Kultura i Historia
Renata Butkiewicz

Zimna Wojna – swoisty rodzaj hołdu i miłości do Polski już w kinach w Wilnie

Od dzisiaj (30 listopada) we wszystkich kinach w Wilnie ,,Zimna Wojna" Pawła Pawlikowskiego. Wysublimowane dzieło, któremu czerń i biel nadają szlachetności, gdzie reżyser zostaje filmowym poetą, a muzyka nie wychodzi nam z głowy... On kompozytor po czterdziestce, ona – dwudziestoparolatka z prowincji. Dwie dekady. Lata 50-te, 60-te. I dwoje serc, które nie mogą żyć ze sobą, a bez siebie – nie chcą... Każdy z oglądających tę historię może wypełnić po swojemu...

Rozmawiamy z Ewą Puszczyńską z Opus Film, która jest jednym z najbardziej znanych producentów filmowych na świecie. Na swym koncie ma m.in. „Idę” oraz „Zimną Wojnę”.

 Renata Butkiewicz: Obchodzimy 100-lecie Niepodległości Polski i możemy śmiało powiedzieć, że ten film, film ,,Zimna Wojna”, to akt miłości do Polski. Powracamy do dawnych lat, tamtych piosenek, tamtych ludzi. To film o miłości z pięknie wplecioną polską muzyką ludową.

Ewa Puszczyńska: Oczywiście, że tak. To jest swoisty rodzaj hołdu i miłości do Polski, który Paweł wyraża. Już ,,Idę” Paweł określił jako ,,swój list do Polski” i tak też była nazwana przez niektórych. I ten film również opowiada polską historię poprzez ludzi, poprzez bohaterów, poprzez to, co z nimi się wydarzyło, ale właśnie również poprzez tło. Poprzez również te piosenki, o których pani wspomniała, te piosenki, które my z Pawłem pamiętamy z naszego dzieciństwa i z naszych lat bardzo wczesnej młodości. Wtedy oczywiście tych piosenek nie lubiliśmy, bo one były gdzieś tam wszędzie i w radiu je było słychać na okrągło, bo bardziej ciągnęło nas w stronę jazzu, czy powiedzmy muzyki zachodniej. Natomiast w tej chwili te piosenki odżyły, one nabrały kompletnie nowego wyrazu, i w filmie ta muzyka, te właśnie piosenki Mazowsza są trzecim bohaterem. To jest coś w rodzaju chóru greckiego, który komentuje wydarzenia, ale jest to także bohater, który się zmienia i rośnie wraz z naszymi bohaterami, wraz z Zulą i Wiktorem. Oni się zmieniają, oni wędrują i tak samo się zmieniają i wędrują te piosenki. Najpierw słyszymy je w wykonaniu autentycznych twórców ludowych, potem w wykonaniu Mazowsza, a potem słyszymy je w paryskich klubach w wykonaniu jazzowym. Zgodzę się tutaj z panią, że jest to jakiś taki swoisty rodzaj świętowania 100-lecia Niepodległości właśnie poprzez Pawła i poprzez całą naszą ekipę w bardzo osobisty i przez to bardzo piękny sposób.

 Renata Butkiewicz: Mała łódzka uliczka udawała Paryż, Wrocław udawał Berlin, sceny z Jugosławii kręciliście w Chorwacji…

Ewa Puszczyńska: Sceny z Jugosławii kręciliśmy w Chorwacji, ale to mogliśmy udawać, bo wtedy Chorwacja była częścią Jugosławii, czyli tutaj tak nie do końca oszukiwaliśmy i nie do końca kłamaliśmy. Ale rzeczywiście wszystkie wnętrza były kręcone w Polsce, były kręcone w Łodzi bądź innych miastach w Polsce. Teatr w Splicie, wszystkie wnętrza mieszkania Michela, wnętrza paryskie, wnętrza hali koncertowej w Berlinie – to wszystko było kręcone w Polsce. Także myśmy rzeczywiście udawali cały świat, czy ten kawałek Europy, udawaliśmy głównie właśnie w Polsce – w Łodzi, we Wrocławiu, w Legnicy, ale już zdjęcia, które trzeba było nakręcić w Paryżu, czyli te ujęcia, kiedy bohaterowie pływają po Sekwanie, czy to jak się spotykają na paryskiej ulicy, kiedy Zula przyjeżdża do Paryża, to były rzeczywiście autentyczne lokacje paryskie. Także nie wszystko się udało nakręcić w Polsce. Niektóre rzeczy musiały być prawdziwe, chociażby niezastąpiona Katedra Notre-Dame. Tego się nie da nigdzie ,,udać” poza Paryżem.

