Litwa
Antoni Radczenko

Polski punkt widzenia: Z Brazauskasem może rywalizować tylko Adamkus

Jeden z ojców litewskiej niepodległości, sygnatariusz Aktu Niepodległości, jeden z architektów traktatu polsko-litewskiego, pierwszy prezydent Litwy, dwukrotny premier – dzisiaj, zmarły w 2010 roku, Algirdas Brazauskas obchodziłby 85. urodziny.

„Algirdas Brazauskas był gwarantem stabilności w państwie, symbolem jedności i wytrwałości, który odegrał kluczową rolę w przełomowym momencie litewskiej historii. Miał zasadniczy wpływ na odrodzenie niepodległości, organizację życia państwowego, tworzenie podstaw demokracji i uznanie międzynarodowe” – powiedział we środę premier Litwy Saulius Skvernelis.

Wilczewski: W Polsce jest niedoceniany

Brazauskas urodził się 22 września w Rakiszkach. Po wojnie w roku 1956 ukończył studia inżynieryjne w kowieńskim Instytucie Politechnicznym.  Po uzyskaniu dyplomu robił pomyślną karierę w komunistycznej Litwie. Od 1962 kierował wydziałem materiałów budowlanych w Radzie Gospodarki Narodowej Litewskiej SRR. W latach 1965–1966 był ministrem przemysłu materiałów budowlanych, po czym został zastępcą przewodniczącego Państwowego Komitetu Planowania. W 1977 został sekretarzem, a w 1988 I sekretarzem Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Litwy. Właśnie komunistyczna przeszłość była mu ciągle wypominana przez prawicowych polityków.

„Wydaje mi się, że prezydent Algirdas Brazauskas jest dziś w Polsce postacią niedocenianą. Zdaję sobie sprawę z tego, że na Litwie jest to postać kontrowersyjna. Rozumiem to, był w końcu przez wiele lat dygnitarzem komunistycznym, służył tamtemu systemowi, ale trzeba przyznać, że w decydującym momencie opowiedział się za niepodległością. Niemniej jednak oceny jego postawy powinni dokonać sami Litwini” – powiedział w rozmowie z zw.lt Dominik Wilczewski magazynu online „Przegląd Bałtycki”.

Architekt traktatu

24 lutego 1990 został wybrany do Rady Najwyższej Litewskiej SRR. Znalazł się wśród sygnatariuszy Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego z 11 marca tego samego roku.W 1993 r. został wybrany na pierwszego prezydenta niepodległej Litwy. Rok później razem z Lechem Wałęsą podpisał polsko-litewski traktat.

„Jeśli chodzi o stosunki z Polską, to odnoszę wrażenie, że u nas dużo cieplej i częściej myśli się o prezydencie Adamkusie. Jest to zrozumiałe, bo utrzymywał on serdeczne stosunki zarówno z Aleksandrem Kwaśniewskim, jak i Lechem Kaczyńskim, niektórzy nazywają ten okres „złotym wiekiem” w stosunkach polsko-litewskich. Ale Algirdas Brazauskas też dołożył swoją cegiełkę do budowy dobrosąsiedzkich stosunków” - jest przekonany polski dziennikarz.

„Pamiętajmy, że był on jednym z architektów Traktatu polsko-litewskiego z 1994 roku. Podobne traktaty z Białorusią i Ukrainą zostały zawarte znacznie wcześniej, a prace nad porozumieniem polsko-litewskim przeciągały się m. in. z uwagi na upór części litewskich elit, które domagały się od Polski ekspiacji za zajęcie Wilna w 1920 roku. Dodatkowo kontrowersje budziły sprawy mniejszości narodowych. Brazauskas przeciął te spory, Traktat został „przepchnięty”. Nie jest doskonały, budzi różnice interpretacyjne, ale dobrze że jest, mamy podstawę do budowy zdrowych, dobrosąsiedzkich relacji. To zasługa Brazauskasa” - dodaje polski dziennikarz i publicysta.

Brazauskas stał również za pojednaniem polskich i litewskich weteranów II wojny światowej. „Później, już jako premier, wspierał wspólnie z Adamkusem inicjatywę pojednania weteranów AK i korpusu Plechaviciusa. Tamto wydarzenie też pomogło rozładować pewne napięcia w stosunkach polsko-litewskich. Oczywiście, można Brazauskasowi zarzucić, że nie dołożył starań o rozwiązanie problemów polskiej mniejszości, ale ten akurat zarzut obciąża hipotekę niemal wszystkich szefów rządów litewskich i Brazauskas nie jest tu żadnym negatywnym wyjątkiem” sądzi Dominik Wilczewski.

Haszczyński: Był akceptowany przez litewskich Polaków

Mniej optymistyczny w ocenie polityki Brazauskasa jest szef działu zagranicznego dziennika „Rzeczpospolita” Jerzy Haszczyński.

„Algirdas Brazauskas miał szczęście, zajmował ważne urzędy w czasie, gdy w Polsce panowało przekonanie, że stosunki z Litwą mogą być tylko lepsze, trzeba jedynie poczekać, aż Litwini poczują się bezpieczni w instytucjach zachodnich i zrealizują obietnice dotyczące praw mniejszości. Przekonanie, że politycy litewscy zwodzili nas i nie zamierzają się przeciwstawić dominującemu nacjonalizmowi, pojawiło się, gdy był już prawdziwym politycznym emerytem. Krótko przed śmiercią. Został więc symbolem przyjemnych skojarzeń z odrodzoną Litwą, pod tym względem może z nim rywalizować tylko Valdas Adamkus. Nie bez znaczenia jest też to, że ten – jak się wyraziła niegdyś pewna wilnianka – „piękny postsowiecki mężczyzna” był akceptowany przez znaczną część litewskich Polaków, w przeciwieństwie do Vytautasa Landsbergisa. A zdanie mniejszości ma spory wpływ na stanowisko Warszawy. Może zabrzmi to dziwnie, ale najbardziej zapamiętałem spotkanie z nim nie w jakimś urzędzie czy parlamencie. Ale w supermarkecie w Wilnie, niedaleko gmachu Sejmu, w połowie lat 90. Pojawił się z kilkoma ochroniarzami. W długim czarnym płaszczu krążył w poszukiwaniu słodyczy dla wnuków. Nie była to żadna akcja reklamowa, byłem jedynym dziennikarzem, który stał się, przez przypadek, świadkiem tego krzątania się dziadka-prezydenta po sklepie. Płacił sam. Kasjerka była zachwycona” – podzielił się wspomnieniami z zw.lt Jerzy Haszczyński.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!