Opinie
Małgorzata Kozicz

Boćkowski: Prorosyjskie sympatie Polaków wynikają z polityki państwa litewskiego

"W momencie, kiedy władze litewskie nie potrafią przeciągnąć na swoją stronę Polaków mieszkających na Litwie, jedyną sensowną siłą mogącą przypominać im, że Rosja to nie przyjaciel, a potencjalne zagrożenie, jest Warszawa. To jednak wymagałoby wywrócenia dotychczasowej polityki litewskiej" - mówi w rozmowie z zw.lt Daniel Boćkowski, kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Międzynarodowego w Instytucie Historii i Nauk Politycznych Uniwersytetu w Białymstoku, badacz między innymi losów ludności polskiej w Związku Radzieckim.

Małgorzata Kozicz, zw.lt: W ubiegłym tygodniu duże poruszenie na Litwie wywołały wyniki badań, z których dowiadujemy się, że 64 proc. Polaków na Litwie darzy sympatią prezydenta Rosji Władimira Putina, a 40,5 proc. uważa aneksję Krymu za legalną. Co prawda fragmenty tych badań były ogłoszone już we wrześniu, a końcowa wersja ma pojawić się dopiero w tym miesiącu, to jednak partia konserwatystów przywołuje te informacje jako dowód na odizolowanie Wileńszczyzny i podkreśla potrzebę pilnego zwrócenia uwagi na ten region. Skad w Polakach tyle prokremlowskich sentymentów?

Daniel Boćkowski: Pierwszą kwestią, która nasuwa mi się patrząc na badania, które są podstawą takich wniosków, jest ich tendencyjność. Nie wiem, jaki cel przyświecał autorom, ale dobierając w taki sposób próbę badawczą mogli jeszcze przed opracowaniem wyników spodziewać się określonych wartości. Wiadomo nie od dziś, że postrzeganie historii przez dzisiejszych 60-70 latków jest krańcowo różne od postrzegania przez pokolenie, które urodziło się już po upadku ZSRR. Dotyczy to zarówno Rosjan, którzy w tym badaniu stanowili blisko 1/3 próby, jak i Polaków. Powróćmy jednak do zasadniczej części pytania. Prorosyjskie sympatie części Polaków wynikają z ich specyficznej pozycji w państwie litewskim, zbliżonych w wielu sferach interesów z mniejszością rosyjską, wysoko skutecznego działania rosyjskiej propagandy oraz zaniechań ze strony Polski.

„Specyficznej pozycji” czyli jakiej?

Mówiąc o specyficznej pozycji mam na myśli generalny stosunek władz Litwy do Polaków. Do dziś wśród polityków litewskich panuje ogromny kompleks Polski i Polaków, strach przed Polską, jako jednym z czynników dybiących na suwerenność Litwy. To przekładało się i przekłada na traktowanie Polaków na Litwie jako źródła potencjalnego czynnika destabilizacyjnego, grupę wrogą interesom Litwy, która powinna zostać zneutralizowana i poddana „lituanizacji”. Efekt tej polityki jest oczywisty i widoczny gołym okiem. Części Polaków bliżej do mniejszości rosyjskiej, która trawiona jest podobnymi problemami i powstaje swoisty sojusz w nieszczęściu i wsparcie w walce o swoje prawa z władzami litewskimi. Dzieje się tak także z powodu polityki polskiej wobec litewskich Polaków. Władze w Warszawie starając się nie zaogniać napięć pomiędzy naszymi krajami, w wielu przypadkach powstrzymują się od nacisków na Wilno. Co i tak nie zmniejsza fobii strony litewskiej. A ponieważ Rosja stara się bronić swojej mniejszości znacznie sprawniej, powstaje wrażenie, że sojusz Rosjan i Polaków pozwoli wreszcie utworzyć siłę, z która będą musieli liczyć się litewscy politycy. Efektem jest wzrost nastrojów antypolskich i antyrosyjskich, bo Litwini patrzą na Polskę i Rosję przez pryzmat historii i swoich własnych kompleksów małego państwa na skraju UE i NATO. Z kolei w Polsce mamy tak wiele napięć i problemów, że kwestie naszych mniejszości odchodzą na zdecydowanie dalszy plan. Brak nam też sensownej polityki wschodniej. Rosja doskonale orientuje się w tych wszystkich niuansach przy pomocy propagandy oraz doskonale prowadzonej wojny informacyjnej stara się destabilizować wewnętrzną sytuację na Litwie wykorzystując do tego mieszkających tam Polaków, którzy zmęczeni są różnorodnymi, nie mającymi żadnego sensownego wytłumaczenia posunięciami antypolskimi władz litewskich, narastającymi z chwilą, kiedy mniejszość polska i rosyjska zaczęły stawać się zauważalną siłą polityczną.

