Niepodległa
Kultura i Historia
Renata Butkiewicz

Spokojnie. To tylko ,,Atak Paniki”

Festiwal Kino Pavasaris dopiero się rozkręca. Zawdzięczając Instytutowi Polskiemu w Wilnie mamy w tym roku mocny akcent polski. I trzeba przyznać, że polskie filmy, prezentowane nie tylko w Wilnie, ale również w innych miastach litewskich, nie pozostawiają widza obojętnym. W ten weekend mieliśmy okazję spotkać się z Pawłem Maśloną i jego ,,Atakiem Paniki". Taki tytuł nosi film, z którym przyjechał. Brawurowy debiut reżyserski. Jeden z najbardziej spektakularnych i zarazem dojrzałych ostatnich lat. Ale też jednocześnie obraz, który zbiera aż tak skrajne opinie. Bo jest zrealizowany na poziomie zdecydowanie odbiegającym od większości polskich filmów.

Kilka historii naszych paranoi. Kto z nas w końcu nigdy nie przeżył ataku paniki?

Zabarwiony czarnym humorem Atak Paniki, jednocześnie oferuje nam coś bardzo pozytywnego. Kiedyś jeden z widzów napisał w Internecie: ,,Nigdy nie czułem się tak dobrze, czując się jednocześnie tak źle”. Reżyser przyznaje, że jego zamierzeniem było, opowiedzenie o stanie wyjątkowo nieprzyjemnym, ale jednocześnie w taki sposób, żeby nie pozbawić widza zabawy.

Z czego się śmiejemy? Jak powinna wyglądać polska komedia?

,,Humor się bierze z tego, że to, co jest na zewnątrz jest tak bardzo inne, co w środku. Wszyscy próbujemy jakoś funkcjonować w tym świecie, udawać, że jesteśmy dobroduszni, altruistyczni, wyrozumiali, cierpliwi, a w środku nas się dzieją jakieś cuda, nad którymi nie mamy kontroli.” – mówi Paweł Maślona.

Atak Paniki, to wielowątkowa opowieść, w której zwykli ludzie wpadają w wir nieoczekiwanych zdarzeń. Często mamy jakieś wyobrażenia o rzeczywistości i wydaje nam się, że ona będzie taka, jak ją sobie wymarzyliśmy. W tym filmie też każdy z bohaterów próbuje za wszelką cenę zachować to swoje wyobrażenie, poczucie, że to da się jeszcze przetrzymać, że może nie trzeba nic zmieniać, że można być takim, jakim się jest. Im bardziej próbują to przetrzymać, tym jest gorzej, aż dochodzi do momentu, kiedy już zupełnie nie mają nad tym kontroli. Ta rzeczywistość im się wymyka.

Jak mówi reżyser, w relacjach społecznych boimy się prostych rzeczy. Wychodzenia na scenę, spotykania z ludźmi, mówienia o uczuciach. Boimy się bliskości. A teraz boimy się tym bardziej, bo świat się nam rozpadł i już nie żyjemy tak jak nasi przodkowie w ustalonych ramach. Mamy dużo swobody, mamy dużo wolności, nauczyliśmy się indywidualizmu, tego, żeby myśleć o sobie jako autorytecie, żeby samemu próbować oceniać świat i wybierać drogę. I to wprowadza nas w stan wzmożonego lęku, bo skoro sami o czymś musimy decydować, to też jesteśmy z tym sami.

Miały być Włochy, a nie Polska

Historia powstawania tego scenariusza jest bardzo długa. Pierwotnie historia miała się dziać w Neapolu w trakcie kryzysu śmieciowego, który miał być metaforą wszystkiego, co my spychamy gdzieś i nie chcemy się zajmować. Film jednak został przepisany, żeby móc go zrealizować w Polsce, bo kręcenie zdjęć we Włoszech okazało się niemożliwe. Zatem w scenariuszu znikł kryzys śmieciowy i znaleziono coś, czemu można było podporządkować logikę filmu. I tym hasłem, które miało to wszystko spajać, stał się ,,atak paniki”. Powstała karuzela emocji, kiedy stan lękowy narasta coraz bardziej i w pewnym momencie staje się nie do zniesienia.

Czy musi być wulgarnie, żeby było śmiesznie?

Wulgarność jest dobra, kiedy jest uzasadniona, kiedy nie jest wymuszona – uważa Paweł Maślona i dodaje, że nie używa wulgaryzmów po to, żeby kogoś zaszokować. Kiedy to powinno być, to powinno być. ,,Kiedy stawiam swoich bohaterów w sytuacji, kiedy ulegają jakiejś strasznie silnej presji i czuję, że wtedy by danego przekleństwa użyli, to go używają”. Tak samo z negliżem. W filmie to posłużyło, by widz mógł poczuć wstyd, jaki czuła bohaterka.

Filmowi bohaterowie, to portret klasy średniej. Mają w sobie pełno lęku i kompleksów, bo się nie odnajdują w rzeczywistości. W świecie rozpędzającej się konsumpcji. Jak mówi reżyser, wszyscy jesteśmy nieustannie zdumieni tym, jak ten świat się zmienia. Jesteśmy non stop poddawani potrzebie zmiany, przeobrażania się i nie mamy nad tym kontroli. Media społecznościowe. Jak bardzo one przedefiniowały nasz sposób myślenia. Też o sobie. Poprzez to, że mamy jakieś wirtualne awatary, którymi się przejmujemy i kreujemy swoje osobowości w wirtualnej przestrzeni. Nagle się okazuje, że ta przestrzeń staje się wyjątkowo ważna. Jesteśmy nieustannie przez kogoś oceniani i w konsekwencji zaczynamy robić wszystko, żeby być jeszcze bardziej lubianym. Ten mechanizm tylko wzmaga narcyzm i frustrację. Staranie się o to, żeby być jak najbardziej lubianym, to nie jest dobry cel dla człowieka.

,,Staram się widza rozbawić i spełnić jego oczekiwanie, które on ma wobec komedii, ale też opowiedzieć coś, co dla mnie ma ogromne znacznie. Chcę go też wzruszyć” – dodaje Paweł Maślona.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!