Niepodległa
Kultura i Historia
Renata Butkiewicz

Krzysztof Pastor: Czas się zastanowić, co dalej

Krzysztof Pastor. Wybitny choreograf, dyrektor Polskiego Baletu Narodowego i dyrektor artystyczny Litewskiego Baletu Narodowego. Pożądany pod każdą szerokością geograficzną. Doskonale znany jako tancerz w Ballet de l’Opéra de Lyon, holenderskim Het Nationale Ballet, ale też jako choreograf m. in. w The Washington Ballet, Auditorium Theatre in Chicago i na nowojorskiej scenie David H. Koch Theater w Lincoln Center for the Performing Arts. Stworzył choreografie do blisko 70 baletów - najwięcej właśnie w Holandii - w Het Nationale Ballet, ale również na Litwie, w Belgii, Niemczech, Francji, Turcji, czy nawet w Stanach Zjednoczonych, Australii i Nowej Zelandii publiczność przekonała się, że każde jego przedstawienie to wielkie wydarzenie. Warto tu wymienić jego "In Light and Shadow" zrealizowane z rozmachem czy też "Do Not Go Gentle…", "Kurt Weill","Don Giovanni", a także "Symfonię fantastyczną".

Teraz mówi, że uwielbia Wilno, że jest pełne uroku. Od ośmiu lat pełni tu funkcję dyrektora Litewskiego Baletu Narodowego. Mało kto wie, że początkowo odmówił, ale Gintautasowi Kėvišasowi, ówczesnemu dyrektorowi Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu udało się go namówić. Był to dość intensywny czas. Dopiero drugi rok w Warszawie, nadal też był choreografem-rezydentem w Het Nationale Ballet w Amsterdamie. Żeby prowadzić zespół w Wilnie z pewnych zamówień musiał zrezygnować, ale już na początku szybko odczuł pozytywne rezultaty. Nadał nowy kształt artystyczny wileńskiemu baletowi po ustępującej ze swej funkcji Tatianie Siedunovej, która kierowała zespołem nieprzerwanie przez 19 lat. W Wilnie zmierzył się z jednym z najważniejszych dzieł XX w. „Cudownym mandarynem” węgierskiego kompozytora Béli Bartóka. Opowiedział o tym, że erotyczne pożądanie bywa silniejsze od śmierci. „Romea i Julię” z muzyką Siergieja Prokofiewa przełożył na język współczesny i udowodnił litewskiej publiczności, że poza eksplozją namiętności można w tej sztuce mówić o naszym osobistym stosunku do rzeczywistości. Również z zespołem Litewskiego Baletu Narodowego w Wilnie zrealizował własną inscenizację „Dziadka do orzechów” Piotra Czajkowskiego, po której nie tylko dzieci, ale przede wszystkim dorośli nie kryją zachwytu, dodając, że czegoś tak pięknego w życiu nie doświadczyli.

Krzysztofowi Pastorowi udało się zrealizować u nas kilka spektakli baletowych innych niż te, które przygotował w Polsce. Wprowadził „Kūrybinis impulsas“ – odpowiednik ,,Kreacji” w Polskim Balecie Narodowym. To warsztaty choreograficzne, by tancerze mogli zmierzyć się z wyzwaniami również tej materii. Bo jak mówi, ,,Żywot tancerza to żywot motyla. Trwa krótko. Po dwudziestu latach od rozpoczęcia kariery to już może być taki czas, kiedy trzeba bardzo poważnie myśleć o zakończeniu kariery. Jednak dwadzieścia lat to jest spory okres czasu w jednym zawodzie. My w naszej części świata jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że ludzie nie zmieniają tak często zawodu czy nawet miejsca pracy. Ale na Zachodzie czy w Ameryce to jest dosyć normalne, że ludzie wykonują w ciągu swojego życia nie jeden zawód, nie w jednym miejscu. Staram się tancerzy przygotowywać, kiedy widzę, że możliwości fizyczne trochę zaczynają gasnąć, co jest naturalne. Staram się o tym jakoś informować i to jest zawsze bolesne. Uważam, że świadomość tego, że ta kariera jest piękna, ale krótka jest bardzo ważna” – mówi Krzysztof Pastor.

Mogą być managerami projektu, kostiumografami, czy nawet tworzyć światła albo jakieś elementy dekoracji. Wielkim odkryciem w Wilnie jest Martynas Rimeikis – tancerz, który również jako choreograf zrobił kilka ciekawych prac, m. in. balet na bazie powieści Franza Kafki. ,,Ale choreograf to jest rzadki ptak. To nie jest tak, że każdy, kto raz spróbował, będzie choreografem. Czasami to się nie udaje” – przyznaje dyrektor Baletu.

Ciągle należy szukać miejsca w teatrze. Tancerze w Warszawie mają emeryturę dopiero w wieku 65 lat. A przecież nie da się tyle tańczyć na profesjonalnym poziomie. Natomiast w Wilnie po dwudziestu latach kariery zawodowej dostają pewne zabezpieczenie finansowe. Być może nie wielkie, ale to daje wsparcie i możliwość szukania innej pracy.

Czy balet to zajęcie dla mężczyzny, dla chłopców? Jak najbardziej – bez wahania odpowiada Krzysztof Pastor. ,,Chociaż w opinii ogólnej oczywiście jest takie odium, że to niemęskie zajęcie, że jest dużo homoseksualistów i może to zniechęca rodziców. Widzę po tym, jaki jest nabór do szkół baletowych. Ale to może być bardzo atletyczny, bardzo męski, bardzo piękny zawód. Atrakcyjne jest środowisko, w jakim się pracuje. Teatr, piękna muzyka, ludzie, których łączy pasja. Jest jakiś poziom konkurencji oczywiście i to jest element motywujący. Jest selekcja. Wybiera się tych, którzy są najlepsi” – dzieli się swym doświadczeniem wybitny choreograf.