Jak mówią sami inicjatorzy sondażu, ich intencje są zgoła inne – chodzi im o efektywną integrację mniejszości narodowych w państwie litewskich, a badania są potrzebne, aby zidentyfikować problemy i zaplanować możliwości ich rozwiązania…

Jeżeli to ma być diagnoza problemu, to diagnoza jest jedna – dotychczasowa polityka litewska wobec mniejszości jest drogą nie tyle donikąd, co drogą do totalnej klęski. Bo jeśli ludzie rzeczywiście, jak chcieliby ci badacze, nie utożsamiają się z państwem litewskim, to nie dlatego że nagle obrazili się na państwo, tylko dlatego że polityka dotycząca używania języka, kultury, polityka ekonomiczna dotycząca na przykład spraw majątkowych w rejonie wileńskim, spowodowały, że ludzie czują się odrzuceni. Trudno, żeby w tych wynikach odzwierciedlała się wiara i nadzieja w to, że państwo o nich zadba i im pomoże.

Media litewskie nazwały wyniki badań szokującymi i rozważały, czy takie postawy mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i regionu. Czy takie obawy są uzasadnione?

Nie opisywałbym tego bezpośrednio w kategoriach zagrożenia, gdyż jest to woda na młyn litewskiej propagandy mówiącej, że mniejszość polska na Litwie stanowi problem dla bezpieczeństwa wewnętrznego. Bo nie stanowi. Jeśli zgodzimy się na narrację litewską możemy rzeczywiście znaleźć się w nieciekawej sytuacji, kiedy pozbawieni wsparcia ze strony Warszawy Polacy zaczną coraz ściślej współpracować z Rosjanami, ci zaś realizować długofalową politykę Kremla opartą na osłabianiu wewnętrznym i skłócaniu ze sobą krajów wschodniej flanki NATO i UE. Pamiętajmy, że Rosja w swojej doktrynie obronnej ma wpisaną ochronę wszystkich Rosjan poza granicami FR. Litwa nie może sobie pozwolić na sytuację, kiedy to Kreml stanie się jedynym gwarantem swobód mniejszości, a im bardziej histerycznie i nerwowo będzie reagować na jakiekolwiek działania Polski w tej sprawie, tym bardzie będzie wpychać Polaków w objęcia Putina. W momencie, kiedy władze litewskie nie potrafią przeciągnąć na swoją stronę Polaków mieszkających na Litwie, jedyną sensowną siłą mogącą przypominać im, że Rosja to nie przyjaciel, a potencjalne zagrożenie, jest Warszawa. To jednak wymagałoby wywrócenia dotychczasowej polityki litewskiej, co na pewno nie byłoby na rękę dla Kremla. Im głębsze konflikty polsko-litewskie, tym lepiej oddziaływuje rosyjska propaganda. Tym skuteczniejsza jest rosyjska wojna informacyjna skierowana zarówno w stronę Polski, jak i Litwy. Polska mniejszość na Litwie i jej rzekoma prorosyjskość (jak wynika z tych badań) jest jednym z katalizatorów dostarczających energii dla podsycania tego typu napięć. Kiedy nie ma sensownych programów polskojęzycznych ani działań zmierzających do wspierania kultury i języka polskiego, które silniej łączyłyby tych ludzi z Polską, zaś język litewski dla starszego pokolenia nie jest i nie będzie kluczowym, sięganie po kanały rosyjskie jest całkowicie naturalne. A ponieważ rosyjska propaganda jest na najwyższym poziomie, kremlowska wizja świata okazuje się spójna i logiczna. Teraz będą to kwestie Krymu, z czasem możliwe że kwestie praw mniejszości, gdzie znów gwarantem nie będzie Warszawa, a Moskwa. Pamiętajmy, że rosyjski punkt widzenia potrafi się przebić w krajach Europy Zachodniej i w USA, gdzie siła oddziaływania miejscowych mediów oraz wyrobienie polityczne jest znacznie wyższe. Władze Litwy nie poradzą sobie z tym problemem mnożąc linie podziałów. Prędzej skażą się na jeszcze głębsze podziały.

Czy zatem Polska ma tu jakąś rolę do odegrania?

Oczywiście, że ma, jednak nie wiem, czy aktualna władza ma pomysł, co robić i jak. Nie możemy działać z pozycji hegemona, a takie wizje ma aktualnie rządząca partia marząc o Międzymorzu. Poza tym jesteśmy między młotem i kowadłem, bo im silniejszy będzie nasz przekaz do polskiej mniejszości na Litwie, im bardziej będziemy się starali ją wspierać i próbować wyrwać spod propagandy Kremla, tym ostrzejsze protesty i działania odwetowe mogą spaść na nas za strony Litwy. A im większy będzie konflikt na tej linii, tym więcej zyska na tym Rosja, zapewne podbijając jeszcze napięcie po obu stronach przy pomocy internetowych trolli, fikcyjnych informacji, rozpuszczanych plotek i kłamstw. Jak już wcześniej mówiłem, należałoby dokonać całkowitego resetu dotychczasowej polityki, to jednak w aktualnej sytuacji politycznej na Litwie wydaje mi się całkowicie niemożliwe.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!