Opinie
Czesław Okińczyc

Czesław Okińczyc: Gabriel Jan Mincewicz. In memoriam

Przed kilkoma dniami miałem zaszczyt uczestniczyć w wieczorze pamięci śp. Gabriela Jana Mincewicza. Wystąpiły założone przez Mincewicza zespoły, a naukowcy przedstawili kilka bardzo interesujących, merytorycznych referatów, dotyczących różnych sfer działalności naszego wybitnego Rodaka. Przypomniały mi się jednak tego wieczoru i moje spotkania z Janem Mincewiczem.

Mincewicz przez trzynaście lat wykładał muzykę w Szkole Średniej nr 26 w Nowej Wilejce (obecnie Gimnazjum im. Józefa Ignacego Kraszewskiego). W szkole, do której i ja w tym czasie uczęszczałem. Prowadził w naszej szkole Klub Melomana, do którego należałem, mimo iż słoń dosyć dotkliwie nadepnął mi na ucho… Klub Melomana był bowiem jedynie przykrywką dla tajnego kółka nauczania religii „Promień“. Te tajne komplety były dla nas zresztą nie tylko katechezami, ale i lekcjami polskiego patriotyzmu. Zbieraliśmy się chętnie, nikt nie chciał opuścić żadnego zajęcia. Tradycyjnie na początku każdego spotkania śpiewaliśmy „My chcemy Boga“ (Jan Mincewicz wydawał też podziemną gazetkę katolicką pod takim samym tytułem, za pomocą której mogliśmy się zapoznać z niedostępnymi artykułami z pism katolickich). Przynależność do takiego tajnego kółka dawało ogromną satysfakcję. Panowała miła atmosfera, poznawaliśmy prawdy wiary, a jednocześnie był to też potężny zastrzyk adrenaliny!

Mincewicz był naszym bohaterem. Zabierał nas na wycieczki do różnych miast: Tallinna, Rygi, Moskwy, Petersburgu. I wszędzie nie tylko zwiedzaliśmy sale koncertowe i historyczne zabytki, ale także kościoły, uczestniczyliśmy w nabożeństwach. Organizował pielgrzymki do Kalwarii Wileńskiej, płomyki bożenarodzeniowe, letnie wyjazdy nad Morza Czarne i Bałtyckie. Był to wspaniały czas wypełniony nie tylko modlitwą, ale i muzyką, sportem, spotkaniami z ciekawymi ludźmi. Były to działania bardzo ryzykowne, więc staraliśmy się zachowywać jak najdalej posuniętą konspirację (wiedzieliśmy, że nie można o tych naszych spotkaniach nikomu opowiadać, wiedzieliśmy jak się zachować, gdy na nasze zajęcia ktoś wpadnie z niezapowiedzianą inspekcją). Ale i tak pewnego dnia ktoś doniósł do KGB i nasz Nauczyciel dostał zakaz pracy w Wilnie. Został wydalony na prowincję, do Niemenczyna, który niewątpliwie na tym zyskał, ale jak wiele straciło Wilno!…

Gabriel Jan Mincewicz odznaczał się wyjątkowymi cnotami inspirowanymi doświadczeniem religijnym i przez wiele lat cierpiał niedogodności z powodu swojej religii. Nasz Nauczyciel śp. Gabriel Jan Mincewicz ucierpiał za krzewienie wiedzy o Bogu. Nie jestem znawcą prawa kanonicznego i nie wiem, czy są to wystarczające przesłanki, aby ogłosić go błogosławionym Kościoła Katolickiego. Ale sugerowałbym nad tym się zastanowić i gdyby taki proces beatyfikacyjny się rozpoczął – natychmiast służę jako świadek, że Gabriel Jan Mincewicz ucierpiał za wiarę! Natomiast nie ulega żadnym wątpliwościom, że Mincewicz zasłużył na odpowiednie upamiętnienie na Wileńszczyźnie. Pedagog, muzyk, kompozytor, teolog, działacz społeczny, założyciel i kierownik Reprezentacyjnego Polskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Wileńszczyzna”. Syn Ziemi Wileńskiej, której służył głosząc wiarę, będąc posłem i radnym, ratując od zapomnienia jej pieśni i melodie. Jestem przekonany, że nie czekając na tradycyjne 10 lat po śmierci powinny pojawić się w Wilnie, Niemenczynie, innych miejscowościach Ziemi Wileńskiej ulice i skwery jego imienia, pomniki i tablice pamiątkowe.

Ale jeszcze ważniejszym wydaje mi się zastanowić: czy zrobiliśmy wszystko, żeby Gabriel Jan Mincewicz żył? Śmierć każdego człowieka – to strata nie do powetowania. To swego rodzaju koniec pewnego świata. Śmierć człowieka wybitnego – jakim niewątpliwie był Jan Mincewicz —  to strata jeszcze większa, bo nie tylko dla najbliższych, przyjaciół, rodziny, ale dla całej społeczności i kraju. Być może więc dziś czas zastanowić się nam wszystkim, czy zrobiliśmy w swoim czasie wszystko, żeby jego życie przedłużyć, żeby mu to życie ulżyć? Czy zrobiliśmy wszystko, żeby zapewnić mu możliwość zajmowania się tym, co kochał najbardziej, co było dziełem całego jego życia i nadal jest symbolem całej naszej społeczności –  zespołem „Wileńszczyzna”? Czy zrobiliśmy wszystko, żeby u schyłku swoich lat mógł się zasłużenie cieszyć sukcesem, jaki „Wileńszczyzna” odniosła nie tylko na Litwie, Polsce, ale i na skalę międzynarodową? Czy zrobiliśmy wszystko, żeby mógł się bez ostatku, bez problemów, oddać się pracy twórczej? Chyba nie…

Bo czy naprawdę tylko on, człowiek w sile wieku, musiał zajmować się obok ukochanej przez niego muzyki sprawą równie wymagającą, ważną i jednocześnie niezwykle trudną: walką o oświatę polską na Litwie? Czy naprawdę nie było młodszych do wykańczającego biegania po ministerstwach, urzędach, wiecach? Czy nikt nie mógł go wyręczyć w niekończącym się ślęczeniu nad dokumentami?

Zaprawdę miał rację poeta i ksiądz Jan Twardowski: Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą!

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!