Kultura i Historia
Małgorzata Kozicz

Przystanek Niepodległość: Jak oswoić historię

Ilu było sygnatariuszy Aktu Niepodległości Litwy z 16 lutego 1918 roku? Albo – kto dokonał Cudu nad Wisłą? Proste! A czy wiecie, co to Bursztynowa deklaracja, kim był niespełniony król Litwy Mendog drugi, lub co przewidywała umowa Ronikier-Voldemaras? To wszystko nie tylko daty w kalendarzu, lecz wydarzenia mające swoją genezę, przyczyny i skutki, które poprzedzały odzyskanie przez Litwę niepodległości. W tym samym czasie niepodległość odzyskała Polska, ale co tu kryć, wówczas nasze kraje nie pałały do siebie miłością. Jak dwa państwa zmierzały ku niepodległości – razem czy osobno? Jakie postacie i wydarzenia odegrały kluczową rolę w tych procesach? Czy dzisiaj potrafimy rozmawiać o historii bez stereotypów? Odpowiedzi na te pytania poszukamy w programie Przystanek Niepodległość.

W każdej audycji przyjrzymy się jednemu tematowi, który zrozumieć nam pomogą historycy, publicyści, naukowcy, dyplomaci. Zajrzymy do dokumentów historycznych, przywołamy cytaty ówczesnych działaczy, ale też spróbujemy je umiejscowić w dzisiejszej rzeczywistości i dostrzec, jaki wpływ przeszłość ma na naszą teraźniejszość.

Z okazji stulecia niepodległości państwa wymyślamy idee dla Litwy, podświetlamy w barwach trójkoloru co ważniejsze budynki w Wilnie, organizujemy niezliczone konferencje i imprezy promocyjne. A z czym tak naprawdę wiąże się ta data? Czy żeby zrozumieć tę drogę, powinniśmy czytać księgi historyczne, czy wystarczy, że w Facebooku upiększymy swoje zdjęcie profilowe ornamentem z liczbą 100?

Jak mówi historyk, kierownik Katedry Teorii Historii i Kultury Uniwersytetu Wileńskiego, profesor Alfredas Bumblauskas, ważne są zarówno krótkie, nośne komunikaty, jak i uświadomienie sobie głębszych procesów.

„Przyrównujemy 100-lecie niepodległości do urodzin człowieka. Podczas jubileuszu rzadko rozmawiamy o samych narodzinach czy niemowlęctwie człowieka. Mówimy raczej o tym, co osiągnął w swoim życiu, i z tej okazji czegoś życzymy. Analogia z jubileuszem człowieka daje nam okazję wznieść toast z okazji jubileuszu państwa. A czego potrzeba w tym celu? Zobaczyć, skąd przychodzimy, stworzyć bilans, i zadecydować, do czego dążymy” – mówi prof. Bumblauskas.

Podkreśla, że obecnie obchodzimy stulecie nowoczesnego państwa litewskiego, różnego od Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Czy zatem nowe państwo niweluje całe wcześniejsze dziedzictwo wielokulturowej i wielonarodowej Litwy?

„Problemy w interpretacji wynikają z tego, że jeszcze nie nawykliśmy do numerowania okresów istnienia państwa, jak robi to choćby Polska czy Francja. Dzisiaj widocznie moglibyśmy mówić o III Republice Litewskiej” – sugeruje z kolei historyk z Instytutu Historii Litwy, prezes zarzadu Forum Dialogu i Wspolpracy im. Jerzego Giedroycia prof. Alvydas Nikžentaitis.

Czy dla Polaków na Litwie jest miejsce w dzisiejszym dyskursie historycznym państwa litewskiego?

„Taki element, który najbardziej wiąże Polaków litewskich ze świętem niepodległości Litwy, to postać Stanisława Narutowicza. Litwin? W pewnym sensie tak, to jednak szlachcic litewski. Z drugiej strony, na Akcie Niepodległości Litwy celowo złożył podpis w transkrypcji polskiej. Niektórzy historycy litewscy mówią, że chciał podkreślić swoje szlacheckie pochodzenie. Ale wśród sygnatariuszy aktu było czterech szlachciców i tylko jeden napisał po polsku. Sądzę więc, że czuł się w jakimś stopniu Litwinem, ale przede wszystkim Polakiem i to też chciał podkreślić” – mówi historyk z Gimnazjum im. J.I. Kraszewskiego Waldemar Szełkowski.

Jak przypomina prof. Alfredas Bumblauskas, takich przykładów było na Litwie więcej.

„Bolesna oś podziału Litwy i Polski szła właściwie przez środek rodzin. Bracia Narutowiczowie to nie jedyny przypadek. To także między innymi Tadas Ivanauskas, którego brat Jerzy Iwanowski był ministrem spraw zagranicznych Żeligowskiego, Michał Romer, który poróżnił się z Piłsudskim i zwrócił się w stronę Kowna. Kiedy przed dziesięciu laty mówiłem, że Piłsudski jest nie tylko Litwinem czy wilnianimem, a szlachcicem żmudzkim, patrzono na mnie jak na durnia. Dzisiaj jest to fakt powszechnie uznany. To jest taki zbiór faktów czy zjawisk potrzebny dla zrozumienia, że pochodzimy z tego samego pnia” – uzasadania proc. Bumblauskas.

Czy zatem możliwe jest wypracowanie wspólnego spojrzenia na historię Litwy i Polski, krajów bądź co bądź sąsiedzkich, które niczym Kargul z Pawlakiem żywią do siebie pewną historyczną antypatię, ale tak naprawdę w głębi serca się kochają. A mowiąc poważnie – czy historycy obu krajów powinni dążyć do osiągnięcia wspólnej narracji?

„Jestem przekonany, że nie trzeba szukać wspólnego spojrzenia na przyszłość. Ale powinniśmy szukać, na czym polegają te różnice, i próbować wsłuchać się w argumenty drugiej strony, tak samo spodziewać się, że druga strona wysłucha naszych argumentów. Najlepszym takim przykładem dla mnie była odbywająca się w ubiegłym roku konferencja na temat Józefa Piłsudskiego, która nie zmieniła ani negatywnego poglądu Litwinów, ani pozytywnego spojrzenia Polaków na tę postać. Wszyscy jednak rozstali się zadowoleni, bo była rozmowa, była dyskusja, była wymiana zdań i nie było przekonania żadnej ze stron, że pojednanie w sprawach przeszłości może nastąpić tylko wtedy, gdy jedna strona przyjmie stanowisko drugiej” – podkreśla prof. Nikžentaitis.

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!