Opinie
Antoni Radczenko

Dariusz Jarosiński: Pacyfikacje wsi przez Burego to dramat, ale nie ludobójstwo

„Żołnierze wyklęci nie byli aniołami, działali w niezwykle trudnych warunkach i zdarzały się różne dramaty i tragedie. Uważam jednak, że nazywanie pacyfikacji wsi ludobójstwem, to wielka przesada” - powiedział w rozmowie z zw.lt autor książki „Ta nasza wolność. Reportaże historyczne” Dariusz Jarosiński, która została wydana przez Oddział IPN w Białymstoku.

Dariusz Jarosiński: Pacyfikacje wsi przez Burego to dramat, ale nie ludobójstwo
Fot. Roman Niedźwiecki

Dariusz Jarosiński: Po pierwsze, nie jestem naukowcem. Nie jestem też pracownikiem IPN. IPN wydał mi publikację i jest to taki zbiór ponad 60 tekstów. Pochodzą z miesięcznika „Nowe Państwo” (Niezależna Gazeta Polska – Nowe Państwo). Są to przede wszystkim reportaże historyczne, czyli nie ma przypisów. Napisane są na tyle przystępnym językiem, że – myślę – każdy sięgnie po tę książkę. To jest owoc mojej kilkuletniej pracy. Przede wszystkim starałem się dotrzeć do ostatnich żyjących Żołnierzy Wyklętych, żołnierzy niezłomnych. Byli głównie związani z kresami północno-wschodnimi, czyli z Wileńszczyzną i Nowogródczyzną. O tyle było mi łatwo, ponieważ przez 9 lat byłem redaktorem naczelnym miesięcznika „Debata”, który ukazywał się w Olsztynie. Wielu bohaterów o których pisałem niestety już nie żyje. Można powiedzieć, że udało mi się „zdążyć przed Panem Bogiem” i opisać ich losy i historię.

Antoni Radczenko, zw.lt: Ostatnio w Polsce pojawia się dużo publikacji poświęconych Żołnierzom Wyklętym. Pojawia się również informacja dotycząca działań poszczególnych dowódców partyzanckich, którzy są oskarżani o mordy na osobach cywilnych. Jakie jest Pana stanowisko w tej kwestii i jaką Pan przyjął strategię do opisywania tych wypadków?

Dariusz Jarosiński: Nie unikałem trudnych tematów. Kilka tekstów, które pisałem do „Nowego Państwa” było poświęconych kpt. Romualdowi Rajsowi-Buremu, którego pewne środowiska postkomunistyczne czy białoruskie uważają za mordercę. W istocie to jest najbardziej opluwany dowódca. Dowódca niezwykle zasłużony dla polskiej wolności. Zarzuca się mu, że pacyfikował wsie białoruskie z pobudek narodowościowych czy religijnych, co akurat jest nieprawdą. Bo w jego oddziale pełnili ważne funkcje dowódcze Białorusini i prawosławni. A ci Białorusini, którzy okazali się zdrajcami Polski, bo dążyli do przyłączenia Białostocczyzny do Związku Sowieckiego lub współpracowali z NKWD lub UB odpowiadali, jak wszyscy zdrajcy. Tak samo Polacy, jeśli byli zdrajcami, to byli karani przez podziemie niepodległościowe.

Antoni Radczenko: Ale wśród ofiar były również kobiety i dzieci…

Dariusz Jarosiński: Oczywiście nie obyło się bez dramatów, bez tragedii. Dzieci niestety też zginęły. Jeżeli oddział wchodził do wsi, to najpierw była nakazywana zbiórka mieszkańców. Ci, którzy nie zastosowali się do polecenia stawienia się, to ich domy były podpalane. I ci, którzy nie chcieli opuścić tych domów, po prostu ginęli w płomieniach.

