Opinie
Małgorzata Kozicz

„Czas Litwy” się kończy. Co dalej?

Pierwyj Bałtijskij Kanał (PBK) ogłosił we wtorek, że rezygnuje z programu informacyjnego "Litowskoje wremia" ("Czas Litwy"). W ten sposób od stycznia nie będzie na Litwie wiadomości lokalnych w języku rosyjskim. Eksperci są jednak zgodni - zniknięcie litewskich wiadomości z ramówki uważanego za prokremlowski kanału nie oznacza wcale, że Rosja wycofuje się z wojny informacyjnej w krajach bałtyckich.

„Przekonaliśmy się, że polityka medialna litewskich władz ma mało wspólnego z wartościami europejskimi, których nieodłączną częścią jest wolność słowa i przestrzeganie ustawodawstwa Unii Europejskiej” – napisano między innymi w oświadczeniu koncernu medialnego Baltijas Mediju Alianse, do którego należy telewizja PBK.

Przypomnijmy, że w październiku 2013 roku decyzją sądu na trzy miesiące została wstrzymana retransmisja PBK. Z wnioskiem o sankcje w tej sprawie zwróciła się Litewska Komisja Radia i Telewizji. Taką decyzję komisja podjęła po wyemitowaniu przez PBK programu, który tendencyjnie ukazał tragiczne wydarzenia 13 stycznia 1991 roku. Jak mówi przewodniczący komisji Edmundas Vaitekūnas, w programie „Litowskoje wremia” nie zdarzały się naruszenia, które  odnotowano w innych programach rosyjskiej telewizji.

„Mieliśmy zarzuty wobec tej telewizji, zorganizowaliśmy nawet spotkanie, aby przedstawiciele stacji mogli przedstawić swoje stanowisko. Wówczas usłyszeliśmy, że, ich zdaniem, dowolne wypowiadane na ekranie stwierdzenia są wyrazem wolności słowa, a jakiekolwiek regulacje są ograniczaniem tej wolności. Komisja jest innego zdania – treści zawarte w niektórych programach nosiły wyraźne znamiona podżegania do waśni i były niezgodne z ustawodawstwem Litwy” – mówi Vaitekūnas.

„Na początku lipca otrzymaliśmy z Departamentu Prawa Europejskiego wnioski, z których wynika, że wszystkie decyzje naszej komisji dotyczące telewizji rosyjskich były zgodne z wymogami prawa unijnego” – dodaje przewodniczący Komisji Radia i Telewizji.

„Jeden bastion upadł”. Będą nowe

„Decyzja rosyjskiej telewizji o rezygnacji z wiadomości świadczy także o tym, że stanowisko Litwy polegające na blokowaniu kanałów, celowo nadających dezinformację, w pewien sposób się sprawdziło” – zauważa analityk Centrum Studiów Europy Wschodniej Linas Kojala.

W komunikacie prasowym koncern medialny napisał, że tworzony w ciągu 12 lat program informacyjny „przyczynił się do rozwoju demokracji na Litwie, ponieważ jako jeden z niewielu proponował maksymalnie wielostronne spojrzenie na wydarzenia na Litwie”.

„Powody mogą być dwa. Program był nieefektywny i nie osiągał swoich celów, albo po prostu został zamknięty z powodów finansowych. Nie przeceniałbym jednak znaczenia tego faktu. Rosja ma dużo innych mediów, w których przedstawia swój pogląd na polityczne wydarzenia Litwy. I na pewno znajdzie, czym zastąpić „Litowskoje Wremia”, aby zmobilizować prorosyjski elektorat przed następnymi wyborami do Sejmu” – sądzi politolog z Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego Mariusz Antonowicz.

„Kreml w swojej wojnie informacyjnej przeciwko Litwie wycofał się z jednego z bastionów. Proponowałbym jednak nie rozluźniać się. Obecnie cała propaganda Kremla jest skupiona na mediach społecznościowych i portalach informacyjnych. Mamy do czynienia z „portalizacją” propagandy – zarówno w Rosji, jak i w krajach bałtyckich. Toteż jeżeli PBK został trafiony w ogon, trzeba pilnować, żeby Sputink czy nowy Baltnews gdzieś nie wylazł” – napisał na swoim profilu na Facebooku ekspert ds. obronności Aleksandras Matonis.

„Oczywiście, z samej decyzji o zamknięciu programu również próbuje się wycisnąć maksimum – widzimy odniesienia do stwierdzeń używanych często przez prokremlowskich działaczy, że na Litwie w ten sposób ograniczana jest wolność słowa. W pewnym sensie Kreml dostosował się do zasad liberalnej demokracji i manipuluje pojęciami wolności słowa, alternatywnej opinii, tym niejako maskując przypadki zwykłej dezinformacji” – dodaje analityk Linas Kojala.

Szansa dla polskiej telewizji?

„Ograniczony światopogląd polityczny i nieuwzględnianie interesów mniejszości etnicznych Litwy pokazują, że władze nie potrzebują komunikacji z przedstawicielami innych narodowości” – napisano w komunikacie telewizji PBK.

„Standardowy pakiet telewizji kablowej w Wilnie lub jego okolicach na dzień dzisiejszy zawiera około 70-80 proc. programów rosyjskojęzycznych, około 10 proc. programów w języku litewskim i zaledwie 10 proc. w języku angielskim, tak więc telewizje rosyjskojęzyczne raczej nie mogą narzekać, że nie ma dla nich przestrzeni” – mówi Andrzej Pukszto, kierownik Katedry Politologii na Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie.

Jak wynika z ostatnich badań przeprowadzonych przez TNS LT na zlecenie Baltic Media Aliance, które obejmowały tylko stacje telewizyjne, PBK w segmencie mniejszości narodowych na Litwie zajmuje około 14,3 proc. rynku.  Czy brak wiadomości w języku rosyjskim dla tego audytorium może stać się niszą dla polskich programów informacyjnych?

„Szansa dla polskiej oferty tutaj zawsze była, jest i będzie. Mam tu na myśli polską mniejszość, ale nie tylko. Wiele osób na Litwie interesuje się kulturą polską, tym, co się dzieje w Polsce, sporo osób poza Polakami zna język polski. Nadal jest wakuum dla różnorodnej telewizji polskiej, nie tylko dla programów informacyjnych, ale również dla filmu polskiego, programów rozrywkowych” – uważa Andrzej Pukszto.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!