 Renata Butkiewicz: ,,Mamy wszystko, czego potrzeba do robienia dobrych filmów…..” – mówi w wywiadach Paweł Pawlikowski i dodaje, że ,,Polska jest ciekawa, wyrazista i skomplikowana. Zostawmy epatowanie heroiczną historią czy żonglowanie chwytami pod zachodnią publiczkę”, co niektórzy twórcy usiłują właśnie robić. A on znalazł tę niszę, znalazł sposób jak trafić w serca publiczności, wyrobił nawet swoją markę ,,Paweł Pawlikowski”, która promuje teraz polskie kino na świecie…

Ewa Puszczyńska: Tak, myślę, że Paweł jest takim twórcą, który opowiada historie bardzo osobiste. Swoje historie, swoje życie, swoje przeżycia, swoje doświadczenia przenosi na bohaterów swoich filmów. Dlatego to są opowieści o ludziach, dlatego to są opowieści o każdym z nas, bo wszyscy przeżywamy takie emocje – wszyscy kochamy, nienawidzimy, martwimy się, przeżywamy różne rzeczy. Wyrobił sobie już taką markę ,,Idą”. I od ,,Idy”, teraz poprzez ,,Zimną Wojnę”, wcześniej poprzez ,,Lato Miłości”, buduje sobie zaufanie widzów i  w oparciu o zaufanie, którego myślę, ,,Zimna Wojna” nie zawiedzie, ludzie powinni przyjść i zobaczyć ten film. Powinni po raz kolejny Pawłowi zaufać, że warto.

Renata Butkiewicz: Teraz promocja ,,Zimnej Wojny” trwa w Stanach Zjednoczonych. Film będzie miał swoją premierę przed świętami Bożego Narodzenia. To właśnie w tym czasie do kin wchodzą często produkcje Oscarowe.

Ewa Puszczyńska: Naszym dystrybutorem na Stany Zjednoczone i Kanadę jest Amazon. To bardzo silny partner. Film wchodzi w Stanach 21 grudnia na ekrany kin. Jest to promocja dystrybucyjna, ale jednocześnie oscarowa. ,,Zimna Wojna” reprezentuje Polskę w tym oscarowym ,,wyścigu”. Brzydkie słowo, ale to tak trochę jest. I tutaj mamy ogromne wsparcie Amazona i mam nadzieję, że to doprowadzi nas przynajmniej do nominacji. Wszyscy mówią, że takim największym naszym konkurentem jest ,,Roma” Alfonso Cuarona, ale wiele głosów mówi, że ,,Zimna Wojna” jest jednak wyróżniającym się filmem. Nie chcę tutaj powiedzieć lepszym czy gorszym, ale po prostu innym niż ,,Roma”, wyróżniającym się bardziej. Zobaczymy… to jest bardzo trudno. Cała kampania czasami jest ogromna, a okazuje się, że tak naprawdę Akademia zdecydowała zupełnie inaczej. Zdarzają się niespodzianki i do niczego nie należy się przyzwyczajać. Będzie, co będzie i powtarzam to samo, co mówiłam przy ,,Idzie”, że z nagrodami czy bez, nic nie zmieni faktu, że mamy bardzo piękny film..…

Renata Butkiewicz: Bo filmów się nie robi dla Oscarów czy Złotych Palm, a filmy się kręci z potrzeby serca. To wiadomo. Jednak wszyscy mówią o nagrodach i ten cały blichtr wokół się pojawia. O Zimnej Wojnie tyle się mówi, tyle się pisze… Ale spróbujmy właśnie obejrzeć ten film, bez konieczności sięgania do cudzych opinii, spróbujmy odnaleźć w nim coś dla siebie.

Ewa Puszczyńska: Absolutnie tak. Absolutnie się z panią zgadzam. Każdy powinien pójść do kina i wyrobić sobie własne zdanie. Tym bardziej, że w mojej opinii, a nie jestem w tej opinii odosobniona, udało się reżyserowi Pawłowi Pawlikowskiemu, osiągnąć coś niebywałego w takim  zwykłym, nazwijmy to, filmie. Dlatego, że wydaje mi się, jest to film interaktywny. Jest nakręcony w taki sposób i historia jest opowiedziana w taki sposób, że każdy z widzów, każdy z oglądających może sobie wypełnić tę historię po swojemu. Uzupełnić ją własnymi przeżyciami, własnymi doświadczeniami. Nie chcę zdradzać tutaj, jak film jest nakręcony, ale czasami jak my mówimy, ten film dzieje się poza kadrem. Dzieje się w takich czarnych dziurach, które dzielą, oddzielają od siebie poszczególne sceny w filmie. Więc ta interaktywność z widzem bardzo się udała Pawłowi. I to jest jeden z powodów, dla którego ten film trzeba zobaczyć samemu i najlepiej zobaczyć go właśnie w kinie.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!