Antoni Radczenko: We wrześniu ubiegłego roku w Wilnie mieliśmy dwa spotkania z prof. Janem Żarynem oraz Piotrem Zychowiczem, którzy podzielili się swym poglądem na politykę historyczną. Jan Żaryn twierdził, że państwo powinno kreować odgórnie politykę historyczną. Natomiast Piotr Zychowicz twierdził, że polityka historyczna nie ma nic wspólnego z historią jako nauką. Bo historia opiera się na faktach i polega na dociekaniu prawdy, a polityka na wstępie zakłada pewną manipulację i kłamstwo. Czyje stanowisko jest Panu bliższe?

Dariusz Jarosiński: Chcemy tego czy nie, ale każde państwo kształtuje politykę historyczną i nie może być tak, że państwo polskie nie będzie kształtowało polityki historycznej. Natomiast uważam, że Piotr Zychowicz wyrządza wielką krzywdę, bo napisał książkę potworną („Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych” – przyp.red.). Paszkwil na temat Żołnierzy Wyklętych. Książka ukazała się w przeddzień Święta Żołnierzy Wyklętych, a on ukazał wielu dowódców, chociażby wspomnianego kpt. Romualda Rajsa jako mordercę. Żołnierze wyklęci nie byli aniołami, działali w niezwykle trudnych warunkach i zdarzały się różne dramaty oraz tragedie. Uważam jednak, że nazywanie pacyfikacji wsi ludobójstwem, to wielka przesada.

Antoni Radczenko: Zychowicz jednak zawsze odpierał zarzuty twierdząc, że chciał pokazać ludzi „z krwi i kości”, a nie pisać laurki. Poza tym powoływał się na Józefa Mackiewicza, który mówił, że „tylko prawda jest ciekawa”.

Dariusz Jarosiński: Zgadzam się z tezą, że „tylko prawda jest ciekawa”. Uważam jednak, że Piotr Zychowicz nie podważył czyichkolwiek badań prowadzonych przez historyków IPN, a tylko przedstawił swoją własną, nie do końca rzetelną wersję. A jego strojenie się w piórka Józefa Mackiewicza jest nie na miejscu. Bo daleko mu do Józefa Mackiewicza. Kiedy odbyła się promocja książki „Skazy na pancerzach”, to Leszek Żebrowski – można powiedzieć – zmiażdżył po prostu Piotra Zychowicza. Zarzucając kilkadziesiąt nieścisłości i niedomówień.

Antoni Radczenko: Część krytyków odgórnej polityki historycznej zarzuca, że w ten sposób dochodzi do konfliktów z innym państwami czy narodami. Bo pewne narody mają odmienne zdania na te same zdarzenia.

Dariusz Jarosiński: Historia jest nauką dynamiczną, nie statyczną. Bardzo często historycy powracają do tych samych zdarzeń. Opisując je z innej perspektywy, pokazując nowe aspekty. Dlatego te spory o historię są bardzo gorące. Mamy przykład sprzed kilku tygodni, kiedy próbowano wprowadzić nowy zapis do Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Wiadomo jak zareagowało państwo Izrael, czy środowiska żydowskie w Stanach Zjednoczonych. Sądzę, że ten spór jest rzeczą naturalną. Jednak gdy państwo polskie nie prowadziło jakiejś aktywnej polityki historycznej, staraliśmy się nikomu nie nadepnąć na odcisk. To właśnie ten zapis w ustawie pokazał dobitnie, jak ważna jest polityka zagraniczna i jak ważne są instytucje państwa, które polityką historyczną się zajmują. Zresztą to wszystko zależy w jaki sposób zinterpretujemy czy zdefiniujemy politykę historyczną.

Antoni Radczenko: Właśnie, jaki jest cel według Pana polityki historycznej?

Dariusz Jarosiński:Podstawowym celem jest zachowanie pewnego fundamentu państwa, jakim jest tożsamość narodu. Nie do pomyślenia jest fakt, aby w państwie jakim jest Izrael były publikowane antyizraelskie książki. Natomiast w Polsce mamy dużo wolności słowa i ukazują się książki Zychowicza, Leszka Żebrowskiego, Piotra Niwińskiego czy moje reportaże. Sądzę, że każdy głos jest ważny. Nie ma czegoś takiego, że pewne wydarzenia są traktowane jak Biblia, której nie można naruszyć.