Kultura i Historia
Antoni Radczenko

Dyskusja o pamięci: Młodzi interesują się mniejszościami

Nie patrząc na to, że przez wiele lat po wojnie pamięć o Zagładzie Żydów w Polsce i na Litwie była ignorowana, w ostatnich latach powraca – przekonywali Adam Bartosz  oraz Vytautas Toleikis podczas dyskusji zorganizowanej z okazji Dnia Pamięci Ofiar Holokaustu zorganizowanej przez Instytut Polski w Wilnie.

Dyskusja obyła się w poniedziałek (29 stycznia) w Żydowskiej Bibliotece Publicznej w Wilnie.

„Nastąpiło jakby zupełne zapomnienie i teraz staramy się te zapomnienie wydobyć z zapomnienia. Podobnie, jak w innych krajach – na Litwie czy na Ukrainie, u nas w Polsce, również istnieje dosyć duża niechęć do Żydów. Mimo, że w zasadzie tych Żydów nie ma. Taka niechęć historycznie uwarunkowana (…) Z drugiej strony od lat 80-tych istnieje bardzo silny nurt wśród młodych ludzi ogromnego zainteresowania mniejszościami” - oświadczył Adam Bartosz, etnolog i muzealnik, wieloletni dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie, wybitny znawca kultury i historii Romów oraz Żydów.

Niszczenie śladów niemieckich

Bartosz podzielił się z zebranymi własnymi doświadczeniami, które były tożsame z doświadczeniem większości osób urodzonych w Polsce po wojnie.

„Może zacznę od swego dzieciństwa. Urodziłem się na zachodzie Polski, na byłych terenach niemieckich, ponieważ moi rodzice mieszkali na terenach obecnej Ukrainy. Po zmianie granic musieli emigrować. Wszystko co mnie otaczało od dziecka to było poniemieckie. Poniemieckie domy, poniemieckie ulice, poniemieckie nazwy. I tuż obok mego domu poniemiecki cmentarz. Całe dzieciństwo spędziłem na niszczeniu grobów niemieckich, jak wszystkie dzieci z okolicy. Wszyscy co tam mieszkali, to byli emigranci z różnych stron byłej Polski i nie tylko. Wspomnienia Niemców były czymś okropnym. Chcieliśmy zniszczyć wszystkie ślady niemieckości. Z cmentarzem i wszystko co tam było nic nas nie wiązało” – poinformował etnolog.

Cmentarz żydowski a inna perspektywa

W późniejszych latach rodzina przeniosła się do Tarnowa, gdzie spotkał się z odmienną sytuacją. „Cała ludność była miejscowa. To były wielopokoleniowe rodziny, które tam mieszkały. Można się było spytać co się działo w tym domu sto czy dwieście lat temu. Ale tam był cmentarz żydowski. Moi koledzy, których poznałem w szkole średniej opowiadali, że całe dzieciństwo spędzili na terytorium tego cmentarza. Nie dlatego, żeby zniszczyć pamięć o Żydach, tak jak ja niszczyłem pamięć o Niemcach. Po prostu rozumiano, że nie ma Żydów i nigdy ich już nie będzie” - podkreślił prelegent dyskusji.

Zmiana w myśleniu Bartosza zaszła tylko po studiach, w latach 70-tych. Chociaż studiował antropologię, gdzie mówiło się o wielu egzotycznych ludach na wszystkich kontynentach, to nie było ani godziny poświęconej dziedzictwu żydowskiemu w Polsce. Po studiach spojrzał na cmentarz żydowski z innej perspektywy.

Przed wojną połowę mieszkańców z 50 tys. Tarnowa stanowili Żydzi. „Wszyscy wiedzieli o domach, o każdej uliczce. Jednak ten cmentarz, który wtedy już był prawie w centrum, był taką dziurą na dnie miasta. Było napisane, że to cmentarz żydowski, ale nikt tam nie chodził. Poza chuliganami, którzy tam wódkę pili” - powiedział Bartosz.

Nowe tendencje

W roku 1980 został dyrektorem muzeum, a w 1982 roku zorganizował pierwszą wystawę o Żydach w powojennej Polsce. „Rozpoczęliśmy, po amatorsku, edukację o historii, o której moje pokolenie nic nie wiedziało. Mimo, że ci ludzie tam mieszkali od urodzenia. Tłumaczyłem to sobie tym, że Polacy przeżyli tak ogromną gehennę, martyrologię w czasie okupacji. W każdej rodzinie ktoś zginął. Więc ta tragedia zagłady żydowskiej była na marginesie. O tym się nie pamiętało, mimo tego, że zginęła połowa miasta” - zaznaczył naukowiec.

Teraz zaszły zmiany. Są sytuacje, że kupując dom, nowi właściciele zwracają się do niego z prośbą o kontakt z byłymi gospodarzami. Przyjeżdżające wycieczki Żydów również szukają domów swoich rodziców i dziadków. W ten sposób przy muzeum w Tarnowie powstała płaszczyzna internetowa, na której obcują nowi właściciele z potomkami byłych gospodarzy.

Adam Bartosz dodał, że nie wszystkie trendy prożydowskie we współczesnej Polsce mu się podobają. Skrytykował inicjatywę „Szukajmy sprawiedliwych”, która pochodzi od środowisk powiązanych z Radiem Maryja i Telewizją Trwam, gdzie wcześniej często głosiły treści antysemickie, a dzisiaj na siłę „produkują” Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Często też jest przemilczany fakt, że dla hitlerowców o ukrywaniu Żydów donosili Polacy.

Memelland i Orzeszkowa

Pedagog, działacz kulturalny, eseista Vytautas Toleikis  oświadczył, że sytuacja pamięci o Holocauście na Litwie jest podobna.

„Pochodzę również z podobnych terenów. Z rejonu szyłokarczmskiego, który przed wojną należał do Kraju Kłajpedzkiego. To był Memelland. Tylko, że mój przykład jest bardziej szczęśliwy, bo moi rodzice Żmudzini kupili dom w latach 60-tych od rodziny niemieckiej. I gospodyni, zanim wyjechała do Niemiec, przez dwa tygodnie mieszkała z nami. Wszystko pokazała mojej matce i wyjaśniła” - opowiedział zebranym Toleikis. Później jego rodzina zaopiekowała się grobem rodziny, która wyjechała do Niemiec.

Co ciekawe o Żydach po raz pierwszy dowiedział czytając w 1977 roku powieść Elizy Orzeszkowej „Meir Ezefowicz”. Chociaż wcześniej jego mama opowiadała o ludziach, którzy w czasie II wojny światowej mordowali Żydów. „Więc chociaż wychowałem się bez Żydów, ale na poziomie mentalnym z Żydami” - zaznaczył eseista.

Pod względem przywracania pamięci o Żydach, jego zdaniem, Litwa od Polski spóźniła się o około 7 lat. Pierwszą wystawę o Żydach zorganizował przyszły poseł Emanuilis Zingeris w 1989 r. w Kownie. „To był prawdziwy szok dla nas. Specjalnie jeździliśmy do Kowna, aby to zobaczyć” - poinformował gości dyskusji pedagog.

Vytautas Toleikis  podkreślił, że chociaż stan żydowskich cmentarzy czy innych obiektów w różnych regionach jest różny, to tendencje generalnie są pozytywne.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!