Kultura i Historia
zw.lt

Londyn w stylu Grime. Zofia

- I jak się powodzi w pracy? – dobiegł mnie niski kobiecy głos wyłaniający się wraz ze swą właścielką z ciemności zaułku. Stałem na wysokiej balustradzie przed dzwiami wejściowymi do rezydencji. Oparłem się o poręcz i spojrzałem w dół w kierunku dobiegającego głosu. Zobaczyłem starszą panią stojącą w świetle latarni i spoglądającą na mnie uważnie. Dziwne, ale nie słyszałem jej kroków zbliżających się w moim kierunku, a muzyki akurat w tym czasie nie słuchałem...

Ubrana była skromnie i elegancko z fryzurą, które widziałem na starych zdjęciach arystokratycznych rodzin.
Nie zdziwiła mnie jej obecność ani pytanie. Tutaj ludzie często cię zagadują i pytają, czy wszystko jest OK? Nawet w nocy… Zdziwiło mnie jedynie, że w całkowitej ciszy nocnej pogrążonych we śnie ulic luksusowej dzielnicy nie słyszałem, jak się zbliżała.
- Mam na imię Zofia… Zofia Bogumiłowicz, – przedstawiła się elegancka starsza pani.
- Pracownik ochrony, – też się przedstawiłem, wskazując legitymację zwisającą na szyi.
- Pani jest Polką? – zapytałem po angielsku.
- Pochodzę z polskiej kresowej rodziny, – odpowiedziała po polsku, z tym dawnym arystokratycznym akcentem, który zniknął z języka polskiego tak, jak niegdyś zniknęły święte dęby z ziemi Polan.
- A jak się Pani tutaj w Londynie znalazła, jeśli mogę spytać? – zapytałem również po polsku, spoglądając na nią z jakąś dziwną mieszaniną zaciekawienia i nieufności.
- Przyjechałam do Wielkiej Brytanii by szukać swego męża. Był on lotnikiem, walczył o Anglię.
- Znalazła go Pani?
- Nie.
- Ale znalazłam coś innego, – powiedziała po chwili.
- I co Pani znalazła?
- Pewnie trudno jest tu tak stać przez całą noc? – zapytała i podeszła bliżej balustrady.
- Przyzwyczaiłem się, – odpowiedziałem, czując piersią jej badawcze spojrzenie.
- To dobra praca dla tych, którzy chcą zacząć widzieć i coś niecoś zrozumieć… – dodała. Słyszałem ją wyraźnie, chociaż wydało mi się, że gdy mówiła jej usta się nie poruszyły.
- Rzeczywiście, czasu mam na to sporo.
- Nie tak dużo, jak myślisz. Wszystko płynie i wszystko się zmienia, jak mawiali starożytni Grecy. Na wszystko jest swój czas… Po czasie zrozumienia, zazwyczaj, nastaje czas działania…
- Pani tak dużo wie, kim Pani jest, może nauczycielką?
Zaśmiała się cicho i, jak mi się wydało, nieco sarkastycznie.
- Nauczycielką? Jestem dziedziczną wiedźmą w 13 pokoleniu, panie wartowniku, – powiedziała z dziwnym błyskiem w oczach i nutką dumy w głosie.
„No tak,” – pomyślałem – „w 13 pokoleniu, mamy akurat 2013 rok, teraz mi zacznie opowiadać niestworzone rzeczy, a ja będę musiał to wysłuchiwać przez resztę nocy… Miasto duże, dziwaków – mnóstwo”.
- No dobrze, już pójdę sobie, – nieoczekiwanie rozwiała moje obawy.  – Miło było z panem pogadać, rodaku, – uniosła dłoń w pożegnalnym geście i skierowała się w stronę parku.
- Kochaj siebie i szanuj Ziemię, – dodała na pożegnanie, by po chwili roztopić się w ciemnościach spowijających park.
Po chwili dobiegł stamtąd znajomy wrzask lisów. A ja już wiedziałem, kto jest jego gospodarzem…

Autor DeS
Link

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!