Opinie
Ewa Wołkanowska-Kołodziej

Ewa Wołkanowska-Kołodziej: Szkoła albo głośna, albo nudna

Na studiach pedagogicznych nie mówi się o tym, że ucząc w tradycyjny sposób, sprawimy, że uczniowie poczują się bezwartościowi.

Znacie piosenkę o wróbelkach ćwierkających od samego rana: „Ćwir, ćwir, dokąd idziesz Marysiu kochana”? Marysia na to pytanie odpowiada wesoło: „Szkolny rok się zaczął, więc idę do szkoły”. Ilekroć przychodzi jesień i zaczynam się potykać o dzieciaki z tornistrami, to czuję dwie rzeczy: współczucie, że jeszcze tyle przed nimi i ulgę, że to już za mną. Bo niby czasy bicia linijką po rękach i klęczenia w kącie na grochu minęły, przemoc słowna i symboliczna była w moich szkołach na porządku dziennym. I myślę, że – zarówno w Polsce jak i na Litwie – ciągle jest.

Czytałam ostatnio „Uczyć (się) z pasją. Jak sprawić, by uczenie (się) było fascynującą podróżą” autorstwa Pernille Ripp. Ripp najpierw była nauczycielką tradycyjną. Pewnie mówiła: „Przerwa jest dla mnie, nie dla was”, „Powiedz głośniej, razem się pośmiejemy”, „Zaraz was rozsadzę!”, no i powracające w moich najgorszych snach słowa „Wyjmujemy karteczki”. Autorka podaje w książce przepis na koszmarny rok szkolny, który realizowała (a chyba większość z nas miała właśnie tak zorganizowane lata szkolne). Oto kilka składników tego przepisu:

To nauczyciel decyduje, kto z kim będzie siedział w ławce.
Uczniowie chcą pić/jeść/chodzić? Bez przesady, napiją się/najedzą/nachodzą podczas przerwy.
Prac domowych powinno być jak najwięcej.
Na korytarzu ma być cicho.
Niezapowiedziane kartkówki trzeba robić jak najczęściej.
Najlepszym sposobem przekazywania wiedzy są wykłady i dyktowanie.
Żeby się odezwać, uczeń powinien podnieść rękę.
Oceny są obiektywnym wyznacznikiem postępów w nauce.
Dzieci mają siedzieć spokojnie.

Wymierzała karę, zapraszając dziecko na środek klasy, żeby pokazać innym skutki złego zachowania. Innymi słowy, poniżała i karciła, nie zdając sprawy, że brak skupienia i nuda to nie wina ucznia, tylko jej własna. „Żaden z profesorów na studiach nie mówił nam, że ucząc w tradycyjny sposób, sprawimy, że uczniowie poczują się bezsilni i bezwartościowi. Na studiach pedagogicznych nie uczy się z premedytacją, jak krok po kroku doprowadzić uczniów do przekonania, że nic nie znaczą w szkole” – pisze Ripp.

Dziś Ripp jest inną nauczycielką. Na początku roku rozdaje dzieciom ankietę z pytaniami takimi jak: „Co powinnam o Tobie wiedzieć?”, „Jaka jest najprzyjemniejsza rzecz, którą zrobiłeś tego lata?” albo „Czego nie lubisz w szkole?”. Specjalne pytania przygotowuje też dla rodziców: „Czego boi się Wasze dziecko?”, „Co jest jego pasją?”, „Jak wygląda w Waszej rodzinie typowe popołudnie”? A po 50 dniach nauki kolejna ankieta z pytaniami do ucznia: „Czy odpowiada Ci sposób, w jaki Ciebie uczę? Co powinnam zmienić? Czy czujesz się szanowany?”

Ripp pozwala uczniom przesuwać meble i siadać tam, gdzie chcą. Nowy temat wprowadza przez 10 minut i prosi, by uczniowie mierzyli jej czas (są wtedy maksymalnie skupieni, bo wiedzą, że nie będzie gadać i gadać do końca lekcji). Zrezygnowała z biurka. Zdjęła ze ścian plakaty „motywujące” w stylu „Ucz się pilnie jak Mickiewicz w Wilnie” albo „Ucz się, ucz, nauka to potęgi klucz”. Prawie nigdy nie zadaje prac domowych (bo „niszczą życie poza szkołą”). A jeśli zadaje, to nie wystawia za nie ocen. Na początku bała się, że jak odpuści kontrolę, zapanuje chaos. Pojawiło się jednak coś innego: ciekawość i chęć eksperymentowania („wolę, kiedy w klasie jest głośno z powodu ekscytacji niż cicho z powodu nudy”). I pod koniec każdego roku szkolnego zadaje sama sobie podstawowe pytanie: „czy chciałabym być uczniem w mojej klasie?”

Po wiedzę, co z tego wynika i jak to zrobić, odsyłam do książki. Najważniejsza myśl, z którą ja zostaję po lekturze to: „Dziecko nie jest głupie” i „Dziecko chce się uczyć”. Im bardziej grudzień będzie w swoich dniach postępował, tym więcej osób zacznie nerwowo biegać po sklepach w poszukiwaniu jakiegoś prezentu gwiazdkowego dla bliskich. Otóż w tym roku zamiast prezentu jakiegoś, warto kupić prezent wartościowy. Taki jak ta książka. Dobra dla dyrektorów, nauczycieli, rodziców i samych uczniów. Bo oni wszyscy mają w życiu trudno.

I jeszcze dwie rzeczy:

Pernille Ripp pracuje w szkole państwowej.
Nie, to nie jest felieton sponsorowany.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!