Opinie
Ewa Wołkanowska-Kołodziej lrt.lt

Ewa Wołkanowska-Kołodziej: 6 kilo świeczek rocznie

Nastały dobre czasy. Poradniki o tytułach „Jak zarobić milion”, „Jak zostać prezydentem”, „Jak schudnąć w weekend” są już niemodne. Polacy kupują teraz książki o tym, że można być narodem szczęśliwym, nie robiąc absolutnie nic.

W ubiegłym roku na polskim rynku pojawiło się kilka pozycji poświęconych duńskiej sztuce szczęścia. Autorem jednej z nich jest Meik Wiking, któremu można pozazdrościć dwóch rzeczy: wspaniałego nazwiska i najlepszej pracy na świecie. Jest on dyrektorem kopenhaskiego Instytutu Badań nad Szczęściem, czyli płacą mu za to, że od 9 do 17 zastanawia się, dlaczego jedni ludzie, myśląc o swojej egzystencji, mówią: „jest fajnie!”, a drudzy nie są zadowoleni.

Od lat w światowych rankingach pokazujących poziom szczęśliwości wygrywają Duńczycy.

Przeciętny Duńczyk:

Zjada 8,2 kg słodyczy rocznie (średnia europejska to 4,1 kg)
Kocha kawę (istnieje nawet powiedzenie: „żyj tak, jakby jutro miało zabraknąć kawy”)
Każdego dnia zapala co najmniej 5 świeczek, nie licząc zapachowych (i tym samym rocznie spala ich około 6 kg)
Uważa, że duńskim dziedzictwem narodowym jest „hygge” – dosłownie „przytulność”, ale tak naprawdę sztuka odnajdywania przyjemności w tym, co zwyczajne.

Wiking w swojej książce „Hygge. Klucz do szczęścia” opisał jeden z najbardziej hygge-momentów w swoim życiu. Pewnej zimy spędzał z przyjaciółmi weekend na łonie natury. Wędrowali cały dzień, przedzierając się przez chaszcze i zaspy, a kiedy o szesnastej zrobiło się zupełnie ciemno, weszli do starej chaty i rozpalili ogień w kominku. Siedzieli przy nim w grubych swetrach i szalikach w skandynawskie wzory, siorbiąc grzane wino. Na piecu bulgotał gulasz. Wreszcie ktoś zapytał retorycznie: „Czy może być coś bardziej hygge?” A ktoś całkiem serio odpowiedział: „Tak. Gdyby na dworze rozszalała się burza śnieżna”.

Hygge jest więc poczuciem bezpieczeństwa, spędzaniem czasu z bliskimi ludźmi, brakiem napięcia.

Garnitur i gorset nie są hygge. Domowy dres i ulubiony szlafrok – jak najbardziej.

Proszony obiad z trzech dań, przed którym nerwowo polerujemy kryształy – też nie jest. Ale impreza, na którą zapraszamy znajomych, wysyłając im smsa o treści: „Upiekłam szarlotkę. Zróbcie jakąś sałatkę, kupcie wino i wpadajcie. Nie zapomnijcie o wełnianych skarpetach, bo dziwnie wieje od strony balkonu” – jest.

Sport nie jest w ogóle. Wyjątek stanowi gra w bule, podczas której można pić piwo i miło gawędzić.

Te nasze środkowoeuropejskie żyrandole też przygrywają ze świeczkami w rywalizacji o przytulne oświetlenie. Meik Wiking pisze, że jeśli ktoś chce poczuć, jak by to było zjeść kolację w towarzystwie wampira, powinien zaprosić na nią Duńczyka i posadzić go pod jarzeniówką. Będzie się wiercić, nerwowo drapać, podejrzliwie patrzeć na lampę, aż wreszcie czmychnie do domu.

Nadgodziny nie są hygge, więc duńskie miejsce pracy można porównać do czołówki kreskówki „Flinstonowie”: „Nadchodzi piąta po południu i wszyscy wychodzą, zanim zdążysz powiedzieć „Yabba dabba doo!”

