Opinie
Ewa Wołkanowska-Kołodziej

Ewa Wołkanowska-Kołodziej: Baobab w pieluszce

Czytaliście Państwo „Małego Księcia”, prawda? Urocza książeczka pełna mądrości w stylu: „Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich pamięta o tym”.

A pamiętacie, co jej bohater mówił o baobabach? Twierdził, że „czasem odłożenie pracy na później nie przynosi szkody. Lecz w wypadku baobabu jest to zawsze katastrofa” bo „nim baobaby staną się drzewami, są malutkie”.

Mały pęd budzi się do życia, ciągnie swoje listki ku słońcu. Biada temu, kto ulituje się nad niewinnym kiełkiem i pozwoli mu rosnąć. Nim się spostrzeże, baobab przeobrazi się w potężne i samolubne drzewo. Oplecie swoimi korzeniami całą planetę i nie będzie już na niej miejsca na róże. Żeby do tego nie dopuścić, trzeba te maleństwa, wbrew odruchom serca, regularnie wyrywać. Bo inaczej będzie za późno.

Ale czy nie tak samo nasze społeczeństwo postrzega dzieci? Rodzi się taki puci puci babasek, czysty miodek na ten świat przychodzi. Małe dziecko jest tak rozbrajające, że potrafi wszystko sprzedać. Robi się więc tej czystej bezbronności zdjęcie i dziecko zupełnie nieświadome wskakuje na butelkę wody mineralnej, na chusteczki do nosa i do pupy, na kubeczki i paczuszki. Jedni dorośli tę buźkę sprzedają, inni dorośli ją kupują, wzrasta polskie PKB.

Ta słodycz to podstęp! – ostrzegają poradniki dla młodych mam, mówią o tym doświadczone sąsiadki, kasjerki i lekarki. Nie można dać się omamić niewinności oczek, zapatrzyć się w loczki, zbyt długo adorować nieużywane jeszcze stópki, uwierzyć w dobroć serduszka. Kobiecie nie wolno zapomnieć, że urodziła baobaba.

A więc wychodzisz ze szpitala z małym zawiniątkiem, jeszcze się nie pozbierałaś, a już musisz się brać za tresurę potwora, którego trzymasz w kocyku. Społeczeństwo mówi:

Weźmiesz go do łóżka – nim się obejrzysz, to będzie JEGO łóżko. Rączki dziecięciu urosną, nóżkami zacznie coraz łatwiej operować. Wykopie z posłania twojego męża, a z ciebie uczyni służącą, która będzie dawała cyca na zawołanie i okrywała kołderką.

A może litujesz się nad duszą wyrywającą się z małego ciałka i bierzesz na ręce. Błąd! Dziecię tylko na to czeka. Zrobisz to raz i już do osiemnastki będziesz musiała swoje mięśnie napinać, kręgosłup nadwerężać i nosić, kołysać, bujać, wte i we wte ze swoim baobabem po chacie chodzić.

Walnęło bezwładną główką w podłogę i płacze? Nie łam się! To trucizna. Niby niewinny przezroczysty płyn, a tak naprawdę to sączy się manipulacja. Poczekaj chwilę, powtarzaj mantrę „nic się nie stało”, a dopiero jak się przekonasz, że dziecko porządnie tą główką rąbnęło i krew sika na wszystkie strony – to podejdź, przytul i dzwoń po karetkę!

Pozwalasz spać, wtedy kiedy chce? Nie wprowadzasz ustawowo ani „pierwszej” ani „ostatniej drzemki”? Powodzenia! Już w zasadzie nie masz swojego życia. Poranki nie należą do ciebie, nie masz już wolnego wieczoru, nie decydujesz o niczym. Twoje życie tak naprawdę jest już JEGO życiem.

No i we wszystkim tym trzeba być konsekwentnym. Na nic miesiące tresowania i powtarzania:„Jagienko, nie pozwalam ci lizać butów taty”. Wystarczy, że raz przymkniesz oko, a już dziecię „he he he” w duchu powtarza. Już wie, że ma cię w garści. Zanim się obejrzysz, będziesz w sklepie kupowała te wszystkie gumy i lizaczki ustawione nisko właśnie po to, by ludzkie potomstwo kasę od spracowanych dorosłych wyciągało.

Innymi słowy, przekaz społeczny dla młodej matki jest taki, że w rodzicielstwie chodzi o to, żeby się nie dać. I tak sobie myślę, że prowadzi to do tego, czego doświadczył Mały Książę, który „wziął poważnie słowa bez znaczenia i stał się bardzo nieszczęśliwy”.

Felieton ukazał się w miesięczniku „Dziecko” i w audycji polskiej w programie LRT Klasika.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!