Z jakim repertuarem do serc publiczności?

Krzysztof Pastor uważa, że w Wilnie należy pokazywać balety klasyczne. Traktuje repertuar Zespołu Narodowego i tego w Wilnie, i tego w Warszawie, jak dwa Muzea Narodowe. Jak mówi, są kanony, jak Jezioro Łabędzie, Giselle czy Śpiąca Królewna, gdzie zawsze będą tłumy stały. Ale powinniśmy wystawiać bardzo różne rzeczy. To jest forma sztuki, która powinna być w pewnym stopniu ‚entertainment’.

Był taki okres, że na Zachodzie powstawało bardzo dużo utworów eksperymentalnych. Czasami widzę takie ciągoty też tutaj – mów K. Pastor. Jednak trzeba pamiętać o publiczności. Sala w Litewskim Narodowym Teatrze Opery i Baletu jest na około tysiąc osób i nie powinna być pusta. Jeżeli na taki eksperymentalny, nowatorski spektakl przyjdzie tylko dwadzieścia procent publiczności, wtedy trzeba szukać innego venue, innego teatru, każdy rodzaj sztuki ma swoje miejsce. Balet jest sztuką performatywną i trzeba się komunikować z publicznością.

W Ameryce jest ogromny świat baletu. Broadway ma bardzo ważne znaczenie, dużo szkół tańca. Amerykanie są bardzo roztańczeni. Jednak mają większe kłopoty ze stylem – stylem romantycznym. To jest coś, co zostało wytworzone w Europie Zachodniej. Wydaje mi się, że tancerze europejscy mają większe poczucie stylu, mają większy respekt do muzyki klasycznej. W Europie Bach będzie przemawiał niemal do każdego, a w Ameryce mniej. Tam raczej Gershwin czy minimaliści tacy jak Steve Reich czy Michael Neumann – oni to czują – zauważa słynny polski choreograf.

Natomiast Amerykanie docenili Romeo i Julię Krzysztofa Pastora. Udało mu się pokazać, że to jest historia współczesna, która dotyka spraw ważnych, społecznych, czasami politycznych.

Jak wygląda praca nad baletem?

To jest długi proces. Najpierw Krzysztof Pastor pracuje nad tekstem. Krok po kroku analizuje go z dramaturgiem. Wówczas, jak mówi, czuje się mniej samotny w tym, co robi, wsparty intelektualnie. Potem dochodzi scenograf, powstają notatki, dochodzą do libretta, które może być oparte na oryginalnym tekście bardzo mocno, ale nie jest kopią. To czas, kiedy można marzyć i wyobrażać sobie. Zawsze ma przy sobie słuchawki. To przedmiot, z którym się nie rozstaje na co dzień, bo dużo słucha muzyki. Muzyki, która jest w nim, jego wyobraźni, co potem wnosi do baletu.

,,Kiedy pracowałem nad Burzą Szekspira, tam było dosyć dalekie odejście od samej sztuki, dlatego, że w tańcu nie da się jednak wszystkiego jak w literaturze. Ale w tańcu emocje można wyrazić pięknem. W Burzy i Romeo i Julii – są pewne frazy, które nie da się zastąpić ruchem, ale emocje tych kochanków – można. Nawet ten bunt Julii – bunt wobec ojca i matki też” – zdradza kulisy pracy K. Pastor.
Drugi okres pracy – to praca z tancerzami. Jest piękna i trudna, bo już marzenie ma być skonfrontowane z praktyką, z życiem, z tancerzami, ich wyobraźnią, humorami, trudnościami i zmęczeniem.

Na premierze siada na widowni. Premier bardzo nie lubi, ale jak mówi, ,,trzeba wziąć na klatę”. Jako szef surowy dosyć, ale sprawiedliwy. Cytuje M. N. Barysznikova, że perfekcja jest tylko teorią. A o zespół cały czas trzeba dbać. ,, Nie jest mi łatwo ze względu, że muszę dojeżdżać tutaj. Lepiej by było, gdybym był na miejscu każdego dnia. Prowadzę jeszcze jeden zespół, ale też robię choreografię poza tymi dwoma teatrami. To jest naprawdę trudne.” – przyznaje K. Pastor.

Światowa kariera i Wilno

Związki z Wilnem okazały się dłuższe i trwalsze, niż początkowo przypuszczał. Po ośmiu latach pracy jako dyrektor Baletu Narodowego w Wilnie, Krzysztof Pastor nie ukrywa, że się zastanawia nad tym, co dalej? ,,Czasami niektóre formuły się wyczerpują. Odczuwałem postęp, progres, dosyć wyraźnie i to było satysfakcjonujące. Teraz uważam, że może jest czas na to, żeby ktoś to prowadził dalej. Oczywiście muszę wspomnieć, że moją zastępczynią jest Rūta Butvilienė, którą bardzo cenię i która na pewno robi dobrą pracę. Ale odczuwam brak siebie tutaj codziennie na miejscu. Nie czuję się z tym najlepiej, bo widzę pewne problemy, które myślę byłoby o wiele łatwiej rozwiązać, jeżeli byłbym permanentnie na miejscu. To niestety nie jest możliwe”.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!