Opinie
Ewa Wołkanowska-Kołodziej lrt.lt

Ewa Wołkanowska-Kołodziej: Trochę samouwielbienia nie zaszkodzi?

Młody profesor socjologii i etnologii, nazwisko Bystroń, wydał niewielką książeczkę o tym, że Polacy wierzą w siebie patologicznie.

Jechał profesor na wieś i słyszał piosenki : „biły się dwa bogi, nasz Pan Jezus żydowskiemu chciał połamać nogi”, albo wierszyki: „póki świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem”.

Otwierał poranną gazetę i czytał: „Przyszła do nas Litwa, z przekonania, zamieszkać pod jednym dachem, i rzesze ziem ruskich ze sobą przywiodła. Przyszły nie tylko polskie Prusy, ale i niemieckie miasta, przed pięścią krzyżacką szukające schronienia. (…) Wzywała Polski, choć na próżno, republika nowogrodzka, wzywały, choć na próżno, Czechy. (…) Jeżeli w czym zawiniliśmy, to w tym, żeśmy tych krain, o włączenie wołających, do związku Rzeczypospolitej nie włączyli”.

Swojej książce Jan Stanisław Bystroń dał tytuł „Megalomania narodowa”. Słowo pochodzi z języka greckiego i dosłownie znaczyło „szaleństwo wielkości”.

Polskie szaleństwo ma długą tradycję. Ot, weźmy Adama i Ewę. Wiadomo, że dobry Pan Bóg złym ludziom języki pomieszał dopiero pod wieżą Babel. W raju musiał więc obowiązywać tylko jeden język. Wielu autorów, pisze Bystroń, przez wieki całe przekonywało Polaków, że wąż kusił Ewę poprawną polszczyzną. Szlachta chlubiła się tym, że pochodzi od Sarmatów, starożytnego ludu, co wolnym i mężnym był. A słynny polski mesjanizm? Najpierw uważaliśmy się za naród wybrany, ale tego było nam mało. W XIX wieku Polska okrzyknęła siebie narodów Chrystusem.

Jako że objawem megalomanii jest nie tylko uwielbienie własnej grupy, ale w równym stopniu też pogarda dla obcych, więc Bystroń robi przegląd tego, co Polacy myślą o sąsiadach, głównie Niemcach, Żydach i Litwinach. Ci ostatni byli uważani za chytrych i tchórzliwych. Mówiono na przykład w Warszawie: „Jeszcze się ten nie narodził, co by zbadał Litwina”, albo „Szczerość Litwina, starość kobiety, poczciwość Żyda na nic się przyda”. Krążyły opowieści o rozwiązłości Litwinek, które mają oficjalnych kochanków, na których ich mężowie zgadzają się bez mrugnięcia okiem. (Na Boga, skąd to się wzięło?!)

Przedmiotem żartów przez wieki był język polski na Litwie. W czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów szlachta, zwłaszcza uboższa, oddalona od centrów szkolnych, na co dzień rozmawiała często po litewsku albo białorusku, w wystąpieniach jednak starała się jak najpoprawniej mówić po polsku. Czasami polszczyzną posługiwał się ktoś, kto jej do końca nie rozumiał. Michał Römer opowiadał Bystroniowi, że był świadkiem egzaminowania litewskiego parobka przez proboszcza. Parobek recytował: „Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego, truciciela nieba i ziemi…”

Polacy śmieli się z kuchni litewskiej – głównie z boćwiny i „brzozowej juchy”, czyli soku z brzozy. No i z nazwisk. W Koronie kończyły się głównie na – ski, na Litwie dominowały te odojcowskie – z końcówką -wicz albo przezwiskowe. Szlachta mazowiecka nabijała się z litewskiej: „Szukszta, Pukszta, Łopatta, Puciata, zebrali się kpy z całego świata”.

„Widocznie człowiek czuje się bardziej wartościowy i mądrzejszy, gdy stwierdzi, że sąsiedzi są śmieszni, niedołężni czy tępi” – pisze Bystroń w „Megalomanii narodowej”. Zwraca uwagę, że idealizacja własnego narodu i pogarda dla innych „doprowadza do rozkładu nauki, moralności, religii”, a obserwując nasilające się nastroje nacjonalistyczne w Polsce, przestrzega: „wracamy do bogów plemiennych, moralności ważnej tylko dla własnego plemienia”. To trochę tak, jakby powiedzieć, że im bardziej kraj uważa siebie za Chrystusa Narodów, tym bardziej jest pogański.

Na te słowa zareagował krakowski publicysta Zygmunt Wasilewski. W „Przeglądzie Wszechpolskim” napisał, że dzieło Bystronia to zamach na cywilizację polską: „Gdyby p. Bystroń wszystkim jednostkom w narodzie wybił z głowy i serca miłość, która idealizuje i powiększa rzeczywistość, to oczywiście nie byłoby narodu. Szczęściem, że tego nie zdoła. Przyklaśnie mu paru Polaków zwyrodniałych i paru Żydków”.

Nic złego w miłości do ojczyzny. Autor „Megalomanii narodowej” przyznaje, że trochę samouwielbienia nie zaszkodzi. Sztuka polega jednak na zachowaniu w tym uwielbieniu taktu i miary.

Przeglądam dziś prasę polską i widzę takie tytuły: „Polska jest wyspą nadziei dla Europy”, „Polska pomaga Syrii. NAPRAWDĘ!”, „Polska już nie jest piłką do kopania”, wreszcie „Polskość to normalność”. Jan Stanisław Bystroń opublikował swoją książkę w 1935 roku. Chyba przy każdym wznowieniu tego dzieła, wydawcy piszą, że „ciągle zaskakuje jego aktualność”.

Ten komentarz ukazał się wczoraj (25 kwietnia) na antenie Audycji Polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!