Niepodległa
Kultura i Historia
zw.lt

Londyn w stylu Grime. Mortal Kombat

- I co, już wyjechał? – pyta Gabor, który patroluje sąsiednią ulicę. - Wyjechał.

Zauważyłem, że Węgrzy nieco się obawiają Igora i często pytają mnie, czy przypadkiem nie wiem, kiedy ma przyjechać. Pewnie już się zorientowali, że jesteśmy z nim prawie „rodakami”.
- No to można się rozluźnić. Pójdę do nocnego. Przynieść ci coś?
- Nie trzeba. Później sam tam wskoczę.
- Dopilnujesz mej ulicy, dopóki będę w sklepie, ok?
- Ok.
Wrócił z kanapką i lemoniadą i teraz szuka kontaktu ze mną próbując zawiązać rozmowę.
- Dziś trochę cieplej.
- Tak, rzeczywiście, ciekawie, na jak długo… – zdejmuję słuchawki i idę na kontakt.
- Pracuję tu od dawna, dużo czego widziałem, – próbuje mnie zaciekawić.
Wszyscy pracownicy ochrony wiedzą, być może niektórzy nieświadomie, że, gdy ciebie słuchają, czas biegnie szybciej i nie jest tak zimno.
- Wyobraź sobie, pewnego razu było coś takiego! Przyjechali sprawdzać, a Słowaka, który pełnił dyżur tej nocy, nigdzie nie ma. Krócej mówiąc, zamknął się w tym pokoiku, no wiesz, tam na naszej ulicy, gdzie możemy odpocząć i się zegrzeć w ciągu 10 minut każde dwie godziny. Supervisor łomocze w drzwi, a gość olewa to, nie otwiera i koniec. Co on tam robił? Spał, a może walił konia? – Gabor głośno się zaśmiał – Widocznie jednak spał. Sam mi wcześniej opowiadał, że gdy zaśnie, to za nic go nie obudzisz. Krócej mówiąc, drzwi on tak i nie otworzył, a supervisor wywalić je również się nie odważył. Rankiem wylazł on stamtąd i poszedł sobie spokojnie do domu, jakby nic się nie stało. Oczywiście, po tym zdarzeniu, skończył on u nas swą karierę.
- Widzisz, – mowię – to jest prawdziwy security! Utrzymał swą twierdzę, wrogowie tak i nie zdołali werwać się do środka.
- To jeszcze nic, – kontynuuje Gabor – był przypadek znacznie ciekawszy. Pracował u nas pewien Rosjanin. Jego obiekt był za Londynem – niedobudowana rezydencja. Do centrali daleko, więc nieczęsto się zjawiali, by sprawdzić czy wszystko w porządku. Pracował on porządnie, więc po jakimś czasie wogóle przestali tam wpychać mordę. Miał on dziewczynę, pracowała w mieście w jakiejś firmie. Coraz częściej więc zaczęła do niego na obiekt przyjeżdżać, a z czasem nierzadko zostawała tam i na całą noc. U niego tam było wszystko: i kanapa, i stół z krzesłami, wydaje mi się, że nawet był prysznic. Tak ona wkrótce do niego się i przeprowadziła. Czaisz?
- Gratuluję, nieźle się ustawili.
- Nieźle się ustawili, to mało powiedziane. Oni tam najzwyczajniej zaczęli mieszkać razem. Ale i to jeszcze nie wszystko! On do tego stopnia się rozpanoszył, że zaczął zapraszać „do siebie” w gościnę swoich krewnych z Rosji i pewnego razu oni nawet tam Nowy Rok spotkali wszyscy razem. Oto, jak w życiu bywa! A jeszcze pewnego razu…
A ja słucham, słucham, słucham… nie spiesząc wkładam słuchawki, brzmi londyński undegroundowy beat w stylu Grime i rymy już same lazą do głowy:
A ja jestem wybuch, bomba!
Mój flow, jak Mortal Kombat
To jest mój wzlot, mój comeback
W słoneczny splot wymierzam kopniak
Przeskoczę każdy płot, to drobiazg
Mój samolot, mój pojazd
Jak strzały grot, wystrzeli do gwiazd
Zabierze cię stąd do gwiazd!
Świta. Szary styczniowy poranek nie tylko na zewnątrz, lecz również wewnątrz mnie. Trzeba się zbierać, wkrótce kończę pracę. Dziś mój ostatni dyżur. Wracam do domu…

DeS

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!