Kultura i Historia
Małgorzata B. Majewska

O Aleksandrze i Ignacym Zdanowiczach

Zdanowicz? Nie, nic mi to nie mówi. A powinno? Rzecz o Aleksandrze i Ignacym Zdanowiczach.

Lepiej nie sprawdzać z jakim prawdopodobieństwem przechodnie z wileńskich ulic na pytanie o Zdanowicza odpowiedzieliby: Nic mi to nazwisko nie mówi. Gdyby o to samo zapytać dzieci i prosić je, aby poszukały odpowiedzi w powojennych encyklopediach, pozytywnego efektu również nie będzie. Będzie negatywny, dający usprawiedliwienie, że można nie wiedzieć. Jeśli o kimś nie ma wzmianki w encyklopedii, to znaczy, że sobie na nią nie zasłużył i – co za tym idzie – nie ma powodu o kimś takim pamiętać. Dlaczego zapomniano Zdanowiczów: ojca Aleksandra i syna Ignacego? Na to pytanie nie łatwo uzyskać odpowiedź. Łatwiej odpowiedzieć na inne: Dlaczego o nich pamiętać? A pamiętać trzeba. Zwłaszcza w Wilnie, które jest pełne architektonicznych pamiątek związanych z życiem i pracą Aleksandra Zdanowicza. Późniejszy nauczyciel i autor podręczników studiował na Uniwersytecie Wileńskim. U Zawadzkiego wydawał swoje książki. Później z Orgelbrandem i przedstawicielami wileńskiej elity intelektualnej pracował nad Słownikiem języka polskiego (Wilno, 1861). Zdanowiczowie mieszkali na Zarzeczu. Profesor piechotą pokonywał drogę do Instytutu Szlacheckiego, w którym przepracował kilkadziesiąt lat. Przemierzał miasto co dzień, bo uczył na pensjach dla dziewcząt i udzielał prywatnych lekcji w domach uczniów. Z pewnością bywał w kościele i klasztorze dominikańskim, bo przez lata był związany przyjaźnią ze świątobliwym o. Filipem Mokrzeckim OP. Wykładał historię Rosji w seminarium duchownym. Współpracował z „Kurierem Wileńskim”, na którego koszt Ignacy – młodzieniec bardzo zdolny, ale słabego zdrowia – uczył się w Instytucie Szlacheckim. A teraz o najważniejszym, bo najtragiczniejszym miejscu w wileńskiej topografii rodziny Zdanowiczów. Drewniany krzyż na pięknym dziś placu, gdzie różnojęzyczne dzieci bawią się w fontannach i turlają po równiutko wystrzyżonych zieleniusieńkich trawnikach, miłośnicy psów przechadzają się ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi, staruszkowie i zakochani siedzą na ławkach, przypomina, że stała tu kiedyś szubienica. O śmierci jasnowłosego i niebieskookiego Ignacego Zdanowicza pisał paryski wydawca jego ,,Pamiętnika o filomatach i filaretach”:

,,Ś. p. Ignacy był synem szanowanego powszechnie Aleksandra Zdanowicza, który całe swe życie poświęciwszy młodzieży, kochany był przez nią i czczony nietylko jako dobry profesor historyi, ale jako prawdziwy opiekun i ojciec. Skończywszy nauki (…), młody Ignacy miał się doktoryzować w Berlinie, gdy piastowane przez młodzież naszą nadzieje walk i poświęceń sprowadziły go w końcu 1862 roku napowrót do Wilna. Tam w tajnéj ówcześnie organizacyi czynny, wkrótce obwiniony i uwięziony, już miał być wysłany na Sybir, gdy wyznanie jednego z więźniów spowodowało odkrycie potępiających go papierów i zmianę wyroku. Nie chcąc wymienieniem żadnego nazwiska ulżyć swojemu losowi, skazany na śmierć, przyjął ten wyrok nietylko spokojnie, ale z weselem. W dziwnem rozpromienieniu żegnając ojca mówił, że się czuje szczęśliwym iż mu Bóg daje umrzeć za kraj, i za prawdę, pozwoliwszy nie zmazać się tu żadeném upodleniem; jedną tylko do rodziców miał prośbę, aby przebaczyli z serca temu który go wydał i stał się śmierci przyczyną, i na dowód tego przebaczenia posłali mu to wszystki co ich rodzicielska troskliwość na drogę wygnania przygotowała dla niego, bo ten nieszczęśliwy nie ma tu nikogo ktoby o nim pomyślił”.

Aleksander Zdanowicz nie podniósł się po stracie syna. ,,Nie wiek ani praca przerwała pasmo pięknego żywota, lecz cierpienia moralne” – informował jeden z nekrologów wileńskiego nauczyciela i leksykografa. Niektórzy twierdzą, że śmierć Ignacego miała być karą dla jego ojca za podręczniki historii, które nie odpowiadały ,,potrzebom historycznym i zarażały polonizmem pierwsze dziecięce nauki”.

31 maja b.r. minęło 150 lat od śmierci wileńskiego Profesora. Można go odwiedzić na cmentarzu Bernardyńskim. Ale można się tam pokłonić tylko ojcu. Po egzekucji ciała skazańców gdzieś zakopano. Zrozpaczeni rodzice, zrobili symboliczną mogiłę synowi, w której potem i sami spoczęli. Czy dziś można coś zrobić, aby Ignacy Zdanowicz został wreszcie pochowany w swoim grobie? Okazuje się, że może można. W zeszłym roku zostało odnalezione miejsce, w którym zakopano powstańców. Dzięki obrączce ślubnej rozpoznano szczątki Sierakowskiego. Jeśli wśród tych nieszczęśników jest i Ignacy, wystarczy tylko chęć i badanie DNA.

dr Małgorzata B. Majewska – adiunkt na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jest autorką wielu tekstów naukowych i publikacji. M.in. „Poradnik Językowy” 2018, Wileński „Słownik języka polskiego” w „Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN”, [w:] B.K. Jędryka, E. Kwapień, W labiryncie polszczyzny. Profesorowi Stanisława Dubisza – doktorzy i doktoranci, Warszawa 2017, s. 127–141.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!