Kultura
Dariusz Malinowski

Ivan Komarenko: Moją receptą na sukces jest szczerość wobec siebie i słuchaczy

„Nie wybrałem kariery artysty po to, by ciągle brylować na salonach – z tym się urodziłem, kocham to i niezależnie od tego, czy moje nazwisko będzie na okładkach gazet czy pism, będę robił to, co robię”, - twierdzi polski wokalista Ivan Komarenko, który już jutro wraz z zespołem wystąpi w Wilnie.

Ivan Komarenko: Moją receptą na sukces jest szczerość wobec siebie i słuchaczy
Fot. Organizatorzy

Dobrze znany wileńskiej publiczności artysta powraca po prawie pięcioletniej przerwie, by jak sam twierdzi, dzielić się radością i szczerymi emocjami, których ma nie zabraknąć podczas zbliżających się występów w stolicy. Najbliższy z nich odbędzie się już w piątek, na scenie wileńskiego Domu Kultury Polskiej. Początek koncertu o godz. 18.00.

Dariusz Malinowski: Jak wiadomo, już za kilka dni wystąpi Pan z dwoma koncertami w Wilnie. Do grodu Giedymina wraca Pan po prawie pięcioletniej przerwie. Dlaczego publiczność wileńska aż tak długo musiała czekać na ten powrót i jakimi emocjami, jaki oczekiwaniami jest on tym razem naznaczony?

Ivan Komarenko: Jak szybko mija czas, nieprawdaż? Jestem zaskoczony, że od chwili mojej ostatniej wizyty na Litwie minęło aż pięć lat. Dotychczas bardzo ciepło wspominam spotkania z publicznością wileńską, ale też mieszkańcami Trok, Rudziszek, Gaju. Nie uważam, że „okresy wyciszenia” w działalności artysty są czymś nadzwyczajnym. Przeciwnie, nieraz krótsze lub dłuższe przerwy pomiędzy koncertami są potrzebne po to, by widzowie po prostu zatęsknili za wokalistą, a wówczas kolejne spotkanie z nim staje się niezapomnianym przeżyciem. Nie można też zapominać o kumulacji wielu czynników takich jak koniunktura na rynku, odpowiednio dograne terminy, właściwa osoba, która zajmie się organizacją występów – tutaj muszę podziękować losowi, że na swej drodze spotkałem Pawła Żemojcina (założyciela i właściciela agencji artystycznej „Polskie imprezy na Litwie”, głównego organizatora występów Iwana Komarenko na Litwie – przyp. aut.), który stworzył tak doskonałe warunki do mego powrotu na Litwę, że nie dało się właściwie odmówić (śmiech). Wracając do pytania o emocje i oczekiwania, związane z najbliższymi koncertami w Wilnie, to nic się nie zmieniły od tych sprzed pięciu lat. Do grodu Giedymina powracam z wielką radością, no bo z taką radością byłem tu zawsze przyjmowany. Polacy na Litwie są zupełnie inni niż, na przykład, Polacy, mieszkający na Zachodzie. Broń Boże, nie mówię, że ci ostatni są gorsi. Wcale nie! Są inni. Być może za takim postrzeganiem kryje się wpływ kultury wschodniej, której reprezentantów zwykło się postrzegać jako ludzi bardzo otwartych, gościnnych, przyjaznych itd. Jakby tam nie było, Polacy na Wileńszczyźnie są niesamowici i lecę do nich z przeogromną radością. Jestem szczęśliwy, że już za kilka dni będę miał okazję do spotkania się z nimi i zagrania dla nich dwóch niezapomnianych koncertów.


O ile mi wiadomo, bilety na zbliżające się koncerty w Wilnie rozeszły się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Co więcej, większość z nich została wyprzedana w ciągu kilku pierwszych dni od startu sprzedaży. Na czym polega Pańska recepta na sukces i niegasnącą popularność wśród słuchaczy, w tym słuchaczy z Wileńszczyzny?