Z kolei aktorka Marie Tourell Søderberg w swojej książce „Hygge. Duńska sztuka szczęścia” udziela konkretnych rad, jak wprowadzić tę duńską przytulność do swojego życia. Na przykład takie miejsce pracy: wystarczy na biurku ustawić cięte kwiaty, przynieść swój ulubiony kubek, ołówki i długopisy przełożyć do starego porcelanowego wazonu, a kolegów regularnie częstować ciastem z polewą karmelową.

Zanim się weźmie za wprowadzanie hygge do swojego domu, trzeba pamiętać, że celem, do jakiego się dąży jest atmosfera panująca w domkach hobbitów z „Władcy pierścieni”, a nie willi z programu „Perfekcyjna pani domu”. W cenie są więc miękkie kanapy, stół po prababci (a przy nim designerskie krzesło za 2000 Euro), wiklinowy kosz na pranie, gałąź znaleziona latem na plaży, poduszki, koronki, koce. Nie trzeba bać się kiczu, jeśli wzbudza pozytywne emocje. Myślę, że gdyby na ścianie powiesić makatkę przedstawiającą jelenie na rykowisku, cykl pasteli Witkacego i obraz dobrze zapowiadającego się artysty młodego pokolenia to by było bardzo hygge.

Duńczycy mają nawet osobne słowo na przytulny zakątek w domu. To hyggekrog. Będąc w Danii, można usłyszeć: „O, Astrid, jaki świetny hygge-zakątek. Pewnie często tam hyggujesz”.

Hyggebukser to wygodna para spodni, których nikt by nie założył, wychodząc na dwór.

Hyggesnak to sympatyczna rozmowa o niczym istotnym.

Hyggefiskeri to łowienie ryb w duchu hygge.

A hyggesyg to hygge-choroba, którą można opisać tak: kiedy czujesz się na tyle źle, żeby nie iść do pracy, ale nie cierpisz na tyle, by cały dzień leżeć w łóżku. Włóczysz się po domu z szyją owiniętą szalikiem, w skarpetach i kapciach. Oglądasz seriale, wcinasz pierniczki, ale nie masz sił, by pracować.

Szczególnie dobre warunki dla praktykowania hygge panują w czasach kryzysów gospodarczych, bo ludzie spędzają wtedy więcej czasu w domu. Grają w planszówki, rozwiązują hyggekryds, czyli hygge-krzyżówki i jedzą hyggemad, czyli hygge-jedzenie. Na przykład tłuste racuchy. (Søderberg pisze, że „zdania na temat przepisu na racuchy są bardzo podzielone – każdy się na tym zna, tak jak na wychowaniu dzieci i lakierowaniu statków”).

W Polsce wyszła nawet książka, poświęcona wychowywaniu dzieci w stylu hygge. Ale to pikuś, bo w Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku wydano takich książek co najmniej kilkanaście. Składają się głównie z pięknych zdjęć (osiedlowe lodowisko, kubek gorącej czekolady, owcza skóra rzucona niedbale na taboret, kupowanie choinki na Boże Narodzenie), paru przepisów, wykresów (pokazujących wyniki badań, która pora roku jest najbardziej hyggelig) i złotych myśli
(„chwile hygge to przebłyski codzienności, które nas uszczęśliwiają. Najwspanialsze z nich lśnią i migoczą jak gwiazdy na niebie”). Wydane cudnie, choć treści nie ma tam o wiele więcej niż w tym felietonie. Ale to w sumie urocze, że rekordy popularności biją książki tak pozytywne.

Bardzo hygge jest również to, że ten duński termin został uznany przez twórców brytyjskiego słownika Collins za jedno ze słów roku 2016. Znalazł się tam obok takich słów jak „Brexit” czy „trumpizm”.

„Hygge. Klucz do szczęścia”, Meik Wiking, Wydawnictwo Czarna Owca, 2016
„Hygge. Duńska sztuka szczęścia” Marie Tourell Søderberg, Wydawnictwo Insignis, 2016

Ten komentarz ukazał się na antenie Audycji Polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!