoleń, za tworzenie podstaw programowych, za układanie tematów wypracowań, za pomoc w wyborze cytatów do rozprawki, wiersza na konkurs „Kresy” czy myśli przewodniej na konkurs krasomówczy, zbyt często, ze zbyt wielką tęsknotą i melancholią wspominamy okres już dawno miniony, gdzie patriotyzm wyrażał się ułańską fantazją, heroicznymi czynami dziewicy-bohater Emilii Plater, gdzie chłopcy szli do boju, śpiewając „na stos rzuciliśmy nasz życia los”, a ich narzeczone czekały na nich, nucąc piosenkę „wróć, Jasieńku, z tej wojenki wróć”.

Przekazujemy więc swoją wersję miłości do Ojczyzny, taką, która nam została przekazana kiedyś w szkole. I, choć niewielu się przyzna, taki też patriotyzm, w mniejszym lub większym stopniu, po wyjściu z tejże szkoły z nas wyparował.
Winą za ten brak patriotyzmu możemy oczywiście obarczyć codzienność, problemy, pośpiech, pracę… Nie ma tu miejsca na doniosłe rozmawianie o miłości do Ojczyzny, o gotowości do walki o nią. Nie ma miejsca na odczyty, na wypracowania, na czytanie lektury pełnej podniosłych myśli i filmów historycznych, w których główny bohater zdrowie i życie w ofierze na ołtarzu Ojczyzny składa.

Uczymy więc czegoś, co, z bólem muszę przyznać, przyda się większości z nas tak samo jak równania logarytmiczne czy przemiana chemiczna.

Dlatego też nie należy się dziwić, że obecna prymuska po szkole zapomni nie tylko pierwszą zasadę termodynamiki, ale również o tym, że jej korzenie wrosły się w tę ziemię i bez żalu w sercu wyjedzie na studia do Londynu, a zdolny młody chłopak jedynie w dniu 1 listopada, spędzanego z dala od Ojczyzny, na dobrze płatnej pracy w którejś z korporacji w Europie Zachodniej przypomni sobie, że zostawił tam gdzieś groby swoich najbliższych.

Natomiast kraj rodzinny kochać miłością z okresu romantyzmu i międzywojnia będą jedynie niektórzy oraz niestrudzone nauczycielki i nauczyciele języka polskiego, których to jeszcze na studiach nauczono, jakiego patriotyzmu i w jaki sposób nauczać się powinno.

Może jednak warto się zastanowić, czy szacunku i miłości, w tym również szacunku i miłości do Ojczyzny, można się nauczyć? Inaczej – czy tego powinno się nauczać niczym rozkładania liczb na czynniki pierwsze, interpunkcji zdań złożonych i rozmnażania wegetatywnego ziemniaka?

Sposób ten, wymagający czytania odpowiedniej literatury, pisania wypracowań na taki, a nie inny temat, wybór odpowiednich cytatów, czy też przygotowania wystąpień z należytą dozą patosu i doniosłości, jest, rzecz jasna, łatwiejszy. Ale też, trzeba przyznać, dający krótkotrwałe rezultaty, które często ulatniają się wraz z otrzymaniem świadectwa ukończenia szkoły.

O wiele trudniej jest patriotyzm wpajać, czy też go kształcić. Trudniej jest wyjść ponad podstawę programową i na tych samych lekcjach polskiego zastanawiać się nad tym, czym jest patriotyzm współczesny i jak wygląda miłość i czym się wyraża szacunek do kraju – do naszej małej, wileńskiej Ojczyzny, w XXI wieku.

Miejscowy, polski patriotyzm z szabelką ustępuje miejsca patriotyzmowi XXI wieku. Tu ważna jest nie tylko przepojona egzaltacją miłość do Ojczyzny i gotowość do walki o jej ziemie, ale też głosowanie podczas odbywających się wyborów, płacenie podatków, wyrażanie swojej opinii w kwestiach politycznych, wspieranie kultury czy akcji dobroczynnych, wszelkie inicjatywy oddolne.

Tu jednak rzadko zobaczymy młodego Polaka, który będzie się zajmował również sprawami mniejszości. I, choć istnieją naprawdę chlubne przykłady, są to, niestety, wyjątki…

Patetyczny patriotyzm, tak usilnie i niestrudzenie wałkowany w szkole, nie znajduje sobie miejsca w realiach współczesnego świata, tak, jak i często nie ma w nim miejsca na pierwiastkowanie.

Z biegiem lat kolejne pokolenia młodych, patriotycznych, wileńskich Polaków coraz szybciej o tej wyszkolonej miłości do Ojczyzny będą zapominały. A, jeżeli tę lukę w porę zauważą patrioci litewscy, nieuznający odrębności mniejszości narodowych i oferujący współczesną, bardziej atrakcyjną, ale też bardziej przyziemną wersję miłości do swego kraju, kwestia polskości na Litwie rozwiąże się szybciej, niż nam się wydaje.


Ten komentarz ukazał się we wtorek (29 listopada) na antenie Audycji Polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!