Bardzo się cieszę z tak dużego zainteresowania spotkaniami z moją skromną osobą i moją twórczością. Człowiek, który wybiera estradę, wybiera scenę, czyni to z powołania. Niezależnie od tego, czy jesteś na okładkach poczytnych pism, czy nie, tworzysz, działasz, nagrywasz nowe utwory, realizujesz kolejne projekty muzyczne, nie poddajesz się. Oczywiście, po pierwszej fali zauroczenia wśród zwykłych odbiorców może pojawić się opinia, że to już koniec kariery danego artysty. Ale mówimy tu jedynie o tej pierwszej fali. Prawdziwy artysta, który wybrał swój zawód z powołania, nie poddaje się, bo wie, że jeśli będzie szczerym wobec siebie i swych wielbicieli, to ludzie będą do niego lgnęli. Nie wybrałem kariery artysty po to, by ciągle brylować na salonach – z tym się urodziłem, kocham to i niezależnie od tego, czy moje nazwisko będzie na okładkach gazet czy pism, będę robił to, co robię. Widząc artystę, który nie poddaje się, który tworzy niezależnie od koniunktury na rynku, ludzie nie przestają mu kibicować i wspierać. Bo ludzie postrzegają cię przez pryzmat twego dorobku, nie zaś kolejnych sensacji, wyssanych z palca, kolejnych plotek. Jestem dumny ze swoich słuchaczy, którzy są ze mną w radości i smutku, którzy doceniają prawdziwość i szczerość mego przekazu, o czym dają wyraz, gromadząc się tłumnie na moich występach. No bo ludzie cenią szczerość, cenią otwartość i oddanie, które cechują prawdziwych artystów. To wszystko sprawiło, że słuchacze nie opuścili mnie. Nie opuścili, bo zobaczyli, że nie poddaję się, że robię swoje, realizuję wciąż nowe projekty jak choćby mój ubiegłoroczny wyjazd do Afryki, gdzie zaśpiewałem piosenkę z dziećmi z biednych rodzin, które następnie sprowadziłem na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Właśnie na tym opiera się mój sukces – na robieniu czegoś z wielkim powołaniem, na szczerości wobec siebie i innych, na konsekwentnym dążeniu do celu i nie załamywaniu się z powodu niepowodzeń, które jak każdy z nas napotykam na swej drodze życiowej.


Skoro o słuchaczach, odbiorcach mowa, czego publiczność wileńska może oczekiwać od Pana zbliżającego się piątku i soboty? Jakie asy ma Pan w rękawie i właściwie z jakim programem powraca pan do Wilna?

Na pewno będzie wiele radości i euforii. Moim występom będzie towarzyszył profesjonalny band – będą chórki, będzie perkusista, będą tancerze, gitarzysta. Na koncerty w Polsce udaję się nieraz z okrojonym składem, jednak tu, w Wilnie, stawimy się w pełnym komplecie. Na pewno będę chciał zaprezentować publiczności wileńskiej teledysk do utworu „Tak mówił Papież”, nagranego podczas mej ubiegłorocznej wizyty w RPA. Będzie też premiera nowej piosenki , ale rzecz jasna wśród wielu nowych utworów, nie zabraknie starych, dobrze znanych piosenek. Sądzę, że po koncercie słuchacze będą szczęśliwi i, mam nadzieję, wdzięczni losowi za to spotkanie.

Podczas zbliżających się koncertów w Wilnie, publiczność przed Pana występem rozgrzeje niemniej znana i lubiana na Wileńszczyźnie Katarzyna Zvonkuvienė. Z tego, co wiem, łączy was zażyła przyjaźń nie tylko na płaszczyźnie zawodowej, ale też prywatnej. Rozumiem, że udział Katarzyny w zbliżających się Pana koncertach nie był przypadkowy?

Oczywiście, że tak. Zawsze, jak udaję się na Litwę, pamiętam o Kasi, bo tak jak pan powiedział, znamy się od wielu, wielu lat. Kasia startowała w chwili, gdy ja już święciłem triumfy na polskiej scenie muzycznej i naszą dotychczasową znajomość cechuje kilka wspólnych artystycznych akcentów. Pierwszym z nich jest oczywiście nasz duet w utworze „Dom na wiślanym brzegu“, który między innymi wykonamy w trakcie zbliżających się koncertów. Drugim akcentem jest występ Kasi podczas zorganizowanego przeze mnie koncertu na rzecz pojednania narodów Ukrainy i Rosji, który odbył się przed dwoma laty w Sejnach. Będąc artystą, odczuwałem swoisty moralny obowiązek i zarazem powołanie do zorganizowania tego typu akcji, poprzedzonej teledyskiem do utworu „Chociaż ptaki odleciały“. Cieszę się niezmiernie, że Kasia wsparła nas swoim udziałem i dała niezapomniany popis swego talentu wokalnego. No i tym większa ma radość, że z tą wspaniałą artystką, a do tego bardzo ciepłą osobą będę miał możliwość spotkać się już w najbliższy piątek.

No i pytanie na zakończenie. Nie od dziś wiadomo, że życie artysty, szczególnie artysty tak wziętego jak Pan, jest życiem w ciągłym biegu, życiem na walizkach. Nie da się ukryć, że trasy koncertowe nie służą dobremu wypoczynkowi i poznawaniu odwiedzanych przez artystów miejsc. Gdyby jednak podczas pobytu w Wilnie nadarzyła się Panu okazja do wybrania się na miasto, dokąd skierowałby Pan swe kroki?

Bardzo bym chciał wybrać się na Starówkę i przejść się urokliwymi uliczkami Wilna, wpaść na kawę do jakiejś przytulnej kawiarenki i po prostu pomarzyć o nowych planach, nowych piosenkach, projektach. Uwielbiam takie chwile, bo dają mi wiele zadowolenia i radości, którymi mogę później dzielić się ze swymi słuchaczami.

Cóż, mam nadzieję, że znajdzie Pan czas na takie „zagubienie się“ w Wilnie i, kto wie, może stanie się ono powodem do powstania nowego utworu. Dziękuję uprzejmie za rozmowę.

Dziękuję również i do zobaczenia na koncertach!